niedziela, 29 maja 2011

Dyskusji o pedagogice ciąg dalszy

Dyskusja w czasie poznańskiej debaty na temat stanu pedagogiki jako nauki i kierunku kształcenia już w pierwszej części ujawniła pewien stan dysonansu etycznego. Z jednej bowiem strony powiada się, że mądry, dobrze wykształcony człowiek jest potrzebny w trudnej rzeczywistości, a więc chociażby z tego powodu nie można mówić o upadku projektu oświeceniowego także w polskiej edukacji, a zarazem dodaje się, że zmagać się z nią mogą ludzie autonomiczni i moralni. Gdzie oni są, skoro ci, którzy to postulują, sami nie są ornitologami. Nie ulega wątpliwości, że w ostatnim dwudziestoleciu pedagogika zmniejszyła dystans w zakresie wysokiego poziomu naukowego w stosunku do nauk, z którymi współpracuje. Wydawane przez naszych naukowców podręczniki akademickie, monografie naukowe są na dużo wyższym poziomie, niż psychologiczne, socjologiczne czy politologiczne. Nie jest zatem tak źle. Trzeba tylko to dostrzec, a nie, kierując się zawiścią czy kompleksami, zwalczać ich autorów poza ich plecami czy budować intrygi, by utrzymać swój pseudonaukowy status. Pedagogika nie jest dzisiaj nauką gorszą i nie ma wcale gorszych pól problemowych, które są przedmiotem zainteresowań badawczych.

Zmienia się misja uniwersytetu. Czy rzeczywiście tworzenie uniwersytetów globalnych jest opłacalne? Co z pozostałymi uniwersytetami? Czy uniwersytet może dzisiaj konkurować z mediami i innymi źródłami wiedzy? Czy jest zapotrzebowanie na wiedzę krytyczną? To oczywiste, że w najlepszych uniwersytetach są najlepsi studenci, a więc trudno jest je ze sobą porównywać, gdyż już na wejściu nie wszystkie uczelnie mają te same szanse. Jak prowadzić w uniwersytetach badania podstawowe, skoro ich wyników nie da się sprzedać na rynku? Nie każda wiedza jest przekładalna na gotowy, rynkowy produkt. Zanik badań podstawowych, redukowanie środków na badania metateoretyczne, metafizyczne jest pomniejszaniem kultury i osłabianiem wiedzy, dzięki której powinno się interpretować pedagogiczne zjawiska i wydarzenia.

W odróżnieniu od środowiska naukowego psychologów, pedagodzy okazali się w minionym okresie bardziej nielojalni, niesolidarni i skłóceni między sobą, przez co przegrywali w konkursach na badania własne, promotorskie i habilitacyjne. Niektórzy bowiem recenzenci spośród pedagogów, korzystając z anonimowości, obniżali swoje oceny, nie kierując się wcale poziomem naukowym projektów, tylko własnymi animozjami czy uprzedzeniami w stosunku do wnioskodawców. Dość często dochodziło do sytuacji, kiedy to dwóch recenzentów przyznawało projektowi badawczemu (w skali od 1 do 10 punktów) po 9-lub 10 punktów, natomiast „bezinteresownie życzliwy” tylko 3 pkt., a treść jego uzasadnienia całkowicie rozmijała się z założeniami merytorycznymi, metodologicznymi i celami projektowanych badań naukowych. Tak dalej być nie powinno.

Niestety, jak powiadano w toku tej debaty, mamy za sobą złą przeszłość i trudną teraźniejszość, a niektórym profesorom brakuje elementarnego poczucia przyzwoitości czy wstydu lub pokory. Przetrzymuje się na wydziałach „przestarzałych, nie wnoszących żadnego wkładu w rozwój dyscypliny adiunktów” kosztem rzeczywistego rozwoju tak danej jednostki, jak i jej zdolności do konkurowania w świecie nauki. Sprzyja się „zakupom” ludzi z dyplomami uzyskanymi w podejrzanych okolicznościach i poza granicami kraju, podczas gdy nie wspiera się młodych naukowców, by swoje uzdolnienia jak najszybciej inwestowali w naukę, prowadzili badania i współpracę międzynarodową, wydawali znaczące rozprawy. Dobrze się zatem stało, że Komitet Nauk Pedagogicznych Polskiej Akademii Nauk przyjął krytyczne stanowisko wobec tych Polaków, którzy habilitują się lub uzyskują tytuł naukowy profesora na Słowacji w sposób urągający nie tylko prawu, ale i dobrym obyczajom. Jak to jest bowiem możliwe, że ktoś w czerwcu przeprowadza w kraju przewód doktorski, a w listopadzie tego samego roku habilituje się na Słowacji? Cóż za geniusz sprawia, że nikt w kraju nie zna żadnej rozprawy z dydaktyki szczegółowej czy wyników aplikacji jakiegoś modelu edukacyjnego w przedszkolach lub szkołach pewnego doktora habilitowanego, a nagle pojawia się on z dyplomem profesorskim uzyskanym na Słowacji? Droga na skróty aż kusi niektórych i chętniej z niej korzystają, aby szybciej i bez rzeczywistego wkładu w naukę, uzyskać stopień czy tytuł naukowy.

