piątek, 5 sierpnia 2011

Od kiedy to poprawność polityczna ma stanowić o tym, co jest zgodne z nauką?

Powracam do skandalicznego ataku środowisk homoseksualnych na profesora Aleksandra Nalaskowskiego z UMK, które skierowały do JM Rektora UMK żądanie wyciągnięcia w stosunku do Profesora konsekwencji służbowych (pozbawienie funkcji dziekana Wydziału Nauk Pedagogicznych, może nawet ograniczeniem praw do kształcenia młodzieży?) za wyrażoną przez Niego opinię dla portalu www.fronda.pl na temat tego, dlaczego osobiście jest przeciwny powierzaniu zastępczej opiece osieroconych dzieci parom homoseksualnym.

Temat chętnie podjęła Gazeta Wyborcza, przywołując roszczenia powyższych środowisk z lubością, a zarazem otwierając w ramach "forum" możliwość anonimowym, różnej maści komentatorom, obrażania Profesora w sposób niesłychany, nie mający nic wspólnego z merytoryczną debatą naukową, ani też z dyskursem publicznym. To zadziwiające, że z jednej strony redakcja tej opiniotwórczej gazety chętnie publikuje przekłady współczesnych, światowej sławy filozofów, etyków, a z drugiej strony zabawia się pseudokonfliktem, podgrzewając go i o dziwo stając po stronie tych, którzy nie mają ani naukowych, ani społecznie użytecznych racji!

Kiedy czytałem w Rzeczpospolitej artykuł Piotra Zaremby pt. "Umysł w obcęgach"(28.07.2011) sądziłem, że to redakcja tej gazety bezzasadnie staje w obronie Profesora pedagogiki, by wykorzystać ją do własnej "wojny medialnej" z GW. Zajrzałem zatem do toruńskiego wydania Gazety Wyborczej, w którym w dn.20.07.2011 red. Maciej Czarnecki opisuje wspomnianą powyżej historię w sposób, który z bezstronnością nie ma nic wspólnego. Ponawiam zatem pytanie nie tylko o to, czy naukowiec ma prawo do własnych poglądów, ale także o to, od kiedy to tzw. poprawność polityczna ma być kryterium oceniającym pozytywnie lub negatywnie dorobek naukowy Profesora o niekwestionowanych przez najważniejsze w naszym kraju gremia, czyli Centralną Komisję Do Spraw Stopni i Tytuł, a także członkostwo w Komitecie Nauk Pedagogicznych PAN osiągnięciach naukowych? (Na marginesie dodam, że w tzw. światowym wykazie cytowanych polskich humanistów nie ma ani jedej rozprawy wybitnej filozof Barbary Skargi, co w niczym nie umniejsza Jej rangi i znaczenia dla filozofii) Od kiedy to o naukowości mają decydować w tym kraju środowiska społeczne, polityczne i to bez względu na ich cele, misję, ideologie?

W tej sytuacji nie pozostanie naukowcom nic innego, jak odmawianie dziennikarzom wyrażania osobistych opinii, jak i dzielenia się wynikami własnych badań (a takie np. na temat postaw rodziców wobec osób o innej orientacji seksualnej po raz pierwszy A.Nalaskowski ujawnił, by potwierdzić, choć wcale tego czynić nie musiał, że w swoich prywatnych osądach nie jest w naszym społeczeństwie odosobniony!). Naukowiec może przekazywać swoje poglądy wszem i wobec, bez medialnej łaski, bo ta na "pstrym koniu jeździ". Na szczęście może pisać i wydawać własne książki, artykuły, a nawet prowadzić blog. Rolą prasy powinno być stanie na straży prawa wolności wypowiedzi, ale także nauki.

Udawanie, że się tego nie dostrzega i podgrzewanie atmosfery dyskursu publicznego oskarżeniami, że profesorowi i dziekanowi zarazem nie wolno głosić własnych poglądów, jest nie tylko zdumiewające. Otóż, gdyby Profesor wypowiadał się jako dziekan, to musiałby najpierw uzyskać w danej sprawie zgodę Rady Wydziału. To kurtuazja dzienikarzy sprawia, że kiedy informują o tym, kim jest autor wypowiedzi, często dodają jego funkcje czy inne godności. Jedni czynią tak po to, by podkreślić mocne strony autorytetu publicznego, inne zaś, by je przy tej okazji zdezawuować. I to jest obrzydliwe.

7 komentarzy:

