sobota, 2 lipca 2011

Czy warto jeszcze rozmawiać?


To tytuł książki-wywiadu Sylwii Krasnodębskiej z Janem Pospieszalskim, Pawłem Nowackim i Maciejem Pawlickim - twórcami programu telewizyjnego, którym najpierw było „Studio Otwarte”, a następnie „Warto rozmawiać”. Publikacja ukazała się w momencie, kiedy już wiemy, że tytułowy program został usunięty z telewizji publicznej bez uwzględnienia opinii tych, którzy płacą za jej utrzymanie w postaci abonamentu. Ja też płacę i nie godzę się na to, by misja publicznego nadawcy w społeczeństwie pluralistycznym i demokratycznym redukowana była, jak w socjalizmie, do jedynie słusznej opcji ideowej partii rządzącej czy także tej, z którą zawarła ona pakt o współpracy. Na szczęście mamy w kraju demokrację, wolność słowa, toteż wykluczani z przestrzeni mediów publicznych intelektualiści mogą udostępnić swoje stanowisko, odsłonić kulisy procesów czy postaw osób sprzeniewierzających się funkcjom założonym czy ustrojowym wartościom tym, którzy zostali pozbawieni kontaktu z nimi.

Można było nie oglądać tych programów, jeśli kogoś one drażniły, wywoływały sprzeciw czy wydawały się mało atrakcyjne (dotyczy to zresztą każdego programu), ale usunięcie z TVP programu, który miał ponad milionową rzeszę odbiorców, jest nie tylko ich lekceważeniem, ale ignorowaniem obywateli, mających prawo do konfrontowania własnych postaw i poglądów z ich przeciwnikami czy afirmatorami. Muszę przyznać rację twórcom tych audycji, że tak nieadekwatna do jakości programu reakcja władz telewizji publicznej wpisuje się w retorykę dzielenia naszego społeczeństwa z wykorzystaniem do tego „przemysłu pogardy” dla inaczej myślących i postępujących w życiu, niż wymaga tego polityczna poprawność.

Wprawdzie, piszący wstęp do tego wydania - Jan Pospieszalski, nie przypomina przejawów takich samych postaw i działań niektórych z przedstawicieli środowisk prawicowych w naszym kraju, szczególnie z okresu, w którym byli oni u władzy, ale zapewne dlatego, że były one publikowane przez media z wyrazistą w stosunku do nich krytyką. Natomiast dobrze, że przytacza to, co niektórzy chcą koniecznie wyprzeć ze społecznej pamięci: Żadne z autorów słów o kartoflu, o prezydencie pijaku, o dorzynaniu watah, o wypatroszeniu, o „dyplomatołkach”, o bydle, o strzelaniu jak do kaczek, o tym, jaka wizyta, taki zamach, nie odwołał tych słów, nie przeprosił. (s.7)

Istotnie, w kraju toczy się już od kilkunastu lat światopoglądowa wojna między stronnictwami politycznymi, które ubiegają się o dostęp do władzy lub ją sprawują, a dla zwiększania skuteczności swoich działań, nie przebierają w środkach, dzieląc Polaków na swoich i obcych. To nie dotyczy tylko polskiej prawicy, ale ma miejsce po każdej stronie sceny politycznej. Jak zatem tworzyć program publicystyczny, żeby poszerzając przestrzeń debaty publicznej, można było wprowadzić do niej argumenty czy racje, do których nie jest i nie musi być przekonana większość odbiorców? Pospieszalski ma świadomość tego, że media (…) będąc sprzężone z władzą, są elementem władzy oraz kreowania i zarządzania rzeczywistością, zarządzania nastrojami ludzi, z których wynikają przecież polityczne wybory, przekładające się na werdykt kartką wyborczą, przy urnie.(s. 17)

Można jednak wywoływać i utrwalać takie emocje, nastawienia czy nastroje, w wyniku których przeważająca część społeczeństwa będzie uznawać za normalne to, co jest niewłaściwe. Co gorsza, można na tyle pośrednio zmanipulować opinię publiczną, że ona sama nie będzie się dopominać się innych racji lub protestować przeciwko tym, które naruszają określony kanon powszechnie obowiązujących wartości. Coraz częściej spotykamy się z negatywna reakcją na tych, którzy ośmielają się krytykować rządzących tak, jakby mieli oni być nietykalnymi, pod szczególną ochroną, gdyż inaczej zagrażamy racji stanu lub „interesowi narodowemu”. Jakbym już kiedyś to słyszał…

Program Pospieszalskiego wpisywał się w proces demokratyzacji sceny publicznej, by poprzez jej rozszczelnianie zaistniała możliwość mówienia własnym głosem tym, którzy mają inny pogląd na świat, odmiennie postrzegają rzeczywistość. U podstaw dobieranych tematów legła leżała fundamentalna zasada poszukiwania prawdy, dociekania jej bez względu na to, w jakim stopniu będzie możliwe jej poznanie. Istotnym bowiem zadaniem i cnotą dziennikarstwa jest nieuleganie naciskom, by nie można było jakiejś prawdy ujawnić.

