czwartek, 30 czerwca 2011

Pedagogika w obszarze dojrzałości wyborów dalszej edukacji


Dzisiaj tegoroczni maturzyści dowiedzą się, jakie uzyskali wyniki z najważniejszego dla nich egzaminu, bowiem uzyskanie świadectwa dojrzałości staje się przepustką do bezpłatnych studiów w najlepszych uczelniach publicznych w naszym kraju. Dojrzałość wyboru dalszej drogi własnego rozwoju zapewne będzie wiązać się z własnymi możliwościami, a raczej potencjałem wsparcia ze strony rodziców, dla których w większości wiąże się to z osobistą gotowością zapewnienia swoim dzieciom dalszych i jak najlepszych szans na uzyskanie wyższego wykształcenia.

Osoby, które myślą o szeroko pojmowanej pedagogice przedszkolnej, szkolnej, pozaszkolnej czy pedagogice specjalnej, a mają w wyniku nabytych w swoim środowisku życia (np. rodzina nauczycielska, wielopokoleniowe środowisko humanistyczne itp.), czy własnych doświadczeń społecznych (np.. instruktorzy harcerscy, wolontariusze pracy z dziećmi i młodzieżą, animatorzy pracy z dziećmi w środowiskach kościelnych itp.) sprecyzowane aspiracje i oczekiwania co do tego, jakimi pedagogami chcieliby być w swoim zawodowym życiu, powinni dokonać właściwego wyboru swojej przyszłej uczelni.

Trwa już najczęściej elektroniczny do nich nabór. Jest możliwość zapoznania się z dorobkiem naukowym i metodycznym tych naukowców i nauczycieli akademickich, którzy będą ich przyszłymi przewodnikami w zdobywaniu wiedzy, umiejętności, ale – co jest tu niesłychanie ważne – także wzorami postaw. Obcowanie z autorytetami osobowymi, z kadrą, która posiada niekłamany szacunek i uznanie w kraju i poza granicami, a taką spotkają kandydaci na pedagogikę jedynie w publicznych uniwersytetach i akademiach pedagogicznych, teologicznych (np. Wyższa Szkoła Filozoficzno- Pedagogiczna „Ignatianum” w Krakowie czy Chrześcijańska Akademia Teologiczna w Warszawie) czy jedynej niepublicznej szkoły wyższej o tożsamym dla uniwersyteckich jednostek statusie akademickim, jaką jest Dolnośląska Szkoła Wyższa we Wrocławiu. To właśnie w tych środowiskach akademickich, które pielęgnują równowagę między rozwojem naukowym i wkładem w humanistykę pedagogiczną jej kadr a jakością kształcenia i zapewnienia praktyk zawodowych na najwyższym poziomie, warto lokować swoje nadzieje autoedukacyjne i przyszłość.

W drugiej kolejności pozostają wśród szkół oferujących bezpłatną edukację, państwowe wyższe szkoły zawodowe, które są zlokalizowane w miastach powiatowych, oferując przygotowanie do zawodów głównie nauczycielskich. W nich można liczyć na kontakt z dobrymi praktykami, wykładowcami z dużym doświadczeniem zawodowym. Niestety, nie są to środowiska akademickie, gdyż nie dysponują uprawnieniami do nadawania stopni naukowych. Organizują zatem na miarę możliwości własnych kadr nauczycielskich różnego rodzaju konferencje, seminaria, często we współpracy z najbliższym uniwersytetem czy akademią pedagogiczną, ale ich głównym zadaniem jest kształcenie zawodowe. Tu studenci nie będą uczestnikami projektów naukowo-badawczych, gdyż te nie są, ale i nie muszą być realizowane.

Warto jednak podkreślić, że dla tych, którzy myślą o zdobyciu rzetelnych podstaw do pracy zawodowej, właśnie w tego typu szkołach państwowych spotkają się z nauczycielami-nauczycieli, metodykami, doradcami czy byłymi lub wciąż jeszcze aktywnymi zawodowo przedstawicielami nadzoru pedagogicznego w oświacie.
Nie każdy jednak młody człowiek, który dzisiaj odbierze swoje świadectwo dojrzałości, będzie mógł podjąć się studiów stacjonarnych (dziennych), gdyż warunki życia na to mu nie pozwolą. Być może część już młodych-dorosłych będzie musiała podjąć decyzję o zatrudnieniu się, by pozyskać środki nie tylko na codzienne życie, wsparcie własnych rodziców, ale i być może także dalsze studia w systemie kształcenia niestacjonarnego (zaocznego). Wówczas dobrze jest pomyśleć o dobrej lokacie swoich z trudem wypracowanych pieniędzy.

