niedziela, 5 czerwca 2011

I Kongres propagandy polityki oświatowej MEN


Dzisiaj rozpoczął swoje obrady I Kongres Polskiej Edukacji w Warszawie. Chciałoby się powiedzieć, że to dobrze, kiedy spotykają się w stolicy osoby, które postanowiły wypowiedzieć się na temat stanu polskiej edukacji. Sądziłem, że to naprawdę będzie kongres, a więc formuła debaty o najważniejszych sprawach rodzimej edukacji z udziałem najważniejszych jej kreatorów, badaczy i wykonawców. Niestety, okazało się, że mamy do czynienia z kolejnym propagandowym show Ministerstwa Edukacji Narodowej wraz z podlegającym mu Instytutem Badań Edukacyjnych, który wprawdzie zaszczycił swoja obecnością Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek wraz ze swoim byłym ministrem edukacji Mirosławem Handke, ale w niczym nie wzbogacił naszej wiedzy na temat rzeczywistej oceny stanu polskiej oświaty w Europie. Wypowiadali się o edukacji dzisiaj także inni byli ministrowie, dobrani z politycznego klucza. Tych z opozycji nie zaproszono. Po co? Jeszcze by zepsuli dobry nastrój władzy. Niestety, był to pokaz sztuki politycznej propagandy sukcesu w wydaniu przypominającym jedynie czasy Edwarda Gierka.

Pisze do mnie jeden z komentatorów blogowych wpisów, którego jedną tylko z refleksji przytoczę w tym miejscu: "Panie Profesorze. Słucham transmisji z obrad Kongresu. Mam refleksję: - naszą oświatą zawiaduje grupa trzymająca władzę, grupa, która uzurpuje sobie prawo do organizowania edukacji w imieniu narodu, coś w rodzaju oświeconej-oświatowej dyktatury."

Nie trzeba było słuchać transmisji z obrad, gdyż wystarczyło przeczytać program i zobaczyć dobór zaproszonych do wypowiedzi osób, by przekonać się, że nie ma tu miejsca na żaden kongres, na debatę o prawdziwym stanie polskiej edukacji, bowiem zaplanowano (zapewne z konieczności rozliczenia się ze środków unijnych) podsumowanie wyników diagnoz, jakie były prowadzone na zamówienie MEN, i to też nie wszystkich. W Warszawie spotkali się zatem głównie ich wykonawcy, w większości zatrudnieni na umowy o pracę lub o dzieło, by pod hasłem „kongresu” podzielić się tym, co wzmacnia jedynie słuszną politykę proponowanych przez MEN zmian, natomiast skrzętnie ukrywa prawdę oświatową. Na Kongresie nie ma bowiem tych, którzy prowadzą niezależne od MEN i IBE badania oświatowe, mają bardzo krytyczne zdanie na temat głębokiego kryzysu, jaki jest generowany w naszym społeczeństwie przez polityków, którzy są przekonani o jedynie słusznym kierunku rozwoju polskiej szkoły, stymulowaniu jej rozwoju i zapewnianiu dzieciom i młodzieży godnego dzieciństwa oraz szans na znalezienie swojego miejsca w dorosłym życiu.

Zawsze lepiej jest mówić o tym, że jest znakomicie, niż spojrzeć prawdzie w oczy, kiedy wyklucza się z debaty opozycję. Niestety, niezaproszenie do niej czołowych w kraju pedagogów, badaczy i przedstawicieli ruchu nowatorstwa pedagogicznego, którzy nie mieszczą się w MEN-owskich kliszach, nie należą do klakierów władzy, bo ważna jest dla nich prawda, a nie ideologiczna papka, jest najlepszym dowodem na kongresowe zakłamywanie rzeczywistości. Może dlatego Kongres ten nie został nawet zrelacjonowany w głównych wydaniach wiadomości chociażby migawką w telewizji publicznej, jak i niepublicznej. Dziennikarze – jak widać - nie chcieli wpisać się w chór propagandowej fety.

Piękna była dzisiejsza niedziela, bez I Kongresu, ale za to z emocjami, jakie wzbudziła I edycja programu X-Factor, który wygrał Gienek Loska. To kolejny przykład na to, jak wyrastają mistrzowie, prawdziwi artyści, którzy nie poddali się wystandaryzowanym schematom edukacji, jak można zachować swoją tożsamość i czuć się spełnionym w swej profesji oraz w życiu osobistym. Uczestnikom I Kongresu Polskiej Edukacji MEN (IBE) współczuję straconego czasu, choć zapewne dwa dni w stolicy wynagrodzą im udział w tej politycznej imprezie, Gienkowi zaś gratuluję!

