niedziela, 21 sierpnia 2011

Co kryją a co ujawniają pseudosondaże o polskiej szkole i młodzieży?

Danuta Sterna pisze w najnowszym wydaniu edunews.pl, że przestudiowała badania sondażowe CBOS na temat młodzieży i szkoły, jakie były prowadzone przez tę instytucję wśród uczniów ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych (liceów, techników i zasadniczych szkół zawodowych) w latach: 1998, 2003, 2008 i 2010. Przyglądając się ich wynikom wyciąga wnioski, które w moim przekonaniu nie mają wartości poznawczej, bowiem nie sprawdzono, czy CBOS sondował te opinie w interwałach 5 letnich na tej samej populacji, czy może jednak różnych (wątpię, by były to badania wzdłużne). Przypuszczam, że za każdym razem próba dotyczyła wprawdzie młodzieży, ale innej od tej, która staje się dla D. Sterny punktem odniesienia.

Z faktu sondażowego, że dwanaście lat temu nieco ponad połowa uczniów (53%) oceniała pozytywnie rolę szkoły, a obecnie pozytywnie postrzega ją prawie trzy czwarte respondentów (wzrost o 18 punktów procentowych) niesłusznie wyciąga wniosek, że od roku 1998 ocena edukacyjnej funkcji szkoły "...jako dobrze przygotowującej do dalszej nauki, studiów wyraźnie się poprawiła”.

Taka ocena jest artefaktem. W 1998 r. szkoła była inna i radykalnie odmienny miał miejsce w niej oraz w związku z nią kontekst przemian, niż w roku 2010. Jeśli badanymi - tak wówczas, jak i w 2010 r. - były zupełnie inne osoby, to można zapytać, po co porównywać opinie osób z czterech różnych zbiorów, pomijając powyższe uwarunkowania? Czemu lub komu to ma służyć? Może propagandzie sukcesu MEN? Tyle tylko, że autorka tego artykułu nie podaje, jeśli już trzymać się tej niepoprawnej metodologicznie konwencji, wyników sondażu na ten temat z 2008 r. Czy też byłby wzrost o 18 punktów procentowych?

Przy kolejnej kwestii, mającej świadczyć o pozytywnym zakresie zaistniałych przemian w polskiej edukacji, Autorka pisze:

„Zdaniem młodych ludzi, szkoła coraz lepiej przygotowuje ich do funkcjonowania na rynku pracy”. Pytano: Jak oceniasz, czy szkoła, do której chodzisz daje duże szanse na zdobycie atrakcyjnej pracy po jej ukończeniu? Zdecydowanie tak i raczej tak – odpowiedziało w 2010 roku 54%. Wzrost w stosunku do lat poprzednich, ale interpretacja zależy od celów, które sobie stawiamy, gdyż szklanka w połowie pełna jest też w połowie pusta. Opinie: raczej nie i brak zdecydowania deklaruje prawie 30% młodzieży. Są to osoby, które nie mogą powiedzieć, że szkoła przygotowała ich dobrze do pracy."

Nie dowiadujemy się z tego akapitu, jaki odsetek młodzieży odpowiedział na tę kwestię w 1998 r.? Jest za to mowa o tym, ze "szklanka w połowie zapełniona jest wskaźnikiem czegoś pozytywnego.

Kiedy pojawia się w tych sondażach ocena przez respondentów wyboru szkoły, relacjonująca je stwierdza: „W 2010 roku co piąty uczeń (20%, o 5 punktów mniej niż dwanaście lat temu) był niezadowolony z wyboru szkoły”. Tyle tylko, że w 1998 r. o wyborze kolejnego stopnia szkoły decydowali absolwenci już 8-letniej szkoły podstawowej, a w 2005, 2008 i 2010 r. absolwenci gimnazjum po 9 latach szkolnej edukacji (6+3). Inny wiek, inne doświadczenia i odmienny ustrój szkolny oraz perspektywy dalszej edukacji musiały rzutować na odmienne wyobrażenia na powyższy temat. Warto przypomnieć, że w 1998 r. obowiązywały jeszcze egzaminy wstępne do szkół wyższych i był wewnątrzszkolny egzamin maturalny.

