czwartek, 18 sierpnia 2011

„Promocja” pedagogiki w wyższych szkołach prywatnych w systemie 20:80

Jak wykazują specjaliści w zakresie zarządzania to, co oferują wyższe szkoły prywatne na swoich stronach internetowych w trakcie okresu rekrutacyjnego na studia, jest zgodne z obowiązującymi na rynku marketingowym proporcjami - 20% prawdy i 80% kitu. Dotyczy to w pierwszej kolejności tzw. „wsp”, które powstały na przełomie XX oraz XXI w., a więc mają nadany przez ministerstwo numer powyżej 100 i prowadzą kształcenia na kierunku PEDAGOGIKA. Wystarczy wejść na stronę każdej z tych szkół lub stronę ministerstwa, by otrzymać informację, jakim ona dysponuje numerem rejestracyjnym, a więc którą z kolei wśród rejestrowanych w sektorze prywatnym była dana szkoła.

Oto jedna z gazet donosi, że na Uniwersytecie Medycznym powstała praca naukowa o agresji i przemocy pacjentów wobec lekarzy i pielęgniarek. Pomijam w tym miejscu kwestie metodologiczne, skoro zbadano zaledwie 63 pracowników służby zdrowia w ponad 800 tysięcznym mieście i pominięto w tych badaniach samych pacjentów, bo z krótkiego doniesienia i tak wynika „nędza poznawacza” owego projektu, ale zainteresowało mnie co innego. Otóż badania prowadzono w uniwersytecie, ale ich autor zaprezentował się w całej okazałości jako prorektor wyższej szkoły prywatnej. To klasyczny przykład 20% prawdy i 80% kłamstwa. Za badania zapewne zapłacił (w pensji czy odrębnie?) uniwersytet, ale przypisuje sobie w celach promocyjnych drugiego miejsca pracy w tym samym mieście i to z uśmiechem na twarzy jego pracownik, eksponując funkcję w tzw. „wsp”. Ta uczelnia kształci także pedagogów, więc mogą już teraz wiele dowiedzieć się na temat etyki zawodowej.

Na stronach tzw. „wsp” pojawiają się informacje o konferencjach oświatowych, jakie zostały w nich zorganizowane, tyle tylko, że znowu mamy tu do czynienia w wielu przypadkach z podobną proporcją: 20% prawdy – istotnie, odbyły się w nich konferencje, ale 80% fałszu, bo nie ujawnia się, że dana szkoła udostępniła odpłatnie lub w celach komercyjnych (propagandowych) swoje sale dydaktyczne w godzinach, kiedy są one puste, by inna organizacja czy instytucja zorganizowała w niej jakąś konferencję. Najlepsze jest w tym wszystkim to, że w związku z brakiem uczestników, zainteresowanych organizowanych w takich szkołach różnego rodzaju konkursach, galeriach, spotkaniach spędza się do Sali wszystkich pracowników administracji danej szkoły, by można było sfilmować, zrobić zdjęcia i pochwalić się swoimi wielkimi osiągnięciami na rzecz upowszechniania oświaty, kultury itd. A zatem 20% prawdy, bo coś się odbyło, i 80% fałszu, gdyż uczestniczyli w tym nie ci, do których było to adresowane. Nic dziwnego, że ziewali, przebierali nogami, bo niczego nie rozumieli.

Niektóre wyższe szkoły prywatne mają swoje „wydawnictwa”, „gazety” czy powoływane przez założycieli „instytuty”, tyle tylko, że 20% ich działalności ma charakter naukowy czy oświatowy, zaś 80% czysto komercyjny, fałszywy z punktu widzenia funkcji akademickich, prostudenckich. Studenci płacąc czesne, utrzymują rzesze niepotrzebnych pracowników, gdyż oni sami z wytworów takich „firm” nie uzyskują dla siebie nic, co byłoby im potrzebne. Pod szyldem takich form zatrudnia się znajomych, członków rodzin wszelkiego rodzaju władz takich szkół prywatnych, a studiujący w nich pedagogikę są od tego, by ich utrzymywać. Może dlatego proporcje zatrudnionych w tzw. "wsp" na stałe są następujące: 20% nauczycieli akademickich i 80% pracowników administracji, technicznych i obsługi. Wszystko zależy od tego, jak wielu jest "znajomych królika", członków rodzin i zobowiązań wobec przydatnych dla biznesu osób.

Szkoły informują o ogromnej liczbie specjalności, jakie są gotowe udostępnić swoim nowym studentom. To w 20% jest prawdą, gdyż mają jakoś opracowane plany i programy kształcenia. W 80% jest to jednak fałsz, gdyż im więcej oferują specjalności, tym wielokrotnie więcej powinny mieć studiujących, żeby móc uruchomić kształcenie na każdej z nich. Nie jest to możliwe i wszyscy o tym doskonale w tych szkołach wiedzą. W 80% jest to zatem fałsz, gdyż to, czy dana specjalność zostanie uruchomiona zależy tylko i wyłącznie od ustalonej (minimalnej) liczby chętnych studentów. Jak się nie zgłoszą, to sami są sobie winni. Po pół roku już okazuje się że z 8 czy nawet 14 specjalności zostaną uruchomione tylko dwie lub trzy. Co mają zrobić ci, którzy byli zainteresowani inną niż ta, do studiowania której zostają zmuszeni?