Stara maksyma powiada: Jeśli masz mało środków, to nie wydawaj ich na byle co, bo uzyskany nawet dyplom w kiepskiej wyższej szkole prywatnej czy oferującej po dumpingowych cenach tanie studia (często jeszcze określane jako przez jakiś czas „bezpłatne” czy bez opłat wstępnych) będzie miał wartość równą papierowi, na którym zostanie wydrukowany. Będzie można sobie go co najwyżej powiesić na ścianie, w ramce.

Od tego bowiem roku akademickiego wyższe szkoły nie będą już wydawać jednolitych dla wszystkich uczelni świadectw, ale będą wydawać dyplomy własnego wzoru. Pracodawcy zatem będą już rozpoznawać, że jest to inny dyplom, niż tej uczelni, w której dba się o jakość edukacji. Lepiej jest zatem wybrać studia niestacjonarne nawet nieco droższe w publicznych uniwersytetach lub akademiach, ale także mające wyższą wartość, niż zaoszczędzić skazując się na dalszą porażkę.

Nawet najpiękniej opakowana na stronie internetowej wyższej szkoły prywatnej oferta może okazać się jedynie wyrobem czekoladopodobnym. Sprawdzianem dojrzałości jest to, gdzie lokujemy swoją przyszłość – w środowisku akademickim, uczciwym, gwarantującym najwyższe standardy i najlepszą kadrę, czy w instytucji biznesowej, dla której jest się tylko przygodnym klientem, omamionym trickami, zachętami i błyskotkami płatnikiem, niejako jej „własnością” niskim nominale końcowego efektu.

Jeśli z jakiegoś powodu najbliżej nam do wyższej szkoły prywatnej, to zwróćmy uwagę na to, od kiedy działa, jaki jest jej staż (jeśli istnieje ponad 10 lat, to znaczy, że sprawdziła się na akademickim rynku), kto jest jej rektorem, kto jest dziekanem czy kierownikiem innej jednostki prowadzącej studia na danym kierunku i jacy pracują w niej profesorowie oraz doktorzy (z jakim dorobkiem naukowym, o jakiej pozycji), kto jest jej właścicielem (jeśli jest to osoba prywatna, to znaczy, że mamy do czynienia ze szkołą jako instytucja biznesową; jeśli zaś ma nadzór kilkuosobowy, stowarzyszenia czy towarzystwa oświatowego, związku wyznaniowego, fundacji itp. – to znaczy, że nie są w niej podejmowane arbitralnie, jednoosobowo decyzje, często na niekorzyść tak studiujących, jak i nauczycieli akademickich), od kiedy prowadzi kształcenie na kierunku pedagogika czy pedagogika specjalna (jak pojawia się hasło „nowość”, to warto być uczulonym, gdyż to oznacza, że edukacja na tym kierunku lub jego wyższym poziomie np. na studiach II stopnia jest dopiero w stanie tworzenia).

Niestety, poziom fałszowania lub „upiększania” danych na stronach internetowych niektórych wyższych szkół prywatnych jest trudny do rozpoznania przez kandydatów, bo nie dysponują możliwościami ich zweryfikowania. Dopiero, kiedy podejmą w tych szkołach studia przekonają się, że wiele nazwisk stanowi kronikę historyczną szkoły, nie odpowiada osobom zatrudnionym w niej na pełnych etatach (najczęściej podaje się osoby na umowę o dzieło czy zlecenie, a więc zatrudnianych do prowadzenia tylko jednego czy dwóch przedmiotów). Tego typu fikcyjne prezentacje danych nie mają miejsca w publicznych uniwersytetach i akademiach.

