niedziela, 13 marca 2011

Postpedagogika wytrzymałości granic codzienności naszego życia


Życie jest darem, który może ulec chwilowemu lub całkowitemu osłabieniu czy nawet zatrzymaniu w różnych jego momentach, wymiarach i zakresach. Sytuacje graniczne, których doświadcza dziecko czy osoba dorosła stają się chwilowym uświadomieniem jego kruchości lub mocy, trwałości lub niepewności, wartości lub bezsiły. To w takich sytuacjach okazuje się, kim tak naprawdę są ci, którzy, z którymi dotychczas żyliśmy, spotykaliśmy się, realizowaliśmy określone zadania czy role. To na granicy faktów i fikcji rozpoznawane są realia i potencjalne możliwości naszego istnienia, jego sensu czy głęboko skrywanych przed sobą lub innymi nadziei lub marzeń, choć te jeszcze spełnić się nie mogą. Można wierzyć w to, że jeśli tym razem udało się pokonać barierę istnienia, to, choć jesteśmy osłabieni, wzmocni nas w tym, czego dotychczas być może tak wyraźnie nie docenialiśmy.

W niezamierzonych przez nas sytuacjach, traumatycznych, losowych, nagłych czy wybuchających po długotrwałym procesie przenikających do naszego bytu toksyn, sprawdza się nie tylko moc własnego organizmu, cielesności, jego sprawności, odporności psychiki, trwałości uczuć czy wierności własnej duchowości, ale – jak pisała o tym poetka pedagogiki humanistycznej – Irena Conti Di Mauro – doznajemy prawdziwego blasku zwykłej codzienności. To właśnie w takich momentach możemy ją dobarwiać, usuwać z niej czerń czy odcienie szarości, (…)bo przecież człowiek sam maluje swoje dni farbami z wielkiej kadzi życia, jeżeli tylko patrzy i widzi, słucha i wsłuchuje się, czuje i myśli i potrafi kochać nie tylko samego siebie. Tych kilka tak naturalnych umiejętności, które potencjalnie są w każdym z nas, sprawia, że ten „dzień jak co dzień” komponuje się w różnorodną i żywą harmonię kolorów, cieni i światłocieni także z szarym gdzieś w głębi tle.

Życie każdego z nas, niezależnie od różniących nas cech, statusów, sukcesów i porażek jest ustawiczną edukacją w codzienności, której:

trzeba się uczyć codziennie,

tej niby szarej tej wręcz bezbarwnej

tej powszechnie niedocenianej

tej wiecznie przegrywającej

z często wyimaginowaną niecodziennością.

Codzienność jest jak pierwszy elementarz

tyle że człowiek musi go sam napisać

A potem czytać i odczytywać to co niesie każdy dzień

I od niego zależy jak tę niby bezbarwność wypełnić

Kolorem sensu działania w najdrobniejszych sprawach (…).


Spotykamy na swojej drodze ludzi prawych i zakłamanych, godnych i niewiarygodnych, wierzących i niewierzących, mądrych i bezmyślnych, pasjonatów i pasożytów, dzielnych i konformistów, wolnych i zniewalających, pełnych miłości i nienawiści, życzliwych i wrogich, autentycznych i cyników, profesjonalistów i pozorantów itd., itd. Z tych spotkań z nimi tworzymy rodziny osób nam bliskich lub dalekich.

Z tych spotkań bez wielkich spóźnień

uczę się żyć to znaczy odganiać

złe podszepty myśli i serca

z tych spotkań do których jak dotąd nie doszło

pozostaje poczucie winy

że tak mało we mnie jeszcze

tego co być powinno.


Może zbyt często pozwalamy innym na to, by pozbawiali nas naszej godności, naszych praw, suwerenności, w imię doraźnych korzyści, które i tak prędzej czy później obrócą się przeciwko nam, gdyż zostaną bezwzględnie wykorzystane przez tych, którzy nami manipulują. Kuszą by zniewalać, a my dajemy zwieść się złudzeniom i największym oszustwom, które same siebie zachwalają i każą wierzyć, że jedynie ten jest szczęśliwy, kto nas trzyma w garści.

Może zbyt często chęć posiadania

przechodzi niezauważalnie w niczym

nieujarzmioną rządzę

i zaczyna górować nad samym sensem

naszego codziennego życia

a jest nim pozostaje

gdziekolwiek i kiedykolwiek

drugi człowiek.