O pedagogicznych kontekstach usuniętego z TVP programu Jana Pospieszalskiego świadczą przywołane przez niego te audycje, które zostały poświęcone współczesnym uwarunkowaniom socjalizacji dzieci i młodzieży w instytucjach edukacyjnych. Jedna z nich dotyczyła przeprowadzonej przed kilku laty w ramach międzynarodowych badań porównawczych badań postaw młodzieży wobec przemocy seksualnej. Złamana została wówczas neutralność światopoglądowa szkoły oraz naruszone zasady etyki badań pedagogicznych. Program miął wykazać, jak dalece szkoła jest bezbronna na wykorzystywanie jej uczniów do inwazyjnego diagnozowania zjawisk, których dotychczasowe nieuświadamianie sobie przez nią może wywołać niepożądane skutki.

Wystąpili w tym programie profesorowie pedagogiki, których poglądy na ten temat były radykalnie odmienne, odsłaniając zarazem konflikt (…) pomiędzy tym, co nienormalne, a tym, co normalne; co przyjęte i uznane, a co nieuznane (…). (s. 32). Nie jest przecież obojętne to, w jakim języku dokonywane są operacje diagnostyczne, a w jakim perswazyjne, kiedy w grę wchodzi analiza zjawisk w sfery obyczajowej, intymnej czy opisu prawdy historycznej.

Autorzy tych programów mieli jednak swoje przedzałożenia, własną prawdę, która zamazywana w debacie publicznej lub skazywana na bezzasadną, musiała się jakoś do niej przebić. Sięgali zatem po techniki i środki komunikacyjne, których celem było, jak sami przyznają - albo podważenie autorytetu profesora (a takie założenie, niezależnie od intencji, nie ma wiele wspólnego z wartościami poszukiwania prawdy), albo wykazanie, że w sporze ideologicznym o antropologię, o płciowość, chodzi wielkim koncernom farmaceutycznym przede wszystkim o kasę. Zapewne tak, tylko czy można eliminować w ten sposób cały dorobek kogoś, kto uczynił więcej dobra dla osób wykorzystywanych seksualnie, pozostawionych samym sobie, dla diagnostyki i profilaktyki ofiar przemocy seksualnej, niż w wyniku tego jednego sondażu diagnostycznego?

Był też w tym cyklu program o tym, jak finansowani przez wielkie koncerny farmaceutyczne lekarze-lobbyści prowadzili w szkołach gimnazjalnych oświeceniowe wykłady na temat konieczności poddania się dziewcząt profilaktycznym szczepieniom HPV (z podtekstem, że kilkunastoletnie dziewczynki współżyją z kilkunastoma partnerami, więc trzeba je zabezpieczyć przed niepożądaną z tego powodu chorobą nowotworową), czy o wchodzeniu do szkół przedstawicieli środowisk homoseksualnych pod pozorem edukacji antydyskryminacyjnej.

Jak mówi o tym Pospieszalski: Pokazaliśmy też pewne rozdzielenie między tym, czym jest homoseksualizm jako taki, a tym, czym jest wąska, niezwykle idealizowana grupa aktywistów gejowskich, którzy mają program polityczny, bardzo często pokrywający się z hasłami lewicy. (…) Otóż zachowując szacunek dla osób ze skłonnościami homoseksualnymi, które funkcjonują w społeczeństwie, jakoś realizują się i załatwiają swoje sprawy na różny sposób, w co my nie wnikamy, ale nie budują wokół tego nowego języka, nie głoszą haseł politycznej zmiany, próbowaliśmy mówić takim językiem, by nie ranić osób o tych skłonnościach, żeby nie czuły się napiętnowane, ale jednocześnie dezawuować i dekodować strategię środowisk silnie politycznych i ideologicznych, zorientowanych na zmianę prawa i paradygmatu obyczajowego.(s. 59).

Wyjątkowo mało uwagi poświęcono tej audycji, która powinna zainteresować pedagogów wczesnoszkolnych, a mianowicie obniżeniu obowiązku szkolnego i oddolnej akcji rodziców „Ratuj Maluchy” czy członków Stowarzyszenia „Rzecznik Praw Rodziców:” Utrwalono jednak kilka, najbardziej charakterystycznych pytań i wątpliwości, jakie wiążą się z tą decyzją MEN. Wśród nich niewątpliwie centralnym jest pytanie, czy rzeczywiście brane było pod uwagę dobro dziecka przy tworzeniu prawa, które preferuje instytucjonalną opiekę nad małym dzieckiem w miejsce opieki najwłaściwszej, jaką stwarza im rodzina? Szkoda, że marginalnie pojawia się tu wątek ustawy o systemie informacji oświatowej, której realizacja zezwala na zbieranie tzw. danych wrażliwych o każdym dziecku, a więc także przyszłym dorosłym. Ciekawe, jak te dane będą w przyszłości wykorzystywane przez różne służby?

