niedziela, 18 września 2011

Studia na pedagogice w Wieży Bubel


Absolwenci pedagogiki i kandydaci na pedagogikę mają już w całym kraju ten sam problem. Jeśli studiowali lub zamierzają studiować w wyższych szkołach prywatnych – bez względu na to, jaką mają przymiotnikową nazwę - jak wykazuje Raport ministra Michała Boniego pt. Młodzi – zasilają coraz liczniejszą grupę bezrobotnych. W grupie osób w wieku 25-29 lat , które mieszkają wraz z rodzicami, mamy w Polsce najwyższy odsetek osób bezrobotnych, bo wynoszący aż 60%. Liczba osób bezrobotnych poniżej 25 roku życia wyniosła w naszym kraju w tym roku pół miliona osób. Rząd Platformy Obywatelskiej nie mógł przedstawić i udokumentować lepiej katastrofy, do jakiej doprowadził swoją polityką, pozwalając na otwieranie kolejnych wyższych szkół prywatnych, by stawały się przechowalniami dla przyszłych - i tak - bezrobotnych. Oni jeszcze nie są odnotowywani w tych statystykach.

Jeszcze trzy lata temu, kiedy PO wraz z PSL zaczynała rządzenie, ponad 1/3 bezrobotnych, którzy nie ukończyli 27 lat, stanowili absolwenci wyższych szkół, w tym w przeważającej mierze szkół prywatnych. Dzisiaj jest ich o połowę więcej. Gra rynkowa jest twarda i nieubłagana. Skoro każdy ma sam zatroszczyć się o siebie, bo politycy dobrze zadbali o swoje interesy, to musi mieć świadomość konsekwencji, jakie z tym się wiążą. Ciekaw jestem, jak ci młodzi-dorośli będą głosować za dwa tygodnie?

Ci, co skończyli już studia w kiepskich szkółkach, tracą w konkurencji z tymi, którzy ukończyli ten kierunek w państwowym uniwersytecie czy w akademii (bez względu na ich przymiotnikową czy ogólną nazwę). Ci drudzy zaś, którzy zamierzają ulokować swoje nadzieje na lepsze „jutro”, jeśli kierują swoje kroki do małych, działających od zaledwie kilku lat wyższych szkół prywatnych czy prowadzących ten kierunek kształcenia od roku czy dwóch lat, nie zdają sobie sprawy z tego, jak nietrafna będzie ich inwestycja. Chyba, że chcą w trakcie tych studiów być bezrobotnymi, czyli nieuczącymi się, traktującymi je jak hipermarket, po którym można przechadzać się godzinami lub obiec wszystkie ścieżki między regałami, zastanawiając się, co jeszcze wrzucić do koszyka konsumpcyjnych pragnień. W takich szkołach pierwsze pytania będą brzmiały: ile może być nieobecności w czasie zajęć? Co mogą mi zaliczyć z innej szkoły? Czy muszę chodzić na wszystkie zajęcia i dlaczego trwają one tak długo?

To są odwieczne dylematy, gdzie studiować? Czy wybrać jakąś szkołę prywatną we własnym mieście, gdzie nie zostaliśmy przyjęci na uniwersytet czy do akademii na bezpłatne studia? Czy może, skoro już trzeba za te studia zapłacić, szukać ich w uczelniach publicznych na studiach niestacjonarnych? Czy może jednak we własnym mieście lub regionie jest wyższa szkoła prywatna z kilkunastoletnią tradycją i świetną kadrą, a więc uzyskany w niej dyplom nie przyniesie nam na rynku pracy wstydu? Dzisiaj pracodawcy już pytają: Co pani/pan potrafi? Jakie ma pomysły na realizację siebie w danej roli zawodowej? Gdzie pani czy pan studiował? Kto kierował dana uczelnią czy wydziałem pedagogicznym? Z kim miała pani/pan zajęcia? Co robiła pani/pan w trakcie studiów/ Jakie ma doświadczenia praktyczne, zawodowe, wolontariackie czy badawcze? Czesne, książki, wynajęcie mieszkania, dojazdy to wszystko są koszty, które albo trzeba, albo warto ponieść, by studiować w jak najlepszej uczelni.

