wtorek, 16 sierpnia 2011

Ministerstwo podejmie interwencję w sprawie wyłudzania przez niektórych Polaków habilitacji na Słowacji

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego i Nauki odpowiedziało na Stanowisko Komitetu Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk w bulwersującej od ponad 5 lat środowisko akademickie w naszym kraju sprawie wyłudzania przez niektórych Polaków stopni i tytułów naukowych z pedagogiki i pracy socjalnej (nie wiadomo, dlaczego uznawanej przez władze głównie niepublicznych szkół wyższych jako odpowiednik pedagogiki w dyscyplinie pedagogika społeczna).

Jak stwierdza w skierowanym do Przewodniczącego KNP PAN prof. dr. hab. Stefana M. Kwiatkowskiego piśmie z czerwca 2011 r. wiceminister w tym resorcie, Podsekretarz Stanu prof. dr hab. Zbigniew Marciniak:

"Biorąc powyższe pod uwagę, przedstawione w dokumentacji sygnały o nieprawidłowościach budzą niepokój i wymagają wyjaśnienia. Dlatego też, doceniając troskę środowiska naukowego pedagogów o zapewnienie wysokiej jakości uzyskiwanych stopni doktora i doktora habilitowanego z zakresu pedagogiki – zarówno w kraju jak i za granicą – pragnę zapewnić Pana Profesora, że w celu przeciwdziałania sygnalizowanym w raporcie nieprawidłowościom zwrócę się do naszych partnerów słowackich z prośbą o przedstawienie obecnej sytuacji związanej z przebiegiem procedur związanych z uzyskaniem stopnia doktora habilitowanego oraz rozważę wystąpienie z inicjatywą zorganizowania kolejnego spotkania ekspertów na podstawie ww. umowy dwustronnej" (Umowa między Rządem RP a Rządem Republiki Słowackiej o wzajemnym uznawaniu okresów studiów oraz równoważności dokumentów o wykształceniu i nadaniu stopni i tytułów uzyskanych w RP i RS z dn. 18 lipca 2005 r. – uzup. BŚ)

10 komentarzy:

  1. Hmn. A czy jest możliwość "odebrania" tytułu takim osobom? nie będę wymieniała nazwisk, to nie na miejscu, ale znam kilku takich profesorów nadzwyczajnych, którzy dwa - trzy lata po obronie doktoratu tą samą pracą "wyłudzili" habilitację na Słowacji. Teraz dość często tytułują się profesorami - i każą to robić innym...

    Dziękuję za odpowiedź

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Małgorzato, resort nauki dysponuje od kilku miesięcy bardzo dokładnym raportem na ten wstydliwy, bo wykraczający poza granice kraju, a zarazem skandaliczny temat. Ufam, że zostaną wreszcie podjęte skuteczne działania, których celem będzie wszczęte dochodzenie a zarazem ci, którzy korzystają z nieprzysługujących im praw, zostaną ukarani. Są też takie osoby, które uzyskały awans w sposób uczciwy, toteż muszą znaleźć w naszym środowisku należną im akceptację.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli dysponuje Pani wiedzą na temat takich osób, to proszę o informację na mój elektroniczny adres (boguslawsliwerski@gmail.com), a zgłosimy jako Komitet Nauk Pedagogicznych tę sprawę do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego i Prokuratury Generalnej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Małgorzato naprawdę znam tylu profesorów tytularnych i doktorów habilitowanych, którzy nie potrafią sklecić kilku sensownych słów- a jeśli już, to z kartki albo za pomocą prezentacji. Typowi debile salonowi. Ich dorobek wraz z pracą habilitacyjną stanowi przykład wyjątkowej miernoty. Nic od siebie - tylko przetrawione i przepisane stare XIX i XX wieczne koncepcje. I to wszystko zatwierdzone jest przez Centralną Komisję ds. Stopni i Tytułów Naukowych. Przepraszam tych, którzy poczuli się dotknięci. Ale ci, którzy zasługują na tytuł debila salonowego nigdy nie będą mieć takiego poczucia. Może jednak powinno się ich traktować po imieniu i nazwisku. Bo przecież każda generalizacja, krzywdzi tych ludzi, których nie powinna. I proszę nie bronić stanu polskiej pedagogiki przed habilitacjami ze Słowacji, ponieważ prawdziwą przyczynę upadku polskiej pedagogiki należy przypisać systemowi awansu naukowego w naszych rodzimych uczelniach a przede wszystkim udziałowi w tym zakresie Centralnej Komisji ds. Stopni i Tytułów Naukowych.
    Szanowna Pani proszę nie podlegać tej wściekłej nagonce na doktorów habilitowanych i profesorów ze słowackich uczelni ponieważ stanowi ona klasyczne cechy syndromu poczucia niższości (albo silną potrzebę poczucia wyższości) przez tych, którzy to czynią nawet jeśli będą zaprzeczać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapomniałem się podpisać powyżej - jestem tym, który wyłudził habilitację w Rużomberoku i gram teraz "wśiekłym" polskim habilitowanym na nosie! Nic mi nie zrobią!