Mamy dzięki tej publikacji dopełnioną własną wizję jakości i wartości audycji o przesłanie moralne, które powinno umożliwiać każdemu ich widzowi czy uczestnikowi osądzanie określonych zdarzeń, ludzkich postaw, rozwiązań czy praktyk w kategoriach dobra i/lub zła. Warto pokazać też, że w kategoriach moralnych istnieją punkty odniesienia. One są ważne dla wspólnoty. Pokazaliśmy też, że prawo jest normotwórcze, co widać było w programie o ustawie chroniącej życie, i jeśli abdykujemy albo świadomie z tych norm rezygnujemy, bo nam tak pasuje, bo tak wyglądał deal polityczny, bo tak została skonstruowana III RP, to popełniamy sabotaż etyczny, który bardzo negatywnie wpływa na następne pokolenia. Społeczeństwo nie funkcjonuje, gdy nie ma tego minimum moralnego. (s. 94)

Odsłaniając kulisy programu telewizyjnego, jego twórcy przybliżają nam zarazem jego efekty, reakcje od pozytywnych po negatywne, w całej skali ich możliwych odcieni. Tego nie moglibyśmy wiedzieć, gdyby nie wspomniany tu, a opublikowany wywiad.
Jan Pospieszalski rozstaje się z odbiorcami swoich programów, dziękując im za ufność i słowa otuchy. Bo niby dlaczego rację mieliby mieć ci, którzy zdecydowali, że nie warto rozmawiać.(s. 180)

29 komentarzy:

  1. Szanowny Panie Profesorze,
    czy zmienił Pan ostatnio adres e-mailowy?
    Chciałam się z Panem pilnie skontaktować, a na podany adres, tj. boguslawsliwierski@gmail.com według informacji systemu informacje nie dochodzą.
    Edyta Sz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zmieniła Pani w tym adresie moje nazwisko. Tzw. czeski błąd, ale że lubię Czechów, to wybaczam. Ot, cała tajemnica.
    boguslawsliwerski@gmail.com
    www.boguslawsliwerski.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. "Program Pospieszalskiego wpisywał się w proces demokratyzacji sceny publicznej, by poprzez jej rozszczelnianie zaistniała możliwość mówienia własnym głosem tym, którzy mają inny pogląd na świat, odmiennie postrzegają rzeczywistość". Dokładnie tego absurdalnego argumentu używają wszystkie grupy faszyzujące. Pod pozorem demokratycznej dyskusji mamy tu jednak przekaz nawołujący do dyskryminowania, a nawet niszczenia grup/środowisk/zjawisk, które uznawane są przez tych demokratów za zagrażające "zdrowemu" (co często oznacza:katolickiemu) społeczeństwu. Czy Pan Profesor naprawdę widział program o tzw. "promocji homoseksualizmu" prowadzony przez Pospieszalskiego z udziałem Prof. Nalaskowskiego? Ja widziałam i wiem po nim kto to taki "normalny człowiek". Ja się w takim razie do tej grupy nie chcę zaliczać.

    OdpowiedzUsuń
  4. No niestety, wiele objawów wskazuje na to, że wszystko to co zarzucał Donald Tusk, ale także pan prof.Janusz Reykowski (PZPR, SLD) rządowi Jarosława Kaczyńskiego, jest osiowym objawem tych pierwszych.

    Mamy coraz bardziej autorytarną władzę, której bliżej totalitaryzmowi komunistycznemu, niż współczesnej zachodnioeuropejskiej demokracji.

    Zanim część społeczeństwa polskiego zacznie w sposób bezkrytyczny przyjmować za "prawdę objawioną" każdą opinię różnych pseudo autorytetów od zdrowia psychicznego lidera Prawa i Sprawiedliwości, może warto wcześniej zapoznać się z badaniami angielskich psychoanalityków.

    Pozwolę sobie tutaj zacytować fragm. rodz.z "Diagnozy psychoanalitycznej" Nancy McWilliams:

    "Powojenne badania naukowe mad osobowością autorytarną (Adorno i in., 1950) wykazały daleko idące społeczne konsekwencje posługiwania się rozszczepieniem (choć pod inną nazwą)w celu zrozumienia świata i własnego w nim miejsca. Autorzy pierwszych powojennych badań dotyczących autorytaryzmu wierzyli, że określone prawicowe poglądy w sposób szczególny wiążą się z tym mechanizmem, ale później ustalono, że istnieją również LEWICOWE i LIBERALNE formy osobowości autorytarnej".

    Rozszczepienie ego, w: N. McWilliams, Diagnoza psychoanalityczna, GWP.Sopot 2008, s.130.

    Mimo to, duża część społeczeństwa polskiego wciąż jeszcze wierzy w politykę "miłości" Donalda Tuska...Może dlatego, że sama wychowała się w rodzinach autorytarnych? Pan Donald Tusk na pewno tak (o czym sam wspominał w jednym ze swoich wywiadów)...

