piątek, 1 lipca 2011

Szanowni Studenci, Szanowni Pracownicy WSP w Łodzi

Tak zaczyna się list, jaki został opublikowany na pierwszej stronie Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi. Zapewne nie zapoznałbym się z nim, bo już od ponad roku nie jestem rektorem tej uczelni, a z dn. 30 września 2010 r. zakończyłem w niej swoje zatrudnienie, więc nie interesują mnie problemy i sukcesy, z jakimi borykają się jej obecne władze, ale zwrócili mi nań uwagę pracownicy tej szkoły zdumieni, że podpisana inicjałem jego autorka „MC” (kryje się za nimi właścicielka i zarazem kanclerz tej szkoły) postanowiła wyjawić powody złożenia rezygnacji z pracy dwóch znakomitych pedagogów specjalnych – prof. dr hab. Iwony Chrzanowskiej i dr Beaty Jachimczak. Włączając w to uzasadnienie także moja osobę, zobowiązała tym samym mnie do reakcji, co niniejszym czynię.

Pani MC stwierdza: Kiedy w 2008 roku kilku nauczycieli akademickich podjęło decyzję o przejściu do WSP na pierwszy etat (wśród nich Iwona Chrzanowska i Beata Jachimczak), ówczesny rektor powiedział: będą mieli szansę na sukces. Ja pogratulowałam decyzji, twierdząc że odważne decyzje i mądre działanie zawsze prowadzą do sukcesu. Niewielka uczelnia stwarza swoim pracownikom dużo lepsze warunki do rozwoju niż wielka”.

Jak widać, niewielka uczelnia nie stworzyła dużo lepszych warunków, skoro mimo stworzeniu obu Paniom znakomitych warunków do pracy naukowo-badawczej, do których zaliczyła względy finansowe jak i organizacyjne, „danie im” możliwości działania w zakresie zarządzania „(…) obie (z sukcesami) pełniły funkcje prorektorów WSP” oraz pomimo stworzenia im (…) przez władze WSP bardzo dobrych warunków rozwoju naukowego, obie Panie postanowiły podjąć pracę w innej uczelni.

To wzruszające, publicznie ogłoszone rozstanie ominęło w ubiegłym roku takich naukowców, jak piszącego te słowa, a ówczesnego rektora WSP po 6 latach pracy (piszę o tym w blogu czerwiec, grudzień 2010), wybitnego naukowca - profesora Czesława Kupisiewicza oraz twórczych doktorów – Teresę Wejner i Beatę Owczarską. Prawdopodobnie nie miało to dla właścicielki uczelni żadnego znaczenia. Pani MC nie wspomina o tym, że obie panie nie są prorektorami już od roku (podały się do dymisji z określonych, a przecież znaczących powodów, w czerwcu 2010 r., które nijak się mają do podanych teraz zapewnień o stworzeniu im bardzo dobrych warunków do pracy).

To prawda, że będąc rektorem w 2008 r. zapewniałem każdego zatrudnianego przez panią MC nauczyciela akademickiego, że będzie miał tu sukcesy. Mówiłem o sukcesach naukowych i dydaktycznych, bo tylko za takie mogłem odpowiadać i mieć w nich swój udział. Z zadania wywiązałem się chyba znakomicie, skoro dr hab. Iwona Chrzanowska w tym czasie uzyskała tytuł naukowy profesora a dr B. Jachimczak przygotowała dwie monografie naukowe, ktore dopełniają jej dorobek habilitacyjny. Także inni doktorzy, którzy chcieli rozwijać się naukowo w WSP pod moim kierunkiem, mieli tę możliwość i z tego skorzystali. To nie Pani MC zapewniła im w tym zakresie rozwój. Sam etat nie wystarczy, czego najlepszym dowodem jest to, że zatrudnione są tu osoby, które z rozwojem naukowym niewiele mają wspólnego. Nie były, nie potrafiły lub nie chciały się jemu poświęcić.

Zdaje się, że nie tylko mnie nie odpowiadały wspomniane w powyższym liście „konfitury” Pani MC, skoro postanowiliśmy z nich zrezygnować dla wartości ważniejszych od nich, a dla których nie warto pracować w tak zarządzanej szkole (co nie wyklucza tego, że z wieloma osobami warto było realizować różne zadania). Słusznie, że zapewnia się studentów o spełnieniu, pomimo tych zmian kadrowych, ustawowych wymagań. Gratuluję i szczerze życzę studentom oraz nauczycielom dalszych sukcesów!
(źródło: http://wsp.lodz.pl/ z dn. 30.06.2011)

9 komentarzy:

  1. Z oryginalnego tekstu napisanego przez MC, aż bije propagandą po oczach. Kolejne osoby, które rezygnują z pracy dają studentom wiele do myślenia. Chyba tym razem władze uczelni zorientowały się, że sytuacja wymyka im się spod kontroli i starają się tym "pięknym" tekstem pokazać, że nad wszystkim panują. Widać jednak, że nie panują i trzeba z tej uczelni uciekać gdzie się da!

