piątek, 11 lutego 2011

Zmarł wybitny filozof, arcybiskup Józef Życiński

Zmarł nagle w Rzymie abp. Józef Życiński, wybitny filozof, ale i pedagog, do którego homilii, publicznych wypowiedzi i publikacji często sięgałem, kiedy poszukiwałem duchowego wsparcia dla własnych działań pedagogicznych. W wielu moich artykułach można znaleźć odniesienia do myśli metropolity lubelskiego. Należał bowiem do nielicznych hierarchów Kościoła Katolickiego w naszym kraju, którzy publicznie sprzeciwiali się temu, by Kościół był traktowany przez jego członków jak katolicka partia polityczna czy może jak klub fanów, a nie jak Kościół Chrystusa.
Jak abp J. Życiński tłumaczył podczas mszy świętej noworocznej w Lublinie, w partii "istotny jest działacz i program", który się może zmienić. "Chrystus ma być wybrany przez nas na całe życie, mamy iść w głąb i poznawać coraz pełniej jego nauczanie. Nie wolno nam go traktować jak jednego z wielu działaczy partyjnych, który proponuje programy, które mogą ulec zmianie".

Podobnie nie godził się z tym, by związki zawodowe przyjmowały rolę partii politycznych, gdyż w takiej sytuacji łatwo tracą łączność z tym, co jest ich właściwym zadaniem, to znaczy zabezpieczenie słusznych uprawnień ludzi pracy w ramach dobra wspólnego całego społeczeństwa, stają się natomiast narzędziem do innych celów" . Ubolewał też nad upartyjnieniem polityki oświatowej w naszym kraju. Kiedy w 2008 r. w Lublinie wojewoda odwołała znakomitego kuratora oświaty - Lecha Sprawkę tylko dlatego, że był z PiS, stanął w jego obronie (obok nauczycieli, związkowców z „Solidarności” i ZNP, polityków PiS, a także posłanki Izabelli Sierakowskiej z SdPl), pisząc w tej sprawie list otwarty.

Uideologizowane myślenie, polilog zamiast dialogu u skrajnych polityków - zdaniem abp. J. Życińskiego sprawia, że zapominamy o godności osoby ludzkiej. Ideologia jest ważniejsza od godności osoby ludzkiej wystawianej na pokaz. Zapomina się o tym, jaką wartość stanowi odzyskana wolność, a (…) z prawdy o godności ludzkiej czyni się prawdę tak rozmytą i tak abstrakcyjną, że oderwaną od życia i możliwą do podporządkowania zasadzie cel uświęca środki. Wtedy już można łatwo szukać przede wszystkim wrogów ludu albo powtarzać za Majakowskim: „jednostka jest zerem, jednostka jest niczym”, zapominając o tej podstawowej aksjologii, która winna nas jednoczyć, abyśmy nie robili bolesnych powtórek z historii w każdym pokoleniu.

Istotnie, w Polsce posocjalistycznej, wciąż dzielonej na swoich i obcych, na … TYCH I ONYCH, lepszych i gorszych, praktycznie przestało istnieć poczucie wspólnego dobra, dobra narodowego, jakim jest niewątpliwie także edukacja. W klimacie nieustannie podsycanego klimatu wrogości, braku zaufania, nieżyczliwości i zawiści Metropolita lubelski starał się swoją misyjną obecnością i zaangażowaniem budować sieć powiązań między skrajnymi wizjami ponadczasowych wartości, roli wychowania, szkoły, rodziny, religii, itp.

Wciąż nie jest łatwo odpowiedzieć na pytanie, jak sprawić, aby nauczyciele i przedstawiciele władz oświatowych o postawach władczych (autorytarnych), aktorskich (“pożyczonych twarzy”, polilogiczni) i autorskich (twórczych) mogli się między sobą “pięknie różnić”, nie zwalczając się wzajemnie i nie prowadząc zarazem w procesie edukacji do tragedii czy melancholii? Czyż szkoły nie powinny być mikrocywilizacjami miłości, zaangażowanego pluralizmu i demokracji? Czyż nauczyciele nie powinni przeciwstawiać się tak żądnym władztwa, manipulacji, indoktrynacji i goniącym za poklaskiem, osobistą życiową przewagą “prestiżowcom”, jak i nie godzić się z miłością ślepą, naiwną i wyzyskiwaną “urodzonych pacyfistów”, gotowych tolerować każdą nietolerancję i wszelką agresywność bez różnicy?