Podkreślano też w toku tej debaty, że część naszych naukowców, którzy są zorientowani bardziej na badania w zakresie dydaktyk szczegółowych i ma uznany w tym zakresie dorobek w kraju, słusznie awansowało na Słowacji czy w Niemczech w sytuacji, gdy w tamtych krajach docenia się rozwój tej subdyscypliny w naukach pedagogicznych. Właśnie z tego powodu Komitet Nauk Pedagogicznych PAN skierował do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego stanowisko domagające się uznawania w dorobku naukowym pedagogów wytworzonych przez nich technologii edukacyjnych, środków dydaktycznych czy podręczników szkolnych.

Są jednostki akademickie, które staja się swoistego rodzaju „działem pomocy socjalnej” dla koleżanek i kolegów, którzy niczego nie tworzą, nie rozwijają, natomiast chętnie pracują w konkurencyjnych i w tym samym mieście prowadzących kształcenie na kierunku pedagogika niepublicznych szkołach wyższych. Podtrzymuje się zatem pozór, by wykorzystując ich talenty dydaktyczne, obsadzać ich w większości zajęć, przymykając oczy na ich chałtury poza własną jednostką akademicką i bez poczucia skrupułów, że tym samym ich praca dydaktyczna staje się de facto źródłem finansowania wydziału czy instytutu dla nielicznych, a twórczo pracujących naukowców.

Dydaktyka akademicka staje się kontynuacją wćwiczania w kulturę pozoru. Nie reaguje się na ściąganie w czasie egzaminów, toleruje się plagiaty czy zakupione przez studentów w firmach (zapewne pracują w nich naukowcy) prace dyplomowe. Prof. Dariusz Kubinowski z UMCS w Lublinie dokonał żmudnej analizy oferowanych przez wszystkie uczelnie, prowadzące studia na kierunku pedagogika, specjalności, które w istocie staja się opakowanym w ładną nazwę oszustwem. Służą głównie kreatywnemu marketingowi, natomiast nie wyposażają młodych ludzi w wiedzę i umiejętności, które rzeczywiście są potrzebne i zgodne z koniecznymi do wykonywania zawodu kwalifikacjami. Wyłonił z ofert głównie uczelni niepublicznych aż 387 specjalności na kierunku pedagogika w tym np. resocjalizacja z animacją sportu i rekreacji; resocjalizacja z pracą sądową; Edukacja przedszkolna z diagnozą pedagogiczną; edukacja wczesnoszkolna z informatyką szkolna; pedagogika szkolna – pedagogika zdolności; pedagogika szkolna z przedsiębiorczością; opieka nad osobą starszą z językiem niemieckim; edukacja dorosłych i marketing społeczny; doradca zawodowy- konsultant itd., itd. Kicz kiczem pogania, a studenci za to płacą sądząc naiwnie, że ktoś ich zatrudni po tak pozorujących profesjonalną poprawność studiach.

9 komentarzy:

  1. Szanowny Panie Profesorze.
    Zacznijcie reformować polską rzeczywistość edukacyjną od "góry", od siebie. Liczba plagiatów wykrytych przez pana Marka Wrońskiego w pracach doktorskich, habilitacyjnych jest ogromna. Tacy ludzie kształcili nas kiedyś, teraz zaś kształcą nasze dzieci.
    Dlaczego Pan dziwi się specjalizacjom (pisząc "kicz kiczem pogania") skoro na każdym kroku słychać jaka to pedagogika ogólna jest zła, jaka nic nie wnosząca do rozwoju naszego kraju. Te specjalizacje ktoś tworzy - na czyjeś polecenie. Piętnujcie tych, którzy ten chory stan do nauki wprowadzili. Nie piętnujcie studenta, który kupuje prace - gdzie miał się nauczyć etyki? w szkole? w domu? w kościele? dziś nawet ksiądz kupuje za 50 złotych kazanie w internecie. Nie piętnujcie doktora, który pisał pracę wykorzystując źródła, które po latach okazały się być plagiatem.
    ----------------------