    OdpowiedzUsuń
  2. Po raz pierwszy zamieszczam tu komentarz. Śledzę blog z umiarkowaną regularnością - większość opinii Pana Profesora, w szczególności te związane ze szkolnictwem wyższym, w pełni podzielam.
    Dobór tematów to oczywiście domena Autora, w którą nie zamierzam wkraczać, ale jednak zwrócę może uwagę, co mnie, z perspektywy czytelnika, dziwi. Chodzi mi o wpisy dotyczące WSP. Sam wyrobiłem sobie o tej uczelni własne zdanie - zresztą również nie najlepsze. Krytyczne opinie o WSP pojawiają się tu jednak z tak dużą regularnością, że można wręcz wyrobić sobie wrażenie o niedostatku dobrej woli Autora. Jest Pan Profesor byłym rektorem tej uczelni, ma o niej teraz zdanie krytyczne - jednak ciągłe odnoszenie się do swojej przeszłości i uderzanie w obecne władze WSP wygląda bardziej jak prywatna wojna podjazdowa, motywowana względami osobistymi, niż rzeczowa krytyka.
    Przykro mi, że mój pierwszy komentarz na blogu Pana Profesora ma krytyczny charakter; mam nadzieję również, że nie użyłem zbyt mocnych słów - jeśli tak, to przepraszam, ale forma komentarza zachęca do skrótowości myśli.

    OdpowiedzUsuń
  3. Poczytajcie sobie Impresje Malgorzaty: sama prawda:
    "Życie to ciągły wybór, bezustannie wymuszający podejmowanie decyzji. Jedni to lubią, inni nie. Jedni mają odwagę, inni nie.



    Kiedy ktoś nas chwali, chcielibyśmy się upewnić, że to co mówi jest prawdą „prawdziwą". Chcemy to sprawdzać z dwóch powodów. Jeden to ten, że nie jesteśmy pewni, czy to za co nas chwali, jest godne pochwały i w naszych oczach, drugi - czy ta osoba ocenia nas bezstronnie."
    Ciekawe, jak sprawdzimy, czy to "co mówi"jest prawdą prawdziwą?

    studentka J.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tobiasz:

    trzeba mieć niedostatek dobrej woli, żeby przypisać mi powracanie we wpisach do WSP w Łodzi. To, że piszę o pedagogice w wyższych szkołach prywatnych, dotyczy liczby mnogiej, a nie wskazanej przez Tobiasza instytucji.

    Mnie interesują problemy, które zostały zdefiniowane w tzw. "główce" blogu i nie ponoszę odpowiedzialności za to, że jak się uderzy w stół, to akurat u kogoś lub gdzieś odzywają się nożyce. Piszę felietony, artykuły, książki, a to, że ktoś traktuje moje teksty jak lustro swojego środowiska czy samego siebie, to nie jest już moją zasługą.

    Proszę jednak czytać teksty bez przypisywania mi tego, czego w nich nie ma. Jeśli mam konieczność odniesienia się do określonej instytucji czy osoby, to jest to wyrażone explicite. W odróżnieniu od anonimowych - nie kryję się za żadnym nickiem.

    Nie czuję się urażony tym wpisem czy komentarzem. Natomiast w przypadku opublikowania przez wlaścicielkę WSP w Łodzi Listu, w którym pojawia się moja osoba, wymagało z mojej strony repliki tylko dlatego, że jego treścią i kontekstem oburzeni są niektórzy pracownicy tej szkoły. I tyle. Rzecz jasna, jeśli Tobiasz chciałby poznać treść listów, których nie opublikowałem w blogu, a dotyczyły ubiegłorocznej sytuacji w tej szkole i postaw tak w/w MC, jak i niektórych nauczycieli, to moge je udostępnić, ale nie w blogu, bo znowu zostałbym pomówiony o jakąś "prywatną wojnę". Doprawdy, to, co ma tam miejsce, nie zasługuje na poświęcanie temu czasu, natomiast niestosowne jest manipulowanie informacjami i interpretacjami. To jednak, zdaje się, że dostrzegła jaakaś studentka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe czy pani MC bierze do siebie słowa: "odważne decyzje i mądre działanie zawsze prowadzą do sukcesu"? Działa mądrze?Osiągnęła sukces? Może powinna się nad tym zastanowić...

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałam to szczęście, że kończyłam WSP w czasie kiedy pracowali tam jeszcze wszyscy świetni pedagodzy. Panie Profesorze ogromny szacunek dla Pana za dokonania naukowe ale przede wszystkim za życzliwy stosunek do studentów.”

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytam o atmosferze na łódzkiej WSP - cdn. Powinni się wstydzić.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dwa lata temu pognałem do WSP skuszony nazwiskiem Pana Profesora (w moim przekonaniu ruch właścicielki polegający na zatrudnieniu tak znanej i znaczącej postaci na stanowisku Rektora był przejawem geniuszu marketingowego). Po spotkaniu z Panią Prof. I.Chrzanowską byłem pewien, że wreszcie trafiłem nie tylko na odpowiednich ludzi, którzy potrafią pokierować moimi krokami naukowymi, ale także na pracodawcę stwarzającego doskonałe warunki rozwoju swoim pracownikom. Oceny moich zajęć dokonane przez studentów (wyraźnie wyższe od średniej w WSP) dawały nadzieję, że zwiążę się z tą szkołą na dłużej. Okazało się jednak, że wielokrotnie ponawiane prośby o spotkanie z Panią kanclerz nie przyniosły żadnego skutku (M.Cyperling wolała uczestniczyć w kursie dla płetwonurków). Nie pozostało mi nic innego, jak uprzejmie - acz ironicznie - podziękować za współpracę. W liście pożegnalnym napisałem, że prędzej czy później WSP (wraz z Panią kanclerz) zaliczy "total Immersion". Odejście Pani Prof. I.Chrzanowskiej jest kolejnym sygnałem, że właśnie tak się dzieje. Szkoda.

    J.S.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam wypowiedzi profesora i jestem zdumiona, że mozna było zaprzepaścić tak wielką szansę na stworzenie unikalnej szkoły pedagogicznej. Teraz nie ma ona z pedagogiką zbyt wiele wspólnego. Może z leczniczą... Cieszę się, że nie mam już nic wspólnego z założycielką tej szkoły i kanclerz.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.