To, że ktoś ma władzę, funkcję, a nawet majątek nie czyni go z tego tytułu tym, z którym warto grać na cztery ręce. Do tego: (....)

niepotrzebny jest fortepian

ani muzyczne wykształcenie

trzeba się tylko umówić

na wspólny koncert –

i grać go także na strunach duszy.


Trzeba tylko tę duszę posiadać i wyrażać ją w codziennych działaniach, a nie w deklaracjach, które spala fałsz rozstrojonego instrumentu własnej roli. Jak niezwykle pięknie i trafnie pisze poetka: (…)

Zawód „człowiek” – z czego nie wszyscy

zdają sobie do końca sprawę –

to takie kwalifikacje które trzeba

doskonalić całe życie bez szansy

na tytuł docenta ba nawet doktora

h a b i l i t o w a n e g o

ponieważ chodzi o ciągły proces

re – habilitacji człowieka

by człowiek człowiekowi

nie był przysłowiowym wilkiem

który wychodzi z lasu na światłość

podkrada się zagryza wszystko co ludzkie
(…)

Postpedagogika humanistyczna jest tą, która jako jedna z nielicznych odmian tej nauki i praktyki wymaga zgodności duszy pedagoga z ideami, które głosi. Bo:
(...)

Dusza to taki instrument wielostrunowy

dotykasz jednej ze strun

i już reszta rozbrzmiewa czułością.



(Wykorzystano fragmmenty wierszy z tomiku: Ireny Conti Di Mauro (Lubię codzienność..., PIW, Warszawa 2005)

7 komentarzy:

  1. "Spotykamy na swojej drodze ludzi prawych i zakłamanych, godnych i niewiarygodnych, wierzących i niewierzących, mądrych i bezmyślnych, pasjonatów i pasożytów, dzielnych i konformistów, wolnych i zniewalających, pełnych miłości i nienawiści, życzliwych i wrogich, autentycznych i cyników, profesjonalistów i pozorantów itd., itd.".
    Bardzo zdziwiło mnie ustawienie, w tak przytoczonych parach przeciwstawieństw, osób niewierzących. Czy aby na pewno wierzący-niewierzący, to taka sama różnica jak "pasjonat - pasożyt" czy "mądry-bezmyślny"? To pewnie jakieś przejęzyczenie.

    OdpowiedzUsuń
  2. To tylko przykład na różne kryteria dla stosowanych w codziennych wypowiedziach zróżnicowanych kryteriów polaryzacji postaw, a nie konsekwencja zastosowania jednego z nich.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wtrącam tylko jako dygresję, w nawiązaniu do słowa Marty: nie uznaję słowa niewierzący. Takie słowo nie istnieje. Są tylko wierzący. Jedni wierzą, ze bóg istnieje, inni - że nie istnieje.
    Ale ten wątek nie jest istotą Pana wpisu. Zatem cdn.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Jesteśmy nowicjuszami w każdej epoce życia".
    Bardzo mądry i poruszający ten Pana wpis. Jakże niemodny, nie pasujący do dynamicznego optymizmu płynącego z mediów, ani do pragmatyki codziennej efektywności, ani do drobiazgowej i żmudnej praktyki szkolnej. Czy jest czas i miejsce na takie refleksje w szkołach ? Wśród nauczycieli i w ich relacjach z uczniami oraz z rodzicami ?Jaki jest sens codzienności ? Jaki jest sens edukacji ? Jak możemy pomóc człowiekowi w szukaniu odpowiedzi ? Człowiekowi, który ma 7-10-14-18 lat ? W jakim stopniu szkoła pomaga, a w jakim szkodzi i przeszkadza ? Czy szkoła ma być tyko miejscem wchłaniania wiedzy, oswajania się z technologiami IT, ewaluacji i testowania umysłu ? Jak przygotować do godnego życia nie tylko przyszłego inżyniera, lekarza czy nauczyciela, ale również kierowcę TIRa, kasjerkę w markecie, czy operatora wóżka widłowego ?
    Jaki potencjał tkwi w każdym z nas ? Jaki potencjał tkwi w nauczycielu, w uczniu ? Czy to pytanie bywa przedmiotem zainteresowania, rozważań i refleksji w trakcie posiedzeń rady pedagogicznej lub wywiadówek ? - Człowieku, o czym ty mówisz ? Przestań filozofować, zejdź na ziemię ! Przed nami ewaluacja, testy, tabelki, zarządzenia, plany, sprawozdania, projekty, kontrola, gonitwa, ... . Musimy zadbać o dobrą średnią. Potencjał zostaw sobie na wakacje.
    Spotykamy ludzi różnych. Widzę to jeszcze inaczej: te różnorodne cechy, lepsze lub gorsze, są przemieszane w każdym z nas. Bywa, że jedne lub drugie są dominujące. Często bywa tak, że te dobre i piękne cechy są uśpione w człowieku. To jest ten potencjał. Do jego wyzwolenia przydałby się jakiś katalizator. Co może nim być ? - Drugi człowiek, autentyczny dialog i szacunek, życzliwość i afirmacja. Tego potrzebuje każdy człowiek, więc również każdy nauczyciel i uczeń, każda szkoła.
    Myślę, że tak jak nie powinno się unikać rozmów o sensie życia, tak samo nie należy unikać pytań o sens, cele i fundamentalne zasady edukacji. Najprostsze pytania: po co chodzimy do szkoły, komu i jak ma ona służyć ?

