piątek, 2 września 2011

Powody matematycznego analfabetyzmu

Cieszę się, że niektórzy Czytelnicy mojego bloga dzielą się swoimi przemyśleniami, wród których odnajduję niezwykle aktualne i ważne kwestie pedagogiczne. Pan
Witold Szwajkowski odnosi się w swojej korespondencji do problemu źródeł matematycznego analfabetyzmu naszych uczniów, proponując zarazem praktyczne
rozwiązanie, które mogłoby wywołać dyskusję. Zastanawia się nad tym, czy jego sposób rozwiązywania tego problemu można zaliczyć do edukacji alternatywnej, ale słusznie stwioerdza, że obecna edukacja matematyczna wymaga jakiejś sensownej alternatywy.

Pisze w tej kwestii m.in.:

Trzeba zacząć od próby zmiany nastawienia dzieci do matematyki. Dziecko żyjące w środowisku ludzi nie rozumiejących matematyki szybko dowiaduje się, albo wyczuwa, że analfabetyzm matematyczny w społeczeństwie jest standardem, a nie wyjątkiem. Tak jak standardem jest umiejętność jazdy na rowerze, posługiwania się telefonem komórkowym czy komputerem, tak standardem jest brak umiejętności posługiwania się nawet najprostszymi narzędziami i pojęciami matematycznymi. Poczucie to wzmacniane jest przez wypowiedzi wielu osób ze sfery publicznej, często będących dla dziecka autorytetami, które otwarcie przyznają się do matematycznego analfabetyzmu i nie widzą w tym niczego niestosownego.

Osobami takimi są też często, niestety, nauczyciele. (...) W raporcie z badań TEDS-M przeprowadzonych w 2008 r. można przeczytać: „Przedstawione w raporcie wyniki (…) pokazują, że słabością polskiego systemu kształcenia matematycznego jest edukacja wczesnoszkolna. Poziom umiejętności matematycznych przyszłych nauczycieli klas 1-3 w zakresie matematyki i dydaktyki matematyki jest jednym z najniższych spośród wszystkich badanych krajów. Słabe wyniki polskich studentów zdają się wynikać z relatywnie niskiego progu selekcji na studia. Mniej więcej połowa studentów pedagogiki w Polsce to osoby, które w szkole średniej osiągały niskie lub przeciętne wyniki w nauce.”

Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że w wielu przypadkach dzieci wdrażane są do nauki matematyki przez nauczycieli, których umiejętności matematyczne nie wykraczają poza proste liczenie, a z zadaniami tekstowymi z klasy szóstej mogliby już sobie nie poradzić.


Przywrócony na maturze jako obowiązkowy egzamin z matematyki być może zaowocuje dopiero w nowych rocznikach kandydatów na studia nauczycielsko-pedagogiczne, bowiem kształcenie nauczycieli do edukacji elementarnej odbywa się na uniwersytetach, w akademiach i wyższych szkołach państwowych oraz prywatnych na kierunku „pedagogika”. Na rozwijanie wśród przyszłych nauczycieli umiejętności konstruktywistycznego kształcenia dzieci w wieku wczesnoszkolnym jest we wszystkich szkołach wyższych przewidzianych kilkadziesiąt godzin zajęć. To jest zdecydowanie za mało, ale i tak za dużo dla tych, któzy matematyki po prostu nie cierpią, bo jej nie znają i nie rozumieją. Jeśli na domiar złego, ktoś włączy ten proces w edukację zdalną (e-learningową), to będzie nieefektywne, gdyż w tym przypadku konieczne są ćwiczenia, warsztaty dydaktyczne, a nie wykłady czy internetowe wklejanki tekścików.

MEN popełniło poważny błąd godząc się na to, by kształcenie nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej mogło odbywać się w ramach studiów podyplomowych. Niestety, tak nisko ustawione standardy sprawiają, że większość biznesowo zorientowanych założycieli wyższych szkół prywatnych woli prowadzić zajęcia na studiach podyplomowych, niż kierunkowych, i to z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że te od szeregu lat nie są w ogóle kontro9lowane przez władze państwowe, ani przez PKA, ani przez MEN czy MNiSW, a po drugie z powodu możliwości niezatrudniania na etatach wykwalifikowanych pedagogów wczesnoszkolnych.