Niezwykłą siłą alternatyw edukacyjnych jest ich nieskończoność, nieograniczoność i permanencja. Nie ma jednej edukacji alternatywnej wobec jakiejś jednej edukacji tradycyjnej. Zawsze będą pojawiały się jakieś grupy społeczne lub jednostki, które będą dopominały się o inne rozwiązania, inne treści, formy, prawa czy metody ich urzeczywistniania. W istocie każdy rodzaj pedagogii może być alternatywą dla innej pedagogii. Edukacja "inaczej" nie musi oznaczać - "lepiej", choć może mieć charakter wyzwania przekornego, prowokującego, poszukującego lub wdrażającego już w życie odmienne od istniejących oferty kształcenia i uczenia się. Jak pisał abp J. Życiński w jednej ze swoich książek: "Sympatycy alternatywnych propozycji będą dostrzegać urok własnych rozwiązań, natomiast nasze 'samooczywiste' ujęcia uznają za przestarzałe, naiwne, tradycyjne. Podobne oceny nie musza bynajmniej rodzić rozczarowania ani przyprawiać o poczucie samotności, jeśli tylko przyjmie się jako zjawisko normalne wielość istniejących filozofii życia".

Był w Polsce najwybitniejszym propagatorem teologii procesu jako nurtu teologicznego, ale i przedstawicielem filozofii przyrody jako "filozofii w nauce", w myśl której ta dziedzina filozoficzna w swej metodzie wykorzystuje osiągnięcia współczesnych nauk przyrodniczych, analizując uwikłane w nich takie problemy filozoficzne, jak: racjonalność i idealizowalność przyrody, elementarność i jedność przyrody. Uważał też za błędne potraktowanie całego, bardzo zróżnicowanego postmodernizmu jako eliminującego wszelką religijność. Jego zdaniem „jesteśmy obecnie świadkami głębokich przekształceń w nurcie, który w swych początkach odrzucał tradycję zarówno chrześcijańską jak oświeceniową, deklarując koniec metafizyki towarzyszący wejściu w postmodernę – nowy etap kulturowego rozwoju, wolny od oświeceniowych iluzji”.

Nie wszyscy wiedzą, że abp Józef Życiński spotykał się z młodzieżą na Przystanku Woodstock, a także wielokrotnie zachęcał społeczeństwo, by otworzyć się na imigrantów z Czeczenii, gości ze Wschodu oraz Żydów, którzy przyjeżdżają do Polski, szukając wspomnień o bliskich. Jego zdaniem, twórcy Konstytucji 3 Maja domagali się wyzwolenia od fanatyzmu, nacjonalizmu i antysemityzmu oraz otwarcia na przedstawicieli innych narodów, także imigrantów. Jeszcze niedawno apelował, aby w dyskusjach na temat leczenia niepłodności nie było aktów agresji wobec ludzi, którzy zdecydowali się na zastosowanie metody in vitro. "Wobec tych, którzy szukają rozwiązania, wobec dzieci, które zrodzą się w wyniku podjęcia działań, które etycznie są dla nas niedopuszczalne, niech jednak z naszej strony nie będzie nigdy agresji, potępień. My jesteśmy uczniami tego, który przyniósł na ziemię pokój i który ukazuje Ojca obdarzającego nas łaską i nadzieją. Wielokrotnie podkreślał też fundamentalną rolę rodziców w wychowywaniu młodych pokoleń, którzy sami zobowiązani są do bycia wzorami osobowymi dla swoich dzieci. Brak posiadania wzorców bądź ideałów powoduje, że osoba zaczyna uprawiać filozofię motylka.