22 komentarze:

  1. Pozwolę sobie na bardzo subiektywne refleksje, wątpliwości i oceny. Być może są nieuprawnione - nie jestem dokładnym obserwatorem.
    - Czy Kongres był odpowiednio nagłośniony i "zareklamowany" wśród 600.000 nauczycieli ? Ja dowiedziałem się o nim przypadkowo - moja wina.
    - Wydaje mi się, że o kongresie jest cicho w mediach - dlaczego ?
    - Nie podobał mi się styl kongresu: ugrzeczniony, bezkonfliktowy, analityczno-diagnostyczny. Taki rodzaj debaty współgra, niestety, ze stylem działania naszej oświaty i kojarzy mi się z minioną epoką: są problemy, jest trochę błędów, ale ogólnie nie jest źle, kierunek należy utrzymać, wystarczy tylko ciągle udoskonalać i korygować. Zabrakło sporów, konfliktów, polaryzacji stanowisk, nowych idei, konstruktywnej kontestacji. Cóż to za kongres, który nie odzwierciedla opinii wielu ludzi nauki i praktyków, że oświata jest zła i zmierza w niewłaściwym kierunku (przykład: http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1516350,1,ucz-sie-pod-klucz-czego-uczyc-na-polskim.read.
    - spodziewałem się jakiegoś fermentu, sporów, pomysłów na demonopolizację oświaty. Usłyszałem zdanie: dyrektorzy szkół mają w tej chwili bardzo dużą autonomię. Mam wrażenie, że mamy do czynienia największą rewolucją technologiczną i kulturową w dziejach człowieka, której to rewolucji nasza oświata nie chce zauważać i dostosować się do niej.
    Nie chodzi mi o to, że musi być spór i że musi ktoś zwyciężyć. Przyznam szczerze, że nie bardzo orientuje się kto reprezentuje rząd, a kto opozycję, w sferze oświatowej. Natomiast widzę potrzebę sporu i dialogu między zwolennikami kontynuacji i zwolennikami radykalnych zmian. Tego mi zabrakło.
    "Myślenie musi natrafić na opór - na sprzeciw. Myśl, która nie musi przebijać się z największym wysiłkiem, traci spoistość, twardość diamentu, wiotczeje i usycha. Każda myśl, pogląd, teza są podszyte swoim przeciwieństwem."
    "Ważne jest również to, by każdy pracownik miał własne, odmienne poglądy i umiał mądrze się spierać. To w toku burzliwej dyskusji powstają najlepsze pomysły. A tam, gdzie wszyscy myślą podobnie, nikt nie myśli za wiele."
    - Usłyszałem też kilka głosów z sali. Też były bardzo "grzeczne". Żałuję, że mnie tam nie było.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanowny Panie Profesorze,
    tak się składa, że wczoraj przy okazji porządkowania starych notatek wypadły mi z półek materiały z 1997 roku na temat reformy edukacji, konkretnie na temat kompetencji kluczowych oraz przewidywanych ról nauczyciela i ucznia. Od 12 lat jestem nauczycielem akademickim i mam możliwość obserwować, jak bardzo obniżył się w czasie ostatnich 8 lat poziom wiedzy młodzieży rozpoczynającej studia. Kiedyś np. w grupie pościgowej było na wydziale 8-10 osób, obecnie jest to około połowa studentów. Dodatkowo są to ludzie, którzy mają potężne problemy z koncentracją uwagi. Cóż - kiedy matura to obecnie kpina i dewaluacja egzaminu dojrzałości! Niestety, żadne kompetencje kluczowe nie zastąpią rzetelnej wiedzy humanistycznej i matematyczno -przyrodniczej oraz wychowania. Przychodzą na polskie uczelnie ludzie, którzy owszem posługują się komputerową myszką, ale nie rozumieją tego, co czytają, co najwyżej bezmyślnie używają funkcji kopiuj - wklej. A w owych materiałach podpisanych onegdaj przez Ministra Handkego było takie oto zdanie "odpowiednio oprogramowany komputer zrównuje w klasie pozycję nauczyciela i ucznia". No i co się okazało - zrównał, ale wiedzę uczniów do zera. Bo co za pożytek z informacji, gdy nie ma się wiedzy o tym, co jest prawdą, a co fałszem?, co jest dobrem, a co złem? co jest użyteczne, a co nieprzydatne?