Taniej jest zatrudnić na umowy o dzieło prowadzenia zajęć na studiach podyplomowych nauczycieli, którzy – choć mają praktykę i mogą znakomicie poprowadzić niektóre ćwiczenia czy warsztaty, to jednak nie należą do osób sięgających po najnowszą wiedzę światową z tej dyscypliny, tylko w kółko powtarzają reguły i rozwiązania z lat 60. I 70. XX w. Mamy, niestety, bardzo przestarzały model wspomagania metodycznego nauczycieli wczesnoszkolnych mimo, że akurat w matematyce można w wykorzystać najnowsze zdobycze wiedzy z psychologii uczenia się, neurofizjologii i dydaktyki konstruktywistycznej.

Są w naszym kraju stowarzyszenia na rzecz edukacji matematycznej. W tych jednak najbardziej zaangażowani są nauczyciele matematyki, a nie nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej. Ci ostatni korzystają z różnego rodzaju konferencji, debat prowadzonych przez różnego rodzaju fundacje, redakcje czasopism czy Zespół Edukacji Elementarnej przy Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN. To jednak za mało. Poza tym do zawodu trafiają także ci, którzy nie uczyli się chętnie matematyki, a na maturze w ostatnich jej dwóch edycjach, uzyskali najniższe noty. Jak ktoś bowiem jest dobrym matematykiem, to wybiera studia politechniczne czy matematyczno-fizyczne i informatyczne w uniwersytetach, a nie pedagogikę kształcenia zintegrowanego na kierunku „pedagogika”.

12 komentarzy:

  1. migawka z TVN 24 - dzisiaj widziałem fragment jakiejś debaty. Marek Balicki wyskoczył z projektem podniesienia średniej płacy, do połowy średniej krajowej. Oczywiście nikt go nie spytał, jak to zrobić. Gdy się
    podniesie najniższą płacę do połowy średniej krajowej, to wzrośnie też ta średnia. Ale o ile, nie wiadomo, bo nie wiadomo ilu ludziom podniosą. Jak obliczą, to wtedy znów trzeba będzie podnieść najniższą płacę, ale wtedy
    znowu średnia wzrośnie, itd. Ręce opadają! Jak oni sobie z tym poradzą, analfabeci matematyczni?

    To przecież musiało być uzgodnione z jakimiś
    ekonomistami partyjnymi. Widać, nie ma tam kogoś, kto myśli. I taką ignorancję serwuje się ludziom w oficjalnych debatach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ministrowie nie potrafią myśleć matemnatycznie, to znaczy, że ktoś ich tego nie nauczył.

    OdpowiedzUsuń
  3. A w naszej Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie studenci pedagogiki mają świetne zajęcia z najlepszą od mształcenia uzdolnień matematycznych u małych dzieci - prof. E. Gruszczyk-Kolczyńską.