4 komentarze:

  1. W tym miesiącu z wyższej szkoły prywatnej, w której pracuję, a nie mam dokąd odejść, złożyło rezygnację z pracy (z końcem tego roku akademickiego) kilku, najlepszych wykładowców i naukowców. W poprzednim roku akademickim odszedł Pan Profesor i kilku znakomitych doktorów. Jest to jedynie przykład na to, jak traktuje się naukowców i specjalistów w instytucji, skoro nie chcą z nią mieć już nic wspólnego.
    Titanic tonie, ale kapitan się świetnie bawi.
    Tylko załoga czuje się opuszczona i to nie przez tych, ktorzy odchodzą.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dyplom pedagoga nie gwarantuje pracy

    W ostatnich 20 latach dokonała się edukacyjna rewolucja – pisze w „Dzienniku Gazecie Prawnej” Bartosz Marczuk. Na początku lat 90. studiowało 400 tys. osób. Dziś – prawie 2 mln.

    Obecnie zamiast co dziesiąta, to co druga osoba w wieku maturalnym zaczyna studia. Te rewelacyjne informacje nie powinny jednak pozbawiać nas krytycznego spojrzenia na jakość kształcenia.

    Dyplom uczelni podlega inflacji i nie jest już przepustką na rynek pracy. Także z tego powodu, że sporo uczelni bardziej stało się notariuszami wydającymi dyplom niż Alma Mater – rodzicielkami karmiącymi żaków wiedzą. Poza tym młodzież wybiera kierunki, które nie dają im szans na etat – np. w roku 2009 na 439 tys. absolwentów prawie 70 tys. to pedagodzy (w czasach, kiedy zamyka się szkoły), a tylko 22 tys. kończyło studia inżynieryjno-techniczne. Uniwersytety nadal w niewystarczający sposób współpracują z biznesem.

    Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

    OdpowiedzUsuń
  3. W tym roku kończę studia - pedagogika opiekuńczo-wychowawcza. Licencjackie studia miałam w wyższej szkole niepublicznej. Przez trzy lata czułam na sobie ciężar etykietki studentki dla "dyplomu za kasę." nie tyle nawet przez środowisko moje co przez niektórych wykładowców, którzy nie ukrywali, że nie mają wobec nas jakichś większych oczekiwań i nie spodziewają się krzty ambicji z naszej strony. bolało to troszkę, bo nie wiedziałam przed podjęciem nauki, że tak jest to powszechnie wiadome od zaocznych. na studia magisterskie wybrałam już uniwersytet, na który wielokrotnie powoływali się wykładowcy w poprzedniej szkole (których to uniwersytet był głównym miejscem zatrudnienia)że tam to jest porządnie wszystko robione , wykładane, przerabiane itp. niestety w rzeczywistości sama nazwa nie świadczy o walorach uczelni. po dwóch latach jestem zmęczona wykładami prowadzonymi w sposób nierzetelny, wtórny, żeby nie powiedzieć gorzej (nie wiem jak mam zaklasyfikować wykłady prowadzone w blokach po 4-5 jednostek 45minutowych na których doktor czyta tekst na przemian z dwóch książek, śledząc ten tekst palcem!!). nie bronię i nie stawiam wyższych szkół na piedestale, ale z mojego doświadczenia wygląda na to ze szkoła wyższa spisała się lepiej niż uniwersytet.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli pracujący w szkole prywatnej na drugim etacie profesorowie zapewniali panią, że w uniwersytecie na studiach II stopnia będzie lepiej, to z czego to wynikało? Z tego, że w prywatnej szkole postanowili pracować lepiej, bo tam lepiej płacą, a w uniwersytecie wszystko "olewać", ale za to cieszyć się prestiżem? Być może. w uniwersytecie, w którym pracuję, mój przełożóny kierownik katedry jest jednoczesnie na drugim etacie w wyzszej szkole niepublicznej w tym samym mieście. W obu szkołach olewa swoje obowiazki. Nie znam jego żadnej książki, jaką napisałby i wydał. Wszystko jest "picem" i tu i tam. Może miała Pani pecha? a może juz zapomniała o tym, jak to w prywatnej szkole nie odbywały się zajęcia, jakiś doktor ględził, większość wykładów prowadził ktoś ze stopniem magistra, zmieniali się promotorzy prac dyplomowych, w sali zima było zimno, a latem duszno... Pewnie i tu i tu są porządni wykładowcy i nieporządni, solidni i niesolidni.

    Joanna

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.