    W psychoanalizie uważa się, że bez wglądu i LUSTRA, nie może być mowy o wyleczeniu, nie tylko jednostek, ale grup społecznych, czy nawet całych narodów...To wszystko co dzieje się z polską demokracją, to wynik grubej kreski, zerwania ciągłości historycznej i zaprzeczania własnej destrukcyjności przez lewicę PRL-wską, której część przemieściła się do liberalnych ugrupowań politycznych.No i brak LUSTRA, które odzwierciedlałoby prawdziwe "ja" polityków...Niestety, zamiast lustra,obecne władze fundują nam krzywe zwierciadło...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja oglądałam program Janka Pospieszalskiego o homoseksualistów i bardzo cieszyłam się, że zaprezentował stanowisko większości psychoterapeutów - klinicystów; problemy identyfikacji płciowej występują w b. wielu zaburzeniach osobowości i psychotycznych, o czym można przeczytać m.in. w podanej wyżej lekturze MacWilliams.

    OdpowiedzUsuń
  6. PS.
    W każdym razie "Warto protestować..."
    http://interdyscyplinarni.blogspot.com/2011/07/warto-protestowac.html

    OdpowiedzUsuń
  7. No niestety Pani Venisso. Identyfikacja płciowa a orientacja seksualna to dwie różne rzeczy. Zwyczajnie myli Pani pojęcia. Proszę nam podać nazwiska tej "większości terapeutów", abyśmy mogli jak najszybciej przestać ich czytać/korzystać z ich usług.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pospieszalski prowadzi programy manipulatorskie i stronnicze, w normalnej TV nie miałby szans. Problem w tym, że w Polsce nie ma po prostu programów w standardzie np. BBC(czego dobrą ilustracją są filmy z cyklu"Eva Evart przedstawia"!). Alternatywą dla Pospieszalskiego są niestety programy równie manipulatorskie, stronnicze i doktrynerskie, tylko w inną stronę!!! Dlatego jestem za pozostawieniem programu Pospieszalskiego jako namiastkę cywilizowanych różnic poglądów!!!;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. A pani jakie ma przygotowanie merytoryczne, żeby DEWALUOWAĆ i ZAPRZECZAĆ badaniom i obserwacjom klinicystów oraz badaczy tego zjawiska? Jakie ma pani doświadczenie kliniczne?

    Zaburzenia w zakresie identyfikacji seksualnej są konsekwencją długo trwających zaburzeń w zakresie identyfikacji płciowej. Zmiany funkcjonalne (hormonalne) powodują zmiany strukturalne w CUN oraz układzie hormonalnym. Jedno z najbardziej charakterystycznych zjawisk biologii żywego organizmu.Jeśli cokolwiek Pani miała do czynienia z naukami medycznymi, to Pani zrozumie to co piszę, jeśli nie - mogę spodziewać się wyłącznie zaprzeczenia i rozszczepienia...Tak jak to miało miejsce w przypadku pani określenia "faszyzujące grupy prawicowe"...

    I jeszcze kolejny cytat z "Diagnozy" McWilliams, na wypadek, gdyby osobom, które nie zgadzają się z Pani poglądami, zarzucała pani homofobię, a co zatem idzie utajony homoseksualizm:

    "Paranoidalne zaabsorbowanie homoseksualizmem [chodzi o homofobów] traktowano niekiedy jako wyraz nieświadomych impulsów homoseksualnych. Tezy te są mylące, ponieważ homofobii na ogół nie stymulują impulsy genitalne, lecz raczej samotność i pragnienie posiadania bratniej duszy. Jak rozsądnie wyjaśnia Karon (1999):

    "Jako dzieci czuliśmy się dobrze w towarzystwie rówieśników tej samej płci, zanim poczuliśmy się pewnie w towarzystwie płci przeciwnej. Ponadto osoby tej samej płci są do nas bardziej podobne. Dlatego też kiedy jesteśmy osamotnieni, zaczyna nas pociągać osoba tej samej płci. Niestety pacjent uświadamia sobie to zainteresowanie, interpretuje je błędnie jako homoseksualizm i uruchamia mechanizmy obronne"

    "Diagnoza psych...", s. 229.

    OdpowiedzUsuń
  10. PS. Psychoanalitycy twierdzą, że homoseksualizm b. często spotykany jest u osobowości narcystycznych; stąd to narcystyczne przeglądanie się w swoim odbiciu - partnerze seksualnym tej samej płci...

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj czasem jednak nie warto rozmawiać.

    OdpowiedzUsuń
  12. Maciej Pawlicki w/w ksiązka (s. 157):
    "Wszystkie największe media na świecie mają ideowe oblicze. Wiadomo, że "Washington Post" jest lewicowy, a "Washingotn Times" konserwatywny, że CNN jest liberalna, a Fox News nie jest, a samo BBC jest mocno zbarwione politycznie..."

    OdpowiedzUsuń
  13. Właśnie, czyli jest pluralizm i o to chodzi P.Profesorowi, Pospieszalskiemu, mnie oraz prawicowcom.

    OdpowiedzUsuń
  14. "Marta pisze...

    Oj czasem jednak nie warto rozmawiać."

    Szybko coś Pani zrywa kontakt...

