czwartek, 13 października 2011

Czy istnieje polska pedagogika?
















Tytuł tego wpisu zaczerpnąłem per analogiam z tytułu artykułu znakomitego socjologa prof. Piotra Sztompki - "Czy istnieje socjologia polska?", jaki ukazał się w ostatnim numerze "Studiów Socjologicznych" (2011 nr 2).

Nie przypuszczałem, że socjolodzy mają jeszcze takie dylematy, choć sposób ich wyartykułowania jest znakomity. Pracując wspólnie z prof. Zbigniewiem Kwiecińskim ponad 10 lat temu w Wydawnictwie Naukowym PWN nad przygotowaniem pierwszego, postsocjalistycznego podręcznika akademickiego "Pedagogika", który ukazał się w dwóch tomach w 2002 r., zdawałem sobie sprawę, jak trudno jest w nowej rzeczywistości społeczno-politycznej pozyskać autorów do napisania rozdziałów, które odnosiłyby się do kanonu subdyscyplin pedagogicznych, jaki obowiązywał w kształceniu na pedagogice jako kierunku studiów, a zarazem nie reprodukował wiedzy minionego ustroju.

Zastanawiałem się wówczas nad tym, w jakim zakresie uda się naszemu zespołowi znakomitych autorów, profesorów najważniejszych w kraju ośrodków uniwersyteckich, pokazać pedagogikę jako autonoomiczną naukę, współpracującą z naukami pogranicza, która nie zamyka się w obszarze lokalności, jedynie własnej narodowości. Częściowo się to powiodło, gdyż większość, w mniejszym lub większym stopniu, nawiązywała do spuścizny światowej wiedzy o wychowaniu. Ważne jednak było dla wszystkich zachowanie pewnej równowagi między tradycją, przeszłością i dokonaniami polskich myślicieli i reformatorów wychowania, a recepcją tych prądów i nurtów, które były aplikowane w polskiej rzeczywistości albo zza zachodniej, albo zza wschodniej granicy.

Po zakończeniu tego dwutomowego dzieła zdałem sobie sprawę z tego, że naszej dyscyplinie potrzebne jest wyjście w świat oraz włączenie do niej teorii i podejść naukowo-badawczych autorów z innych krajów. Właśnie to było głównym powodem, by powstał dzięki znakomitej współpracy z Gdańskim Wydawnictwem, Psychologicznym zupełnie inny, nowy, ale dopełniający ten PWN-owski cykl podręczników akademickih z pedagogiki, który będzie nie tylko świadectwem wytworzonej w innych krajach wiedzy o kształceniu i wychowaniu, ale zarazem uświadomi nam, jak wysoki poziom reprezentuje na tle porównawczym polskie środowisko akademickie.

Zapraszając zatem do czterotomowego wydania międzynarodowego podręcznika "Pedagogika" postanowiłem przełamać koncentrację na narodowej perspektywie, by możliwe było jej jeszcze lepsze wyeksponowanie na tle porównawczym, jak i skonfrontowanie z podejściem naukowym autorów z innych państw: Anglii, Szwajcarii, Finlandii, Słowacji, Czech, Niemiec i Włoch. Zdawałem sobie sprawę z tego, że coraz częściej nasi studenci wyjeżdżają w ramach programów międzynarodowych na studia do uczelni w innych państwach Unii Europejskiej.

Oczywiście, że przekłady pedagogicznej literatury klasyków z innych kontynentów, od początku zaistnienia pedagogiki jako nauki, były podstawą do jej umiędzynarodowienia, a zarazem włączania polskiego środowiska w doskonalenie tak określonych teorii, nurtów czy modeli wychowania, jak i nasycania ich typowo polskim pierwiastkiem kulturowym, duchowym czy religijnym. Piszę o tej oczywistości, gdyż prof. Piotr Sztompka prowokuje swoje, socjologiczne środowisko do odpowiedzi na pytanie, czy socjologia musi być polska, narodowa? Być może pyta o to dlatego, że sam od kilku lat jest w Polsce i doświadcza w swoim środowisku jakiegoś etnocentryzmu, który być może przeszkadza tej dyscyplinie i jej przedstawicielom wpisać się w powszechną socjologię. Jego zdaniem nie ma najmniejszego sensu podtrzymywanie wyjątkowości jakiejkolwiek dyscypliny naukowej ze względu na jej charakter narodowy. Nie ma polskiej czy niemieckiej fizyki, chemii.

