wtorek, 17 maja 2011

Nieudolna krytyka pedagogiki




Do krytyki pedagogiki jako nauki włączają się dzisiaj młodzi, ale jak się okazuje niekompetentni filozofowie, którzy – nie znając współczesnych dokonań pedagogów – wykazują „słabość” pedagogiki jako nauki praktycznej. Powołują się przy tym, nie wiedzieć dlaczego, na tezy Tadeusza Lewowickiego, który akurat bardzo dobrze zna dorobek tej nauki, jak i w naturalny sposób dopełnia go o studia krytyczne. (A. Salamucha, 2010, s. 134).

Oto przedstawicielka filozofii młodego pokolenia - Agnieszka Salamucha z KUL w Lublinie, w ślad za swoim opiekunem naukowym Andrzejem Bronkiem, kieruje zarzut przeciwko pedagogice jako nauce, że jest ona w zbyt małym stopniu teoretyczna, a w zbyt dużym zajmuje się aplikowaniem praktycznych umiejętności do sytuacji wychowawczych. Jej praktyczny charakter jest dla niej czymś nagannym, choć - sama sobie przecząc – stwierdza zarazem: Współcześnie odróżnienie nauk tzw. teoretycznych od praktycznych nie jest ani ostre, ani samozrozumiałe. Poza tym trudno wskazać takie nauki, gdzie nie prowadzi się badan teoretycznych.(tamże, s. 136) Odium nienaukowości pedagogiki bierze się w jej przekonaniu stąd, że na podstawie wypowiedzi pedagogów trudno jest się jej domyśleć, w jakim znaczeniu posługują się oni terminem wychowanie.

O utracie dominacji pedagogów w przestrzeni publicznej, w tym właśnie praktycznej, jaką staje się zagospodarowanie sfery wiedzy potocznej typu folk psychology przez psychologów, a nie refleksyjnych pedagogów czy teoretyków wychowania, mają świadczyć liczne poradniki na temat wychowania i programy medialne, których autorami są psychologowie, neurolodzy, tylko nie pedagodzy. Autorka tych opinii wprowadza przy tym w błąd czytelników, wzmacniając swoje – niczym zresztą nie poparte – przekonanie, że nawet telewizyjna „superniania” - Dorota Zawadzka jest psychologiem. Nie wie, że z pierwszego wykształcenia jest ona także pedagogiem.


Poziom demagogii, a nie sztuki prowadzenia rzetelnych analiz naukowych stanu rozwoju pedagogiki, odsłania A. Salamucha w dalszej części swojej krytyki nauki, której przedstawiciele ponoć nie są w stanie zgodzić się ze sobą co do tego, które z pedagogicznych doktryn można nazwać teoriami, a które nie. (tamże, s. 137). Co gorsza, mamy tu do czynienia z manipulacją tekstem z wstępu do książki, której krytykująca nie przeczytała. Podaje bowiem nie tylko niewłaściwy jej tytuł i datę wydania, ale także przypisuje autorowi to, czego on nie napisał. Stwierdza bowiem, że przywołany przez nią pedagog niemiecki (…) postuluje wręcz stworzenie kategorii (pseudo) „teorii” pedagogicznych („nie maja statusu koncepcji teoretycznej w nauce o wychowaniu”), do których zalicza m.in. pedagogikę Montessori, Freineta, pedagogikę antyautorytarną i antypedagogikę. (tamże, s. 137)

Otóż Krüger nie tylko nie postuluje, ale i nie przedstawia tego, co mogłoby – w jego mniemaniu – podważać naukowość pedagogiki jako nauki. Wydany (z mojej zresztą inicjatywy) w Polsce przekład podręcznika tego niemieckiego pedagoga jest właśnie jednym z wielu przykładów na to, jak znakomicie rozwinęła się pedagogika jako nauka teoretyczna, a nawet metateoretyczna, o której on sam pisze następująco: Niejeden czytelnik może się wystraszyć i postawić pytanie, dlaczego ma się zajmować teoriami pedagogicznymi czy jeszcze bardziej skomplikowanie brzmiącą teorią nauki. Teoria nauki jako teoria o teoriach nauk o wychowaniu zajmuje się rożnymi szkołami i stanowiskami tej dyscypliny. Krótko mówiąc, chodzi o leżące u podłoża wzorce naukowego myślenia i działania. (H.-H. Krüger, 2005, s. 10)