Wyższe szkoły prywatne informują wreszcie o tym, jak to dysponują znakomitą, nową czy nowoczesną infrastrukturą, bazą. W 20% jest to prawdą, ale w 80% fałszem, gdyż nie jest to ich baza, tylko wynajmowana (w związku z czym plany zajęć podporządkowane są wolnym godzinom prawowitego dysponenta, a nie interesom i potrzebom studiujących), obciążone są kredytami (także pod wartość hipoteczną), a zatem w 80% jest to fałsz. Można zatem zobaczyć na stronach tych szkół piękne zdjęcia tyle tylko, że jest to tak samo wiarygodne jak to, kiedy robimy sobie fotkę na tle jakiegoś „wypasionego” jachtu w Chorwacji i przesyłamy je znajomym, by pochwalić się swoją nową własnością. A niech ich zawiść zżera.

Wreszcie, wyższe szkoły prywatne chwalą się, jaką to mają wspaniałą kadrę. Tak, ale w 20%, bo w 80% są to osoby zatrudnione na umowy krótkoterminowe. Czegokolwiek by nie zawaliły, złe odium spada na szkołę, ale sama tak chciała. Dlatego na stronach pisze się o sukcesach studentów, ale to nie dotyczy nawet 20%, bo 80% ma studiowanie "w nosie". Jak się okazuje w "wsp" zaledwie 20% studiujących zdaje egzaminy dyplomowe w terminie, a 80% "buja się" z nimi przez kolejne miesiące, a nawet lata.

9 komentarzy:

  1. Jak czytam wspomnienie po zmarłej niedawno mojej koleżance, że "poszła" za wcześniej zmarłymi pracownikami tej szkoły, to aż robi mi się niedobrze. Ona "nie odeszła za kimś", tylko została brutalnie zamordowana. Tak więc informacja o śmierci to 20% prawdy, ale 80% obrzydliwe zawłaszczanie sobie jej rzeczywistych powodów.

    pracownik administracji

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale za to kanclerz zaoszczędziła na nekrologu, bo rektorowi to nawet na myśl nie przyszło. W końcu jak się tę sp. wykładowczynię spuściło z etatu , jak już się ją wykorzystało, tomożna swoje "sumienie" wyciszać. Hipokryzja do kwadratu!

    OdpowiedzUsuń
  3. ale to jest niezłe przegięcie żeby mieć pretensje o to, że nie zamieszczono informacji o morderstwie na stronie szkoły. Może jeszcze ze szczegółami? Myślę, że "pracownik administracyjny" troszkę przeholował z chęcią dopasowania się do podanej przez Profesora konwencji 20:80.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nie pisałam o tym, by na stronie szkoły informować o morderstwie, tylko by nie przypisywać powodów, dla których nasz pracownik odszedł nagle z tego świata i dokąd oraz za kim zamierzał podążać.

    OdpowiedzUsuń
  5. nie "kupuję" tego tłumaczenia - dla mnie to jest czepianie się już na siłę i cześć

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja go "nie sprzedaję" tylko dzielę się swoimi odczuciami w tej kwestii.

    OdpowiedzUsuń
  7. Miło mi poinformować , że informacja o blogu blogach znalazła się w tekście poświęconym blogom humanistycznym. Tekst można znaleźć tu: http://www.cittru.uj.edu.pl/?q=pl/node/1286 Ukazał się też na portalu Onet.pl: http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/humanista-pisze-bloga,1,4824215,kiosk-wiadomosc.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak najbardziej zgadzam się, że obecnie mamy do czynienia z podobnym zjawiskiem. Choćby tylko w środowisku znajomych z (...), z którym jestem związany od ponad 10 lat, narasta frustracja związana z sytuacją w uczelniach (publikowanie czegokolwiek wyłącznie dla punktów; selekcja negatywna pracowników, by nie wychodzili przed szereg; coraz gorsi studenci, którym nie zależy na wiedzy, lecz na zdobyciu "papierów" za wszelką cenę; odgórne psucie standardów kształcenia i maskowanie tego stworzeniem coraz to nowych dokumentów, konspektów, projektów; kolesiostwo i korupcja w radach wydziałów itp. itd.). Wielu moich znajomych zrezygnowało z pracy akademickiej nie wytrzymując takiej atmosfery. Zajęli się gospodarstwami agroturystycznymi, firmą przewozową, czy organizowaniem kursów wszelakich byle ktoś zapłacił. To podobna sytuacja, jak kiedyś z HOW. Tym bardziej warto było opublikować tę książkę, by może wreszcie ktoś zaczął się uczyć na błędach.
    Pozdrawiam
    Przemek G.

    OdpowiedzUsuń
  9. W wsp, w której pracuję, podwyższono czynsz za wynajem sal dydaktycznych o ponad 20 tys. zł. Wiadomo, skończyły się układy i układziki z władzami miasta, to teraz trzeba uczciwie zapłacić za dzierżawione sale. Trochę się zmniejszy kanclerzowi zysk, więc będzie musiał doić gdzie indziej. Ma pan rację profesorze, do tej pory płacono za sale dydaktyczne 20%. Jak wrócą rządy prawa, to ktoś przyjrzy się tym umowom i sprawdzi, który urzędnik gminy odpowiada za straty z tytułu zaniżonych opłat.

    Studenci są biedni, bo będą teraz ganiani z jednego miejsca na drugie, albo będą musieli chodzić na zajęcia zamiast codziennie, to tylko od środy do piątku, by maksymalnie wykorzystać wynajmowane sale. Nikogo nie będzie obchodzić higiena studiowania. Zachciało im się studiów w takiej szkole, to mają. Zapewne nie o studia im chodzi, więc strat nie odczują.

    Łukasz

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.