Relacjonująca jednak te dane dokonuje ich interpretacji:

"Zastanawiam się - czy „tylko”, czy może „aż”. Co piąty uczeń nie jest zadowolony z wyboru szkoły! Co autorzy mieli na myśli zadając to pytanie? Uszczegółowienie zawarte jest w pytaniu: Czy z punktu widzenia twoich szans na przyszłość, osiągnięcia czegoś w życiu, uzyskania dobrej pracy, dostania się na studia uważasz, że wybór tej szkoły był dla ciebie…? Co piaty uczeń uważa, że szkoła nie poprawiła jego szans na przyszłość, nie pomogła mu w uzyskaniu dobrej pracy i dostaniu się na studia.Jak w takim razie ocenić czas pobytu w szkole tej części uczniów? Trudno tak bardzo cieszyć się z tego, że sytuacja poprawiła się w stosunku do roku 1998, wtedy niezadowolonych był aż co czwarty uczeń."

Trafnie zastanawia się nad tym: Co autorzy mieli na myśli zadając to pytanie? Należałoby je uzupełnić o jeszcze jedno, a mianowicie to, które jest warunkiem poprawności metodologicznej, czyli o intersubiektywną komunikowalność - Co respondenci mieli na myśli odpowiadając na to pytanie?

Kiedy odkrywa w owych sondażach CBOS kwestię opinii uczniów o nauczycielach dokonuje cenzury i za nas rozstrzyga, że nie warto się nią zainteresować. Dlaczego?

Ewolucja postaw nauczycieli wobec uczniów, jaką można było zaobserwować w latach 1998 – 2008, obecnie się zatrzymała, a w niektórych przypadkach nawet cofnęła”. Pomińmy to niepokojące – „cofnięcie” i zajmijmy się tylko obecną sytuacją.

Rzeczywiście, tak złą informację trzeba ukryć, bo jak minister edukacji by ją przeczytała, to byłaby zmuszona do leczenia nie tylko własnego kolana, co zostało dla potrzeb kampanii wyborczej opatrzone żenującymi zdjęciami w Super Expresie i Gazecie Wyborczej, ale potrzebowałaby konsultacji u kardiologa. Po takiej informacji można doprawdy dostać zawału. Wyborcy mają decydować o tym, kto będzie ich posłem, a tu taka wpadka.

W dalszej części artykułu, jego Autorka porzuca już temporalne porównania. Przywołuje niezwykle niepokojące dane tylko z sondażu CBOS z 2010 r., chociażby na temat tego, czy nauczyciele informowali i motywowali uczniów na temat ich praw w szkole. Okazuje się, że tylko 30% uczniów potwierdziło omawianie w klasie praw ucznia przez nauczyciela, np. na godzinie wychowawczej, i nauczyciele zachęcali do korzystania z tych praw, natomiast w 53% nauczyciele tylko przedstawili te prawa, nie zachęcając do korzystania z nich. Natomiast 17% uczniów stwierdziło, że ich prawa w ogóle nie były omawiane w klasie.

Biorąc pod uwagę jakże często sondowany problem przemocy w szkołach, otrzymujemy kolejne, nic nieznaczące dane, choć oczywiście ujęte w formie liczbowej, która powinna na nas zrobić wrażenie. Jak pisze D. Sterna: Największy spadek odnotowano w 2008 roku. Sądziłem, że zinterpretuje to jako efekt jeszcze mających miejsce skutków dyscyplinujących uczniów ustaw z okresu rządów PiS+LPR+Samoobrona. Okazuje się, ze jednak nie. Jak jest więc w 2010 roku?