Wczytując się w filozoficzną pseudokrytykę pedagogiki jako nauki w wydaniu A. Salamuchy, należy jeszcze odnieść się do powtarzanych przez nią za A. Bronkiem zarzutów, jakoby ta dyscyplina wiedzy była (…) pokrewna medycynie, która w niewielkim stopniu zajmuje się człowiekiem zdrowym. Lekarz zainteresowany jest raczej anomaliami i odchyleniami od normy w funkcjonowaniu ludzkiego organizmu. Podobnie pedagog-naukowiec byłby bardziej zainteresowany tym, co w procesie wychowania jest odchyleniami od normy, niż tym, co w nim prawidłowe. „Teoretyczna” wiedza pedagogiczna byłaby wartościowa wtedy, kiedy przyczyniałaby się do wyeliminowania nieskutecznych sposobów wychowania.(A. Salamucha, 2010, s. 138)

Krytykując owa filozofka nie wie, że w naukach pedagogicznych odchyleniami od normy zajmuje się pedagogika specjalna, zaś pedagogika skupia się na tym, co jest i powinno być normalne, zdrowe, właściwe w procesie rozwoju osób poddawanych wpływom pedagogicznym. Stawia wreszcie nonsensowne pytanie: Czy w imię obrony swojej naukowości pedagogika powinna zrezygnować z normatywności? I odpowiada na te kwestię, bez odniesienia do jakiejkolwiek rozprawy pedagogicznej, która miałaby być egzemplifikacją słuszności formułowanych przeciwko pedagogice zarzutom, w następujące sposób: (…) Zarzut – jak sądzę – wymierzony jest nie przeciw samym ocenom i normom, ale przeciw bezkrytycznemu podporządkowywaniu się pedagogiki różnego typu ideologiom, na podstawie których wyznacza się cele wychowania, konstruuje ideał wychowania, wyznacza kryteria wartościowania metod i środków wychowania, ale również określa przedmiot i cele samej pedagogiki jako nauki oraz uzasadnia się tezy (w tym interpretuje dane empiryczne).(tamże, s. 143) Powyższy zarzut o tyle jest bezzasadny, że dotyczy monoideologicznej pedagogiki okresu PRL, a ta, o czym jako naukowiec-filozof powinna wiedzieć, dawno już nie istnieje.

Filozofowie - Zur Sache! czyli wracajcie do bibliotek i czytajcie zanim zaczniecie cokolwiek krytykować!


Literatura:
Krűger H.-H., Wprowadzenie w teorie i metody badawcze nauk o wychowaniu, przekł. Dorota Sztobryn. Wstęp i opracowanie Bogusław Śliwerski, Gdańsk: GWP 2005.
Salamucha A., O niektórych słabościach metodologicznych pedagogiki, [w:] Metodologia: Tradycja i perspektywy, red. Monika Walczak, Lublin: Wydawnictwo KUL 2010.

14 komentarzy:

  1. Krytyka rzeczywiście głupia.
    Co nie znaczy, że pedagogika jest nauką. Ona bowiem nie ma procedur eksperymentalnej weryfikacji swoich pouczeń (kiedyś po prostu pochodziły one z doświadczeń nauczycieli-praktyków wszytskich szczebli, potem się zideologizowały i zdegenerowały w dążeniu do ideologiczno-politycznej poprawności!)
    Na dodatek w szybko zmieniającym się świecie wiele pouczeń się dezaktualizuje - niestety nie da się tego określić typową metodą akademickich pedagogów "widzi mi się, że ..., bo tak być powinno z różnych doktrynalnych powodów";-)

    OdpowiedzUsuń
  2. > że dotyczy monoideologicznej pedagogiki okresu PRL, a ta, o czym jako naukowiec-filozof powinna wiedzieć, dawno już nie istnieje. <
    Nieprawda, teraz mamy więcej ideologii w oficjalnym obiegu i każda sobie tworzy ideologiczną pedagogikę. Nadal jednak są one podporządkowane w całości ideologicznemu doktrynerstwu;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak Anonimowy pisze: Nieprawda, teraz mamy więcej ideologii ..., to niech to udowodni. Niech zacytuje jakiś konkret!

    OdpowiedzUsuń
  4. Historycy nie prowadzą eksperymentów, socjolodzy tym bardziej. Politycy w ogóle! a są naukami? Pedagodzy od czasu do czasu prowadzą eksperymenty, podobnie, jak czynią to psycholodzy.

    OdpowiedzUsuń
  5. HMN. Zainteresował mnie fragment wypowiedzi 'anonimowego': "Ona [pedagogika n] bowiem nie ma procedur eksperymentalnej weryfikacji swoich pouczeń...' - stąd jak rozumiem pedagogika nie jest nauką...

