poniedziałek, 28 lutego 2011

Uwaga na fałszywe kredencjały (dyplomy) studiów podyplomowych niepublicznych szkół wyższych


Czytelnicy bloga pytają mnie, skąd mają wiedzieć, czy zamieszczona w katalogu, folderze lub na stronie internetowej oferta niepublicznej szkoły wyższej w zakresie nowych czy od lat realizowanych w niej kierunków studiów podyplomowych jest poprawna, a przede wszystkim, czy realizowana zgodnie z prawem? Niestety, zdarza się, że ktoś zapisuje się na wybrany przez siebie, a atrakcyjnie brzmiący kierunek studiów, uczęszcza na zajęcia, płaci za nie, często nawet nie mało, a po otrzymaniu dyplomu może sobie nim co najwyżej wytapetować ścianę w piwnicy. Większość klientów niepublicznych szkół wyższych nie potrafi rozróżniać tego, co jest w ich ofertach prawdziwe, a co fałszywe, co jest zgodne z prawem, a co ordynarnym oszustwem, nadużyciem, które oparte jest na naiwności i niewiedzy osób, nerwowo poszukujących dodatkowych atutów dla przyszłych czy obecnych pracodawców.

Studia podyplomowe są inną niż studia wyższe i studia doktoranckie formą kształcenia przeznaczoną dla osób legitymujących się dyplomem ukończenia studiów wyższych, co oznacza, że nie mogą w nich uczestniczyć osoby, które nie posiadają tytułu zawodowego magistra, licencjata, inżyniera lub im równorzędnego. Niestety,, wiele uczelni wprowadza w błąd swoich klientów tak formułują ofertę, by mogły z niej skorzystać osoby, które studiują w szkołach policealnych, a więc placówkach nie mających uprawnień do wydawania dyplomów odpowiadających wykształceniu wyższemu. Mylny komunikat – pułapka brzmi często tak: studia podyplomowe w niepublicznej wyższej szkole X są adresowane zarówno do świeżo upieczonych absolwentów szkół wyższych, jak i do osób z doświadczeniem zawodowym, którzy chcą podnieść swoje kwalifikacje. Na obecnym rynku pracy wygrywają Ci, którzy mają bogate CV i są zorientowani w aktualnych zagadnieniach. Często przy nowym kierunku studiów podyplomowych ekspnuje się, że są one czymś wyjątkowym - określeniem "Nowość!"

Znacznie poważniejszym zagrożeniem dla uczestników studiów podyplomowych jest fakt naruszenia przez te szkoły art. 8 ust. 6 ustawy z dnia 27 lipca 2005 r. - Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz. U. Dz. U. Nr 164, poz. 1365, z poźn. zm.), który wyraźnie zastrzega, że uczelnie mogą prowadzić studia podyplomowe w zakresie związanym z prowadzonymi przez nie kierunkami studiów. W sytuacji, gdy program studiów podyplomowych wykracza poza ten zakres, do prowadzenia studiów podyplomowych konieczne jest uzyskanie zgody ministra właściwego do spraw szkolnictwa wyższego. Zgoda ta jest wydawana po zasięgnięciu opinii Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego. Co to oznacza i jak ma w tym wszystkim zorientować się osoba, która chciałaby skorzystać ze studiów na nawet ciekawie nazwanym kierunku studiów, by po ich ukończeniu nie doświadczyć rozczarowania, że jej dyplom jest nieważny mimo posiadania odpowiedniej pieczęci i podpisu rektora?

Po pierwsze, trzeba sprawdzić, czy nazwa oferowanych przez szkołę kierunku studiów podyplomowych znajduje swoje potwierdzenie w nazwie kierunku studiów I i/lub II stopnia, do których prowadzenia szkoła ta uzyskała zgodę Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jeżeli uczelnia proponuje studia z zakresu pedagogiki specjalnej (oligofrenopedagogiki, surdopedagogiki, tyflopedagogiki, pedagogiki inkluzywnej itd.), dziennikarstwa i komunikacji społecznej, socjologii, psychologii, zarządzania, marketingu, kosmetologii, nauk politycznych, stosunków międzynarodowych, turystyki i krajoznawstwa itd., a sama nie posiada uprawnień do kształcenia na kierunku studiów „pedagogika specjalna”, dziennikarstwo i komunikacja społeczna, socjologia, psychologia, zarządzanie, marketing, kosmetologii, nauki polityczne, turystyka i krajoznawstwo itd. to oferując kształcenie podyplomowe na kierunku odpowiadającym kształceniu w zakresie pedagogiki specjalnej (jednej z jej subdyscyplin) nie tylko oszukuje swoich klientów, ale i narusza prawo.

