wtorek, 19 lipca 2011

Czeski wyskok oświatowo-pedagogiczny















Na kilka dni wyjechałem do Czech w celach prywatnych, ale przy okazji miałem możliwość poznania kilku spraw, które mają związek zarówno z oświatą, jak i pedagogiką. Odnotuję zatem szybko kilka zdarzeń i faktów.

1) Moi przyjaciele z czeskich Moraw narzekają na pogarszającą się sytuację gospodarczą w ich kraju, który słynął z tego, że dwie sfery nie poddały się jak dotychczas wpływom globalizacji i nadzorowi unijnemu. Były to – służba zdrowia i oświata. Nie będę odnosił się do tej pierwszej, ale szkolnictwo rzeczywiście, jak dotychczas dzielnie broniło się przed uniformizacją, przedstawianą przez unijnych biurokratów jako źródło powszechnego szczęścia i poprawy jakości procesów kształcenia oraz wychowania.

Czesi nie podporządkowali swojego ustroju szkolnego, tak jak to myśmy uczynili reformą ustrojową w 1999 r., strukturze 6+3+3. Zachowali swój tradycyjny system szkolny, co wcale nie oznaczą, że jest im łatwiej czy funkcjonuje się bezproblemowo (warto przeczytać przekład na język polski podręcznika z pedagogiki porównawczej Jana Průchy), ale przynajmniej nie dochodzą im nowe problemy, które by z tego procesu wynikały.

Niestety, presja wśród polityków jest tak silna, że coraz częściej mówi się o konieczności wprowadzenia egzaminów zewnętrznych i dokonywania pomiaru jakości pracy szkół. Władze resortu edukacji przygotowują zatem wielki pomiar porównawczy osiągnięć szkolnych absolwentów klas piątych i dziewiątych szkół podstawowych. Ponoć to oświeceni i zatroskani o jak najlepsze warunki do edukacji własnych dzieci w szkołach publicznych rodzice, który coraz częściej podróżują po świecie, upominają się o to, by władze dokonały takiej diagnozy jakości szkolnictwa publicznego, by można było - podobnie, jak ma to miejsce w Wielkiej Brytanii – kupić w każdym kiosku najnowszy ranking szkół. Nie może być tak, że rodzice nie wiedzą, jaki poziom reprezentuje szkoła rejonowa, do której powinien czy mógłby chodzić ich dzieciak.

Tak więc ministerstwo oświaty przygotowuje diagnozę 100 wylosowanych szkół podstawowych w Czechach (będą to testy z wiedzy i umiejętności absolwentów w/w klas z języka ojczystego, obcego i matematyki), na którą wyda 140 milionów czeskich korun, ale… nie ujawni jej wyników. Testy będą w tym roku przeprowadzone pilotażowo, natomiast już w przyszłym roku obejmą uczniów wszystkich szkół podstawowych (ok. 4,2 tys.). Będzie to rodzaj „małej matury”, której wyniki powinny być dowodem na to, co dzieci wiedzą, potrafią i jakiej jakości jest w związku z tym proces ich kształcenia.

Ministerstwu szkolnictwa chodzi głównie o to, by sprawdzić, czy dzieci w określonym wieku umieją to samo, niezależnie od tego, gdzie uczęszczają do szkoły. Jak pisze w sobotnim wydaniu gazety „DNES” (16.07.2011, s. 2) Kateřina Frouzová – rodzice, którzy chcieliby wcześniej poznać wyniki tego pomiaru, będą musieli wejść w role detektywów, gdyż wyniki tych testów będą dostępne jedynie dyrektorom szkół.


2) Poniedziałkowe „Lidové Nowiny” informują o pogrzebie Otto von Habsburga, który był najstarszym synem ostatniego władcy Austro-Węgier – czeskiego króla Karola I i jego żony – Zyty Burbon-Parmeńskiej. Ponoć był księciem Krakowa.

Kiedy po obejrzeniu w czeskiej telewizji niezwykłej ceremonii pogrzebowej, której w Wiedniu towarzyszyło 10 tys. widzów, a uczestniczyło w niej pół tysiąca zaproszonych gości (urna z sercem Otto von Habsburga została złożona w krypcie węgierskiego klasztoru Panonhalma w pobliżu Györu), moja gospodyni podzieliła się ze mną dość zabawną grą słowną, o historyczno-politycznym znaczeniu.

Otóż napisała na kartce drukowanymi literami jedno słowo - PRUSAMI, komentując zarazem jego sens. Zaczęła od stwierdzenia:

„Przez 300 lat byliśmy pod PRUSAMI

Po czym skreśliła pierwszą literę tego słowa i dodała:

„Później byliśmy przez ponad 40 lat pod RUSAMI

Po czym znowu skreśliła pierwszą literę w/w słowa i dodała:

„Teraz jesteśmy pod USA-mi”

Nastęnie skreśliła w tym wyrazie pierwszą literę i zapytała:

„A kiedy będziemy SAMI?


3) W Czechach ukazała się już w ub. roku książeczka Ewy Lipniackiej (polskie wydanie czerwiec 2011, tytuł angielski tego wydania w 2009 r. - The Xenophobe's Guide to The Poles) pt. Polacy. Charakterystyka. Humor. Uprzedzenia. Przewodnik ksenofoba. Nie wiedziałem, że w Polsce też się ukazała, ale pewnie trudno byłoby to dostrzec na pierwszy rzut oka, gdyż czeska edycja różni się kompozycją i treścią okładki, a w obu wydaniach nie ma nazwiska autorki. Porównajcie obie okładki i wyciągnijcie wnioski – jak postrzegają Polaków polscy, a jak czescy wydawcy tej książeczki. To może być dobra zabawa dla dzieci w ramach zajęć przedszkolnych. Oczywiście, dlaczego są na obu ilustracjach takie, a nie inne symbole, zdjęcia i przedmioty, maluchy dowiedzą się zapewne w szkole, albo i nie, bo kogo dzisiaj obchodzi to, jak jesteśmy postrzegani w świecie? Zabrakło w tej publikacji informacji o tym, że niektórzy Polacy bywają złodziejami. Niemcy pisali o nas przed laty, by nie jechać samochodem, bo go ukradną, a w przypadku kolei, to nie kradnie się jeszcze torów. Nie wiedzieli wówczas, kto będzie u nas ministrem od tych spraw i że zimą nie da się dojechać nigdzie na czas. Poza tym, wystarczy wrzucić w google nazwisko autorki, a na stronie „…..uj.pl można sobie przeczytać tę książczynę za darmo. Pewnie w nowym wydaniu znajdzie się na okładce jeszcze jeden element.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.