    A czy Pan/Pani chciałby/chciałaby, aby pedagodzy weryfikowali swoje pouczenia eksperymentując na wychowankach? Badania nad fenomenem wychowania moim zdaniem nie wymagają takowych eksperymentów, co więcej, pedagogika pozytywistyczna to tylko jeden z kierunków (dla mnie zresztą już przebrzmiały), o czy wiedzą studenci I roku (oczywiście ci, którzy czytali podręcznik pod redakcja autora blogu i Zbigniewa Kwiecińskiego).
    -------------
    Co do samej postaci Andrzeja Bronka, na którego wykłady miałam przyjemność (prawdziwą) chodzić - odnoszę wrażenie, że zatracił on zdolność rozmowy z szarym, zwykłym pedagogiem...sam zresztą podkreślał, że jego pedagogika jako nauka praktyczna nie interesuje To zubaża jego koncepcje,tym bardziej koncepcje jego uczennicy, która, mam wrażenie nie buduje własnego warsztatu pracy.
    Podsumuję, jeśli mogę swój wpis refleksją: "pedagogika służy człowiekowi, a nie człowiek pedagogice".

    OdpowiedzUsuń
  6. >A czy Pan/Pani chciałby/chciałaby, aby pedagodzy weryfikowali swoje pouczenia eksperymentując na wychowankach?<
    Nie ma innej drogi!!!Jeśli akademiccy pedagodzy coś głoszą i propagują jakieś podejścia to rozumiem,że po to by je stosowano;-)Więc najpierw trzeba te wskazówki na małych próbkach i pod kontrolą wdrożyć. A to oznacza również porządne badanie co z tego stosowania wynikło...;-) Inaczej mamy do czynienia z "mniemanologią stosowaną" i szaleńczo-zbrodniczymi eksperymentami na całych pokoleniach!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za komentarze. Sam prowadziłem eksperyment pedagogiczny w szkole, zatrudniając się w niej w tym celu, a także uzgadniając wszystkie jego elementy, założenia, zasady realizacji i korekty z rodzicami dzieci. Każdy mógł na bieżąco nie tylko włączać się w ten proces, ale i go monitorować oraz mieć dostęp do wyników.
    Jestem dumny z jakości, efektów tego eksperymentu. Jak słusznie pisze Anonimowa - służył on przede wszystkim dzieciom, gdyż nie był to proces wprowadzany w szkole ze względu na potrzeby awansu naukowego (w tym czasie pisałem rozprawę habilitacyjna z pedagogiki ogólnej), ale właśnie uruchamiany z troską o uczniów i ich rodziców. Wszyscy udowodniliśmy (są liczne na ten temat publikacje), że w szkole publicznej edukacja może byc nie tylko przyjazna dziecku, ale i wysoce kompetencyjna, wspomagająca tak rozwój dzieci, jak i rodziców w rozwiązywaniu przez nich własnych problemów wychowawczych czy edukacyjnych.
    Każdy nauczyciel mógł w szkole analizować efekty naszej pracy. Ważne było tylko to, by nikt temu eksperymentowi nie przeszkadzał. Tu konieczne jest zaufanie i uczciwość.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pisałem juz w blogu o tym, że w polskich uczelniach na wydziałach pedagogicznych czy w szkołach niepublicznych nadal nie ma powołanych komisji do spraw etyki badań naukowych.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie bardzo mogę zrozumieć intencje Anonimowego. Być może po prostu nie rozumiem, co miał na myśli pisząc o "pouczeniach" i o konieczności ich "weryfikacji eksperymentem".
    Jestem pedagogiem; pedagogiką zajmuje się zarówno od strony teoretycznej (napisałam i co ważniejsze obroniłam rozprawę doktorską z historii wychowania), jak i praktycznej (pracowałam jako pedagog w szkole, kilka miesięcy także jako świetliczanka. Mam za sobą także epizod terapeuty w ośrodku wsparcia dla ofiar przemocy w rodzinie).

    Dla mnie osobiście pedagogika nie jest nauką o pouczeniach - może inaczej - pedagog nie jest osobą, która mniema, głosi swoje tezy, daje innym wskazówki, poucza (tak jak chcą tego anonimowi). Co więcej, moje skromne doświadczenie podpowiada mi, że wychowankowie (nie tylko dzieci, ale i dorośli oraz osoby w wieku starszym) owych pouczeń nie chcą.

    Pan profesor opisał ideę eksperymentu pedagogicznego, w którym zachowana została podmiotowość wychowanka. Nie sądzę, aby ów eksperyment miał na celu wywołanie zmian w osobowości dzieci, nie testował Pan zapewne także swoich "mniemań".
    Moja konkluzja:
    Czym innym jest eksperyment mający na celu usprawnienie procesu edukacji, nadanie mu nowych kierunków, czym innym zaś eksperyment na dziecku, którego nigdy nie zaakceptuję.