Wydane przez uczelnię dyplomy są nieważne. Wystarczy, że dyrektor placówki specjalnej sprawdzi w ministerstwie czy nawet na stronie internetowej danej szkoły wyższej, czy posiada ona uprawnienia do prowadzenia studiów wyższych I i/lub II stopnia na danym kierunku, by nie przyjąć do pracy kandydata, który legitymuje się dyplomem ukończenia w niej studiów podyplomowych w tym zakresie. Nic tu płacz i wściekłość nie pomogą. Co najwyżej muszą absolwenci takich studiów zacząć reagować wytaczaniem procesów z powództwa cywilnego szkołom wyższym prowadzącym w tak nieuczciwy sposób studia podyplomowe i żądać stosownego zadośćuczynienia. Procesy w tym zakresie wkrótce się zaczną, gdyż niektóre kancelarie adwokackie już się zorientowały, że tak naciągniętych klientów jest w naszym kraju coraz więcej.

Należy zatem w sekretariacie jednostki takiej szkoły, która prowadzi studia podyplomowe, uzyskać jednoznaczną odpowiedź na pytanie, czy posiada ona prawo do prowadzenia tego typu studiów podyplomowych w sytuacji, gdy nie ma uprawnień do kształcenia wyższego na kierunku studiów I i/lub II stopnia. Osoby za to odpowiedzialne powinny wówczas przedłożyć stosowny dokument z ministerstwa nauki i szkolnictwa wyższego, z którego treści wynika, że szkołą ta uzyskała zgodę resortu na ich prowadzenie. W przeciwnym razie, wysłuchiwanie zapewnień, że właśnie szkołą prowadzi z ministerstwem w tej sprawie korespondencję, albo trwają prace w zakresie uzyskania stosownej zgody, jest niczym innym, jak wpuszczaniem kandydatów na takie studia w przysłowiowe maliny.

O tym, czy oferowany i prowadzony kierunek studiów podyplomowych jest zgodny z kierunkiem studiów wyższych, możemy przekonać się, wchodząc na stronę internetową resortu i porównując nazwę studiów z nazwą wystandaryzowanego kierunku studiów (jest ich 118):
http://www.bip.nauka.gov.pl/bipmein/index.jsp?place=Lead07&news_cat_id=117&news_id=982&layout=1&page=text

Na stronie: http://www.bip.nauka.gov.pl/bipmein/index.jsp?place=Menu02&news_cat_id=77&layout=1&page=0 możemy sprawdzić, czy z przeprowadzonych w szkołach wyższych kontroli nie wynikają zaniedbania czy ewidentne naruszenia prawa w związku z toczącym się w nich kształceniem.

Przykładowo, z treści jednego z takich raportów wynika:
Ustalenia kontroli: na dzień 7 grudnia 2010 r. na uczelni studiowało 205 studentów, w tym 8 studentów studiów stacjonarnych: - na kierunku „Pedagogika” nie był spełniony warunek dotyczący minimum kadrowego określony w rozporządzeniu Ministra Nauki i szkolnictwa wyższego w sprawie warunków, jakie muszą spełnić jednostki organizacyjne uczelni, aby prowadzić studia na określonym kierunku i poziomie kształcenia; W przeszłości prowadzono studia podyplomowe w zakresie: bezpieczeństwo i higiena pracy, edukacja dla bezpieczeństwa, edukacja dla bezpieczeństwa z wychowaniem komunikacyjnym, edukacja dla bezpieczeństwa z pierwszą pomocą przedmedyczną, zarządzanie oświatą, wiedza o kulturze i edukacja medialna, turystyka i rekreacja) niezgodnie z przepisami art.8 ust. 6 i 7 ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym,

Dodatkowe informacje uzyskamy też na stronie Państwowej Komisji Akredytacyjnej, która informuje przyszłych, jak i obecnych studentów o zakresie uprawnień, jakimi dysponuje dana szkoła wyższa i na jak długo. Na stronie:

http://www.pka.edu.pl/index.php?page=s_ocenione możemy wpisać nazwę kierunku, typ szkoły, miasto, poziom kształcenia, by uzyskać informację, czy dana szkoła wyższa ma prawo do kształcenia i jak zostało ono ocenione.