Minęły na szczęście czasy, gdy deklarowano, że istnieje radziecka genetyka i burżuazyjna cybernetyka. (s. 43) (…) przedmiot i metoda nauki w ścisłym, anglosaskim sensie „science” są uniwersalne, a nie narodowo określone. Prawo grawitacji czy skraplania gazu działa tak samo w Polsce, Namibii i w Indiach. Sztuka natomiast jest oczywiście uwarunkowana historycznie, kulturowo, społecznie. Jest odzwierciedleniem lokalnych tradycji, sukcesów i traum, pamięci zbiorowej, nastrojów społecznych czy – excusez le mot – „charakteru narodowego”. Muzyka rosyjska jest inna od niemieckiej, literatura latynoamerykańska od angielskiej, malarstwo afrykańskie od francuskiego. (s. 44)

Czy socjologie narodowe - pyta P. Sztompka - mają szanse odrębności w epoce trzech wielkich procesów historycznych: globalizacji społeczeństwa, internacjonalizacji nauki oraz ekspansji demokracji i liberalizmu. (s. 44) Z jednej bowiem strony są problemy wspólne dla wszystkich krajów, jak rozwarstwienie, społeczne, bieda, wykluczenie, przestępczość, kryzysy rodziny, masowe migracje, z drugiej zaś wspólne stają się tak globalne wyzwania, jak problemy energii, klimatu, bezpieczeństwa itp. Internacjonalizacja nauki jest w dzisiejszej dobie masowa, powszechna, nawet jeśli nie jest prowadzona bezpośrednio w ramach umów międzynarodowych, bilateralnych, gdyż dzięki sieci internetowej mamy dostęp do bibliotek świata. (…) metody badawcze oparte są na jednolitych standardach; w naukach przyrodniczych zdefiniowane przez panujący paradygmat, a w naukach społecznych mieszczące się we wspólnej skrzynce narzędziowej („tool box”), zawierającej różnorodne przydatne techniki i procedury, wybierane oportunistycznie w zależności od problemu badawczego. (…) zbiór teorii w swoim podstawowym kanonie uznany jest globalnie; w naukach przyrodniczych w ramach panującego paradygmatu, a w naukach społecznych zamknięty we wspólnym „archiwum” (Ziman 2000), gdzie poszczególne teorie odrywają się od swoich partykularnych genealogii i są akceptowane jako uniwersalny, szeroki kanon, stosowany ad hoc do wyjaśniania podejmowanych problemów czy tematów. Panuje pluralizm teoretyczny, zerwanie z dogmatyzmem jednej, wyłącznej teorii i Mertonowski „zdyscyplinowany eklektyzm”. (s. 44-45)

Jak jest z pedagogiką w polskich uniwersytetach i akademiach? Czy jest ona nadal uprawiana w sposób ograniczony ideologicznie czy może dysponuje autonomią i swobodą uprawiania badań? Czy jej wyniki są porównywalne z tymi, na które chętnie powołujemy się, studiując literaturę pedagogiczną Francji, Niemiec, Anglii czy Włoch, czy może nasz wkład w rozwój tej dyscypliny ogranicza się tylko i wyłącznie do własnego terytorium?

9 komentarzy:

  1. Panie Profesorze. Przedstawiam mój komentarz do poprzedniego wpisu, z którego "nic nie rozumiem", oraz do aktualnego. Jest to mój widok z pozycji żaby, czyli opinia użytkownika systemu edukacji (niektórzy mówią "ofiary systemu").
    Nie widzę pedagogiki. Koniec komentarza.

    Dlaczego nie widzę ? Może mam słaby wzrok.
    Natomiast widzę pewien problem: rozdźwięk między teorią a praktyką; separację pomiędzy środowiskiem akademickim i środowiskiem nauczycielskim. Świat kongresów, konferencji, paneli i szkoleń to jedno, a rzeczywistość szkolna to drugie. Z jednej strony ferment intelektualny, z drugiej - codzienna praktyka walki o średnią. 600.000 nauczycieli potrzebuje inspiracji, wsparcia, wizji, pobudzenia intelektualnego i moralnego. Otrzymują zarządzenia, instrukcje i oferty szkoleń. Jeżeli ktoś przyjeżdża do szkoły, to jest zazwyczaj kontroler lub sprzedawca. Widzę potrzebę zbliżenia ludzi nauki i ekspertów ze szkołą. Warto żeby nauczyciel miał okazję spotkać się autorami badań i twórcami projektów. Niech nie siedzi ciągle z głową zwieszoną nad sprawdzianami, tabelkami i sprawozdaniami. Niech czasem uniesie wzrok i spojrzy wyżej i dalej. Już sama rozmowa z "profesurą" byłaby bardzo cenna. Bo nikt nie rozmawia z nauczycielami, nie mają z kim prowadzić dialogu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanowny Panie, komentarz jest słusznym apelem do środowiska akademickiego, ale tylko częściowo odpowiadającym naszej rzeczywistości, która nie jest tylko taką, jak Pan ją opisuje. Znam wielu profesorów, którzy spotykają się z nauczycielami, razem z nimi realizują projekty dydaktyczne czy wspólnie z nauczycielami organizują konferencje oświatowo-naukowe.