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie rozumiem, jak można bronić programu tego dziennikarskiego idioty. Chyba trzeba było ani razu nie oglądać jego rzekomego dziennikarstwa. Dla mnie to był program skandaliczny i na coś takiego nie ma miejsca w telewizji opłacanej z publicznych pieniędzy. Niech sobie występuje w prywatnych stacjach, które są zgodne z jego linią ideową, a telewizja publiczna niech jednak spełnia jakieś podstawowe normy profesjonalizmu i rzetelności.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nigdy nie zapomnę widoku, jak Jan Pospieszalski podczas swojego programu przekazuje mikrofon widowni i wyrywa go natychmiast wszystkim, którzy okazują się mówić coś niezgodnego z jego poglądami na temat aborcji.

    OdpowiedzUsuń
  17. Panie Marcinie, a zwrócił Pan na ton swojej wypowiedzi? Czy zdaje Pan sobie sprawę, ile ujawnił Pan w tych kilku zdaniach informacji na swój temat? Czy mam rozłożyć je na czynniki pierwsze?

    "dziennikarskiego idioty", "rzekomego dziennikarstwa" - mechanizm obronny DEWALUACJA

    "program skandaliczny", "na coś takiego nie ma miejsca w telewizji opłacanej z publicznych pieniędzy" - autorytarny ton wypowiedzi, nieznoszący sprzeciwu

    dominujące emocje - złość i agresja

    Coś mi się zdaje, że powinien Pan zmienić okulary: z czarnych na b-j białe:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Może jednak warto przeczytać, by przekonać się, że autorzy tego programu nie ukrywają jego krytyki. Jak pisze Paweł Nowacki: "Obiektywność polega właśnie na tym, by dopuścić do głosu nawet tych, z którymi się nie zgadzamy, a nie na tym, że nie mamy wasnego zdania".(s.32)
    Jednoznacznie chodziło o to, by skończyć w telewizji publicznej z zasadą "beznamiętnego, obiektywnego moderatora<, gdyż każdy dziennikarz ma swój światopogląd, swój sposób postrzegania świata potrzebę wydobywania dla opinii publicznej tego, co jest przed nią skrywane lub w myśl zasady politycznej poprawności traktowane jako naganne.
    Jest tu opublikowane uzasadnienie Komisji Etyki TVP odrzucające oskarżenie o manipualację faktami.
    "Dziennikarze telewizji publicznej mają oczywiście prawo podejmowac trudne i kontrowersyjne problemy społeczne. Odważna publicystyka, nie unikająca tematów budzących gorące dyskusje i spory, nie tylko wypełnia misję TVP jako nadawcy publicznego, wpisane w nią zadania edukacyjne i obywatelskie(...) Wadą programu [...] była [...] tendencyjność w sposobie prowadzenia przejawiająca się w intencjonalnym formułowaniu pytań i stronniczej kolejności udzialeania głosu, powtarzającej się krytycznej lub ironicznej interpretacji wypowiedzi głównego gościa programu (...)
    Pozostaje kwestią otwartą, czy dziennikarz występujący w imieniu telewizji publicznej miał prawo ujawnić czy wręcz akcentować swoje przekonania światopoglądowe w prowadzonym przez siebie programie. Nie budziłoby to wątpliwości, gdyby występował jakokomentator wygłaszający własną, osobistą opinię, gdyby wyraziście oddzielił swoje wystąpienie jako "głos w dyskusji" od sprawnego i zrównoważonego kierowania przebiegiem dyskusji. Kiedy jednak jako modrator prowadził telewizyjną debatę, powinien był czynić to tak, by widzowie nie odnosili wrażenia, że jest stroną w toczącym się sporze". (2004) (s. 31)

    OdpowiedzUsuń
  19. Brałem udział w programie J. Pospieszalskiego "Studio otwarte". Zostałem tam zaproszonony jago gość, ale zdefiniowany po przeciwnej jego stronie. Widziałem i doświadczałem od środka, jak nie dostrzegano mojej chęci skomentowania czyjejś wypowiedzi czy wyrażenia własnego stanowiska. W scenariuszu programu prawdopodobnie byłem ujęty jako ten, ktory zostanie tylko raz o coś zapytany, i kwita. Mnie to jednak nie przeszkadzało. Sam dopuściłem się do głosu dwukrotnie częściej, niż wynikało to z założenia prowadzącego, bo program był "na żywo". Nie chodziło przy tym o to, by koniecznie przekonywac do własnego stanowiska, tylko by jednak nie pozwolić na marginalizację także mojego stanowiska.
    Różnica między programem Pospieszalskiego a np. ostatnio kreowwanym w TVNStyle programie "Super Niani" - pt. "Do tablicy" polega na tym, że w tym pierwszym mogła i toczyła się żywa dyskusja i spór. Tam zawsze byli ludzie, którym o coś chodziło, coś mieli do powiedzenia (niezaleznie od tego, czy się to nam podoba, czy nie). Natomiast w programie Zawadzkiej mamy pozorowaną debatę, bo program jest nagrywany io mogłem osobiście przekonac się, że wszystkie mojej krytyczne wypowiedzi na temat polityki MEN zostały z niego usunięte.
    Żadnego programu oglądać nie musimy. Jest włącznik i wyłącznik w naszych aparatach telewizyjnych. Dlaczego jednak jedni mają prawo do definiowania, co jest misją TVP, a inni są jej pozbawieni? Czy chcemy, by misja - jak w PRL - była tylko jednostronna?