    OdpowiedzUsuń
  3. Najlepsza diagnoza stanu poslkiej edukacji na stronie internetwoej:
    http://wyciagamykarteczki.pl

    Dzisiaj prasa potwierdza słowa Profesora:
    "– Nie zaproszono nikogo, kto by kontestował prowadzoną od lat politykę edukacyjną – mówi prof. Ryszard Legutko, szef MEN w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. – Kto by powiedział, że szkoła zrezygnowała z funkcji wychowawczej, kształci też nie najlepiej. Studenci pierwszego roku mają problem z czytaniem ze zrozumieniem i elementarną erudycją.
    – Zaprosiliśmy tych ministrów, którzy wprowadzili najbardziej znaczące zmiany w systemie edukacji – wyjaśnia Monika Karwat-Bury, rzecznik IBE.
    Nie było wśród nich Romana Giertycha, szefa MEN w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Kaczyńskiego, który po 25 latach przywrócił obowiązkową matematykę na maturze. – IBE jest zależny od MEN, a minister Hall nie może znieść, że w wyniku mojego programu „Zero tolerancji dla przemocy w szkołach" spadła w nich przestępczość, a po tym jak minister wycofała program, znów zaczęła rosnąć – twierdzi Giertych."Rzeczpospolita 6.06.2011

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowa:
    Przyznając Pani rację, musze jednoczesnie zmartwić. Własnie b. minicter edukacji M. Handke na tymże Kongresie:
    "proponował, by znieść wymagany próg 30 proc. dobrych rozwiązań na maturze, by ją zaliczyć. Jego zdaniem ten próg i tak jest za niski, więc powinno się po prostu pozostawić informację, na ile proc. punktów maturzysta zaliczył egzamin."

    To taka ma być strategia rozwoju polskiej edukacji w wydaniu Platformy Edukacyjnej i PSL?!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pogratulować K. Hall takiej strategii! Znakomita! Każdy może mieć maturę, byle tylko chciał do niej przystapić. Przy okazji warto dostrzec, że obniża się próg przyjęc do policji: teraz juz nie trzeba będzie mieć matury! Wystarczy pała.

    OdpowiedzUsuń
  6. W tym show nie wzięła udziału b.minister edukacji K. Łybacka. Tak więc prelegenci "gotowali się we własnym sosie".

    OdpowiedzUsuń
  7. To miała być promocja przedwyborcza Hall;-))))))

    OdpowiedzUsuń
  8. To pogratulowac takiej autopromocji. Nie ma to jak dobre samopoczucie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, Gienek rulez!!!
    Maturzyści a studenci I roku robią błędy ortograficzne, nie można zwalić tego na matematykę, bo pedagogika jest nauką humanistyczną.
    Większość wykładowców twierdzi- powiem to wprost, nawet użyję brzydkiego słowa, coraz więcej młodych ludzi po maturze jest po prostu głupich. Coś, co by nie przeszło 20-30 lat temu w szkole średniej, teraz kończy ją z maturą.
    Moja znajoma, dość znaczna persona w powiedzmy dziale "oceniania" młodych ludzi (testy zewnętrzne), sporządzająca raporty powiedziała mi, że wyniki np. gimnazjalistów lub maturzystów od wielu lat systematycznie się pogarszają. Obniża się "trudność" zadań, ale wyniki dalej spadają.
    Jak to powstrzymać?

    OdpowiedzUsuń
  10. "Większość wykładowców twierdzi- powiem to wprost, nawet użyję brzydkiego słowa, coraz więcej młodych ludzi po maturze jest po prostu głupich."

    No, może Pan przesadza. Nie głupich, nie matołów, nie kretynów, nie idiotów, ani imbecyli, tylko z dużymi brakami w zakresie tych operacji umysłowych, które można wypracować wyłącznie poprzez odpowiedni trening. Chyba nie powie Pan, że braki intelektualne u współczesnej młodzieży spowodowane są jakimiś zmianami organicznymi, czy wadami genetycznymi?

