poniedziałek, 12 września 2011

xxv Letnia Szkoła Młodych Pedagogów rozpoczęta

























Rzeczywiście, toczy się swoisty maraton pedagogicznych debat, konferencji, spotkań, które są typowe dla miesiąca poprzedzającego nowy rok akademicki. Po raz dwudziesty piąty prof. Maria Dudzikowa zainaugurowała XXV Letnią Szkołę Młodych Pedagogów - cykliczną formę konferencyjno-warsztatową dla doktorantów z całego kraju, ale i dla osób po uzyskaniu stopnia doktora nauk humanistycznych w dyscyplinie pedagogika. Gospodarzami tegorocznej Szkoły są władze Wydziału Pedagogiki i Psychologii UMCS w Lublinie.

Dojechałem na interesujący panel, który prowadził prof. Tadeusz Lewowicki, a poświęcony temu, czy mamy swoich Mistrzów, a jeśli tak, to czy idziemy ich tropem? Do tego ustosunkowywali się Ci, którzy są Mistrzami, gdyż swoimi refleksjami, anegdotami i wspomnieniami dzielili się z nami profesorowie: Jerzy Bartmiński z UMCS (językoznawca); Tadeusz Nowacki - wybitny pedagog pracy; ks. Andrzej Szostek (filozof) z KUL oraz Elżbieta Tarkowska (socjolog) z APS w Warszawie. Przewodniczący panelu zaproponował atrakcyjną dla słuchaczy formułę, by mówiąc o wybranym przez siebie Mistrzu, nie zdradzili jego nazwiska. Publiczność miała je odgadnąć. Ciekawe, że wśród tych Najważniejszych znaleźli się dla poszczególnych Panelistów ich profesorowie - Zygmunt Bauman, Zygmunt Mysłakowski, Anna Wierzbicka i ks. Tadeusz Styczeń.

Pojawiły się tu takie kwestie, jak:
- Czy sami chcemy czerpać coś od tych, którzy są przewodnikami, mają atrybuty władzy charyzmatycznej? Czy rzeczywiście musimy czerpać od Mistrzów wszystko od A do Z? Czy może jednak powinniśmy czerpać od każdego coś, co jest w nim wyjątkowego? W każdym pokoleniu są ciekawi ludzie. Kim bowiem jest mistrz? Jak stwierdził jeden z panelistów, pojęcie to ma 3 znaczenia- to bycie osobą w jakimś zakresie doskonałą i przewyższającą tym innych; to bycie zwycięzcą w zawodach, walkach, konkurencjach; osoba godna naśladowania, uznawana za wzór.

Dobrze jest jednak mieć szczęście, by trafić na tych, którzy oczarują nas swoim mistrzostwem, zachęcą do samodoskonalenia. Mistrz dla nas to ten, który staje się naszym naukowym, nauczycielskim partnerem. To Ktoś, kto pisząc do nas list, potrafi podpisać go " Twój Wdzięcznik".

A wieczorem, w czasie uroczystej kolacji, wszyscy mogliśmy zaśpiewać na melodię z filmu "Czterdziestolatek":

"Ćwierć wieku już minęło, jak jeden dzień,
Dwadzieścia lat, i pięć, to piękny wiek.
Ćwierć wieku już minęło, lecz nie martw się,
Bo każdy rok był piękny niczym sen.

M.D. wciąż nam roztacza uroki swe
i prosi, żeby brać.

Na szkolnej karuzeli wciąż kręcisz się,
Tu szybciej i inaczej płynie czas.
I choć M.D. pogania, nie do wytrzymania,
To tak naprawdę kocha nas.

Bo tak mówiąc szczerze,
W całej twej karierze
Jest zasada pracuj, twórz.
Z podniesionym czołem
Przyjedź więc na Szkołę.
Swoją wiedzę dziel i mnóż.
(. . .)"


M.D. - to prof. MARIA DUDZIKOWA, której wyrazy uznania, wdzięczności i szacunku za tyle lat wspólnej pracy i wspierania w rozwoju naukowym, przekazywali nie tylko najmłodsi uczestnicy XXV LSzMP KNP PAN.

(fot. P. Grzybowski)

5 komentarzy:

  1. Prosto ze szkoły... przyznam szczerze, że tegoroczny temat nie jest szczególnie porywający. Nie da się jednak przecenić konsultacji z profesorami i kolegami. Jednak mała uwaga do prelegentów - czas, proszę Państwa - szanujmy czas. Przeciąganie każdego wystąpienia o pół godziny, a tym samym uniemożliwianie dyskusji i wydłużanie całego dnia obraz w nieskończoność do niczego nie prowadzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pan Profesor zaprezentował świetny wyklad, demaskując pseudonaukowcow w pedagogice. Potrzeba więcej takich jak Pan badaczy-krytykow, oczyszczających pedagogike.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziekuje za garsc wybuchowych slow o pedagogie w zakleszczeniu,ktore nie pozostawiaja zludzen dla bylejakosci,tych,ktorzy ksztaltuja jej terazniejszy obraz

    OdpowiedzUsuń
  4. Kontynuując mój pierwszy komentarz... dziękuję Profesorze za świetny wykład, dyskusja po prostu wisiała w powietrzu - niestety "zawisła" na dobre i musiała rozgorzeć dopiero w kuluarach. Pozostawało tylko obserwować, kto oblewa się rumieńcem...

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dziękuję za życzliwą opinię. Mój referat nie był adresowany do konkretnych osób "tu i teraz", tylko miał uczulić młodych, zdolnych naukowców na to, co z taką troską pielęgnowane jest przez "Gigantów nauki" (okreslenie za T. Lewowickim), a co nie powinno być w żadnej mierze usprawiedliwianiem samego siebie. Educare - to przecież ustawiczna transgresja własnego rozwoju ku jego szczytom. Po kolejnej LSzMP wiem, że Kazimierza Dolnego przyjechali nie tylko entuzjaści pedagogiki, ale jej twórcy i kontynyatorzy. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.