    OdpowiedzUsuń
  20. A teraz dochodzi do przejęcia przez Tuska kolejnych mediów: Rzepy i Uważam Rze. Spieszą się,bo wybory tuż, tu!. Spoty reklamowe dla partii zakazane, dziennikarze prawicowi masowo zwalniani z mediów publicznych, prasa ogólnopolska wykupywana przez biznes, blisko związany z kręgami rządowymi.

    Obecną sytuacje w POlsze najlepiej ilustruje Michał Karnowski - dziennikarz, z wykształcenia socjolog :

    "Trudno uciec od banalnego wrażenia, że to znowu ten sam film. Najpierw bowiem środowiska konserwatywne słyszą, że są nieudolne i tylko narzekają zamiast robić, działać. Ale kiedy zrobią, kiedy mają sukces - akcja jest błyskawiczna. Raz, ciach i zmiana właściciela.

    Gra jest tak poważna, że nie liczą się pieniądze, które wtedy szybko znajdują się "znikąd". Obóz prorządowy ogłasza całą naprzód. Kupuje. Kilka tygodni przejściowych, a potem szybka zmiana. Za kilka miesięcy kolejne media są już "nawrócone".

    Tak niestety będzie także w przypadku tygodnika "Uważam Rze". Do końca wakacji to jeszcze pewnie (więc warto kupować!) potrwa, a potem... Nie mam złudzeń. Widziałem to w Radiu Plus gdy przejmowała je ekipa Tomasza Arabskiego (po okresie przejściowym, kiedy stację pacyfikowali dziwni ludzie z byłym esbekiem Markiem P. w tle), widziałem w "Newsweeku", "Dzienniku" i kilku innych miejscach. Teraz będzie tak samo.



    Oto siedem powodów dlaczego ta transakcja zalicza się do tej kategorii, do grupy "dziwnych", ale z oczywistym finałem.

    1. INWESTOR Firmy Pana Grzegorza Hajdarowicza nie poradziły sobie z "Przekrojem" i "Sukcesem". Z dość słabych tytułów po kilku miesiącach stały się one jeszcze słabsze, rachityczne właściwe. Za to skrajnie lewicowe i prorządowe. A jednak - kredycik i wsparcie na poziomie kilkudziesięciu milionów się znalazło. Dziwna logika jak na świat ekonomii.

    2. POWIĄZANIA Jak ujawnił "Nasz Dziennik" w jednej ze spółek pana Hajdarowicza znajduje wygodne zatrudnienie jeden z byłych kierowników Wojskowych Służb Informacyjnych, tego jądra ciemności PRL i III RP. A tu nie ma przypadków. Do tego dochodzą, logiczne w tym kontekście, plotki o tym iż za transakcją stoi Pałac Prezydencki.

    3. KONTEKST Zmianę właściciela poprzedziła wielomiesięczna kampania propagandowa mediów związanych z władzą, które za wszelką cenę starały się przedstawić "Uważam Rze" jako klęskę i dramat. Choć to oczywisty sukces, tak czytelniczy jak i ekonomiczny. Zwraca uwagę zwłaszcza naprawdę wyjątkowo haniebny tekst w miesięczniku "Press". To pokazuje jak silna była presja na wykończenie niezależnego, ale też niepartyjnego, głosu w przestrzeni publicznej.

    4.PRESJA GRADA Minister Skarbu Aleksander Grad od kilku lat, a ostatnio szczególnie aktywnie, próbował zmusić angielskiego udziałowca do zmiany redaktora naczelnego. Teraz wykorzystano moment zmiany w kierownictwie firmy MECOM. Na stół rzucono (skąd, to pytanie na które trzeba jeszcze odpowiedzieć) kwotę tak dużą, że wreszcie udało się biznes spiąć.

    OdpowiedzUsuń
  21. 5. DZIEŃ OGŁOSZENIA Nie przypadkiem zapewne kilka ważnych transakcji z rządem w tle, jak zakup Plusa przez Pana Solorza, ogłoszono w okolicy przejęcia przez Polskę przewodnictwa w Radzie Unii Europejskiej. To przykrycie doskonałe. Widać też presję do dokonania zmian jeszcze przed wyborami.

    6. WŚCIEKŁOŚĆ SZEFA Jak donosi nasza zaprzyjaźniona osa, "Uważam Rze" do szału doprowadzał Donalda. Zażądał od swoich ludzi żeby wreszcie "coś z tym zrobili".