    Główną winę za taki stan odpowiadają politycy LIBERALNI! Nawet za komuny lepiej kształcono młodzież(z trudem przechodzi przez moje "palce" ta uwaga, ale tak było). Moja mama zdawała maturę w czasach stalinowskich i jest 1000 krotnie bardziej sprawna intelektualnie od niejednego młodego magistranta, czy magistra.Moja ciotka z Łodzi zdawała maturę przed wojną i do tej pory potrafi zacytować obszerne fragmenty "Pana Tadeusza". Jej kartki pocztowe to prawdziwie małe arcydziełka literackie. Dalej tak głosujcie na PO,dalej, jeśli bliskie są wam związki sadomasochistyczne, tylko błagam nie stękajcie i nie kwękajcie na polską młodzież. Ryba psuje się od głowy!

    Kondycja młodzieży jest b. słaba; potwierdzają to nie tylko obserwacje nauczycieli, ale także psychologów klinicznych, którzy badają leczącą się młodzież. Wyniki testów nie wykazują niepełnosprawności intelektualnej,czy organiki ale duże deficyty w zakresie umiejętności, które wynieść tylko można ze szkoły.No i dochodzi do tego znaczny wzrost zaburzeń osobowości wśród młodzieży; to też ma wpływ na sprawność umysłową (pamięć, koncentrację, zdolności klaryfikowania nie tylko emocji, ale i myśli).

    Ale skąd ta patologia się bierze? No oczywiście od dorosłych, ich wyborów: życiowych i politycznych;od polityków, nauczycieli/wykładowców, i rodziców - alkoholików, czy pracoholików.

    Zanim zaczniecie oceniać - dewaluować młodego człowieka - zadajcie sobie pytanie: "A jaki jest mój wkład w obecną kondycję oświaty, a co zatem idzie kondycję umysłu młodzieży?" I jaki to ma związek z dokonywanymi dotychczas wyborami politycznymi?

    OdpowiedzUsuń
  11. Venissa tylko bez polityki bardzo proszę!! I bez cytowania "Naszego Dziennika" czy innych sektologicznych czasopism.
    Sądzę, że akurat mój wkład w kondycję oświaty nie jest zbyt wielki- ale w moim odczuciu znaczny. Porównując z innymi- nawet dość znaczny, choć do mistrzów wiele mi brakuje. Moi uczniowie z wielu lat nauki jeszcze podczas pracy w szkole, gdy byłem ich wychowawcą i nauczycielem, zawsze większość klasy kończyła na studiach, część awansowała dalej, jeden pracuje na Wall Street i na innych ciekawych posadach. Mam się czym pochwalić nie tylko w tym zakresie.
    Akurat potoczne słowo jakiego użyłem mniej dosadnie brzmi od Pani "patologii".

    OdpowiedzUsuń
  12. Gdybym był uczniem, napisałbym tak:
    no i co z tego, co dla mnie wynika z waszego kongresu, z waszych dyskusji, diagnoz i apeli ? Nic nie wynika. Z roku na rok czuję się w szkole coraz gorzej, muszę uczyć się coraz więcej, mam coraz niższe stopnie i nudzę się coraz bardziej. Jedyne co wam się udaje, to gadanie, mówienie, że tak nie powinno być, i że trzeba zrobić to i tamto. I co robicie - nic ? Gdybym ja miał takie wyniki swojej pracy jak wy, to jaką ocenę bym dostał w szkole ? Dlatego stawiam wam pałę. Szkoda, niestety, że nie mogę wezwać waszych rodziców. Jedyne co na pociechę macie dla mnie to informacją, że najlepiej jak nauczyciel jest światłym entuzjastą i pasjonatem, i że jak trafię na takiego (takich), to mogę czuć się jak w siódmym niebie. Więc pytam: a jak nie trafię, to co ? To mam pecha ? Czyli proponujecie mi edukację probabilistyczną, opartą na szczęśliwym trafie ? Czy wy też tak myślicie o swoim miejscu pracy: dobry szef w naszej firmie to szczęśliwy traf ?
    Kończę pytaniem, bo przecież zauważyliście łaskawie, że powinienem zadawać dużo pytań: kto, jak i kiedy zmieni MOJĄ drogę edukacyjną ? Ja mam mało czasu. Tylko proszę nie zamydlać mi oczu tekstami typu "nie od razu Kraków zbudowano". Bo mam kontrprzykłady w rękawie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Gdybym był specjalistą od analizowania, organizacji, planowania i rozwoju w biznesie (a może jestem ?), napisałbym tak:
    Wysłuchałem wszystkiego co mówiliście i znalazłem to, co jest wspólne dla wszystkich wypowiedzi, co jest waszym wspólnym mianownikiem, co łączy was. Oto wasza jedność, wasza jednomyślność: trzeba, potrzebne jest, muszą zostać, położyć większy nacisk, powinna, potrzeba, powinno się, należy, niezbędna jest, dołączyć, tworzyć, zaprosić. Przeczytajcie szybko te słowa-apele kilkakrotnie dokoła (nie buntujcie się, przecież słuchaliście ich kilkadziesiąt razy w trakcie obrad). Co odczuwacie po przeczytaniu ? Czy czegoś tu brakuje ?
    Chcecie zreformować-naprawić swoją firmę. Czy zacytowane słowa odzwierciedlają postawę pasywną, czy aktywną ? Wyobraźcie sobie, że jesteście tylko we dwoje w jakimś pomieszczeniu:
    - Trzeba tu posprzątać.
    - Tak, masz rację, posprzątanie tutaj jest niezbędne.
    - Prawda, ten brud należy usunąć.
    - Słusznie mówisz, musi tu być zrobiony porządek.
    - Jasne, czystość i porządek są tutaj konieczne.
    - No pewnie, powinno się to zrobić jak najszybciej.
    I co dalej ?