Na pytanie: Czy w Twojej szkole zdarzają się przypadki fizycznego znęcania się starszych uczniów nad młodszymi? 52% uczniów deklarował zetknięcie się przemocą fizyczną.

Czy w Twojej szkole zdarzają się przypadki zażywania narkotyków przez uczniów na terenie szkoły? – 45%.

Czy w Twojej szkole zdarzają się przypadki picia alkoholu przez uczniów na terenie szkoły? – 62%

Nie ukrywam, że przejmowanie się takimi sondażami może być tylko i wyłącznie przejawem braku krytycyzmu. Odpowiedzi na pytania rozstrzygnięcia, zaczynające się od partykuły pytajnej "Czy", są najmniej miarodajne. Warto powrócić przy ich analizie do kwestii intersubiektywnej komunikowalności, czyli nie tylko tego, co ich autor miał na myśli, ale przede wszystkim respondent, bo autor tych pytań był bezmyślny.

http://www.edunews.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1603&Itemid=1

3 komentarze:

  1. Pani Sterna zarabia na grubo posmarowany chlebek z masełkiem(propagując odgrzewane amerykańskie kotlety - tzw. ocenianie kształtujące) w CEO. A CEO to instytucja powiązana z GW(przez wiceszefową A.Pacewicz, żonę wiceszefa GW Piotra Pacewicza).Ale kasę bierze z Polsko-Amerykańskiego Funduszu na rzecz Demokracji(czyli amerykańskich podatników) i z UE (za pośrednictwem MEN). Pan Pacewicz bardzo był zaangażowany w "reformę" Handkego/Dzierzgowskiej. Chyba starczy - wszystko jasne;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie nie interesowała Autorka, bo informację o Jej artykule otrzymałem newsletterem, tylko dość powszechna wiara u nas w pseudosondaże. Co gorsza , zarażają się tymi bublami metodologicznymi studenci, a ja muszę to odkręcać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Studenci zarażeni bublami metodologicznymi...co racja to racja.

    Ja spotkałam się z zupełnie czymś innym. Prowadząc zajęcia z młodzieżą z zakresu profilaktyki (nie jestem nauczycielem, zostałam na takie zajęcia zaproszona jako "gość - specjalista" w tandemie z policjantem) postanowiłam skorzystać z wyników badań Krajowego Biura ds Walki z Narkomanią po to, by wytłumaczyć młodzieży, że tak naprawdę to niewielu młodych ludzi sięga po używki. Zajęcia miały charakter otwarty - w każdej chwili młody człowiek mógł podnieść rękę i zadać pytanie. Ci, którzy chcieli zadać pytanie anonimowo, również mogli to zrobić, dzięki kartkom rozdawanym przed zajęciami .

    Przywołując wyniki badań, uzyskanych zarówno w badaniach własnych Krajowego Biura, jak i zleconych CBOS-owi czy też prowadzonych w ramach programu ESPAD naraziłam się na utratę wiarygodności. Młodzi ludzie otwarcie mówią bowiem, że w ich gimnazjach, liceach nikt od lat takich badań nie prowadził, nikt ich o zdanie nie pytał. Potwierdzają to nauczyciele i dyrektorzy. Chyba, że badania(sondaże)prowadzone są tak, jak te do dzisiejszych prac mgr - czyli ankieta kopiuj-wklej z internetu i 100 arkuszy wypełnionych przez samego studenta i jego bliskich ;) zero rzetelności, trafności.

    Inna sprawa, że młodzi sami przyznają się do pisania bzdur w ankietach.

    Tak więc pseudosondażami narażamy się na śmieszność u tych, o których dobro nam chodzi. Dobrze byłoby zapytać młodych ludzi, co sądzą o wynikach badań przeprowadzanych rzekomo wśród nich co cztery lata (niemalże każdy wynik młodzi ludzie komentują słowem: "bzdury").

    A na wspomnianych zajęciach poczułam się jak Biznesmen z "Małego Księcia". Coś w tym jednak jest.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.