    OdpowiedzUsuń
  10. >Dla mnie osobiście pedagogika nie jest nauką o pouczeniach - może inaczej - pedagog nie jest osobą, która mniema, głosi swoje tezy, daje innym wskazówki, poucza (tak jak chcą tego anonimowi). Co więcej, moje skromne doświadczenie podpowiada mi, że wychowankowie (nie tylko dzieci, ale i dorośli oraz osoby w wieku starszym) owych pouczeń nie chcą.<
    Wystawiasz złe świadectwo intelektowi pedagoów akademickich...;-)
    Tak jak medycyna jest nauką o metodach leczenia tak pedagogika mogłaby być nauką o (efektywnych!) metodach nauczania i wychowania.
    Nie da się jednak powiedzieć czy dana metoda jest efektywna (a nie jest tylko wynikiem fantasmagorii pomysłodawcy!) trzeba wypróbować jak ona działa i czy wogóle działa. Skoro i tak pedagodzy pouczają jak wychowywać i uczyć, to te pouczenia muszą być oparte na czymś więcej niż mniemania takiego czy innego doktrynera;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam wrażenie, że rozmawiam z laikiem, tak więc chyba podziękuję za rozmowę. Rozmowa to dialog, wymiana poglądów a nie próba siłowego i bezzasadnego przekonania oponenta.

    W którym momencie wystawiam złe świadectwo intelektowi pedagogów akademickich?

    Podaj proszę przykłady tych metod wychowania, które funkcjonują w rzeczywistości i są w twoim zdaniem fantasmagoriami pomysłodawcy? które nie zostały zweryfikowane? gdzie masz tych doktrynerów, którzy mniemają bez pokrycia? o których piszesz? czy zawsze konieczny jest dla ciebie eksperyment po to, by się przekonać czy coś jest dobrą metodą czy złą? czy nie znasz innej metody badań pedagogicznych, poza eksperymentem (choć, jak dostrzegam po wypowiedziach, twoje rozumienie eksperymentu pedagogicznego znacznie różni się od mojego ;-)

    Odnoszę zatem wrażenie, że piszemy o dwóch różnych sprawach.

    Metody wychowawcze są weryfikowane chociażby poprzez doświadczenie (jeżeli jestem rodzicem wiesz o czym mówię). Rzecz nie podlega jakiejkolwiek dyskusji. Niemniej jednak występuje przeciw prowadzeniu eksperymentów na dzieciach tak jak dajmy na to w Instytucie Biologii PAN prowadzi się badania na zwierzętach. Tu chyba się ze mną zgodzisz, prawda?
    Anonimowy napisał:
    "Więc najpierw trzeba te wskazówki na małych próbkach i pod kontrolą wdrożyć. A to oznacza również porządne badanie co z tego stosowania wynikło" - proszę przedstaw w takim razie zarys takiego "badania". Co byś tym sposobem badał? Wpływ solidnego lania na rozwój emocjonalny dziecka? ;-)

    Komentarze odnoszą się do wpisu Pana Profesora nt. nienaukowości pedagogiki. Nie twórzmy bzdur, proszę.

    OdpowiedzUsuń
  12. No i dalej "niekumaty" jesteś "pedagogu" uczelniany;-)
    >Co byś tym sposobem badał? Wpływ solidnego lania na rozwój emocjonalny dziecka? ;-) <
    Pedagogika nie tylko mówi czego nie robić, ale propaguje jakieś metody, których stosowanie zaleca.
    Skoro tak, to i tak zostanie przeprowadzone "badanie" ich skuteczności na młodzieży.Tyle, że na całej populacji naraz i bez kontroli oraz możliwości korekt popełnionych błędów.
    Więc, niekumaty uniwersytecki "pedagogu" ja bym chciał żeby te wasze recepty wypróbowywać może nie na szczurach, ale na małych próbkach i na was(taki mały eksperyment - "pedagog" uniwersytecki uczy i wychowuje w rejonowym gimnazjum w "złej" dzielnicy;-)]
    Bo np.taki Korczak czy inny Makarenko to tak robili - oni sobą i swoim działaniem pokazywali, że ich pomysły działaja. No ale oni nie byli "pedagogami" z uczelni;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak, dziękuję za ostatni komentarz.
    Myślę, że definitywnie kończy on jałową dyskusję - swoją drogą, wystawiłeś świadectwo swojej kultury, że o inteligencji i wiedzy nie wspomnę.

    Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. A tak ad meritum twój umysł uczelnianego "pedagoga" jest w stanie coś z siebie wydusić?;-)
    Bo to ty sobie i kolegom wystawiasz [kiepskie!;-)] świadectwo intelektualne - zero argumentów same arbitralne oceny! Tak tacy jesteście - umiecie tylko bez uzasadnienia twierdzić(bądź z doktrynalnym, co na jedno wychodzi) , że coś jest be , a coś jest cacy. I tylko na tyle was stać;-)

    OdpowiedzUsuń