    OdpowiedzUsuń
  14. Byłam na Kongresie przez dwa dni. Nie zgadzam się z tak gremialną krytyką tego ogromnego przedsięwzięcia w blogu Profesora. Byli ministrowie: Samsonowicz, Łuczak, Handke, Hall. Pani min. Łybacka nie przyjechała z „powodów osobistych”. Czy rzeczywiście tak nam brakowało min. Łybackiej (która zrobiła dalece niekorzystne zamieszanie z maturą i wyrządziła niemało krzywdy swoimi schizofrenicznymi ruchami i młodzieży i jej rodzicom), czy też min. Giertycha (który odwołał M. Sielatyckiego z funkcji dyr. CODN za niepoprawność polityczną i brak podległości wartościom LPR)?. Mnie ich nie brakowało.
    Opozycję reprezentował chyba największy opozycjonista MEN, S. Broniarz. O dziwo, dopuszczono go do głosu. Podobnie spektakularnego dyrektora I SLO w W-wie, Jana Wróbla, którego o brak własnego zdania raczej posądzać nie można.

    Dlaczego IBE, organizatorowi kongresu, odbiera się prawo definiowania celów i programu kongresu? Czy Panu Profesorowi, organizatorowi Konferencji nt. Edukacji alternatywnej ktoś narzuca cele, treść i gości, których Pan zaprasza?
    Na podstawie tego byle jakiego, Pana Profesora zdaniem, programu, w ciągu 3 tyg. zapisało się do udziału w Kongresie ponad 2000 przedstawicieli różnych szczebli edukacji.
    Wielu pedagogów, wiedząc o kongresie, nie skorzystało z zaproszenia. Pan Profesor także nie skorzystał.
    Czy za niegodnych naukowców, których brak Pan Profesor zauważył, mamy uważać prof. M. Bogdanowicz z UG, prof. E. Wittbrodta z PG, prof. J. Choińską-Mika z UW? Czy też może współautorów Raportu o stanie edukacji 2010 z prof. St. Kwiatkowskim, prof. E Bartnik, prof. M. Karwowskim, prof. Z. Sawińskim? Nie wymieniam wszystkich, ale wielkich nazwisk było więcej. Jeśli Pan Profesor twierdzi, że nie było wielkich pedagogów, brzmi to tak, jakby czuł się Pan osobiście urażony i obrażony, że Pana Profesora nazwiska zabrakło.

