środa, 28 września 2011

Ostatnie dni rekrutacji na studia

dowodzą, że zgodnie z przewidywaniami Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego ci, którzy wybrali małe uczelnie, prowadzące zaledwie kilka kierunków studiów, mogą ich nie skończyć w ich murach, gdyż z powodu zbyt małej liczby kandydatów upadną, jak miało i będzie to miało miejsce w wielu dużych aglomeracjach w naszym kraju - w Warszawie, Łodzi, Poznaniu czy Szczecinie. Powstało w nich bowiem w ostatnich latach wiele małych wyższych szkół zawodowych, które - mimo nowej ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym - nie podjęły wysiłków na rzecz rozwoju akademickiego, tylko przyjęły w wyniku kanclerskiego modelu zarządzania politykę biznesową, typową dla małych przedsiębiorstw.

Niestety, z takich właśnie szkół odeszli i odchodzą naukowcy, którzy doświadczają w nich wyraźnego rozczarowania między funkcjami założonymi a realizowanymi. Nie chcą godzić się na funkcje „robotników w białych kołnierzykach” bez prawa wpływu na rzeczywistą jakość kształcenia i kluczowy dla ich rozwoju zakres możliwego prowadzenia badań naukowych. Prysł mit szkół wyższych. Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego – prof. Barbara Kudrycka wprowadziła wraz z nowelizacją ustawy zakaz posługiwania się przez te szkoły wzorami tych samych dyplomów, jakie dotychczas wydawały wszystkie szkoły wyższe w Polsce, które uzyskały zgodę resortu na ich rejestrację i kształcenie studentów. Teraz dyplom będzie identyfikowany z konkretną uczelnią publiczną czy prywatną.

Za trzy lata rozpoczynający studia w roku akademickim 2011/2012 otrzymają dyplomy tych szkół lub uczelni, w których studiują, a jeśli ich marka będzie niska, a tak jest z większością szkół niepublicznych, to ów dyplom będzie tyle znaczył, co matura z amnestią. Każda szkoła wyższa – publiczna i prywatna będzie wydawać dyplomy już według własnego wzoru, a zatem liczyć się będzie to, gdzie ktoś studiował, a nie tylko to, że ma jakiś dyplom.

Rozpoczynający studia w wątpliwych jakościowo szkołach, z bardzo słabą kadrą akademicką, przeżyją rozczarowanie, kiedy powołana w tym roku Polska Komisja Akredytacyjna zacznie mierzyć już nie tylko sprawy formalne, związane z minimum kadrowym, planami studiów czy rozliczaniem środków budżetowych na stypendia, ale przede wszystkim skupi się na pomiarze efektów kształcenia. Jeśli te okażą się marne, to szkoła straci uprawnienia do prowadzenia studiów na danym kierunku. Tak więc, drodzy studenci, nie macie wyjścia, albo będzie studiować uczciwie i rzetelnie, albo z nadzieją na „wykupienie” dyplomu sami przyczynicie się do upadku szkoły, którą być może nawet uda wam się jeszcze ukończyć. Sprawdzian poprawności i uczciwości będzie obejmował wszystkich studentów i nauczycieli akademickich, poza założycielami tych szkół. Ci bowiem o ich losy martwić się nie muszą. Oni swoje dyplomy i zyski już mają. Podobnie będzie z uczelniami publicznymi, które - poddane wymogom rynkowej konkurencji - będą musiały odejść od pozostałości socjalistycznego myślenia: "Czy się stoi, czy się leży, tysiąc złotych się należy".