    Nie tak dawno pisał Pan o nieprawidłowej interpretacji słowa "liberalny". Osoba komentująca słusznie podkreśliła, że "liberalny" w pedagogice oznacza "zły". Czy zapoznal się pan z książką Stanisława Gałkowskiego" Rozwój i odpowiedzilność. Antropologiczne podstawy koncepcji wychowania moralnego" ? Już we wstępie autor pisze, że mamy trzy style wychowania (pisząc, że to podział powszechnie przyjęty w ramach psychologii wychowawczej): autorytarny, demokratyczny i permisywny, czyli liberalny. To co autor pisze o stylu liberalnym doskonale odzwierciedla to, o czym pisała owa Anonimowa. Książka Gałkowskiego ukazała się w 2003 roku...

    Dlaczego więc piętnować studenta, który powiela schemat? on nie ma takiej wiedzy i świadomości jak Pan Profesor. Student bierze książkę i czyta...swoją drogą nie wyobrażam sobie, żeby na mojej Alma Mater znalazł się wykładowca, poddający pod wątpliwość obecnie funkcjonującą interpretacje słowa "liberalny". Pedagodzy na uczelniach zwalczają się nawzajem, panie minister (i Szkolnictwa Wyższego i Edukacji Narodowej) robią co chcą, a piętnuje się studenta, albo doktora, który chciałby coś zrobić, ale sitwa i nepotyzm na uczelniach nie pozwalają.
    Ech. Szkoda pisać.

    PS. Dobrze, że Pan Profesor stwarza możliwość rozmowy.

    OdpowiedzUsuń
  2. anonimowy pisze: "Zacznijcie reformować polską rzeczywistość edukacyjną od "góry", od siebie." To znaczy od kogo? Pan Marek Wroński, chwała mu za to, opisuje przypadki plagiatorów w nauce, ale nie tylko w pedagogice. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, kto ich zatrudnia i przechowuje w uczelniach? Jakie to są szkoły wyższe, które chronią plagiatorów? Zdaje się prywatne. Część z nich już w ogóle nie pracuje. To proszę pisać o tom, pokazywać , ostrzegać kandydatów przed tymi, z którymi będą mieli zajęcia.

    Wszyscy musimy uczyć i wymagać etyki. To, ze ktoś postępuje nieetycznie, nie znaczy, ze mamy przymykać oko czy usprawiedliwiać plagiaty wśród studentów. Tu Anonimowy jesteś niekonsekwentny (-a).Dlaczego nie piętnować studentów? Przecież oni wkrótce staną się pracownikami szkół wyższych. Wówczas też będzie Anonimowy ich chronił i użalał się, ze mieli złe przykłady?

    Typologia stylów wychowania jest z epoki socjalistycznej. Doprawdy, aż wstyd, że jeszcze powiela sie te uproszczone schematy z lat 50.XX w. , kiedy służyły propagandzie do upełnomocniania socjalistycznej ideologii wychowania. To zdumiewające, że niektórzy nie czytają i nie analizują literatury współczesnej dotyczącej liberalizmu, pragmatyzmu, konserwatyzmu, itd., tylko wciąż odwołują się do populistycznych kategoryzacji.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Anonimowy nr 2

    "Typologia stylów wychowania jest z epoki socjalistycznej."

    Proszę nie mieszać stylów wychowawczych z polityką, bo pomyślę, że anonimowy krytykując ten podział kieruje się motywami i poglądami politycznymi.Proszę pamiętać, że zarzucając komuś mieszanie polityki do nauki, samemu narzuca się do nauki własne poglądy polityczne.

    W jednostkach szkoleniowo - klinicznych cały czas używa się tej klasyfikacji; liczne badania kliniczne dowodzą, że liberalny styl wychowania (typu: "rób co chcesz, daję ci pełną swobodę", brak zainteresowania dzieckiem, brak stawiania granic dziecku określane są mianem liberalnego stylu wychowania)przyczynia się do formowania patologicznych, niedostosowanych społecznie, skłonnych do nałogów i przemocy osobowości.

    Nawiasem mówiąc, takie treści przekazują psychologowie, terapeuci, którzy sami nierzadko wykazują liberalne poglądy polityczne.