    Wszyscy, którzy znają się na edukacji wiedzą, że zmiany potrzebują czasu i że zanim system coś wyegzekwuje, na efekty trzeba czekać kilka lat. To że ludzie ze wszystkiego, co się da czynią patologię (mam na myśli masowe, pozbawione jakości kształcenie na studiach wyższych, nadużycia nieuczciwych nauczycieli i dyrektorów na egzaminie gimnazjalnym i maturze itp.), nie oznacza, że system jest kompletnie zły. Częściej ministrom dorabia się gębę niż recenzuje ich faktyczne działania, starając się rozumieć ich intencję.
    Oczywiście zgadzam się ze wszystkimi, którzy uważają, że za dużo polityki w szkole, ale na zmianę tego stanu rzeczy mamy, zdaje się, znikomy wpływ. Nie bądźmy jednak bezkrytycznie krytyczni wobec wszystkiego, co po odzyskaniu przez Polskę niepodległości zdarzyło się w Polsce.
    Zauważmy też to, co dobre, bo OECD cieszy się z naszych postępów (PISA), a my walimy na oślep wszystkich decydentów edukacyjnych, bez względu na to, czy na to zasługują, czy nie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Gdybym był rasowym dyrektorem szkoły, napisałbym tak:
    Byłem na kongresie, bardzo podobał mi się, był dla mnie bardzo pożyteczny. Ale coś mi się nie zgadza. Na kursie dla dyrektorów uczono nas, żeby każdej poważnej sprawie przyjrzeć się z co najmniej dwóch stron, żeby szukać drugiego dna. Unikać jednostronności i jednomyślności jak ognia. Podsycać wątpliwości, rozważania i spory. Nawet zapamiętałem zdanie naszej noblistki: twórcami systemów totalitarnych byli/są ludzie, którzy nie mają wątpliwości. Od lat spotykam opinie, mówiące, że oświata zmierza w złym kierunku, że potrzebne są radykalne, rewolucyjne zmiany, a nie powolne doskonalenie istniejącego systemu. Na przykład:
    http://www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1516350,1,ucz-sie-pod-klucz-czego-uczyc-na-polskim.read
    http://www.edunews.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1511&Itemid=1
    Niestety, tych opinii i ludzi ich głoszących na kongresie nie spotkałem. Jestem tym bardzo zdziwiony. W mojej szkole to jest nie do pomyślenia. Moim podstawowym pytaniem, w trakcie narad i dyskusji z moimi nauczycielami, jest: kto z Państwa jest innego zdania ? Po wysłuchaniu, zawsze mówię: bardzo dziękuję za przedstawienie innego spojrzenia. Na kongresie był obecny tylko jeden nurt, a to uważam za bardzo niedobre: nasza oświata funkcjonuje coraz lepiej, rozwija się, idzie w dobrym kierunku, niemniej jest jeszcze wiele spraw, które należy zmienić lub udoskonalić. Nasza koleżanka od biologi mówi przy takiej okazji, że w podobny sposób rozmawiały ze sobą dinozaury, a historyk dodaje: i również Hetyci.
    Bo przecież: „Myślenie musi natrafić na opór – na sprzeciw. Myśl, która nie musi przebijać się z największym wysiłkiem, traci spoistość, twardość diamentu, wiotczeje i usycha. Każda myśl, pogląd, teza są podszyte swoim przeciwieństwem.”
    „… jeśli współpracownik się z tobą nie zgadza, utwierdź go w prawie do własnej opinii. Macie wówczas już dwa zdania – twoje i jego. To dobry punkt wyjścia do szukania jeszcze innego, lepszego, trzeciego rozwiązania.”
    Czy my, w swojej pracy szkolnej, zmierzamy w dobrym kierunku ?
    Nie wiem, kongres podsycił moje wątpliwości.

    P.S. Dygresja.
    Padło takie zdanie: dyrektorzy mają obecnie dużą autonomię. Co sądzą o tym dyrektorzy ?

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziś ktoś z bliskich mi osób, zaangażowanych prawdziwie w budowanie
    polskiej szkoły zainspirował mnie do przeczytania blogu – materiału
    zatytułowanego „Kongres propagandy polityki oświatowej MEN”.
    Uczestniczyłam w nim jeden dzień. Gratuluję trafności tytułu. Brakowało
    Placu Czerwonego do tego hura, które padało z ust organizatorów.
    Nie wiem czy był Pan Profesor obecny w grupie, gdzie odbywał się panel
    „Nauka – edukacji”. Udało mi się zabrać głos na sali, zwracając uwagę, że
    IBE musi podjąć badania w działaniu, apelując do dydaktyków by w tym
    kierunku integrowali swoje siły. W podsumowaniu oczywiście pominięto tę
    kwestię. To co się stało z IBE trudno się pogodzić i uwierzyć.