Po raz pierwszy w tej właśnie kadencji prac PKA publikowane są na stronie: http://www.pka.edu.pl/index.php?page=raporty pełne raporty z akredytacji kierunków studiów w szkołach publicznych i niepublicznych. Z nich możemy dowiedzieć się, jaka jest ich jakość i czy są w nich spełnione wymogi formalno-prawne.

Inna kwestia, to czy warto korzystać z oferowanej propozycji studiów podyplomowych w szkole wyższej w sytuacji, gdy prowadzi ona studia na odpowiadającym im kierunku, ale tylko studiów I stopnia? W moim przekonaniu, warto być ostrożnym. Oznacza to bowiem, że w owej niepublicznej szkole wyższej zatrudnia się nauczycieli, którzy nie stanowią jej podstawowej kadry akademickiej, tylko są to wykładowcy na drugim etacie (chyba, że są to naukowcy wysokiej klasy) i najczęściej są to osoby spoza tej szkoły, a więc o słabym zobowiązaniu do prowadzenia wysokiej jakości kształcenia.

Jeżeli w danej szkole kształci się w ramach danego kierunku studiów tylko na poziomie I stopnia, czyli licencjackim (inżynierskim), a kadra jest bez znaczącego dorobku naukowego, to znaczy, że nie prowadzi się w ramach danej dyscypliny i kierunku badań naukowych, nie rozwija się wiedzy i nie aktualizuje jej w danym zakresie, gdyż główną rolą tej uczeloni jest przygotowywanie innych do wykonywania zawodu i zarabianie na tym. W przypadku podyplomowych studiów doskonalących może to jeszcze mieć jakąś wartość, ale w przypadku tzw. studiów. kwalifikacyjnych byłbym już bardzo ostrożny.

Należy także zwracać uwagę na to, czy studia podyplomowe prowadzone są mieście, które jest siedzibą niepublicznej szkoły wyższej. Zdarza się niestety tak, że uczelnia znajduje się miejscowości X, a studia podyplomowe prowadzi we współpracy z jakimś ośrodkiem doskonalenia nauczycieli w innym mieście – Y. Jeśli uczelnia nie ma w nim zarejestrowanego wydziału zamiejscowego czy filii, o znaczy, że prowadzone tam kształcenie podyplomowe jest nielegalne.

Warto zatem, po wyborze kierunku studiów podyplomowych i zweryfikowaniu ich prawnego statusu zainteresować się nie tylko atrakcyjnymi hasłami programowymi, w wielu przypadkach zresztą nie znajdującymi pokrycie a realizowanych treściach kształcenia, ale także tym, kto będzie prowadził zajęcia. Nie jest bowiem obojętne to, jakie kwalifikacje mają wykładowcy prowadzący takie studia. Niestety, zdarza się, że organizatorzy usiłują zapewnić o wysokich kwalifikacjach kadry tym, że zatrudniają do prowadzenia zajęć tzw. VIP-y, czyli np. w przypadku studiów podyplomowych związanych z pedagogiką są to pracownicy kuratorium oświaty czy oświatowych władz samorządowych, co może rodzić przekonanie, że skoro prowadzą zajęcia, to potem uznają wartość dyplomu takich studiów. Nic bardziej mylnego. Podobnie jak to, że na kierunkach związanych z z kierunkami medycznymi zatrudnia się pracowników NFZ czy szpitali klinicznych. Co najwyżej może się to w przyszłości przydać do uzyskania fachowej pomocy, jak stracimy zdrowie z powodu nieuznania naszego dyplomu.

