czwartek, 27 października 2011

Nauka rządzi się wolnością


toteż nie można jej uczciwie uprawiać, jeśli jakakolwiek władza usiłuje ją cenzurować, dostrajać do własnych potrzeb czy oczekiwań. Niestety, jak stwierdziła uczestniczka XXIV Forum Pedagogów we Wrocławiu, jakie zorganizował Instytut Pedagogiki Uniwersytetu Wrocławskiego, kiedy przedstawiła w swoim środowisku oświatowym wyniki badań dotyczących szkolnictwa zawodowego, w czasie dyskusji została zaatakowana przez jednego z wizytatorów kuratorium oświaty. Przejawem krytyki z jego strony nie była wadliwa metodologia badań czy niewłaściwy sposób ich przeprowadzenia. Skądże znowu.

Wizytator - egotyk poczuł się dotknięty "w imieniu szkolnictwa zawodowego", którego - jego zdaniem - nie wolno krytykować publicznie. Jak widać, okazał się zwolennikiem prawdy "zamiatanej pod dywan", byle tylko nikt o niej nie słyszał. O szkole należy mówić i pisać tylko i wyłącznie pozytywnie, chwalić ją i jej nauczycieli, a co najwyżej ganić uczniów i ich rodziców. Skąd jeszcze biorą się takie "dinozaury nadzoru pedagogicznego"? Ciekawie muszą wyglądać raporty takiego wizytatora, który musi w nich zakłamywać rzeczywistość edukacyjną, by wypinać pierś po premie i ordery za "znakomite" osiągnięcia na "jego" terenie.

Pochwała należy się młodej doktor nauk humanistycznych w dyscyplinie pedagogika, że choć została skrytykowana przez starszego i - w jego mniemaniu -ważniejszego społecznie pracownika oświaty, to jednak nie lęka się i prowadzi zarówno dalsze badania, jak i upowszechnia tylko częściowo przecież "negatywny" oraz zdarzeń i procesów edukacyjnych. Warto podążać za swoją pasją i nie oglądać się na tych, którzy z nauką i sposovem prowadzenia badań nie mają nic wspólnego. Nauka rządzi się wolnością. Jak odbiorcy wyników badań są z nich niezadowoleni, to jest to tylko i wyłącznie ich problem. Badacz ma dociekać prawdy o interesującej go rzeczywistości, a nie - jak niektórzy rządzący - ma ją głosić czy sztucznie kreować. Jak władze oświatowe chcą mieć peany na swoją cześć czy podległych sobie placówek edukacyjnych, to niech dalej tworzą sobie fikcję i żyją w poczuciu "dobrze" spełnionego obowiązku. Widać, że wraz z nadchodzącymi chłodami wzrosło zapotrzebowanie na wazelinę.

9 komentarzy:

  1. Ależ to była cała filozofia rządzenia min.Hall-nie mówić o problemach edukacji bo to godzi w resort edukacji!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Profesorze, bywa też tak, że wizytatorzy, mając określone zamiary wobec podległych im placówek, nie chcą słuchać "pozytywnych danych" na ich temat. Zwyczajnie nie pasują do ich zamiarów. Tak się dzieje m.in. w jednej z badanych przeze mnie szkół, która właśnie przechodzi proces "podsumowania i zamknięcia" eksperymentu - bo tak sobie założyły władze. Wizytator podkreśla uporczywie i przy każdej wizycie, że "nie chce nikomu zrobić krzywdy" (dosłowny cytat). Swoje zamiary określa jednak bardzo wyraźnie - eksperyment, choć udany i wnoszący nową jakość do edukacji szkolnej, nie będzie kontynuowany. Wizytator otrzymał kontakt do mnie (jako autorki pracy doktorskiej obejmującej badania nad wspomnianą szkołą) oraz do ośrodka naukowego, który sprawuje opiekę merytoryczną nad placówką. Wszyscy jesteśmy bardzo ciekawi czy skorzysta z tego kontaktu i źródła wiedzy. Co ciekawe, jako wizytator placówki eksperymentalnej sam z inicjatywą tego kontaktu nie wystąpił. Trzeba było mu przypomnieć, że może to istotne źródło wiedzy przy takich "podsumowaniach". Mogłabym na podstawie moich badań i kontakcie z osobami zaangażowanymi w funkcjonowanie placówek eksperymentalnych długo opowiadać o wspomnianych przez Pana Profesora "dinozaurach". Tym bardziej należy chylić czoła przed ludźmi,którzy wbrew takim sytuacjom uporczywie wprowadzają innowacje do szkolnej edukacji, próbują zrealizować swoje autorskie projekty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Władza nie znosi krytyki. Już przyzwyczaili się do składania im hołdu, a jak podwładni tego nie czynią, to się im zgina karki. Naukowy, nie rezygnujcie z ujawniania krytycznych ekspertyz. Nie lękajcie się! jak apelował JPII. Nauka nie może służyć doktrynom, ideologom, rządzącym. Jej funkcją jest właśnie ujawnianie prawdy nawet, jeśli jest dotkliwa.