Za dwa tygodnie kończy się do nich rekrutacja. To, co ich założyciele i marketingowcy prezentują na stronach internetowych, niewiele może mieć wspólnego z rzeczywistością. W wielu przypadkach są to już tylko wycinki z przeszłości, karty zamkniętej historii, bo nie spotkacie już w tych szkołach ani tych profesorów, ani doktorów, ani też atrakcyjnych zajęć, które kreowane są tak samo, jak czynią to bankowcy, kiedy chcą nam wcisnąć kiepski produkt. Pytajcie zatem o to, kto tak naprawdę będzie w tej szkole pracował od nowego roku akademickiego? Zobaczcie w internecie - kim jest rektor, prorektor, dziekan czy prodziekan wydziału lub instytutu, w którym prowadzony jest kierunek waszych studiów? Przepustką do pozyskania miejsca pracy nie będzie już dyplom licencjacki czy magisterski jakiejkolwiek szkoły wyższej.

Byle jaka kadra nie zapewni studiującym kwalifikacji, które powinny wyrażać się określoną wiedzą i umiejętnościami, bo od wypalonej zapałki ognisko się nie rozpali, tym bardziej, kiedy podejmuje się studia na odległość. Zamiast trafić do Wieży Babel, możecie w październiku ocknąć się w Wieży Bubel. Jak pisze w swoim blogu „Belfer”:

Firma edukacyjna (pod nazwą wyższa szkoła) mająca uprawnienia do nadawania tytułu magistra, w której miałem dodatkowe zajęcia z drugim stopniem (magisterki), od maja zalega mi z wypłatą. Nie tylko mi, ale wszystkim, którzy zgodzili się tam pracować. Ponoć mają zapaść finansową, księgowej nie ma, rektora nie ma, nikogo nie ma- jak się dzwoni. Już nie mam sił upominać się o swoje. (http://okiembelfra.blogspot.com)

Belfer odsłania w swoim blogu wiele patologicznych sytuacji, jakie mają w tzw. wsp, uczulając na sytuacje, które czynią spustoszenie w życiu młodego człowieka. Wydawałoby się, ze trafił do szkoły wyższej, a tu przeżywa sytuacje, które są kulturowo i akademicko niższe. Oto fragment z wpisu tego Blogera z dn. 18 lipca br.:
Przytacza sprawę, jaką opowiadała mu znajoma, z którą miałem kontakt zawodowy przez około 15 lat:

Ma ona dziecko na studiach pedagogicznych, studiach płatnych, zaocznych. Otóż to jej dziecko zdaje rewelacyjnie egzaminy, ma dobre stopnie i lubi studia. Ale to wszystko do czasu. Otóż trafiła na pewnego nauczyciela akademickiego, młodego, gwiazdę na tej uczelni. Ma wysokie notowania, bo i jego mentor i opiekun pracy doktorskiej zajmuje wysokie stanowisko na tej uczelni, to tej osoby pierwszy doktorant, nawet dostał jakaś nagrodę- więc jest show.

No i dziecko tej znajomej trafiła na tą gwiazdę. I zaczęły się problemy, kiedy młody pracownik naukowy, zażyczył sobie pracę kontrolną od grupy. Wszyscy dali, znajomej dziecko również i ….. ta praca nie została oceniona pozytywnie. Więc padło pytanie: co mam zrobić, aby pracę zaliczyć? Młody doktor sformułował oględnie wymagania, ale generalnie chodziło o to, że wszyscy którzy pisali u niego te prace i dostali zaliczenie, w swoich pracach cytowali naszą uczelniana gwiazdę, a dziecko mojej znajomej nie cytowało.
I się zawzięło, nie będę cytować!

Odpowiedzi na maile zawierały zwroty powszechnie uważane za obraźliwe (np. dotyczące koloru włosów), plus inne epitety. Cztery złożone prace (dodatkowo) nie pasowały młodemu naukowcowi, ale dopuścił do egzaminu, który zaliczono z pozytywnym wynikiem.
Niemniej piąta próba też nie zaliczona została, więc młoda gwiazda uczelni oznajmiła, że w takim razie „kasuje pozytywną ocenę z egzaminu” i nie zalicza semestru.

No to poszły skargi na „gwiazdę” do rektora i dziekana.
Dziekanat nie chciał tych skarg przyjąć, bo to przecież nasz „najlepszy” wykładowca, dobrze że dziecko mojej znajomej było z ojcem, który po pół godzinie wymusił przyjęcie skargi. Panie w dziekanacie to rodzina pracowników uczelni- to taki standard w pewnego typu uczelniach.