    studentka APS

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się, że nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej w obecnej szkole to osoby, które kształciły się podyplomowo. Wynikało to i wynika ze sposobu przeprowadzania reformy, która zobowiązywała nauczycieli nie posiadających tytułu magistra do uzupełnienia go niekoniecznie z dziedziny, którą nauczał, bądź nabycia kolejnych kwalifikacji. W ten sposób nauczyciele wybierali kierunki humanistyczne ( osobiście nie spotkałam się z tym żeby ktoś uzupełniał magistra na kierunku matematycznym. Podobnie też było ze zdobywaniem kolejnych kwalifikacji dających nauczycielowi możliwość tzw."łatania dziury w etacie"(np. 56-cio letnia nauczycielka nauczania zintegrowanego podjęła studia podyplomowe z pedagogiki aby móc uzupełnić etat 2 godzinami pracy w świetlicy szkolnej-nawiasem mówiąc zupełnie niepotrzebnie wyłożyła pieniądze, bo Trybunał Konstytucyjny w 2004 r. orzekł, że w świetlicy szkolnej wystarcza przygotowanie pedagogiczne w ramach specjalności nauczycielskiej, ale w kuratorium jej powiedzieli co innego)
    W związku z niżem demograficznym i zamykaniem przedszkoli wielu nauczycieli po podyplomówkach z nauczania zintegrowanego, czy wczesnoszkolnego wylądowało w szkole podstawowej. Rzeczywiście nie dość, że poziom tych podyplomówek bywa różny-najczęściej słaby, to z pewnością słabe przygotowanie do nauczania matematycznego jest po takich studiach mizerne wręcz żadne. (Podobnie też dzieje się np.z wychowaniem muzycznym - pani widząc błąd w druku dotyczący zapisu graficznego nuty nie jest w stanie odpowiednio go poprawić, cóż tego też na podyplomówkach nie uczą). Najczęściej nauczyciele mają osobiste problemy z matematycznym myśleniem, a co dopiero z tłumaczeniem dziecku zadań i ćwiczeń. Nauczycielka mojego dziecka w klasie drugiej- i mam na to dowody w zeszytach i kartach pracy dziecka- wielokrotnie popełniała rażące błędy w obliczeniach, kompromitując się czerwonym długopisem. I jak tu małemu dziecku wyprostować, że pani się często myli, albo że znów źle skonstruowała graf, czy zapis matematyczny zadnia tekstowego jest znów niepoprawny. Nie dość, że podręczniki do nauczania wczesnoszkolnego zawierają liczne błędy, to jeszcze wielu nauczycieli zupełnie ich nie koryguje - bo nie mają o tym pojęcia. Jak taki nauczyciel już w początkowych latach szkoły może wpływać pozytywnie na zainteresowania matematyczne dzieci? Co do owej Pani-pracowała w wcześniej właśnie w przedszkolu i była już drugim nauczycielem nauczania wczesnoszkolnego mojego dziecka, bo z pierwszą było podobnie i dziecko przeniosłam do innej szkoły. Nie żebym się "czepiała" nauczycieli, nigdy nie awanturowałam się o ten niski poziom, bo i tak niewiele by to dało.
    Wina najczęściej leży pośrodku, tj. i w złym systemie, reformach wprowadzających zamęt, w złym kształceniu nauczycieli i w samych nauczycielach. W pierwszych latach nauki wiele zależy od rodziców i ich zaangażowania w tzw. domową edukację. Po prostu chcąc ratować dziecko przed ignorancją w podejściu m.in do kształcenia matematycznego trzeba poświęcić mu odpowiednią ilość czasu, bo samo posyłanie do szkoły- jak to robi wielu rodziców zrzucając całą odpowiedzialność na nauczycieli- z pewnością nie jest w stanie zachęcić dziecko do nauki zwłaszcza logicznego myślenia, na której opiera się matematyka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam kiedyś w Kwartalniku Edukacyjnym m.in. tekst dotyczący matematyki jako nauki ściśle związanej z pedagogiką, zwłaszcza w dziedzinie wychowania. Otóż autor tekstu posłużył się argumentem stosowania w matematyce jedynie wzorów, które tylko przy prawidłowym zastosowaniu dają właściwy (prawdziwy) wynik. Matematyka oparta na prawdzie (logicznie skonstruowanych wzorach)doskonale demaskuje wszelkie nieprawidłowości i fałsze. Nie da się tu przemycić niczego nieprawdziwego, bo w konsekwencji wynik byłby błędny.
    W matematyce zatem opieramy się na pewnikach dających poczucie bezpieczeństwa możliwości dobrego rozwiązania. Skoro tak, to uczy nas ona w życiu właśnie stosowania określonych zasad i trzymania się prawdy. Czyż zatem nauczanie matematyki nie powinno być otoczone szczególną troską konstruktorów kolejnych reform systemu i pedagogów-wychowawców mających w misji troskę o właściwy rozwój swoich uczniów?

    OdpowiedzUsuń
  6. >Przeczytałam kiedyś w Kwartalniku Edukacyjnym m.in. tekst dotyczący matematyki jako nauki ściśle związanej z pedagogiką, zwłaszcza w dziedzinie wychowania. Otóż autor tekstu posłużył się argumentem stosowania w matematyce jedynie wzorów, które tylko przy prawidłowym zastosowaniu dają właściwy (prawdziwy) wynik. Matematyka oparta na prawdzie (logicznie skonstruowanych wzorach)doskonale demaskuje wszelkie nieprawidłowości i fałsze. Nie da się tu przemycić niczego nieprawdziwego, bo w konsekwencji wynik byłby błędny. <
    To są brednie!Matematyka oczywiście jest niesłychanie ważna!!!Jednak jej zastosowanie do opisu rzeczywistości zawsze(!!!)opiera się na jakimś modelu, który jedne zjawiska uznaje za ważne, a inne za nadające się do pominięcia. Inaczej mielibyśmy niemożliwy do opisania efekt działania nieskończonej liczby efektów!!! To w modelu, a nie w aparacie matematycznym tkwią źródła błędów opisu rzeczywistości, których jednak nie da się zamknąć w prostej zerojedynkowej konwencji prawda-fałsz.
    To wszystko nie znaczy, że uczeń/człowiek nie powinien umieć liczyć(to jedno) oraz rozumieć(!) matematykę i "czuć" ją również intuicyjnie!!!
    Co do p.Gruszczyk-Kolczyńskiej to jej merkantylna(ta umowa ze środków unijnych na przygotowanie programu)zmiana poglądów w kwestii posłania 6-latków do szkoły czyni ogólnie jej opinie niewiarygodnymi - nie można widzieć jakie aktualnie ma podpisane kontrakty, które je dyktują;-) Co nie znaczy, że w przeszłości nie przeprowadziła ciekawych badań na temat miejsca matematyki w nauczaniu początkowym!