    7. PANOWANIE MEDIALNE System władzy opartej na tak dramatycznym rozdźwięku pomiędzy propaganda a zwykłym życiem (pociągi, które jeżdżą coraz gorzej, bo... intensywnie się modernizujemy, itd.) wymaga panowania nad całym głównym przekazem. Nie ma mowy, tak jak w Rosji czy na Białorusi, o istnieniu poważnego środowiska medialnego pozbawionego kontroli władzy. A że czasy idą ciężkie, że w końcu trzeba będzie zapłacić za lekkomyślność i życie na kredyt, to tym bardziej trzeba kontrolować pełen przekaz."

    http://www.wpolityce.pl/blog/post/14547/Weekendowa_siodemka_Karnowskiego__Oto_dlaczego_ta_transakcja_zalicza_sie_do_grupy__dziwnych___ale_z_oczywistym_finalem.html

    No i to wsadzanie do psychuszki (w sferze symbolicznej) groźnego przeciwnika politycznego i uaktywnianie się w mediach naczelnego "psychiatry od zdrowia psychicznego PiS-u" - Jacka Santorskiego, którego sympatie polityczne znane są od co najmniej lat 90-tych (Unia Wolności a teraz PO)...

    OdpowiedzUsuń
  22. A sympatie Venissy to trolowanie.
    Może jakiś cytat z normalnych gazet, np. Gazety Wyborczej?
    I drugie sympatie Vanissy- to pewnie media z Torunia?
    Jak już o czymś dyskutujemy: to podajmy różne przykłady z rożnych stron i opcji- a nie tylko jedną i "słuszną" ale naszą?
    Poza tym dyskusja tyczy się wyraźnie tego, o czym pisał autor wątku i tego się trzymajmy, a nie sympatie mniejszości moherowych.

    OdpowiedzUsuń
  23. Przerażająca jest kondycja osobowościowa i intelektualna sporej części Polaków; czego dowodem jest język używany w komunikacji z innymi dyskutantami, choćby wypowiadającymi się tutaj na blogu. Bez krzty kultury osobistej, wyczucia granic, używanie prymitywnego języka, brak zainteresowania intelektualną wymianą myśli. Nasz język używany w codziennej komunikacji ulega coraz większej prymitywizacji.Jakie wnętrze nadawcy, taki komunikat. Ale jakość tego komunikatu kształtuje także naszą świadomość i percepcję rzeczywistości. Jest on przecież nośnikiem emocji, a te przecież albo pomagają w myśleniu albo je zaburzają.

    Najlepiej kondycję sporej części naszego społeczeństwa odzwierciedla ten ot opis:

    Eryk Mistewicz

    "W "Uważam Rze" dziś o tym dlaczego będzie wygrywała Platforma:

    Kampanie wygrywa się dziś dzięki głosom tych, którzy w ogóle nie interesują się polityką. Dla największej grupy wyborców nie mają najmniejszego znaczenia ideologie, merytoryka, program. „Low Information Voters”, jak określił tę grupę Jonathan Alter, to osoby niedoinformowane, nieczytające gazet, nieoglądające programów informacyjnych. Ich świat ogranicza się do własnego podwórka, własnych przeżyć uzupełnionych przeżyciami gwiazd seriali, popkultury, dobrą kuchnią, niezłym meczem. To dominująca grupa w każdym społeczeństwie."

    https://twitter.com/#!/ErykMistewicz

    http://uwazamrze.pl/2011/07/casting-na-czynnych-szatanow/

    OdpowiedzUsuń
  24. Bardzo żałuję, że nie ma już w TV tego programu. Oglądałem odcinek o homoseksualistach, w którym występował mi.in. prof.A. Nalaskowski. Także w tym odcinku po raz pierwszy zobaczyłem Panią J. Najfeld - i, powiem szczerze, że gdybym był kochliwy, to bym się w niej zakochał. Odcinek o masonerii, w którym występował mój były idol JKM, także bardzo ciekawy. Szkoda, że nie ma już w naszej TV podobnych debat. Czy ludzie naprawdę wolą oglądać i słuchać T. Lisa, który swoich widzów ma głęboko gdzieś?... Program, w którym głaskał słowami (już nie powiem gdzie) naszego Premiera widziałem także, ale nie wytrzymałem do końca. bo najpierw zachciało mi się śmiać, a potem płakać.... a ja nie lubię wpadać zbyt mocno w nieproduktywne emocje... więc oglądania zaprzestałem :)))”

    PW

    OdpowiedzUsuń
  25. "Natomiast w programie Zawadzkiej mamy pozorowaną debatę, bo program jest nagrywany io mogłem osobiście przekonac się, że wszystkie mojej krytyczne wypowiedzi na temat polityki MEN zostały z niego usunięte."

    No i to jest bardzo dziwne. Dziwne, że Zawadzka nie zaprotestuje, nie wpłynie na głównych wydawców/kierownictwo programu. Wśród psychoterapeutów byłoby to nie do pomyślenia, żeby cenzurowali wypowiedzi pacjentów w terapii grupowej.Terapia grupowa to nic innego jak trening społeczny, to swoista forma nauki demokracji, przeuczania na nowe formy komunikowania - asertywnego wyrażania swoich myśli, uczuć, emocji.W takich warunkach klient zdobywa świadomość że wszyscy w społeczności są równi i mają równe prawa do wyrażania siebie. Tam jest po prostu nauka demokracji!Uważa się, że czym bardziej autorytarny jest lider grupy, tj. terapeuta (choć lider nie jest to zbyt właściwe określenie dla roli terapeuty), tym bardziej jest zaburzony (np. narcystyczny, paranoidalny)i jeszcze b-j utrwala patologię pacjentów (np. silne cechy zależnościowe,symbiotyczne, czy paranoidalne).