Jak się sprawa potoczy?
Znajoma nastawia się, że jeżeli przeniesie dziecko do innej szkoły, to skieruje skargę do Ministerstwa i gdzie tylko się da.
Maile od „tej uczelnianej gwiazdy” do dziecka znajomych są poniżej wszelkiej krytyki, język niegodny człowieka wykształconego. Ponoć u tej osoby to standard.
Ale mentor, ale nagroda, ale opinia- to jest to, co w tej uczelni stawia się wyżej, nad opinię czy odczucia studentów.

21 komentarzy:

  1. Niestety, ma pan rację. W szkole jednego założyciela, który nie jest kontrolowany przez jakiś organ społeczny, ma miejsce jego chciwość i arogancja. Kiedyś pisał pan o tym, jak kadra naukowa wyższej szkoły prywatnej została oszukana przez kanclerza, bo ukrył zyski, by nie przekazać uregulowanych wewnętrznymi prawami środków na badania naukowe. Tydzień temu kolega opowiadał mi, a pracuje w takiej wsp, że prowadził badania, na które katedra uzyskała kilka tysięcy złotych, nauczyciele podpisali ponoć umowy na wykonanie zadań, po czym kiedy zapytał kanclerza, kiedy zostaną wypłacone wykonawcom pieniądze, ten stwierdził, że ich nie wypłaci. Dlaczego? Bo już się rozmyślił. Co robią nauczyciele akademiccy? Sami złożą się na wypłatę dla nauczycieli, bo jest im wstyd, że zostali potraktowani w ten sposób przez kanclerza-oszusta. To, że nauczyciele wykonali pracę, jego nie obchodzi. Oczywiście , w sprawozdaniu i na stronie internetowej szkoły są informacje, jakie to prowadzi się w niej badania naukowe, jakie odbywają się w niej konferencje, podsumowania, konkursy. Wiele z tego jest picem i fotomontażem. Tak to jest w tych prywatnych, jednoosobowych szkółkach biznesowych, szkółkach firmach czy przedsiębiorstwach, że założyciel robi w nich z nikim i z niczym się nie liczy. Jedynie strach przed kontrolą organów , które mogłyby go pozbawić prawa do prowadzenia tej firmy, może pohamować go, ale tez na krótko. Mieliśmy w kraju wiele tzw. prestiżowych wyższych szkół prywatnych, renomowanych, tyle tylko, że za ta renomą kryła się pazerność i lęk, łamanie prawa i nieposzanowanie pracowników. Jak pisze Belfer, a niech sobie spróbują dochodzić swoich roszczeń w sądach. Nie będzie im się chciało. Odpuszczą.
    Na wykłady inauguracyjne zaprasza się za dużą kasę znane postaci, by zgodnie z polskim "zastaw się a postaw się" przyciągnąć klientelę. Im zapłaci się dużo, a potem pozostali muszą zacisnąć zęby, albo wbić je w ścianę, bo i tak ich jedyną szansą na rzetelną pracę naukową jest w takiej szkole 'żebractwo" i "zaciąganie kolejnych kredytów".

    OdpowiedzUsuń
  2. Edukacja on - line to być może szansa na realny dyplom, ale zarazem fikcyjne wykształcenie. Serwer ciągle się zawiesza, nie można się połączyć z opiekunem. Nikt nie odpowiada na moje wątpliwości, pytania. Nie rozumiem pewnych zadań. Wygląda na to, że my - studenci musimy być on0line, ale nasi nauczyciele są off line. I to jest oszustwo. Nic nie pomogą słodkie słówka i przeprosiny oraz wieczne tłumaczenia, że to nie z tej czy innej osoby winy jest bałagan i brak dostępu do wiedzy. Może od razu niech nam dadzą dyplomy, a my sobie sami poserfujemy po internecie. Wyjdzie na to samo.