    LEW

    OdpowiedzUsuń
  4. Bywałem na wielu Forum Pedagogów, ponoć Pan Profesor miał ciekawe wystąpienie. Niestety, tegoroczne Forum było najdroższym z dotychczasowych, więc odpuściłem sobie.
    Wizytator, szkolnictwo zawodowe.
    Wizytatorze najlepiej się czuli, jak mieli władzę. Moja wizytator była bufoniasta, polecenia typu: dzisiaj dzwonię po południu i na jutro mam to mieć i kropka. Ale tez duże braki w definiowaniu prawa oświatowego- co jej dwukrotnie udowodniłem.
    Ile postulatów z mojej i nie tylko mojej strony, aby wizytatorzy zniknęli z krajobrazu edukacji. I chyba się to ziści.

    OdpowiedzUsuń
  5. „Badacz ma dociekać prawdy o interesującej go rzeczywistości, a nie - jak niektórzy rządzący - ma ją głosić czy sztucznie kreować.” Smutne jest to, że dociekać prawdy i głosić ją można dopiero po uzyskaniu habilitacji. Ten smutny wniosek nasunął mi się w trakcie przywołanych przez Pana Profesora obrad XXIV Forum Pedagogów. Jedna z uczestniczek Forum wygłosiła referat na temat nierówności w idiomie kulturowym współczesnych wspólnot uczonych. Poruszyła w nim między innymi problem dotyczący (nie)etycznych zachowań niektórych uczonych
    ( plagiaty, nadużycia podczas awansu na stopnie naukowe). Po wygłoszonym referacie przewodnicząca sekcji podsumowała to wystąpienie słowami: „to bardzo odważne tezy i to wygłaszane przed habilitacją!” Słysząc te słowa z ust szanownej Pani Profesor, jako młoda doktor nauk humanistycznych, zaczęłam mieć wątpliwości czy istotnie nauka rządzi się wolnością.

    OdpowiedzUsuń
  6. Żałuję, że nie słyszałem tego referatu. Chętnie bym poparł tę Panią. A może prowadząca obrady wyraziła szczery podziw dla referującej? Nie zgadzam się, że wolność w nauce jest dopiero po habilitacji. Znam tylu zastraszonych doktorów habilitowanych, ilu odważnych, młodych doktorów czy magistrów. Jak czyni się coś z pasją, autentycznie i profesjonalnie, to nie ma zagrożenia. Co najwyżej trzeba poszukać sobie innego środowiska - adekwatnego do nędzy albo do mistrzostwa. Wybór zależy tylko od nas i nie ma co szukać usprawiedliwień poza nami. Ja nie oglądałbym się na tych, którzy intencyjnie lub nie ze złej woli chcieliby nas do czegoś zniechęcić. Jak są gotowi nas wesprzeć, to wspaniale. Jeśli zaś tylko wykorzystać, to lepiej być z daleka.

    OdpowiedzUsuń
  7. Panie Profesorze, być może był to szczery podziw dla referującej. Przyznaję, że nie popatrzyłam na to z tej perspektywy. Coś jednak musi być na rzeczy skoro Pani Profesor dopytała referującą czy nie boi się wygłaszać takich tez przed habilitacją. Na co zapytana odpowiedziała: „ nie zamierzam się ubiegać
    o habilitację. Ten etap mam już za sobą. Zatem nic mi już nie grozi.” Nie znam szczegółów, ale domyślam się, że osoba ta musiała zostać skrzywdzona podczas ubiegania się o habilitację.
    Z rozmowy tej wysnułam wniosek, że przed jej uzyskaniem nie należy wygłaszać niewygodnych tez, gdyż można się narazić na nieprzychylną ocenę. Owa Pani Profesor musiała coś wiedzieć na ten temat skoro zadała takie pytanie.
    Owszem można , jak radzi Pan Profesor, zmienić nieprzychylne środowisko. Jednak
    w dzisiejszych czasach ( brak nowych etatów) jest to dość trudne. Wynika z tego, że za wolność w nauce niekiedy trzeba płacić dość wysoką cenę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ks. Prof. J. Tischner mówił i pisał, że wolność jest wartością, ale i dramatem. Skoro referująca sama potwierdziła, że poradziła sobie nie tylko z problemem badawczym, ale i habilitacją, to chyba jednak nie jest aż tak źle. Zawsze za wolność płaci się jakąś cenę. Ja też jej nie otrzymałem. Trzeba o nią zabiegać. To tylko zewnętrznym obserwatorom wydaje się, że coś mamy nie wiedzieć skąd. Róbmy swoje - śpiewał Wojciech Młynarski. Ja robię i nie interesuję się tym, ile jest wokół zawiści, zdrad, pozerstwa, cwaniactwa, pasożytnictwa i faryzeizmu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nauka rządzi się wolnością - ma profesor rację, tylko nie w wyższych szkołach prywatnych! Tu dopiero kwitnie lipa. Tak narzekacie na szkoły publiczne, ale jakoś ci, którzy w nich pracują, nie mają problemów z własnym rozwojem naukowym, z szacunkiem do ich pracy. Chyba, że sami się obijają.

    Cap

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.