    Tak swoją drogą, z moich obserwacji wynika, że z liberalnymi poglądami politycznymi identyfikują się jednostki, które albo były wychowane w domach w liberalny sposób, albo stosowano wobec tych osób przemoc i autorytarne podejście (w tym przypadku identyfikacja z liberalizmem jest rozumiana jako rodzaj nieświadomego, bądź świadomego buntu przeciw autorytarnym rodzicom); pokazują to liczne wywiady z osobami publicznymi, np. Tuskiem, prof. Czapińskim i nie tylko.

    Postudiujcie życiorysy znanych polityków o poglądach liberalnych, to zauważycie tę korelację;mam tu na myśli polską wersję liberalizmu, bo na Zachodzie ma on nieco inną (b-j rasową i dojrzałą postać); system wartości, światopogląd jednostki w istotnym stopniu uwarunkowany jest wczesnodziecięcymi doświadczeniami, konfliktami, czy urazami.

    I jeszcze jedna interesująca rzecz; w jednej z psychoanalitycznych książek (tłumaczenie z ang.), analityczka napisała ciekawą rzecz: dzieci liberałów (politycznych) często wyrastają na jednostki narcystyczne.Czy na autorkę również miał wpływ polski komunizm?

    OdpowiedzUsuń
  4. Dokładnie tak. Ja również cały czas spotykam ten podział - na uczelniach państwowych. Anonimowy nr 2 napisał, że to uczelnie prywatne chronią plagiatorów. Nieprawda. Z powodu ustawy o ochronie danych osobowych nie będę podawała nazwisk, ale takimi haniebnymi praktykami pracowników mogą poszczycić się i znane uczelnie lubelskie i kieleckie. Że o uniwersytecie szuwarno - bagiennym nie wspomnę (Uniwersytet Warmińsko - Mazurski). Znane są także przypadki z Bydgoszczy. Ale plagiaty to jedno. Druga, dla mnie ważniejsza sprawa, to nicnierobienie i publikowanie przysłowiowych gniotów. Książka o której wspomniałam wyszła w roku 2003 na KUL-u. Przecież musiała mieć recenzentów? Jak czytam tematy bronionych prac doktorskich, to włos na głowie mi się jeży. Mam tyko nadzieję, że za sprawą między innymi profesora Śliwerskiego pedagogika odbije sie od dna. Ale żeby tak sie stało młodzi pracownicy powinni mieć lepszy dostęp do finansowania swoich badań. Niestety z tego co widzę wcale nie najlepsi dostają fundusze - dostają je ci, którzy są przeciętni i nie zagrażają dyrektorom instytutów lub mają "tradycje rodzinne" i znajomości.

    ----------

    Co do niekonsekwencji w piętnowaniu plagiatów - byc może nie do konca sie zrozumieliśmy - ja pracując ze studentami stawiam jasne granice już na początku zajęć. Wole nie otryzma pracz w terminie, ni otryzma plagiat. Każdą pracę staram się sprawdzać (ot chociażby wpisując wyrywkowo parę zdań z wyszukiwarkę). Wiem jednak, że wielu ludzi nie tylko nie sprawdza prac pod kątem plagiatu, ale również w wielu przypadkach ich nie czyta (!). Nie dziwię się zatem studentom, że oszukują - sami doświadczają oszustwa na każdym kroku.
    ---------------
    I jeszcze jedna kwestia - nie każdy młody czlowiek w Polsce ma szansę studiować na najlepszych uczelniach, u najlepszych wykładowców. Znam wielu wspaniałych młodych ludzi, którym warunki pozowliły rozpocząć naukę w szkołach mniejszych, np. w PWSZ-ach czy Kolegiach. I są dziś wspaniałymi, krytycznymi pedagogami

    OdpowiedzUsuń
  5. "Nie tak dawno pisał Pan o nieprawidłowej interpretacji słowa "liberalny". Osoba komentująca słusznie podkreśliła, że "liberalny" w pedagogice oznacza "zły". Czy zapoznal się pan z książką Stanisława Gałkowskiego" Rozwój i odpowiedzilność. Antropologiczne podstawy koncepcji wychowania moralnego" ? Już we wstępie autor pisze, że mamy trzy style wychowania (pisząc, że to podział powszechnie przyjęty w ramach psychologii wychowawczej): autorytarny, demokratyczny i permisywny, czyli liberalny. To co autor pisze o stylu liberalnym doskonale odzwierciedla to, o czym pisała owa Anonimowa. Książka Gałkowskiego ukazała się w 2003 roku..."