    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  3. W pewnej szkole gdzie dorabiałem w poprzednim semestrze- mam kłopot z uzyskaniem pieniędzy, kiedy dzwonię, to nigdy nie ma kanclerza, nie ma rektora, a jak chcę księgową, to albo na urlopie, albo w szpitalu, a tylko jak te trzy osoby podpiszą rachunek- to można przelać pieniądze. Powinienem mieć zapłacone do końca czerwca- mamy końcówkę września.
    Ale jedna szkoła publiczna tez mi płaciła z półrocznym poślizgiem i to jeszcze po interwencjach.
    A jak zarabiać na takich uczelniach w „delikatny” sposób? W jednej z nich jest etat tzw. „trenera”, zamiast adiunkta czy wykładowcy. Tyle tylko, że pensum trenera wynosi 500 godzin.
    Moja znajoma dr przed habilitacją, pracowała w jednej szkole, gdzie bardzo prosili ją o nadgodziny, że po zakończeniu się rozliczą itd. Wypracowała tych nadgodzin około 100 i dostała po … (to nie żart)…. 12zł za godzinę.
    Bardzo bym chciał pracować na publicznej uczelni, mieć trzynastki, sprawy socjalne i nie taki układ, że ½ umowy to umowa o dzieło, nie płacone od czerwca do końca września. Aby mi choć raz w roku dali ze 200zł na konferencję, nagrodzili za monografię, artykuły w dobrych czasopismach, to co poświęcam ponad wymagany limit- ale tego nie mam.
    Z drugiej strony jak czytam wpisy innych- mam i tak dobrze, płacą mi na czas, raz na jakiś czas organizuje się konferencje, dofinansowuje się publikację, nawet w ciągu 3 lat były 2 wigilie.
    Trzeba zaciskać zęby i dążyć do habilitacji, która i tak spadnie na własny rachunek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak jeszcze mi się przypomniało, nie mogę znaleźć linka do artykułu. Pewna Pani po AGH w Krakowie, mieszkająca w malej miejscowości popłakała się, jak wygrała konkurs na sprzątaczkę w szkole. Kilka lat szukała pracy i nie mogła znaleźć...

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo mnie zdziwił ten wpis. Przytaczanie jakichś dziwnych stronniczych opinii (jedna znajoma drugiej znajomej powiedziała znajomemu, ze jej dziecko zaliczyć nie mogło bo prowadzący się uwziął) ma być dowodem na patologie. W swojej pracy akademickiej spotkałem dziesiątki absurdalnych i wyssanych z palca skarg studentów na wymagających wykładowców. Nie bardzo rozumiem dlaczego opinie jakiejś anonimowej pani miałyby być dowodem na cokolwiek. Każdy może sobie coś takiego wkleić na blogu? Dlaczego Pan Profesor (naukowiec) bierze na poważnie jakieś historyjki?

    OdpowiedzUsuń
  6. Takie są reguły blogu, że jeśli ktoś chce podzielić się swoimi opiniami, to może to uczynić. Forma jest tu zdefiniowana, jak w każdym blogu: "Prześlij komentarz" a nie podziel się wynikami swoich badań.

    OdpowiedzUsuń
  7. Panie profesorze - przytacza pan opinię anonimowej znajomej znajomego jako przykład patologii na polskich uczelniach. Tymczasem tak opinia jest stronnicza (to tylko wpis na blogu) i nie może być dowodem na cokolwiek. No chyba, że wpis dotyczy tematu: "Obraz wykładowców w opinii potocznej" i podaje pan przykłady takich subiektywnych ocen :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Do anonimowego z 21.02
    Nie jestem 14 latkiem piszącym komentarze pod postami o tematyce nauczycielskiej.
    Akurat ta osoba, która mi o tym powiedziała- znam ją jak wspomniałem od 15 lat, znają się nasze rodziny, bywamy u siebie, jesteśmy zaprzyjaźnieni. Jej dzieci to prawie jak rodzina, mówią do mnie wujku, byłem proszony o radę jak postąpić, widziałem maile i całe pismo z załącznikami skierowane do władz tej uczelni.
    Nic więcej dodawać nie muszę.
    Tak jak wspomniał profesor, to blog, więc i Pan nie musi być pracownikiem uczelni.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Komentarze są subiektywne, tak samo jak Anonimowej, które one nie odpowiadają. Czy Anonimowa nie komentuje stronniczo?

