sobota, 7 maja 2011

Prywatna szkoła wyższa jako „sekta”?

Przedstawiciele nauk o zarządzaniu wykorzystują do badań i analiz kultur organizacyjnych firm zjawiska, które pozwalają nad dostrzeżenie w nich patologicznej kultowości. Dokonajmy analizy per analogiam do prywatnego szkolnictwa wyższego, w którym pojawia się zjawisko przymusu psychologicznego jako swoistego zwyrodnienia jego kultury organizacyjnej. Naukowcy od modeli zarządzania mają tu na uwadze te szkoły, które stały się organizacjami biznesowymi, a których właściciele czynią wszystko, by pochłonąć całe życie swoich pracowników, zastępując im niejako dom rodzinny. Najczęściej czynią tak ci, którzy sami nie mają rodzin, lub ich własna rodzina uległa z różnych powodów destrukcji, toteż kompensując sobie jej dotkliwy brak, przekształcają własną firmę w sposób typowy dla sekt. Ten zaś jest początkowo niezauważalny dla jej pracowników.

Nikomu bowiem nie przychodzi nawet na myśl, że właśnie jej właścicielowi chodzi o to, by pozbawić swoich pracowników administracji i nauczycieli akademickich prawa do sterowania własnym życiem, do indywidualnego rozwoju czy kierowania się suwerennymi zasadami życia akademickiego. Pracownicy w takich szkołach stają się marionetkami w rękach menedżerów, którzy stosują wobec nich różnego rodzaju techniki przymusu, zdobywane zresztą na różnego rodzaju kursach i szkoleniach.

Nie bez powodu, kwestionuje się w tych szkołach rolę władzy akademickiej, jej autonomii w kierowaniu procesami kształcenia i badań naukowych, na rzecz bezwzględnego podporządkowania jej interesom właściciela-menedżera. Prof. Arnott, który bada zjawisko kultowości w różnych przedsiębiorstwach zwraca uwagę na to, że nie dotyczy ono tylko i wyłącznie firm o charakterze handlowym. Koncepcja powyżej rozumianego zarządzania firmami przeniknęła także do oświaty i szkolnictwa wyższego jako wygodne dla wielu jej właścicieli podejście sprzyjające zwiększaniu efektywności generującej zyski. Ważna jest tu nie polityka rozwoju akademickiego szkoły, tylko jej rentowność, którą uzyskuje się dzięki stosowaniu przez właścicieli szeregu technik fizycznej i psychologicznej kontroli oraz manipulacji podwładnymi. Po czym można poznać takie placówki? Charakteryzuje je występowanie w relacjach między właścicielem a pracownikami następujących formy zachowań i postaw:

1.Skrajne podporządkowanie właścicielowi (kierownictwu) szkoły, który używa subtelnych sposobów uzależniania swoich pracowników od siebie np. zatrudniając ich wraz z członkami ich rodzin), gdyż w ten sposób poziom lojalności warunkowany jest szantażowaniem możliwości zwolnienia któregoś z jej członków z pracy, jeśli nie będzie mu uległa. Dzięki temu może też przenikać do funkcjonowania ich we własnych rodzinach tak, by ich życie było podporządkowane interesom jego firmy. Właściciel szkoły wywiera tez presję na swoich podwładnych, by ci rezygnowali nawet z własnych zainteresowań niezwiązanych z pracą oraz zrywali więzy rodzinne, przyjacielskie i środowiskowe. Oni muszą być dla niego dyspozycyjni.

2.Deprecjonowanie krytycznego myślenia – jest konsekwencją powyższych uwarunkowań. Właściciel szkoły nie znosi pracowników krytycznych lub przeciwstawiających się jego poleceniom, choćby te przyczyniały się nawet do strat. Zawsze wytłumaczy to sobie ich kontestacją, zbyt późnym lub zbyt słabym zaangażowaniem itp. Wszelkie odstępstwa od usłużnej lojalności są surowo karane (pozbawianiem nauczycieli czy pracowników administracji premii, szykanowanie ich a nawet zabranianie innym kontaktowania się z nimi). Obowiązuje w takiej szkole spolaryzowany obraz świata, czyli budowanie kultury organizacyjnej na antagonizowaniu wzajemnych relacji między pracownikami tak, by nikt nie wiedział, kto na kogo donosi, kogo obserwuje i jak wykorzystuje ich do niszczenia wszelkich postaw krytyki czy niezadowolenia. Dla zmiękczenia „opornych” osób władza puszcza plotki, intrygi, by tym samym utrzymywać wszystkich w napięciu niepewności, ale i wdzięczności jej za okazywane dobro, jakim jest zatrudnienie ich w danej firmie.