    OdpowiedzUsuń
  17. Czym innym jest szumnie nazwany przez organizatorów, czyli przez sprawujących władzę - Kongres Polskiej Edukacji, a czym innym skupiona na określonym wycinku oświaty konferencja międzynarodowa. Ocena tego tzw. kongresu zawsze będzie zróżnicowana. Anonimowa może być szczęśliwa, że brała w nim udział, bo zapewne spotkała tych, z którymi przed laty angażowała się w kolejne reformy, zresztą też centralistyczne. Nikt tego nie kwestionuje i nie neguje. Tylko proszę nie twierdzić, że mój wpis jest pomniejszeniem roli tych, którzy tworzyli Raport o edukacji. Przyjdzie czas na jego analizę merytoryczną, to wówczas będziemy mogli dyskutować o jego wartości diagnostycznej i prospektywnej. Do Raportu się nie odniosłem w tym wpisie, więc styl oprotestowania jest nieadekwatny do mojego postu.
    Każdy ma prawo być zadowolony, Jedna z nauczycielek powiedziała mi, że pierwszy raz mieszkała w stolicy w taaakim hotelu. Nie pamiętała jednak niczego, co miałoby dla niej, jako właśnie pedagoga, jakiekolwiek znaczenie. Jej opinia była zatem entuzjastyczna, ale z zupełnie innego powodu. Jeśli na tym zależało organizatorom, to pogratulować. Kongres był jednokierunkowa tubą, a zaproszenie do głosu Prezesa ZNP było klasycznym chwytem socjotechnicznym, by nie zarzucano organizatorom owej jednostronności. Ona jednak miała miejsce. Słusznie zatem ktoś napisał, że jeszcze brakowało czerwonych dywanów..
    Nie jestem ani osobiście, ani profesjonalnie rozczarowany tym, ze nie zostałem zaproszony do udziału w tym Kongresie, więc imputowanie mi takich postaw jest niegodne i świadczy tylko i wyłącznie o tym, że Anonimowa usiłuje projektować na mnie to, co być może jest jej osobistym doświadczeniem. Ja sam decyduje o tym, czy chcę w czymś wziąć udział, czy też nie, więc nie widzę powodu, by wylewać krokodyle łzy z powodu, który usiłuje mi się imputować.
    Bardzo się cieszę, że były zadowolone osoby, ale mam prawo do osobistego osądu tego, co zaoferowano uczestnikom monologu na temat stanu polskiej edukacji. Wpis anonimowej mnie tylko jeszcze w tym utwierdził.

    OdpowiedzUsuń
  18. Odnosi się Pan wybiórczo do mojego komentarza, także cynicznie i nierzeczowo. Dużo w Panu emocji.
    Nie jestem reformatorem polskiej oświaty, tylko nauczycielem czytającym od czasu do czasu Pana komentarze. Ale na pewno są nimi tacy ludzie jak m.in. Andrzej Sygut, Włodzimierz Paszyński, Henryk Szaleniec, Wojciech Małecki, Stefan Wlazło. Ważne nazwiska dla polskiej edukacji. W panelu, w którym brałam udział, nikt nikomu nie kadził. Może mam deficyty w postrzeganiu otaczającej mnie rzeczywistości, ale nie widzę wszędzie tylko i wyłącznie zła, dewiacji i patologii.
    A wie Pan, kogo na tym Kongresie zabrakło?
    Zabrakło Anny Radziwiłł i Janiny Zawadowskiej.

    OdpowiedzUsuń
  19. Niech każdy wypowiada się w swoim imieniu i pisze o swoich emocjach i opiniach, a nie przypisuje ich innym. Nie wiem, czemu służy wprowadzanie nazwisk kolejnych Osób do tego kometarza? Możena wymienić ich jeszcze setki czy może nawet tysiące. Być może w panelu, w którym Pani uczestniczyła, był pluralizm wypowiedzi, także krytycznych. Tego nie wiem, bo żadnej treści w tym wpisie nie uzyskaliśmy na ten temat. Zabrakło wielu jeszcze innych Osób na tym Kongresie. Ich nieobecność na scenie politycznej i oświatowej w odpowiednim czasie uwzględniłem w swoim blogu.
    Proszę zatem podzielić się z czytelnikami blogu wartością debaty, w której Pani uczestniczyła. Chętnie się wszyscy z nimi zapoznamy, bo jakoś prasa - także ta przychylna rządowi - ich nie dostrzegła.