    OdpowiedzUsuń
  10. Zdaje się, że jak uderzy się w stół, to otwierają się nożyce. Być może Anonimowy- czy Anonimowa - bo tak najłatwiej się ukryć, odnalazł(a) siebie i usiłuje te kwestie zbagatelizować, wykazać nam, że są przez kogoś wymyślone. A one są istotne w naszej codzienności. Niby dlaczego Komentujący mają je przemilczać albo nimi się nie dzielić? Bo komuś to zakłóca jego własny wizerunek czy info o swoich znajomych?

    OdpowiedzUsuń
  11. Ma profesor rację. W wyższej szkole prywatnej, w której jestem zatrudniona na umowę zlecenie, miała odbyć się we wrześniu międzynarodowa konferencja naukowa. Ach, jakie były jej zapowiedzi na stronie internetowej, jak wychwalano jej powagę i naukowe znaczenie. Tymczasem szybko zdjęto informację ze strony internetowej szkoły, bo owa konferencja okazała się totalną klapą prorektora. Zgłosiły się tylko 3 osoby z kraju, a to się przecież nie opłaca. Trzeba by spędzić pracowników administracji, żeby ich sfotografować jako uczestników, by na stronie szkoły widniało zdjęcie z tłumem uczestników. Biedaczysko, zaplanował konferencję we wrześniu, a tu nie ma ... nie tylko zainteresowanych nią naukowców, ale także studentów. Może następnym razem pomyśli i zorganizuje konferencję w październiku, to chociaż zapędzi do udziału w niej studentów, jak już nikt się nie zgłosi. Zdjęcia będą na stronę idealne.
    To nie uniwersytet. To tylko szkółka prywatna. Tu trzeba myśleć.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wrzesień jest miesiącem konferencji, więc być może nie ze względu na organizatora do niej nie doszło. Sam otrzymałem kilkanaście propozycji, a mogłem wybrać tylko dwie, gdyż nie pozwalają mi na udział w pozostałych inne obowiązki akademickie. Anonimowy(a) nam nie uzasadnia powodów braku zainteresowania jakąś konferencją, choć odczuwam nutę "żalu" w tym komentarzu.

    Ja uczestniczyłem ostatnio w dwóch konferencjach i jestem pod ich wrażeniem, czemu dałem dowód swoimi wpisami w blogu. Jedna była w Dolnośląskiej Szkole Wyższej we Wrocławiu (a to jest uczelnia akademicka, niepubliczna, mająca takie same uprawnienia naukowe, jak Uniwersytet Wrocławski) oraz brałem udział w znakomicie zorganizowanej przez UMCS w Lublinie XXV Letniej Szkole Młodych Pedagogów przy KNP PAN w Kazimierzu Dolnym.

    OdpowiedzUsuń
  13. "Zdaje się, że jak uderzy się w stół, to otwierają się nożyce. Być może Anonimowy- czy Anonimowa - bo tak najłatwiej się ukryć, odnalazł(a) siebie"

    Nie, nie odnajduję tam siebie :):) Przeciwnie, ta historia wydaje mi się nieprawdopodobna własnie dlatego, że sam stosuję zupełnie inne standardy (niewyobrażalne jest dla mnie obrażanie studentów czy to w e-mailach czy w bezpośrednim kontakcie a także zmuszanie kogoś do cytowania moich tekstów). Nie spotkałem się z takim zachowaniem. Jeśli Pan Belfer widział te e-maile wykładowcy to uznaję, że takie były (trudno mi to podważyć). Jednak zawsze jestem wstrzemięźliwy co do pochopnych ocen m.in. dlatego, że mój znajomy też został kiedyś oczerniony na internecie przez jakiegoś mszczącego się (chyba) studenta. Internet wszystko przełknie i trudno się tam bronić przed oskarżeniami. PS: pozostaje anonimowy bo moje dane i tak nikomu nic nie powiedzą i nie mają odniesienia do meritum sprawy. Pozdrowienia dla wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń
  14. W szkolnictwie wyższym, szczególnie prywatnym są jeszcze bardziej ponure historie i wydarzenia, procesy i doświadczenia. Cieszy fakt, że są w tym obszarze edukacji osoby, które mają standardy etyczne, a co ważne, sumienie i przyzwoitość. Szkoda, że coraz więcej jest tych, którym wydaje się, że nikt nie dostrzega ich hipokryzji.
    PS. Nie mam możliwości weryfikowania czyichś komentarzy. Ufam jednak, że ci, którzy je zamieszczają, kierują się dobrem wspólnym, a nie własnym nawet, jeśli przytaczają zdarzenia czy historie z ich własnego otoczenia.