Zwróćcie uwagę na umowę, jaką będziecie zawierać ze swoją uczelnią. Jak podaje dzisiejsza Rzeczpospolita: Założyciel uczelni prywatnej musi zapewnić studentom możliwość kontynuowania nauki, ale tylko w razie całkowitej likwidacji szkoły. Okazuje się bowiem, że (…) czestą praktyka jest podsuwanie do podpisu studentom ostatnich lat nowej umowy. Pod pretekstem drobnych zmian wprowadzają one nowe warunki, np. student zamiast na kierunku prawo będzie studiował na administracji. Mamy już sygnały, że delikatnie "zmusza się" studentów socjologii, by studiowali na kierunku pedagogika. Jeszcze gorzej jest w przypadku wybieranych przez młodzież specjalności. Tu założyciel szkoły nie musi im niczego zagwarantować. Zdarza się zatem coraz częściej, że studiujący na II roku przechodzą do innych szkół wyższych, by w nich dalej studiować na wymarzonej przez siebie specjalności czy kierunku. Zachęcanie ich zatem do tego, by kontynuowali studia na innej specjalności, a następnie oferowanie im studiów podyplomowych w ramach specjalności własnego wyboru, jest naganne etycznie, ale kogo to dzisiaj obchodzi. Biznes jest biznes.

23 komentarze:

  1. W miesięczniku „Bank” z dn. 19.07.2007 został opublikowany artykuł pt. „Potęga wiedzy” nawiązano do badań psychologicznych wśród młodziezy, z których wynika, że 18- letni student pierwszego roku w USA w zasadzie pozostanie tak samo (nie)kompetentny jak po 5 latach studiów wyższych. My zdaje się, że naśladujemy te wzorce.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapisałam się w prywtnej szkole na socjologię, a tu okazuje się, że jest za mało chętnych i mi proponują pedagogikę. Co to za szalbierstwo? Po co ogłaszają się w internecie, skoro kierunek jest lipny?

    OdpowiedzUsuń
  3. Pan Profesor ostatnio mocno punktuje uczelnie niepubliczne. To się robi wręcz tendencyjne... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tendencyjne jest tego odczytanie. Proszę przeanalizować reklamy tych szkół i porównać je z ich realiami. To oszukani absolwenci tych szkół wyjdą na ulice protestować. Zobaczymy, bo nikt ich nie zatrudni. Ciekawe, co wówczas Aninimowy napisze w swoim komentarzu?

    OdpowiedzUsuń
  5. Niech bjfs poda kontrargumenty, nietendencyjne. Po co komu socjologia?mamy na rynku tysiące bezrobotnych socjologów, a jeśli , to w hipermarketach i centrach telefonicznych. Ci, co wyjechali, pracują w Irlandii w magazynach, fizycznie. Robotnicy ze stopniem magistra socjologii, pedagogiki, zarządzania, a nawet administracji.

    OdpowiedzUsuń
  6. http://biznes.onet.pl/bez-dyplomu-zarobisz-wiecej,18563,4862857,1,news-detal

    OdpowiedzUsuń
  7. jak się nie dostanie pracy, to można jeszcze ratować się ucieczką w studia doktoranckie. Tu też już mamy masowy nabór. Jest już jeden pomysł na rozwiązanie - Palikot proponuje odpłatność za studia humanistyczne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Palikot może proponować odpłatność za studia humanistyczne, bo sam skończył je za darmo!

    OdpowiedzUsuń
  9. Poznań kusi kandydatów na studia plakatem z plemnikami. Chociaż wspiera polityke prodemograficzną.
    www.poznanprzyciaganajlepszych.pl.

    OdpowiedzUsuń
  10. Niektóre prywwatne szkoły przyciagają tylko plemnikami. To ponoc jest bardziej skuteczne.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja studiuję w Skierniewicach, w niepublicznej szkole z dużymi tradycjami, więc jestem spokojna o swoje dalsze losy. Absolwenci są szanowani i cenieni przynajmniej w regionie.