    OdpowiedzUsuń
  20. Muszę przyznać, że jestem nauczycielem, ale tylu frazesów i płytkich analiz oraz od lat znanych już porównań wyników badań PISA dawno nie słyszałem. Wystąpienia plenarne były pełne ogólników. Dlaczego nikt nie mówił na tym Kongresie o tym, o czym przed nim mówił w wywiadach prof. Konarzewski - że egzaminy zewnętrzne ustawiane sa pod jak najwyższą zdawalność, o chaosie w procedurach tworzenia zadan maturalnych i corocznych błędach, o coraz gorzej przygotowanej do matury młodziezy, o bezzasadnym podkreślaniu roli gimnazjum w wyrównywaniu szans, skoro one sa tu pogłębiane, o wzrastającym w kraju analfabetyżmie, o braku autonomii szkół i dyrektorów, tylko nieustannym ręcznym sterowaniu edukacja (jak w socjalizmie) dyrektywami odgórnymi, itd., ittd. Raport o stanie edukacji jest w wielu zakresach wypadkową ankietkowych badań, bez rzetelnej i pogłębionej a jakościowej analizy danych. Socjologów na to po prostu nie stać. Wcale nie dziwię się profesorowi Sliwerskiemu, że tak skomentował ten Kongres. Zabrakło tam śp. red. Kowalskiego z Gazety Szkolnej.

    Włodek

    OdpowiedzUsuń
  21. Włodek, Belfer: true, true, true....

    OdpowiedzUsuń
  22. Obrońcy Kongresu poczytajcie sobie opinie uczestników:

    "Dodane przez Zbigniew Osiński, w dniu - 11-06-2011 19:35
    1. @Sprawa kongresu - kojarzy się mi z dawnym dowcipem: co się w Polsce zbiera jak jest wysyp truskawek? Plenum KC PZPR na obrady. Z tym kongresem jest podobnie - kolejna porcja debatowania w sytuacji gdy problemy polskiej oświaty i pomysły naprawcze od dawna znane są i zbadane oraz opisane w literaturze dydaktycznej i pedagogicznej. Nie ma co gadać - trzeba działać. Problemem nie jest brak dyskusji, lecz działania decydentów znacznie odbiegające od tego co podpowiadają wspomniane nauki. Można powiedzieć - my politycy i urzędnicy wiemy lepiej. Ale skoro wiecie lepiej, to dlaczego chcieliście dobrze, a wyszło tak jak zwykle."
    ....

    Dodane przez Jan Soliwoda, w dniu - 07-06-2011 19:47
    Tę drogę edukacyjną młodego Polaka zmieni wkrótce pani Agnieszka, która już dawno się wkurzyła na brak działań MEN i właśnie pod koniec czerwca wybiera się do Warszawy, aby zaprotestować w przededniu inauguracji polskiej prezydencji UE przeciwko skandalicznej pasywności polskiego rządu w obszarze edukacji. Związek zawodowy nauczycielskiej Solidarności organizuje masową demonstrację w Warszawie 30 czerwca. Dość. Nerwy puściły, po dobroci nic nie zrobimy. Niech Warszawiacy wspomogą tę manifestację. Niech Unia Europejska dowie się że premier Tusk ma skandalicznie niekompetentnego ministra edukacji. Jeżeli rozwinięte demokracje starej Unii nam nie pomogą to sami nigdy nie wyjdziemy z tego naszego edukacyjnego średniowiecza."

    ....

    "Dodane przez Jan Soliwoda, w dniu - 07-06-2011 09:16
    Przykro mi, ale zupełnie nie podzielam entuzjazmu redakcji Edunews.pl wobec Kongresu Polskiej Edukacji oraz pełnej życzeniowego myślenia, moim zdaniem, inicjatywy o nazwie Pakt dla Edukacji. Jednym z lepiej znanych sposobów na unicestwienie jakiejś idei jest całkowite jej rozmycie w nieskończonej ilości podobnych inicjatyw a następnie zastosowanie zasady "divide et impera". Bytów nie należy mnożyć ponad niezbędną potrzebę - już w średniowieczu przestrzegał o tym William Ockham. Zresztą spójrzmy cóż to nowego wymyślili uczestnicy kongresu. Praktycznie jedynym pomysłem jest hasło "Zapytaj Agnieszki" (sic). Naprawdę, po tak szacownym gronie można się było spodziewać jednak czegoś bardziej odkrywczego niż jakże błyskotliwe spostrzeżenie że nauczyciele pracujący w tej samej placówce mogą ze sobą rozmawiać i wymieniać doświadczenia. Notabene uważam że to raczej decydenci z MEN (z panią minister Hall na czele) powinni od czasu do czasu porozmawiać z "Agnieszką" i zapytać się o to i o owo, zanim coś głupiego wymyślą, tak jak te laptopy dla pierwszoklasistów. Jest tylko jeden pozytywny aspekt tych dwóch wydarzeń, mianowicie że coraz więcej i szerzej mówi się o złym stanie polskiej edukacji."
    Za:
    http://www.edunews.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1528&Itemid=1

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.