12 komentarzy:

  1. Oj, to prawda. Uczęszczałam na studia podyplomowe w jednej z łódzkich szkół prywatnych i był to dla mnie koszmar połączony z nudą. Zajęcia prowadzili panie i panowie ze stopniem magistra - mgr, mgr, mgr, mgr, mgr.... i tylko raz pojawił się doktor. Co to są studia podyplomnowe, skoro zajęcia prowadziły osoby z takim samym wykształceniem, jak moje. To jest dopiero oszustwo! Nie miałam wyjścia, potrzebny był mi dyplom, więc pewnie tak, jak większość moich koleżanek, zaciskałyśmy zęby i udawałyśmy, że jesteśmy zainteresowane bełkotem, jaki przetaczał się z ust prowadzących, mających poczucie wielkiej wiedzy. Tymczasem to były same banały, powtórki treści, jakie miałam w czasie studiów kierunkowych. Nikt tego nie kontroluje. Zbierane od nas opinie z tzw. ewaluacji, mimo uwag krytycznych, zapewne były wyrzucane do kosza. Pamiętam jednego byłego, chyba emerytowanego dyrektora zespołu szkół zawodowych, który ględził o sobie, czytał nam ustawy, które każdy może sobie sam znaleźć w internecie i był wielce przekonany o swoich kompetencjach. Widać, że to tylko drenaż kieszeni biednych nauczycieli i środków, jakie częściowo pokrywają dyrektorzy szkół za nasz udział w tych studiach. Genralnie, to klapa i pic!

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanowny Panie Profesorze,
    Krytykuje Pan Profesor uczelnie prywatne za to, że oszukują studentów. Chciałbym zadać pytanie o tych, którzy te uczelnie tworzą, a mianowicie o kadrę naukową no i oczywiście samych studentów. Czy nie jest nieetyczne zaniechanie przez pracowników nauki uzyskanie informacji na temat danej uczelni - czy może ona prowadzić dany kierunek studiów? Przecież pracownik nauki powinien być wzorem cnót dla przyszłych studentów. Czy nie jest tak, że to nauczyciele akademiccy - profesorowie, doktorzy przymykają oczy na braki formalne umożliwiające legalne nauczanie, wiedząc, jak naprawdę wygląda sytuacja danej uczelni. I student tak naprawdę się tutaj nie liczy, liczy się tylko uzyskanie lukratywnego kontraktu na prowadzenie zajęć, bo przecież wiadomo, że godziny w innych uczelniach - a zwłaszcza prywatnych - są suto opłacane. Natomiast, co do studentów, oni chcą jak najlepszego wykształcenia (taką mam wiarę), obecność utytułowanego profesora na danej uczelni sprawia, że będą mieli oni przekonanie, że podjęli dobrą decyzję skoro znany profesor podjął się wykładania w danej szkole. Czy w takiej sytuacji przyjdzie komuś do głowy, że dana uczelnia prowadzi studia nielegalnie, raczej wątpię. Reasumując, chcę powiedzieć, że to czy szkoły będą prowadzić studia nielegalnie zależy także w dużym stopniu od nas - pedagogów.
    Pozdrawiam Pana Profesora
    Krzysztof - adiunkt w jednym z Uniwersytetów

    OdpowiedzUsuń
  3. Krzysztof ma rację, tylko musi jeszcze wziąć pod uwagę to, że niektórzy pracownicy są skazani na pracę w uczelni prywatnej, gdyż w publicznej nie ma dla nich miejsca. To nie oni ponoszą odpowiedzialność za to, że właściciel uczelni, chcąc maksymalnie obcinać koszty, a powiększać własne zyski, zmusza kierowników prowadzących studia podyplomowe do zatrudniania na umowy zlecenie jak najtańszych pracowników. Wiadomo, że znaczący doktor czy profesor nie poprowadzi zajęć za niską stawkę wiedząc, że od jednego uczestnika studiów podyplmowych ściąga się mimo wszystko wysokie czesne, ale jego większość idzie do kasy prywatnego właściciela i często na jego interesy pozaakademickie.