    OdpowiedzUsuń
  15. Odnośnie studiów na kierunkach pedagogicznych.
    Już można zaobserwować kilka zjawisk, które przyczynią się rewolucji na rynku uczelni niepaństwowych. Spadek liczby studentów zweryfikuje Uczelnie-Firmy nastawione na szybki zysk. Część firm nastawionych na łatwe pieniądze zostanie zlikwidowanych, gdyż nie będzie za co opłacić minimum kadrowego...
    Demografia zrobi swoje

    OdpowiedzUsuń
  16. Szkoły-firmy dalej będą na rynku, bo zarabiają na naiwnych, którzy przychodzą na studia podyplomowe. Tu zaś nie ma żadnych standardów, żadnej kadry minimum. Tu są kadry - odpady lub ciekawi specjaliści, ale nędznie opłacani. Te szkoły sa po to, by założyciele mogli z pieniędzy studentów budować swoje firmy-krzaki np. wydawnictwa, którymi kierują niekompetentne osoby, ale - jak pisał profesor - wierne i lojalne szefowi. W końcy bez wazeliny i układzików nie da się wyprowadzać pieniędzy studentów na własne zyski.

    P.

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja sądzę, że jaki rektor i prorektor, to takie wyniki, i nie ma co tłumaczyć tego demografią czy innymi konferencjami. Panie profesorze, to była po prostu beznadziejna konferencja, dlatego nikt się na nią nie zgłosił, a na jakąś inną zaledwie 3 osoby. Jak chcieli za udział w tejkonferencji 350 zł, a niektórzy liczą sobie nawet 500 zł, to widać było, że prywatny właściciel potraktował to jak ciasto na sprzedaż, tylko nie przewidział, że mu prorektor dał ciasto z zakalcem.

    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  18. Ad P. - byle nie było tak, że szkoła gorsza (fabryka dyplomów) wyprze lepszą (bardziej wymagającą i z wyższym czesnym - potrzebnym dla finansowania badań naukowych). Być może zostaną tylko słabe prywatne, a te lepsze padną przytłoczone kosztami oraz pozbawione szans konkurowania z państwowymi (które są podtrzymywane przez podatników - niezależnie od poziomu! każda nawet mierna PWSZ ma pokrywane z budżetu studia)

    OdpowiedzUsuń
  19. PWSZ są w gestii mnarszałków województw. To konfitury dla przegranych polityków lub dla swoich. Z publicznymi uczelniami akademickimi nie mają nic wspólnego.

    OdpowiedzUsuń
  20. Przeczytałam komentarz dotyczący tzw " gwiazdy " uczelni i jestem zniesmaczona. Ten pan był również moim wykładowcą i... był pierwszym, który dawał nam tyle swobody w wypowiadaniu swoich sądów i przemyśleń. Nie spotkałam się z tym iż wymagał cytowania swoich prac. To jakaś totalna bzdura!! Podawał nam wiele alternatywnych źródeł zdobywania dodatkowych wiadomości. Problem polega na tym ,że wymaga on przedstawiania własnych przemyśleń, refleksji na dane tematy, które dotyczą otaczającej nas rzeczywistości, świata w którym żyjemy. Bardzo wiele studentów, którzy niedawno ukończyli szkołę średnią jedynie odtwarzają, często dość nieudolnie zdobyte wiadomości. Tego nauczyli ich w liceum. A według mnie wiedza akademicka to tylko podstawa , jakby pierwszy klocek domina, który powinien wyzwolić całą lawinę przemyśleń. Myślę, że będąc studentem studiów magisterskich uzupełniających ta pani powinna się tego nauczyć, bo płacenie za studia nie gwarantuje otrzymanie zaliczenia.
    Więc życzę więcej pokory i jeszcze więcej autorefleksji.

    OdpowiedzUsuń
  21. Pokory można życzyć tym, którzy rozumieją, o co chodzi i ją pisiadają. Żałosnych i cyników można tylko lekceważyć i odsłaniać ich prymitywizm oraz nicość. Nie przejdą do historii, chyba że na jej śmietnik.

    OdpowiedzUsuń