    OdpowiedzUsuń
  3. Polska pedagogika jest oczywiście różnorodna. Generalizując jest jednak przede wszystkim dość słaba naukowo i raczej osobna, oderwana od światowych trendów. Na długiej liście samodzielnych pracowników naukowych (upublicznionej właśnie w związku z wyborami do KNP PAN) połowa nazwisk nic mi kompletnie nie mówi. Nie wnieśli znaczącego wkładu w rozwój dyscypliny. Również w konkursach na granty pedagodzy niestety nie błyszczą. Potrzebna jest poważna zmiana.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szanowny Panie Profesorze.
    Zgadzam się, że moja opinia-apel jest częściowo adekwatny. I właśnie ta "częściowość", proporcja jest kluczowa. W jakim stopniu związek nauk pedagogicznych i praktyki szkolnej istnieje w świadomości społecznej ? W jakim stopniu współpraca akademików i nauczycieli jest standardem, a w jakim kwiatkiem do kożucha ? Mocniej i wyraźniej: czy profesorowie i nauczyciele spotykający się ze sobą tu i ówdzie, są blisko masy krytycznej, która może stworzyć nową jakość w oświacie, jakość, którą odczują "zwykli" nauczyciele, uczniowie i rodzice ?

    OdpowiedzUsuń
  5. Kilka dni temu relacjonowałem III Kongres Edukacji Zróżnicowanej ze względu na płeć. W przyszłym roku jest VII Międzynarodowa Konferencja "Edukacja alternatywna", która od 1992 r. zawsze jest organizowana wspólnie przez naukowców i nauczycieli-nowatorów lub poszukujących zmiany. W Toruniu prof. Aleksander Nalaskowski prowadzi jedno z najlepszych w kraju liceów społecznych, a prof. Ryszard Łukaszewicz jest twórcą i realizatorem wyjątkowej w świecie szkoły alternatywnej, a prof. D. Klus-Stańska organizuje (także jako b. dyrektor szkoły niepublicznej) setki seminariów i warsztatów dla nauczycieli. Prof. D. Waloszek organizuje wspólnie z B. Halikiem w Krakowie fora dyrektorów i nauczycieli przedszkoli, a dr J. Pyżalski z Instytutu Medycyny Pracy od lat dzieli się z nauczycielami wiedzą i wynikami badań na temat zagrożeń i szans dla młodzieży w cyberprzestrzeni, prof. E. Gruszczyk-Kolczyńska z Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie spotyka się z nauczycielami, pisze dla nich poradniki, książki, dr hab. W. Żłobicki prowadzi od lat seminaria dla nauczycieli i szkoli rady pedagogiczne, itd., itd.

    OdpowiedzUsuń
  6. Co nie zmienia faktu, ze polskiej pedagogiki nie ma... Pani Gruszczyk twierdzi, ze nie ma dysleksji czy trudności w uczeniu się a ludzie na liście knp nie podają gdzie zrobili habilitacje... w nauka Polska.pl jaki jest ich impact factor? kto poza doktorantami ich na świecie cytuje, w jakim języku poza słabym polskim piszą... Czy choć mAja coś na liście erih... Cyrk nie nauka...

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za tak rzeczową i konkretną odpowiedź. Powiało prawdziwym optymizmem. Życzę sobie i nam wszystkim aby te działania spowodowały przełamanie monopolu klasycznego modelu szkoły i edukacji "państwowej i centralnie sterowanej", żeby szkoła alternatywna stała się w coraz szerszym stopniu alternatywą dla nauczycieli i rodziców.
    Prośba-pytanie: a coś bliżej Poznania i okolic ?

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapomnniałem, a powinienem to podać, ale tak jest z każdym regionem, w którym znajdzie Pan naprawdę ciekawą (-ego) profesor(-)a pedagogiki, która(-y) współpracuje blisko z nauczycielami. W Wielkopolsce taką znakomitymi postaciami są prof. dr hab. Maria Dudzikowa i dr hab. Stanisław Dylak z UAM. Ten ostatni realizuje eksperyment w 100 szkołach publicznych w zakresie wdrażania zupełnie nowych form dynamicznej kultury uczenia się!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowy 21:24 - może ujawnisz , jaki jest Twój impact factor i kto ciebie cytuje? Nareszcie dowiemy się, co reprezentujesz sobą jako krytyk pedagogów.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.