    Moja szefowa nie pozwala mi kserować dla studiujących żadnych materiałów, obcina prowadzącym stawki twierdząc, że robi łaskę zatrudniając ich u siebie, więc niech nie dyskutują, bo i tak znajdzie innych. Wiadomo, gorszy pieniądz wypiera lepszy. Akademicy nawet nie znają kulis tych manipulacji, są na nie skazani. Co z tego, że składali zastrzeżenia do obsady, skoro właściciel nic sobie z tych skarg nie robi. Wzrusza ramionami, albo szantażuje, że wyrzuci nas na bruk i znajdzie sobie innych do pracy. Jak Krzysztof pracuje w uniwersytecie, to może być spokojny o swój byt, bo tu wszystko jest prowadzone zgodnie z prawem i stabilność pracy jest większa, ale w prywatnej uczelni trzeba o tym zapomnieć. To jest przedsiębiorstwo produkcyjne, którego właściciela nie obchodzą nasze skrupuły etyczne czy dydaktyczne. Ma być tanio i już.

    Basia

    OdpowiedzUsuń
  4. Nieprawdą jest, że tylko i wyłącznie uczelnie prywatne mają grzechy na sumieniu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nieprawdą jest również, ze magister nie zapewni zajęć o wysokiej jakości, a zapewni je doktor czy profesor. Nic bardziej mylnego. Nauczycielskie kwalifikacyjne studia podyplomowe mają przygotować słuchacza do wypełniania roli specjalisty w zakresie, który jest zbliżony do ukończonego kierunku studiów magisterskich. Nie zrobimy na studiach podyplomowych z pedagoga polonisty czy matematyka, jednak polonista będzie mógł się wyspecjalizować np. w wiedzy o kulturze, a matematyk bez przygotowania pedagogicznego będzie mógł zdobyć takie przygotowanie w trakcie podyplomówki. W jednym i drugim przypadku wiedzę teoretyczną w obszarze dyscypliny, którą słuchacze studiowali na studiach II stopnia, mają opanowaną. Teraz potrzebna im jest praktyka i ukształtowanie specjalistycznych umiejętności. Wątpię, czy naukowiec akademik, będzie w stanie sprostać zadaniu takiego pokierowania procesem nauczania - uczenia się, by był on rzeczywiście przydatny, oparty na wymianie doświadczeń i ukierunkowany na praktykę zawodową.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy Anonimowy chce, żebym przytoczył z danymi tych uczelni prywatnycjh, ktore w opisanej powyżej kwestii łamią prawo, od lat? Ja nie piszę tu o tym, że wszystko, co złe, to ma miejsce w szkolnictwie niepublicznym. Pokazuję także patologie czy problemy szkolnictwa publicznego i to na każdym poziomie edukacji. To jednak, że inni mają też jakieś grzechy - a Anonimowy ich tu nie przytacza - jest moralnością Kalego! Niczego nie usprawiedliwia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wystarczy przeczytać tylko wczorajszą prasę ogólnopolską:
    1) POLSKA. DZIENNIK ŁÓDZKI - Uczelnie produkują bezrobotnych. Ocenia prof. S. Krajewski z UŁ: Szkoły prywatne są nastawione na masowe kształcenie osób niepotrzebnych w gospodrace. Najmniejsze szanse na znalezienie pracy mają absolwenci:
    pedagogiki
    filologii polskiej
    - filozofii
    socjologii
    - administracji publicznej (będą cięcia w grupie już atrudnionych) W szkołąch niepublicznych pedagogikę kończy aż 7 tys. osób rocznie, z czego 5,5 tys. w placówkach niepublicznych. Jeśłi do tego dodamy, że są to szkoły w dużej mierze - jak pisał profesor - "zło-dziejstwa:, czyli dziania się w nich złych rzeczy, zatrudniania po najniższych kosztach jak najgorszej kadry (lepsza nie daa się tak upokarzać), łączy się rupy w salach mniejszych, niż przewidywana liczba studentów, by ich zniechęcić do chodzenia na zajęcia, daje się im kiepskie formy zajęć - dużo wykłądów (nudnych), a mało warsztatów praktycznych umiejętności, to szykuje się ich do pracy w hipermarketowych promocjach.
    2) RZECZPOSPOLITA - prokuratorzy zajrzą do indeksów, bo w jednej z warszawskich uczelni prywatnych fałszowano dokumentację. Czy tylko w tej jednej? A w waszej nie fałszują? Wystawianie dyplomów studiów podyplomowych, do których prowadzenia zkoła prywatna nie ma prawa, ale ministerstwo nie ma ludzi, czasu i środków, by to kontrolować, nie jest oszustwem? Anonimowy? Cz ego bronisz?