    OdpowiedzUsuń
  12. W DSWE mają zapaść w naborze studentów, pracownicy drugoetatowi boją się o swoje posady, za to UWr ma rekord w przyjęciu na dzienne

    OdpowiedzUsuń
  13. http://www.bip.nauka.gov.pl/_gAllery/15/35/15353/20110901_rozporzadzenie_MNiSW_tytuly_zawodowe.pdf

    OdpowiedzUsuń
  14. DSW we Wrocławiu jest najlepszą i jedyną niepubliczną szkołą, która kształcąc na kierunku pedagogia, ma pełne uprawnienia akademickie. W psychologii taką uczelnią jest SWPS.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja wybrałam Uniwersytet w Łodzi. Co uniwerek, to uniwerek.

    Mariola

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak zwykle nie może się obejść bez uderzenia w absolwentów studiów humanistycznych. Nie mam już sił na powtarzanie się, ale podam przykład z lokalnego forum pod adresem http://j.mp/mWnD9b (serwis gazeta.pl). Choć ja ukończyłem filię uczelni państwowej (aktualnie: Uniwersytet Jana Kochanowskiego). Dyplom nie stanowi gwarancji kariery. Liczy się to, na ile student się udzielał; jak uzupełniał swoją wiedzę. Wykładowcy (jacykolwiek by oni nie byli) nie są robotami wbijającymi studentom umiejętności niczym rzeczom na taśmie produkcyjnej...

    Aktualnie studiuję drugi kierunek (po magisterium) na uczelni niepublicznej. Nie czuję z tego powodu wyrzutów sumienia. Nie jest to oczywiście już pedagogika, tylko kierunek ścisły (gwoli uprzedzeń, pracuję już w charakterze pedagoga pracy).

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie ma tu żadnego uderzenia w absolwentów studiów humanistycznych. Już z tytułu wpisu wynika koncentracja na kandydatach na studia, nie tylko humanistyczne, ale także z nauk społecznych czy o zarządzaniu. Wyrzuty sumienia pojawiają się u tych, którzy je posiadają i w sytuacjach tego wymagających. Nie nam o tym rozstrzygać.

    OdpowiedzUsuń
  18. http://chetkowski.blog.polityka.pl/2011/10/01/studia-na-jedna-nozke/#comments

    OdpowiedzUsuń
  19. Miałem na myśli komentarze, takie jak miał uprzejmość podać Anonimowy w linku do BelferBloga (swoją drogą w tym wątku poza mną i autorem bloga, anonimowi są wszyscy). Wydaje się oczywiste, że studia podejmuje się z zamiarem ich ukończenia oraz podjęcia pracy w wybranej dyscyplinie (studia z innych powodów, niż merkantylne pozwolę sobie tu pominąć). Pospolicie uważa się, że studia na uczelniach prywatnych są drugiej kategorii. A jak jeszcze odbywane są w toku niestacjonarnym, to taki student powinien się czuć obywatelem wręcz trzeciej kategorii ;-)

    Ja po prostu odnoszę wrażenie, że Profesor w tym wątku stara się ostrzegać przed wyborem uczelni niepublicznych (cyt. "większości"). Chyba, że ktoś wywoła nazwę placówki, która akurat jest uznana w "środowisku" ;-)

    Nie przeczę jednak, że są złe placówki; które pojawiają się równie szybko, jak znikają. Jednak porównywanie ich do państwowych jest trochę nie fair, chociażby ze względu na ich młody wiek...

    OdpowiedzUsuń
  20. W odróżnieniu nie tylko od bjfs mam ogląd niemalże całego szkolnictwa wyższego w zakresie kształcenia na kierunku pedagogika. Od 2002 r. , a więc 9 lat uczestniczę w akredytacji kształcenia na kierunku pedagogika uczelni publicznych i niepublicznych; nieustannie śledzę raporty z tego obszaru edukacji i sam jestem autorem rozpraw na ten temat; uczestniczę w ocenie wniosków uczelni, które aplikują o prawo do kształcenia na tym kierunku studiów. Innymi słowy, moje uwagi i opinie mają realne odniesienie do danych, których nie da się pominąć w analizach, a mają one charakter makroakademicki, a nie mikro (z pozycji nauczyciela jednej czy kilku szkół wyższych).
    Z pocyji bjfs można oczywiście pisać: "Nie przeczę jednak, że są złe placówki", ale to niczego w tej diagnozie nie zmienia.
    Kwestia: "Jednak porównywanie ich do państwowych jest trochę nie fair, chociażby ze względu na ich młody wiek... " jest bardzo fair, gdyż są takie wyższe szkoły prywatne, których założyciel i rektor nie skusili się doraźną żądzą zysku, tylko inwestowali w infrastrukturę, kadrę i naukę. Dzięki temu te szkoły mają wyższe uprawnienia, niż większość wydziałó pedagogicznych na uniwersytetach państwowych. Co zatem jest tu nie fair?