    O tym pisze nie tylko w podręcznikach pedagogicznych, ale także w klinicznych oraz w jednym z najnowszych "Słowników psychologicznych" (Wydawnictwo Zielona Sowa, Kraków 2005, s.271; autor def.: dr Maria Ligęza). O autorce można poczytać tutaj: http://www.mnodn.kangur.edu.pl/profil.php?site=1&uid=1

    OdpowiedzUsuń
  6. PS.
    Może warto poprawić komunikację między psychologami i pedagogami? I jeszcze jedna sprawa: czy aby przypadkiem teorie pedagogiczne nie powinny opierać się na badaniach psychologicznych i klinicznych? Może zanim zacznie się popularyzować jakąś teorię nt. określonej metody wychowawczej, należałoby wcześniej stworzyć solidne psychologiczne i neurofizjologiczne podstawy teoretyczne, a następnie zweryfikować eksperymentalnie skuteczność danego podejścia? No i ujednolicić terminologię: nie może tak być, że pedagog sobie, a psycholog sobie...

    A student, jak to student, ma się nauczyć tego, czego wymaga od niego wykładowca; nie ma też na tyle szerokiej wiedzy i doświadczenia, żeby mógł ocenić, czy wykładowca mówi prawdę, czy przekazuje fałszywe informacje.

    O 3 stylach wychowawczych wiem od wykładowców - psychologów; to oni przekazują takie informacje.

    OdpowiedzUsuń
  7. PS.2 Podana tu klasyfikacja jest autorstwa prof. Marii Przetacznikowej:

    "Styl wychowania liberalny bazuje natomiast na całkowitej swobodzie pozostawionej dziecku. Wychowawcą staje się więc dziecko, a rodzic spełnia jego wszelakie zachcianki. Może to wynikać z braku uczuć w stosunku do dziecka i związanego z tym brakiem zainteresowania jego rozwojem. Częściej zdarza się jednak, że jest rezultatem bezradności rodziców i brakiem umiejętności egzekwowania jakichkolwiek reguł postępowania. Może się to wiązać z nadmierną miłością i koncentracją na dziecku. Częściej odnosi się to do jedynaków lub dzieci najmłodszych w rodzinie. T. Biernat ten rodzaj miłości nazwał „ślepą miłością”. Rodzice liberalni aprobują każde zachowanie dziecka, są nawet w stanie tolerować zachowanie negatywne w imię wolności dziecka, jego indywidualności, swobodnego rozwoju. Przyczyna takiego sposobu wychowania dziecka może być protest wielu rodziców przeciw twardej i surowej karności, w jakiej ich wychowano.
    B. Nawroczyński nazwał ten rodzaj swobody w wychowaniu swobodą negatywną, ponieważ oznacza ona uwolnienie „od czegoś”: czyli od norm i ograniczeń związanych z życiem w społeczności, od których naprawdę uwolnić się nie można. Dlatego byłoby lepiej, gdyby rodzice zdawali sobie sprawę z tego, że wychowanie powinno dążyć do bazowania na swobodzie pozytywnej i wykształceniu u dziecka „wolności do czegoś”. Wolność nie jest więc pozbawiona przymusu, ale jest to przymus wewnętrzny, któremu jednostka poddaje się dobrowolnie, bo jest on zgodny z jej systemem wartości. Ostatecznie więc wychowanie powinno opierać się na zasadzie zastąpienia rodzajów przymusu i swobody, mających niższą wartość wychowawczą przez takie ich rodzaje, które mają wyższą wartość wychowawczą.
    Rodzice liberalni chronią dziecko przed konsekwencjami jego negatywnego postępowania i przed dyskomfortem psychicznym z tego wynikającym.
    Jednocześnie uzależniają dziecko od siebie, ponieważ tylko oni są w stanie spełniać jego zachcianki i zrozumieć samo dziecko. Otoczenie dalsze może nie wykazać tyle tolerancji na wybryki dziecka i tym samym powoli odczuć dziecku swoją niechęć i brak akceptacji dziecka.
    J. Korczak uważa, że niekiedy powodem takiego zachowania rodziców jest chęć odłożenia na później tego ważnego zagadnienia z lenistwa i tchórzostwa oraz bezmyślności i braku odpowiedzialności za losy dziecka.
    Nieumiejętne reagowanie rodziców już na pierwsze próby uczenia się przez dziecko zaspokajania potrzeb może doprowadzić do bardzo przykrych konsekwencji już we wczesnym dzieciństwie. Wykształci się w tym dziecku postawa konfliktowa. Jest to postawa żądań pretensji i nieuzasadnionych wymagań. Wokół takich dzieci tworzy się atmosfera napięcia. Dziecko, któremu wszystko wolno, nie umie zachowywać dystansu wobec innych ludzi, co powoduje liczne z nimi konflikty. Może się to nawet przenieść na konflikty z rówieśnikami. Dziecko takie zawsze chce dominować w grupie, nie umie podporządkowywać się regułom zabawy czy gry. Obraża się z byle powodu. Pomimo, że rodzice tak bardzo starają się, zaspokoić wszelkie jego zachcianki, nie umie być szczęśliwe(...).