    OdpowiedzUsuń
  7. Co do ostatniego anonimowego wpisu i przedstawionej sugestii w ostatnim akapicie - jeśli taka jest ta matematyka (w co jednak wątpię), to ja bym się jej raczej obawiała. Otoczmy opieką tez przedmioty, na których nie ma jedynej słusznej zasady i jednego dobrego rozwiązania - jak w życiu. A z nauczycielkami nauczania początkowego jest problem systemowy - tak mi się zdaje. Zakłada się, że będzie to taka pani do wszystkiego(może prościej byłoby rekrutować do przedszkoli i klas I-III wprost z koła gospodyń wiejskich?). Za kiepskie pieniądze oczywiście. Niestety, jak ktoś jest uzdolnionym omnibusem, to raczej na pracę w szkole się nie połasi.

    OdpowiedzUsuń
  8. Co jakiś czas powraca wątek merkantylizmu czyichś działań. Chyba ktoś, kto zarzuca, bo taki to ma charakter, komuś otrzymywanie wynagrodzenia za jego ciężką pracę naukowo-badawczą, która nie jest efektem przeczytania jednej książki czy tekstu rozporządzenia MEN (bo te są pisane miejscami przez ignorantów, polityków, pracowników administracji urzędu, którzy też biorą za to kasę), ale wieloletniej pracy, szeregu eksperymentów, prowadzonych żmudnych badań, spotkań, rozmów, analizowaniem uwag krytycznych, odbywaniem tysięcy spotkań z nauczycielami, z dziećmi w placówkach oświatowych, itd., itd., to nie rozumie, na czym polega proces twórczy.

    Kiedy jednak Anonimowy przyjmuje w swoim domu hydraulika, a ten kasuje 300 zł za 5 minut roboty, to nawet nie kwiknie, tylko ze zrozumieniem wyjmie portfel i zapłaci. Wprawdzie będzie Anonimowy uważał, że zapłacił za dużo, ale... mu nie cieknie, nie zalewa.
    Dlaczego więc Anonimowego zalewa krew, że naukowiec oferuje swoje badania, ekspertyzy za określoną kwotę. MEN nie musi się na nią zgodzić. Nie musi także NCN, bo wszystko odbywa się w drodze przetargów, konkursów. Sam wielokrotnie uczestniczyłem jako recenzent w różnych komisjach , gdzie eksperci - naukowcy decydowali na podstawie rzetelnych analiz, że ktoś-wnioskodawca przeszacował swoją pracę i albo wniosek odpadał z tego względu, albo wnioskodawca grantu otrzymywał niższą kwotę.

    Zarzut merkantylizmu w treści komentarza brzmi trochę tak, jakby ktoś komuś coś zabierał (kradł) w nieuzasadniony sposób. Natomiast w przypadku środków unijnych widzimy, jak miliony złotych wydawane są na bzdurne pseudokonsultacje, tzw. "ustawki" propagandowe czy dla celów biurokratycznych, byle rzeczywiście skubnąć jak najwięcej dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Panie Profesorze!
    Jak ktoś po zawarciu z MEN lukratywnego kontraktu ze środków UE zmienia nagle o 180 stopni prezentowane wcześniej i zapisane poglądy (w tym wypadku chodzi o dojrzałość 6-latków do edukacji szkolnej!) , to co można o tym powiedzieć?

    OdpowiedzUsuń
  10. Tylko krowa nie zmienia poglądów, naukowiec, wraz z rozwojem wartości prowadzonych przez siebie badań, nawet powinien.


    Doktorant

    OdpowiedzUsuń
  11. Jako też matematyk (po studiach pedagogicznych skończyłem matematykę podyplomową) czasami szkoląc nauczycieli załamuję ręce. I myślę sobie: oni będą być może uczyli dzieci, oby nie!
    Z matematyką i informatyką u nauczycieli czynnych i tych zaczynających- jest bardzo kiepsko.
    Kiedyś o tym pisałem tu:
    http://okiembelfra.blogspot.com/2010/05/miaem-zajecia-z-nauczycielami-z.html

    OdpowiedzUsuń
  12. Niestety, to są tysiące niekompetentnych matematcznie pedagogów wczesnoszkolnych, a dzięki pani Hall ich liczba uległa zwiększeniu, gdyż w edukacji elementarnej matematyki nauczać mogą po pedagogice przedszkolnej!!!

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.