    OdpowiedzUsuń
  6. Anonimowy - powinieneś się podpisać, skoro uważasz, że nie należy generalizować. Ja nie generalizuję. WEręcz przeciwnie. Upominam się o szacunek dla tych, którzy swoją habilitację czy tytuł profesorski uzyskali poza granicami kraju bez manipulacji i oszustw. Właściwa nazwa instytucji, o której pisze w/w Anonimowy:
    Centralna Komisja Do Spraw Stopni i Tytułów. Warto to wiedzieć. Tu także można składać od dawien dawna zastrzeżenia do każdego przewodu, jeśli dysponuje się czymś więcej, niż tylko zdolnością do pomówień. Rozumiem jednak ten lęk, jaki wzbudził mój komunikat o sprawie. Nie jest to pierwsza tego typu reakcja.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem młodym doktorem nauk humanistycznych (dyscyplina: pedagogika; specjalność: historia wychowania). Swoją pracę pisałam kilka lat, jestem z niej dumna, tym bardziej, że recenzował ją m.in. Profesor Julian Dybiec, któremu jestem wdzięczna za wszystko.

    Wiem, że są recenzenci, którzy prac nie czytają (!)pisząc recenzję bez ładu i składu. Ręka rękę myje - ot co. Ty napiszesz recenzję mi, ja tobie. A to, że przedmiotem recenzji jest gniot, którego powinien wstydzić się cały wydział - inna sprawa. Po kilku miesiącach wrzawa ucichnie...

    Profesor nadzwyczajny, którego miałam na myśli, stopień doktora (w zakresie pedagogiki) uzyskał 03 kwietnia 2006 na Słowacji (Ružomberok); dwa miesiące później, dnia 28 czerwca 2006 na tej samej uczelni uzyskał habilitację.

    Habilitacja w dwa miesiące to całkiem niezły wyczyn. Tym bardziej, że od tego czasu zdążył wypromować już 5 doktorów (również na Słowacji)...

    OdpowiedzUsuń
  8. I jeszcze jedna sprawa, jeżeli mogę. Anonimowy przyznał, że habilitację na Słowacji wyłudził i cyt.: "gra wściekłym polskim habilitowanym na nosie!". Dalej zaś pisze: "Nic mi nie zrobią!"

    Różnica polega na tym, że ja mogę spojrzeć w lustro z uśmiechem na twarzy, widząc człowieka uczciwego; a Pan/Pani?
    Czy można mówić młodemu pokoleniu o wartościach samemu będąc cynikiem?

    A może ma Pan/Pani na tyle odwagi, by podpisać swój post nazwiskiem?

    OdpowiedzUsuń
  9. Pani Małgorzato,
    niestety, Ci, którzy prawdopodobnie stopień i/lub tytuł profesora wyłudzili, "załatwili " sobie na Słowacji (głównie w Katolickim Uniwersytecie w Rużomberoku, o czym wielokrotnie pisała w 2008 prasa w Polsce i na Słowacji, a co jest hańbą dla nauki społecznej Kościoła Katolickiego), ani nie podpiszą się pod żadną swoją reakcją sprzeciwu, ani też nie ujawnią się prawdy o tym procederze, bo musieliby przyznac się do oszustwa.

    Wtopili się w szkolnictwo publiczne-głównie zawodowe, filialne, ale przede wszystkich tkwią w wyższych szkołach prywatnych i "zbijają kasę", śmiejąc się z nas wszystkich, z naszego podejścia, które przez nich określane jest mianem "frajerstwa".

    Oczywiście, dla uspokojenia swojego sumienia, żeby mogli sobie spojrzeć w lustro, muszą się przemalować na barwy ofiar polskiego systemu kształcenia i awansowania naukowego. Będą zatem mówić, pisać o tym, jak to byli ciemiężeni, jak to ich wybitne osiągnięcia naukawe nie zostały docenione przez "mafię profesorów", którzy są cytowani, a oni ich nigdy by nie cytowali (prawdopodobnie dlatego, że nie rozumieją tekstów).

    Najłatwiej jest utulić swoje cwaniactwo w "kołderece samozakłamania".

    Na szczęście w środowisku akademickim coraz więcej osób wie o tym, kim oni są, co i kto za nimi stoi, i jak uzyskali te niegodne ich stopnie czy tytuły.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja właśnie znalazłam ten blog wklepując w googlach "jak zrobić habilitację na słowacji?"
    Pewnie powinnam się pośpieszyć choć jak sądzę umowy dwustronnej nasze ministerstwo nie zmieni...
    Pracuje na uczelni prywatnej a w zasadzie już chyba powinnam napisać pracowałam moja umowa na czas określony kończy się 30 września i nie dostanę nowej bo nie ma dla mnie zajęć. Wynagrodzneie jakie otzrymuję to płaca minimalna, piszę anonimowo bo wstydzę się do tego przyznawać, że jako doktor z dorobkiem naukowym zgadzam się za tyle pracować. Niestety z czegoś trzeba żyć... Może płaca byłaby wyższa ale wszystkie koszty zatrudnienia muszę finansować ja i te pracownika i te pracodawcy.... Jak nie ma zajęc w wakacje pracodawca wysyła na urlop bezpłatny.... Sprytny ten pracodawca. Mieszkam w Warszawie, aplikowałam w wielu konkursach, bez żadnego pozytywnego efektu, nie pochodzę z tego środowiska, doktorat robiłam na uczelni łódzkiej i choć w wielu sytuacjach byłam "lepsza" od kontrkandydatów wygrywali oni. Szans na zrobienie habilitacji na wydziale, na którym cie "nie chcą" też nie ma... Pozostaje Słowacja , Ukraina, /rosja z nimi też chyba mamy takie umowy..., pozdrawiam, B.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.