    A jaki przekaz daje TVNStyle i Zawadzka?
    To właśnie różni np. psychologów od psychoterapeutów; ci pierwsi nie przeszli własnej terapii (zdaje się, że także t.behavioralno- poznawczy nie podlegają własnej terapii wglądowej;a do tej grupy należy Zawadzka); jaką mieli strukturę osobowości na początku studiów, taką mają w życiu dorosłym.Jeśli psycholog miał rodziców autorytarnych, to on również jako dorosły wykazuje taka postawę. On widzi patologię u innych, ale do własnych deficytów nie ma zupełnie wglądu. To się nazywa rozszczepienie i segmentacja.

    Szkoda że tego nie widzi pani Zawadzka; tępi autorytaryzm wyst. w programie rodziców, a sama przyjmuje taką samą postawę zarówno wobec nich (na własne oczy widziałam,jak w jednym z programów beształa i moralizowała rodziców), jak i zapraszanych do studia gości...

    No niestety, żyjemy w zaburzonym społeczeństwie, dlatego komunikacja jest taka trudna, a władze TVP uważają, że "nie warto rozmawiać"...Jak pani Zawadzka nie potrafi komunikować się z samą sobą - sama siebie cenzuruje - to jak ma nie cenzurować swoich gości? Jak rządzący mieli autorytarnych rodziców (p. Tusk), to czemu się dziwić, że za ich rządów cenzuruje się niewygodnych, bo krytycznych dziennikarzy?

    OdpowiedzUsuń
  26. Zawadzka jako autorka programu w TVNStyle. Miała założoną tezę, że w szkołach są beznadziejni nauczyciele, a nie dopuściła w przyciętym do emisji programie wypowiedzi na temat roli MEN w tworzeniu szkolnej fikcji i błędnej generalizacji negatywnej opinii o nauczycielach. Nie jest bowiem tak, że wszyscy pedagodzy w szkołach publicznych są głupi, bierni i niedouczeni, a w szkołach niepublicznych wybitni, zaangażowani i wrażliwi.
    Najlepiej jednak sprzedaje się w mediach krytyka, która ma charakter uogólniający, a nie prezentująca wyniki badań naukowych czy znane już od lat teorie analiz szkolnej edukacji i polityki oświatowej.

    OdpowiedzUsuń
  27. Dużą złego dla polskiej oświaty czynią niekompetentni dziennikarze, dla których najważniejsze jest to, żeby ich produkt dobrze się sprzedawał; a ten dobrze schodzi, im bardziej przypomina atrakcyjną zabawkę...Czyli taką, która uruchamia popędy, a nie rozwija intelektualnie, czy stymuluje do samodzielnego eksplorowania rzeczywistości...

    Kolejna grupa, która narobiła wiele szkód w polskiej oświacie to niekompetentni ministrowie i psychologowie. Jest taka część psychologów (moim zdaniem narcystycznych i z zaniżoną samooceną), która z racji tego, że czuje się gorsza od światka medycznego, przelewa swoje frustracje na nauczycieli.Nastawiona jest rywalizacyjnie i próbuje demonstrować przed nauczycielami swoją "wyższość", po to by wzmocnić swoje tzw. wielkościowe self...Żyje gdzieś tam zamknięta w swoim światku, widzi jakiś wycinek rzeczywistości i łatwo dokonuje nieuzasadnionych uogólnień.Na dodatek nie potrafi funkcjonować w grupie i współpracować z zespołem, epatując nad pozostałymi (np. nauczycielom) własną omnipotencją...

    Jeśli psycholog wypowiada się z pogardą o nauczycielach i nie otwiera się na kontakt z nimi, no to potrzebuje jakiejś superwizji...Z "betonem trudno jest rozmawiać...



    Zatem dużo szkody dla polskiej oświaty robią, zarówno niekompetentni ministrowie,

    OdpowiedzUsuń
  28. Relacja z promocji książki "Czy Jeszcze Warto Rozmawiać?":

    http://www.blogpress.pl/node/9046

    OdpowiedzUsuń
  29. > że wszyscy pedagodzy w szkołach publicznych są głupi, bierni i niedouczeni, a w szkołach niepublicznych wybitni, zaangażowani i wrażliwi.<
    Panie Profesorze!
    To jest oficjalna linia propagandy i działania MEN pod kierownictwem min.Hall. Kluczowe pozycje w ministerstwie oraz administracji oświatowej zajmują przedstawiciele tego szkolnictwa,oni również praktycznie zdominowali kierownictwo programów unijnych przygotowujących rozwiąznia mające w przeważającej części działać akurat.... w szkolnictwie publicznym!!!Pani Zawadzka i TVN-Style są z MEN związani takimi czy innymi umowami!!!Stąd taki, a nie inny sposób działania!!!

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.