  1. To prawda. Media i różne instytucje chętnie podpierają się różnym autorytetem naukowym, nie oddzielając roli prywatnej i zawodowej, a potem dyskredytują człowieka w tej drugiej. Też mam takie doświadczenie, że nawet tytuły i stopnie naukowe przykleja się nam w różnych programach (zwłaszcza prasowych itd.), tak by tylko podnieść w oczach czytelników rangę tego, co opisywane. Przestrzegam: można się wiele dowiedzieć o sobie z takich niby tekstów. Doktor staję doktorem habilitowanym, profesor uczelniany staje się profesirem nieodróżnialnym w tytułach od profesora zwyczajnego. Niestety, z mojego doświadczenia wynika , że nawet wbrew wcześniejszym ustaleniom z organizatorami czy dziennikarzami, czasem tłumaczą się "pomyłką". Jeśli więc "trafia się" mediom wypowiedź prawdziwego autorytetu naukowego - tym bardziej wysysają z niego, co się da, by tylko rozbudzić sensację. A potem krwawy osąd nad poglądami. . . Obrzydliwe! Może mi się nie podobać prof. Nalaskowski, ale mam dla Niego wielki szacunek jako naukowca - nie tylko dla tych poglądów i wyników bad
    ań, które mi się podobają, pasują do wizji świata czy po prostu z jakiegoś powodu są wygodne. Niestety, nieuchronne przenikanie się życia społecznego i nauk społecznych (za taką uważam pedagogikę, bez względu na to, gdzie się ją przesuwa w urzędniczych klasyfikacjach), prowadzi do tego, że brak umiejętności uszanowania tych, którzy mają inne poglądy przenika także do świata nauki. W polityce społecznej, polityce UE, równueż mówi się o znaczeniu różnorodności we współczesnym świecie. Hipojryzja!"Różnijmy się pięknie" - śmiechu warte. I co? Zadziovać każdego, kto się nie poddaje homogenizacji i ma odwagę myśleć inaczej. Bez względu, o jakie "ibaczej" chidzi. Dodatkowego smaczku - niesmaczku w opisywanym przez Profesora przypadku dodaje fakt, że niepopularny pogląd próbują zwalczać ci, którzy walczą o uznanie praw dla własnej "inności".

    OdpowiedzUsuń
  2. Anonimowy powyżej napisał: " Media i różne instytucje chętnie podpierają się różnym autorytetem naukowym, nie oddzielając roli prywatnej i zawodowej, a potem dyskredytują człowieka w tej drugiej."

    Oczywistym jest, że niewłaściwy kwalifikator obok imienia i nazwiska jest dużym błędem i zwykłym najczęściej niedbalstwem, ale jednego w Pana wpisie nie rozumiem........ Jeżeli media rozmawiają z kimś, o coś pytają, etc, to przecież nie prywatną osobę tylko taką, która jest znana z konkretnych powodów. Gdyby pan Nalaskowski nie był profesorem znanym w swej dziedzinie, dziennikarze (z Frondy czy innych mediów) by z nim nie rozmawiali. Oni nie rozmawiają z prywatnym człowiekiem tylko właśnie z profesorem, ktory dla nich jest autorytetem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam za literówki w moim wpisie wyżej, ale na wyjeździe korzystam z obcej klawiatury

    OdpowiedzUsuń
  4. To dlaczego GW nie przytacza naukowych analiz Profesora, tylko wybiera ze strony Frondy to, co jej pasuje do z góry przyjętej tezy?
    Tadeusz

    OdpowiedzUsuń
  5. Ks.Ireneusz Wołoszczuk przytacza argumenty naukowe na temat tego, dlaczego dziś homoseksualizm stał się "inną normą", a nową jednostką chorobową stała się homofobia (Rzeczpospolita, 10.08.2011).

    OdpowiedzUsuń
  6. Aleksander Nalaskowski23 sierpnia 2011 08:00

    Dziękuję Prof. Śliwerskiemu za "wzięcie w obronę" moich poglądów. Najbardziej wtajemniczeni wiedzą, że z prof. Bogusławem nie jeden raz toczyliśmy merytoryczne boje, a nasza przyjaźń bywała bardzo szorstka i nacechowana ostrymi różnicami. Tylko uczony tej miary co Śliwerski potrafi się wznieść ponad spór merytoryczny w obronie wspólnie uznawanej idei. Dziękuję komentatorom. Zauważę przy tym, że wśród publikacji w rozmaitych gazetach i portalach prawie nie ma moich kolegów ze środowiska. Poza telefonami "Olek, myślę tak samo jak ty" nie ma szerszych wypowiedzi merytorycznych (co nie oznacza bezwzględnej zgody na moje tezy). To zapewne kwestia wakacji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety, są osoby, które cieszy to, że dzienniakrze wynoszą się tonem mającym charakter bezwzględnej degradacji i pouczają profesorów, bo mogą w ten sposób pocieszyć swoje kompleksy. Jak "kopią" profesora, którego nie lubią, to się mogą tym nacieszyć. To typowy syndrom Schadenfreude, choć miernoty nie rozumieją, że Schaden nie dotyczy profesora Nalaskowskiego, tylko nas wszystkich. Pozwalając na takie ataki i milcząc, godzimy się na podobne potraktowanie pedagogiki, kultury i nauki, jako obszarów, które nie są dla "intelektualnego plebsu". Jemu pozostały tylko pohukiwania w stylu poprawności politycznej.
    Profesorze, proszę się trzymać! Jesteśmy z Panem, choć pewnie z różnych powodów nie ujawniamy swoich danych.
    Śliwerski przypominał kiedś w tym blogu słowa Kamińskiego, że brakuje naszemu narodowi dzielności. Tak jest. Boimy się, bo możemy być atakowani ze wszystkich stron. Profesor sobie poradzi, ale magister, doktor... wiadomo, jak pisze Bauman: jak niepoprawni to "na śmietnik".

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.