    OdpowiedzUsuń
  8. Czy to znaczy, że jeśli prywatna szkoła wyższa ogłasza nabór na studia podyplomowe, reklamując je jako nowość a pt. "Dziennikarstwo internetowe", a nie prowadzi studiów I lub II stopnia na kierunku:"dziennikarstwo", to to jest oszustwo? Chyba tak. To ja dziękuję.

    Ela

    OdpowiedzUsuń
  9. Dr MArek Wroński pisze w najnowszym numerze Forum Akademickiego, że: Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie (sędziowie: Andrzej Jurkiewicz, Irena Kamińska oraz Wiesław Morys) odrzucił kasację Owczarskiego i wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z 8 kwietnia 2009 (sędziowie: Elżbieta Sobielarska, Małgorzata Boniecka-Płaczkowska i asesor WSA Przemysław Żmich) stał się prawomocny". Tym samym Prezydent Wyższej Szkoły Kupieckiej w Łodzi nie ma prawa posługiwać się stopniem naukowym doktora, który wyłudził przedkładając plagiat. Spójrzcie na stronę uczelni?
    http://forumakademickie.pl/fa/2010/06/profesorskie-plagiaty/

    OdpowiedzUsuń
  10. A w "Polityce" Magda Papuzińska pisze, że zdaniem minister Kudryckiej najlepszych uczelni prywatnych jest zaledwie kilka, może kilkanaście na prawie 300!!! "Są też beznadziejne szkoły prywatne, które trudnią się sprzedażą dyplomów - im nie zależy na poprawie jakości nauczania, bo i tak sobie dadzą radę, dopóki będą chętni na papierowe wykształcenie" (2011 nr 10)
    No i co wynika z tej diagnozy? To, że trzeba tym beznadziejnym ułatwić trwanie na rynku. Taka jest polityka Platformy Obywateslkiej i PSL.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem dyrektoerm placówki edukacyjnej w Łodzi. Moi nauczyciele, którzy studiowali podyplomowo w jednej z łodzkich uczelni, która ponoć jest jedyna i najlepsza, narzekali na to, że w czasie zajęć miały miejsce takie sprawy, jak:
    - brak kontaktu ze studentami, odwoływane zajęć bez wcześniejszego
    - brak uprzedzenia ozmianie harmonogramów zjazdów,
    - brak ustalonego zakresu materiału na różnych przedmiotach - materiał powtarzany na kilku zajęciach
    - brak przygotowania merytorycznego (np. czytanie z poradników podczas całych zajęć)
    - brak znajomości wykładanego przedmiotu, zakres materiału niedostosowany do grup, z którymi nauczyciele będą pracować
    - wykład + ewentualnie pogadanka - to główne metody nauczania,
    - niestosowanie środków dydaktycznych, bardzo mało ćwiczeń,
    - dyżury prowadzących zajęcia w godzinach pracy większości studentów
    - zbyt ogólne przedmioty, studia podyplomowe powinny być bardziej specjalistyczne, tym bardziej, że większość studentów była po różnych kierunkach pedagogicznych
    - brak hierarchizacji przedmiotów, zbyt ogólne prowadzenie zajęć z metodyki edukacji polonistycznej i matematycznej,
    - brak podstaw z zakresu metodyki przedmiotów
    - brak proporcji pomiędzy liczbą godzin przedmiotów metodycznych a dodatkowych (stanowczo za mało metodyki nauczania). I to nie jest kiwaniem ludzi dorosłych i wyciąganiem ręki po ich pieniądze?

    Stefan

    OdpowiedzUsuń
  12. Dylemat stódiów podyplomowych polega na tym, że:
    1. Uczelnia chce na tym zarobić i odrobić minima wymagań.
    2. Najlepiej zatrudnić magistra do odrobienia zajęć.
    3. "Byle do wiosny", czyli jakoś to będzie - pseudo zjazdy i pseudo zajęcia.