    Z wyrazami uznania i szacunku
    Wiesław Mariański

    P.S.
    W zgodzie z zasadą SZID poprawiam - powinno być: "żądzę".

    OdpowiedzUsuń
  5. Co za tekst - niesamowity!... Niezwykły i tak symbolicznie wpisujący się w początek Wielkiego Postu - dla wierzących i niewierzących, i "wierzących inaczej" (dygresja do WM). Postu, w którym z pokorą odkrywamy wciąż na nowo sens śmierci i zmartwychwstania. Jeśli znajdziemy w sobie dość pokory... Tak, zgadzam się! Doświadczenia graniczne - to chwile, kiedy jednocześnie jesteśmy i tacy mali, i tacy wielcy.
    Mali - gdy doświadczamy skrajnej przygodności swego życia, własnej słabości, kruchości(dla ciekawych swego miejsca we wszechświecie: http://www.joemonster.org/gry/29884/Scale_of_Universe).
    Wielcy - gdy przekonujemy się, że taki marny okruszek, mimo całej swej małości, zasługuje na miłość, troskę przyjaciół... Że zasługuje na Dary Specjalnie dla Niego: na pamięć, słowo, list, na poezję. Na staranie, by wspierać go w nadawaniu sensu chwilom i całemu życiu. Tak. Doświadczenia graniczne przywracają ludzkiemu życiu, ludzkim problemom i ludzkim wartościom, właściwe proporcje; są nieoczekiwanym antidotum na rojenia wielkościowe - własne i innych. Jakie to proste... Dlatego są darem! Trudno o tym mówić, bo pewnie (prawie) każdy ma swoje własne doświadczenia graniczne. Jedno wiem: obdarowani tak pięknie potrafią obdarowywać innych!
    Pięknie dziękuję za te refleksje! Będę do nich wracać - nie raz...

    OdpowiedzUsuń
  6. Do wątku wierzący-niewierzący dodam swoje trzy grosze. Dają sie zaobserwować następujące postawy ludzi wobec "problemu Boga":
    1. Są tacy, którzy wierzą w Boga
    2. Są tacy, którzy wierzą że Boga nie ma
    3. Są tacy, którzy wierzą w konieczność zaprzeczania Jego istnieniu
    4. Są tacy, którzy wierzą w konieczność zaprzeczania jego nieistnieniu

    Grupy 3 i 4 nie są tożsame z grupami 1 i 2, bo ich członkowie nie zamierzają praktykować deklarowanych wartości a jedynie narzucać je jako powszechne

    5. Ostatnia grupa: tacy, którym cała ta problematyka wisi nacią od zwiędłej pietruszki, bo mają na głowie co innego

    Pytanie: czy dualistyczny schemat: wierzący-niewierzący w jakikolwiek sposób może oddać skomplikowane relacje pomiędzy tymi 5 grupami, skoro pomija istnienie trzech grup z pięciu?

    OdpowiedzUsuń
  7. Wierzący i niewierzący nie musi się odnosić wyłącznie do kwestii WIARY. A jeżeli tak, to przeciwieństwo jak najbardziej trafne.
    Teks boleśnie trafny.
    Joul

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.