Żegnał najwybitniejszych Polaków swoimi przepięknymi homiliami, jakie wygłaszał podczas mszy św. pogrzebowych. Teraz nam przyjdzie rozstać się z Tym, który był głosem i sumieniem wielu Polaków, obrońcą prawdy, pluralizmu i otwartego Kościoła, jak jego posoborowa pedagogia. Wyrażam w tym miejscu podziękowanie za to, że był wśród nas i przekazywał jakże ważne dla pedagogow prawdy, które dla wielu nadal będą drogowskazem.

2 komentarze:

  1. Wielcy filozofowie głoszą swe poglądy bez demagogii, świadomi ulotności naszej egzystencji i istoty poznania.
    Księże Arcybiskupie! Ślij nam dobre myśli czytając Księgę w Bibliotece Pana!

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanowny Panie Profesorze!

    Naprawdę inaczej odbiera się intelektualistę - nawet wybitnego - na podstawie lektury, lub słuchania go (nieco) z oddali, a inaczej jest być podwładnym tego samego intelektualisty.

    Mnie szokowały wieści (niekiedy typowo bazarowe), jakoby ludzie zamawiali i księża lubelscy odprawiali Msze Święte w intencji zmiany Arcybiskupa Lubelskiego. Można postawić pytanie: Czy są (zwłaszcza teraz) dumni z takich zachowań, jeśli rzeczywiście miały one miejsce?

    Sam byłem świadkiem zachowań, i to niepokojących, księży (nawet proboszczów) z Archidiecezji Lubelskiej, gdy rozmowa schodziła na możliwość odprawienia w zarządzanym przez nich kościele Mszy Świętej w rycie trydenckim. Chodzi o okres po wejściu "Summorum Pontificum" Ojca Świętego Benedykta XVI. Sprawiedliwość domaga się pamiętania, że za rządów księdza arcybiskupa Józefa Życińskiego zwiększono liczbę celebracji Mszy Świętych (i niektórych innych Sakramentów Świętych) w rycie trydenckim. Jednak daleko było od spełnienia woli papieskiej, czyli szerokiej dostępności takiej liturgii. Niewiele się zmieniło po osobistym odprawieniu przez Arcybiskupa Mszy Świętej tradycyjnej.

    Polityka personalna także była zaskakująca. Jak kamfora jesienią 2010 roku zniknął ksiądz Mieczysław Puzewicz (między innymi, rzecznik prasowy Metropolity Lubelskiego), a po jakimś czasie pojawił się znienacka i został przywrócony na funkcję rzecznikowską. Po wyznaczeniu Administratora Archidiecezji, człowiek ten znów zniknął.
    Podczas uroczystego pożegnania pewnego misjonarza sam słyszałem, jak ksiądz proboszcz powiedział: "Wasza Ekscelencja ma niezwykły wprost dar budzenia powołań misyjnych.". Część zgromadzonych zrozumiała aluzyjny charakter tych słów.

    Sam pamiętam żenującą sytuację na KUL - podczas promocji "Kalendarza Ekumenicznego". Zagajający student (taki lizusik - karierowicz) zapowiedziany przez siebie wykład ojca profesora Hryniewicza skomentował słowami: "Zresztą trudno to uznać za wykład.". Nie zaprotestował ani obrażony Profesor, ani siedzący tuż obok Arcybiskup Lubelski."

    Niezależnie od różnych sytuacji, byłem zasmucony końcówką ceremonii pogrzebowej Arcybiskupa. To była kapitalna reklama firmy pogrzebowej "Styks". W Republice Czeskiej trumna z ciałem znamienitszego księdza - a zwłaszcza biskupa - niesiona jest przez księży. Niekiedy nawet księża wkładają trumnę do grobu. A jak było w Lublinie? Trumnę nieśli panowie ze "Styksu". Potem kardynałowie, arcybiskupi i biskupi "dali dyla" przed umieszczeniem trumny w sarkofagu. Kamera pokazała nawet wychodzącego z nimi Brata Arcybiskupa Lubelskiego. A trumna została na posadzce.

    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń