wtorek, 22 marca 2011

Nauczyciele, uczniowie i rodzice wszystkich przedszkoli i szkół – łączcie się!


Niemalże każdy minister resortu edukacji narodowej, posiadający poczucie pewności, że będzie w nim rządził dłużej, niż 3 miesiące, starał się koniecznie udowodnić, jak bardzo chce współpracować z którymś z środowisk edukacyjnych, albo jak trzymać je na dystans, pokazując, jaką powinno ono odgrywać rolę w systemie oświatowym lub gdzie jest tak naprawdę jego miejsce.

Był taki minister, który nauczycielom groził laską, ostrzegając przed nieuzasadnionym buntem i strasząc zwolnieniami, czy taki, który burzył się, kiedy strajkowali, był też taki szef resortu edukacji, których ich dzielił na lepszych lub gorszych według przynależności związkowej lub stanu pochodzenia historyczno-politycznego, ale był też i taki, który niemalże w każdym swoim wystąpieniu publicznym powoływał się na ich misję i rolę społeczną, a nawet pomylił się w rachunkach, byleby tylko uzyskali godne płace, tracąc z tego powodu stanowisko, na własne zresztą życzenie.

Był też taki minister edukacji narodowej, który nie życzył sobie zbytniego zainteresowania uczniami, ich „upodmiotowieniem” (co za paskudne słowo), a nawet usunął ze szkół rzeczników praw ucznia. Polska jest jednak ciekawym krajem, więc nie ma się co dziwić, że wkrótce pojawił się taki minister edukacji, który przejawiał wysoce ambiwalentną postawę wobec młodzieży szkolnej, bo tę, która go popierała, wprowadził na salony swojego ministerstwa, powołując Radę Młodzieży, a tę, która protestowała przeciwko niemu i jego polityce oświatowej przed gmachem na al. Szucha 25 czy w innych miejscach kraju, napiętnował, a ponoć niektórych uczniów postraszył prokuraturą za ich kontestatorskie zachowania.

No i wreszcie był taki minister edukacji, który groził rodzicom, że nie będzie im wolno wtrącać się w sprawy szkoły, bo ta instytucja nie jest od tego, by podważali jej autorytet i możliwości oddziaływania swoimi nieuzasadnionymi roszczeniami. Czekałem zatem tylko na to, kiedy pojawi się taki minister, który postanowi zaskarbić sobie powyższe środowisko. I jest, nareszcie - po 21 latach transformacji społeczno-politycznej w naszym kraju został powołany przez minister edukacji narodowej w dn. 14 marca br. Zespół opiniodawczo-doradczy pod nazwą „Rada Rodziców”. Nie dostrzegam jedynie wśród nominowanych do tej zaszczytnej roli przedstawicieli rodzicielskiej opozycji, bo – jak to u nas bywało i w innych przypadkach – władza woli tych, których sama sobie dobierze.

Ciekawe są dzieje oświaty w III RP. Byli już dla władających w MEN swoi i obcy nauczyciele, swoi i obcy uczniowie, będą też swoi i obcy rodzice. A nad tym wszystkim zapewne czuwa front jedności oświatowej w postaci Rady Edukacji Narodowej.

6 komentarzy:

  1. Ciekaw jestem jakie będą pierwsze tematy obrad. Czy będzie wśród nich temat "Rola władz oświatowych w szkle XXI wieku, czyli do czego może przydać się MEN uczniom, nauczycielom i dyrektorom szkół".

    OdpowiedzUsuń
  2. Wystarczy spojrzeć na listę członków tej Rady, żeby zobaczyć, że jest to kolejne ciało ozdobne, by móc społeczeństwu zakomunikować, jak to MEN konsultuje się z rodzicami i troszczy o ich opinię. To ciało nie ma żadnych podstaw prawnych do swojego działania. Nie wiadomo, czego może oczekiwać, na co może wpływać, ot... kolejna lipa.

    Małogosia

    OdpowiedzUsuń
  3. Na dodatek jest to lipa przedwyborcza;-)
    Przez całą kadencję p.Hall obchodziła się bez opinii rodziców, a na parę miesięcy przed końcem nagle ich potrzebuje...;-)
    To taka Rada Edukacji złożona z byłych wiceministrów-kompetencji żadanych, a na stronie chyba do dziś figurują w jej składzie zmarłe A.Radziwiłł i I.Dzierzgowska...

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja czekam na takiego ministra, którego nie będzie, a wraz z nim nie będzie także ministerstwa i kuratoriów, które lepsze są od sądów, bo potrafią wydawać wyroki bez zbadania sprawy, tylko na podstawie prawa (szkolnego). Może wtedy skończy się dwuwładza (rządowa i samorządowa), rodzice zdołają porozumieć się z samorządami w sprawie organizacji szkół, które będą miały na celu dobro (podmiotowe) podopiecznego, a nie tylko zgodność ze (zmiennymi) ideami propagandowego przystosowania do życia w socjal(no)demokratycznych strukturach internacjonalistycznych.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pani Minister zlekceważyła głosy 50 tys. rodziców protestujących przeciw wprowadzeniu sześciolatków do szkół, a dziś powołuje Radę Rodziców???? Brak wstydu Pani Minister nie dziwi mnie wcale, zastanawia mnie jednak, kim są ci rodzice???? Miłośnicy listków figowych???

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, to kolekcjonerzy nominacji bez poczucia zrozumienia, że zostali instrumentalnie wykorzystani do kampanii politycznej. W końcu zbliżają się wybory, a może im MEN dorzuci jakieś dotacje na ich działalność, albo coś...

    Julita

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.