3.Manipulowanie uczuciami to wywieranie presji na pracowników przez urządzanie im „teatru własnej wrażliwości, załamań, histerii, wpadania w złość, by za chwilę okazywać im swoje uwielbienie i wdzięczność. Nikt nie może być pewnym, jak nastrój szefa będzie rzutował danego dnia na możliwości realizowania własnych obowiązków. Jedną z najchętniej wykorzystywanych technik zarządzania szkołą jest konstruowanie tzw. spotkań integracyjnych, by wywołać czy wzmacniać „rodzinne” uczucia wobec instytucji czy zachowań euforycznych właściciela, kiedy ma jakiś sukces. W takiej społeczności zarządza się tak, by poszczególni pracownicy nie mogli wnosić swoich oczekiwań, realizować własnych potrzeb czy aspiracji, gdyż musza one być podporządkowane zamiarom kierownictwa.

Często stosuje się też formy wywierania presji na pracowników, by uczestniczyli w różnorodnych imprezach poza godzinami pracy np. wyjeżdżali z szefem na weekend, spędzali z nim czas wolny, służyli mu okazując tym samym swoją wierność i lojalność, ponosząc zarazem dodatkowe koszty na rzecz szkoły. Tak więc nauczyciele muszą nieustannie wymyślać imprezy, które choć niewiele mają wspólnego z funkcjonowaniem szkoły wyższej, to jednak mają odciążyć jej budżet od kosztów marketingowych. Muszą więc organizować sesje, konferencje, szkolenia, kursy cokolwiek, byleby tylko można było wrzucić na stronę internetową danej szkoły i tym samy zaświadczać o jej wyjątkowym charakterze. Klienci i tak nie zorientują się, czemu to służy i po co się to organizuje.

4. Przedkładanie interesu firmy nad dobro jednostki, które jest wyraźną już cechą obowiązującej w niej kultowości. Wmawia się pracownikom, że tylko tu mogą się realizować, nawet na początku udostępnia się im do tego stosowne środki, by myśleli, że tak będzie zawsze, a może nawet jeszcze lepiej, by nabrali przekonania, że znaleźli się w wyjątkowym środowisku. Towarzyszy temu przedłużanie czasu pracy poza godziny ustalone w umowie o pracę, wprowadzanie do niej aneksów pod pozorem zmieniającego się prawa (mało kto to sprawdza) czy nawet wykorzystywanie nieznajomości prawa do pozbawiania pracowników części ich dochodów. Otwierając jednostki pozauczelniane można do nich kierować tych, którzy są mało pokorni. Wdrukowuje się pracownikom przekonanie, że powinni więc poczucie sensu pracy dla sprawy większej, niż zarabianie pieniędzy. Nie wypada nawet pytać się o podwyżki, czy o powody zmian w warunkach pracy.

Zdaniem prof. Arnotta powyższy styl zarządzania jest przejawem zwyrodnienia kultury organizacyjnej, gdyż dążenie do sukcesu odbywa się tu za wszelką cenę i kosztem pracowników. W takich szkołach preferuje się niezwykle wspomagające kultowość organizacyjną nasilenie orientacji na wdrażanie biurokratycznych procedur, by pracownicy mieli wyznaczone przez władzę tory postępowania i wykonywania swoich obowiązków. Zdaniem Arnotta taką firmę cechuje też wprowadzenie przez właściciela "nieprzemakalności informacyjnej” w stosunku do podmiotów zewnętrznych, czyli np. wyznaczenie rzecznika prasowego, ukrywanie rzeczywistych danych o szkole na stronie internetowej, które mogłyby świadczyć o jej niskiej efektywności (np. nie publikuje się informacji o miejscu w rankingu, nie podaje się informacji o wynikach egzaminów dyplomowych itp.).


(źródło: T. Ochinowski, W. Grzywacz, Kult korporacyjny jako specyficzny sposób funkcjonowania organizacji w warunkach turbulentnych, w: Zmiany jako czynnik rozwoju organizacji, red. M. Lisiecki, Lublin: KUL 2003)

1 komentarz:

  1. Ja pamiętam sytuację kiedy w czasie semestru przyszła na ćwiczenia miła kobieta. To był przedmiot psychologiczny, a ona zaleciała nam czytać książkę o czakrach i udowadniała że woda leczy. Pamiętam że podszedłem do niej któregoś dnia i powiedziałem wprost że to co robi wychodzi poza jej kompetencje zawodowe, że znam się na sektach i jeżeli nie zaprzestanie to zgłoszę to do władz szkoły. Przestała, ale ja oblałem egzamin. Ale warto było tak postąpić, zgodnie ze sumieniem.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.