    A teraz konkrety.
    Jestem Dyrektorem placówki doskonalenia nauczycieli, gdzie zatrudniamy 4 prof. belwederskich, 8 dr hab., 16 dr i ok. 45 mgr ze specjalizacji i ukończonymi studiami podyplomowymi oraz doświadczeniem PRAKTYCZNYM w danym dziedzinach.

    I przy współpracy kilku uczelni wyższych prowadzimy na zlewcenie tych UCZELNI ustudia podyplomowe w zakresie pedagogiki. Gdyby nie nasze sylabusy, materiały, kadra, organizacja zajęć , dobór specjalistów, to te studia w siedzibie uczleni niegdy by nie miały miejsca.
    Pomijam fakt, że wszystkie aspekty organizacyjne, sylabusy, materiały dla studentów i przebieg studiów oraz zajęcia (wykłady i ćwiczenia) realizuje mój ośrodek. To w tym wszystkim ludzie wolą uzyskac świadectwo studiów podyplomowych niż kursu kwalifiakcyjnego. I dlatego współpracujemy z uczelnią wyższą. Bo może trzeba więcej zapłacić, ale są to studia podyplomowe a nie kurs kwalifikacyjny.
    Wartość wielu studiów podyplomowych jest nędzna. Uczą ludzi, którzy nigdy nie wiedzieli dziecka na oczy (doty. studiów pedagogicznych), a tak naprawdę chodzi o kontakt w ramach studiów autentycznymi specjalistami - praktykami. Jeśli mam wybrać pomiędzy prof. dr hab. z pedagogiki, który od 50 lat tylko pracuje na uniwersytecie i przepisuje w 60 swoich publikacjach treści z innych prac i nigdy nie pracowal w szkole, na kolonii, obozie, z dzieckiem z rodzin dysfunkcyjnych i w swoich wypocinach pisze o tych problemach, to wolę na studiach podyplomowych zatrudnić mgr specjalistę, który autentycznie pracuje z dziećmi na koloniach, obozach, z dziećmi ze środowisk patologicznych itp. Profesorowi muszę zapłacić 120 zł za godzinę a to przekłada się na koszt studiów. Magistrowi - praktykowi zapłacę 70 zł za godzinę i jeszcze ten magister czegoś nauczy moich studentów. Generalnie system kształcenia wyższego w Polsce jest tak nędzny, że się nie mieści w głowie. Miałem na studiach pewnego profesora (Belwederskiego), który na każdych studiach pedagicznych ( nie ważne czy to pedagogika ogólna, czy oligofrenopedagogika czy surdopedagogika)miał ten sam wykład i nic nie zmieniał w swoich wystapieniach. Brał 120 za godzinę. Osobiście wolę zatrudnić kilku praktyków magistrów z róznymi specjalizacjami niż tego pana profesora. Profesura jest przereklamowana. Czas z tym skończyć. We wszystkich krajach (normalnych) stopnie naukowe kończą się na doktoracie. Potem można dostać kontrakt profesora danej uczleni jak się ma dorobek naukowy i jest się dobrym w swojej dziedzinie. Dlaczego w Polsce nie mamy na uczelniach noblistów? Bo mają tylko doktoraty i nie mogą w Polsce promować doktoratów. Dlaczego w Oxford, Cambridge itp. uniwerkach są zatrudnieni nobliści? Bo mogą robić wszystko w aspekcie prac naukowych. W Polsce stary dziad 80 letni, który ma profesurę belwederską jest zaliczany do limitu na danej uczelni i ten sam stary dziad profesor może sprać pod siebie i na 100% nie prowadzi zajęć, ale firmuje kierunek. I to jest ważne.
    I ostatecznie nie ma o czym pisać. Trzeba zmienić cały system edukacji szkolnictwa wyższego. Ani Kudrycka, ani PO, ani PIS, ani SLD, ani inna partia tego nie zmieni, bo nie będą ryzykowali.
    Dlatego ja mając doktorat pracuję w UK i do Polski, to wrócę jak mi zapłacą 30.000 zł jako doktorowi, który pisze, publikuje, wykłada, przykłada się do zajęć, jest oceniany przez studentów, senat uczelni - i co jest najważniejsze - ma kontrakt, z którego jest rozliczany.

    Pozdrawiam

    edukator

    OdpowiedzUsuń