    OdpowiedzUsuń
  21. Dlatego brakuje mi tutaj wykazu "rekomendowanych" uczelni, bo tak jakby wypływają one dopiero w komentarzach; chyba, że szczęśliwcy mają czekać na ocenę w owym zmodernizowanym systemie PKA.

    Jednakże pierwsze co się rzuca w oczy z powyższego wpisu to negatywna opinia o bliżej niesprecyzowanej, aczkolwiek dużej liczbie uczelni niepublicznych; z prologiem tyczącym się łódzkiej WSP...

    No cóż, jestem dopiero niecałe dwa lata po studiach II stopnia tak więc nie mogę mieć prawa do własnego zdania w świetle prezentowanej różnicy kompetencji ;-)

    Czyż nie jest bowiem tak, że to człowiek sam zdobywa umiejętności, przy większej bądź mniejszej motywacji od swoich "mistrzów" na których przecież nie musi się powoływać podczas swojego życia zawodowego? Czy marka uczelni ma świadczyć o marce człowieka, który ją kończył? A co z ludźmi, którzy osiągnęli sukces bez wchodzenia w interakcje z jakimikolwiek przedstawicielami środowiska akademickiego?

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie ma w tym wpisie mowy o WSP w Łodzi, chyba , że bjfs sam ją jako odpowiadająca tym kryteriom identyfikuje. O uczelniach, które spełniły akademickie warunki pisałem wielokrotnie. Mój blog nie może jednak pełnić funkcji reklamowych, bo nie ma takiego charakteru. Wystarczy zajrzeć na strony wyższych szkół prywatnych i przeczytać: jaki mają status, kiedy powstały, kto nimi kieruje, na jakich zasadach, jaką mają kadrę, kto prowadzi zajęcia, jakie są ich rzeczywiste osiągnięcia i czy maja jakikolwiek związek z założonymi funkcjami szkolnictwa akademickiego, itd. itd. Wcześniejsze wpisy poświęcałem odczytywaniu tych znaczeń, więc nie mogę ich w kółko powtarzać, bo i po co.

    OdpowiedzUsuń
  23. W tym nie, prolog rozumiem jako wątki poprzedzające dzieło, czyli ten wpis (chodzi o te wakacyjne wpisy). Pardon za nieścisłość. Strony WWW to niewątpliwie czysta reklama, więc trudno brać to za wykładnię. Dbając o wizerunek swojej alma mater, jeszcze jako młody żak współpracowałem z radą samorządu studenckiego w tym zakresie. Przeciętny kandydat raczej nie będzie badać takich rzeczy okiem mędrca. Nie wspominając już o tym, że przeciętny student (mając nawet na karku parę semestrów) o swoim samorządzie nie wie nic!

    Ja się sugeruję systemem POL-on https://polon.nauka.gov.pl/ oraz http://nauka-polska.pl/shtml/raporty/raporty_ludzie.shtml ale jest to sucha lektura. Nie ma to jak wysłuchać czyjejś osobistej opinii na temat struktur, w których dana osoba jest, bądź była zaangażowana ;-)

    Gorzej, jak się dochodzi do ogólników, które nawet sam dostrzegam w swoich komentarzach; trudno jest uciec od stereotypów :(

    OdpowiedzUsuń