    Opr.: Izabela Cholcha: http://tinyurl.com/43cttyw

    OdpowiedzUsuń
  8. Powinni odejść tzw. "wieczni doktorzy" na uczelniach państwowych. Plagiat powinien być napiętnowany, zwłaszcza u wykładowcy, to powinno się równać usunięciu z uczelni ze skutkiem natychmiastowym.
    A gniotów nic nie wnoszących do nauki- jest masa.
    Znam jednego dr hab., co w dorobku na habilitację miał 1 książeczkę, chudzieńką i pisaną z punktu widzenia pedagogiki o andronach muzycznych (nie jest muzykiem, ale pedagogiem). Całe życie "przeszkadzał innym", utrącał kariery, przez te ze 40 lat pracy naukowej ma z 5-8 rozdzialików. Teraz jest rozżalony, że młodzież się nie rozwija, że nauka nie taka. Czepia się przy doktoratach, nic mu się nie daje do recenzji- bo wszystkie byłyby negatywne.
    Takich i podobnych osób w pedagogice jest wiele. Dlaczego nie zwalnia się ich? Dlaczego dla zdolnych pozostają umowy zlecenia na prywatnych szkółkach i zastój w rozwoju- bo gdzie wydadzą książki, skąd na badania. Granty to ułuda, musi być podpisany pod nie profesor i najlepiej z publicznej uczelni. A jak jest dopisany, to najczęściej niewiele robi, czarną robotę wykonuje za niego doktorant.
    Jeden prof belwederski kazał w swoim zakładzie wszystkim pracownikom sprawdzać swoje prace magisterskie z seminarium. Tak przez wiele lat. Cały czas pisał pisma o nagrody, o dodatkowe pieniądze, bo tak ciężko pracuje. Inni tego nie widzą? Widzą. Ktoś powie, trzeba było zgłosi dyrekcji, odmówić. Jeden tak zrobił i stracił pracę.
    Mógłbym tak wiele.
    Ale to świadczy o nas samych, o kondycji.

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam cieplo,
    Z wielkim zainteresowanie przeczytałam powyższa dyskusje nie tylko dlatego ,że jako pedagog dotyczy mnie ona w sposób oczywisty ale tez daltego,że osobiście poznałam " życzliwych pedagogów" ...
    Nie rozumiem,nie mogę zupełnie pojac czemu Państwowe Uczelnie początkowo starają się o najlepszych kandydatow a później o nich zapominają gdy okarzą sie zbyt zdolni...
    Jestem zbulwersowana faktem jak wielką zazdrość mozna spotkac na uczelnianych korytarzach i jak wiele można załatwić przez przysłowiowe "znajomości".Znam min.przypadek gdzie Doktor X zaczoł spotykac sie z młodszą studentką ,która nie cały rok później bez żadnych osiągnięć naukowych,wyróźniających sie wyników w nauce itp dostała na "cichym" i oczywiście zapewne jednogłośnie przeprowadzonym spotkaniu rekrutacyjnym miejsce asystenta na Państwowej uczelni ! Czy tak ma to wyglądać? Czy faktycznie wiedza,umiejętniości i osiągnięcia nic w tym temacie nie znaczą?
    Pegagodzy zapomnieli ,że najważniejsze jest serce i zwyczajna ,ludzka dobroć-jak więc mają się odbić od skłóconego "dna" skoro są zbyt zajęci zazdrością i swoją pyszałkowatością.

    Wierze,że pewnego dnai będe dumna jaki Uniwersytet skończyłam lecz narazie czuje jedynie wstyd i rozczarowanie ,że uczęszczałam do tak zakłamanej placówki i ,że ja wielokrotnie reprezentowałam na konferencjach,wystąpieniach itp i nie boję się o tym głośno mówić.

    OdpowiedzUsuń