środa, 23 lutego 2011

Chcą zlikwidować także moje - XXVIII Liceum Ogólnokształcące


Wydawałoby się, że w wielkim mieście nie pojawi się problem oporu rodziców przeciwko planom zamykania 16 szkół metodą zablokowania naboru i tym samym wygaszania od przyszłego roku ich edukacyjnego życia. Są wśród nich szkoły podstawowe, gimnazja i licea ogólnokształcące, placówki z kilkudziesięcioletnią tradycją, wartościowe mikrokultury oświatowe, jak i wspierane licznymi dotacjami rodziców, kiedy były powoływane do życia. Co za problem, by dzieci czy młodzież miały dłuższą drogę do szkoły, skoro w mieście jest „dobra” komunikacja.

Nie da się tej sytuacji porównać ze środowiskiem wiejskim, gdzie likwidacja szkoły poważnie wydłuża drogę ucznia do szkoły, naraża je na większe niebezpieczeństwo i silniejszą konfrontację społeczno-kulturową w obcym środowisku. A jednak okazuje się, że szkoła w pobliżu miejsca zamieszkania, niezależnie od tego, czy jest to wieś czy miasto, jest dla wielu czymś znacznie ważniejszym, niż placówka oddalona od własnego domu, ale za to zmodernizowana.

W mieście, gdzie od lat toczą się w strukturach władzy walki polityczne o jej zdobycie, utrzymanie lub osłabienie, żadne argumenty nie wchodzą w grę, kiedy ktoś chce czyimiś rękami rozwiązać problem, który nie ma nic wspólnego z myśleniem o jakości kształcenia i wychowania młodych pokoleń. Z jednej strony poddajemy szkoły ewaluacji, a z drugiej zamykamy je bez względu na ich wyniki, na edukacyjną wartość dodaną, bo liczy się tylko i wyłącznie czysty rachunek ekonomiczny. To oczywiste, że koszty utrzymania szkół publicznych są istotne, nie można ich lekceważyć, ale też trzeba społeczności wytłumaczyć, udowodnić, że miasto było dobrym ich gospodarzem, czyniło wszystko, co należy, by pogodzić zarówno względy ekonomiczne, jak i społeczno-oświatowe.

Tymczasem miasto nie tylko nie ma żadnej diagnozy sieci szkolnej, jej kosztochłonności i efektywności, ale także nie ma żadnej strategii rozwoju oświaty. Ostatnią poważną analizę prowadzono na początku lat 90., kiedy przygotowywano się do przejęcia szkół państwowych przez samorząd. Wówczas można było zgromadzić dane, które przekonywały o potrzebie konstruowania takiej, a nie innej polityki oświatowej. Od tego czasu nikogo już tergo typu diagnozy nie obchodziły. Co jakiś czas, dla podtrzymania dobrego samopoczucia władze miasta rzuciły pod stół przysłowiowy okruch chleba na wycinkowe diagnozy, które dotyczyły agresji w szkołach, bo takie było na nie polityczne zapotrzebowanie.

Trudno się dziwić, że rodzice uczniów z przewidzianych do likwidacji szkół protestują, skoro dowiadują się, że władze miasta zapłaciły za dokument zatytułowany „Strategia promocji i komunikacji marketingowej marki Łódź na lata 2010-2016” aż 583 tys. zł. W tej strategii roli oświaty nie dostrzeżemy, ani też nie dowiemy się z niej, jaki jest jej prawdziwy stan.

11 komentarzy:

  1. Ma profesor rację. Strategię marki Łódź" przyjęto na sesji bez problemu. Radni nie zauwazyli nawet, że sami tę markę niszczą swoimi decyzjami oświatowymi.
    Relację z tego żenujacego spektaklu, będącego pułapką polityczną na wiceprezydenta z PiS-u można przeczytać:
    http://www.dzienniklodzki.pl/stronaglowna/372760,lodz-radni-zdecydowali-16-szkol-do-likwidacji,id,t.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Arogancja władzy rośnie wprost proporcjonalnie do czasu trwania "demokracji" w Polsce. Piszę w cudzysłowie, bo do demokracji nam jeszcze daleko, oj daleko. Dziś w innym mieście poznałam opinię na temat "oświaty łódzkiej". W porównaniu z innymi województwami, w aspekcie świadomości, czym jest kształcenie i jego jakość oraz w jakim kierunku powinny iść zmiany, jesteśmy na samym końcu. Na ważnych spotkaniach z przedstawicielami powiatów, podczas których omawia się plany zmian we wspomaganiu szkoły w rozwoju nie pojawia się ani wiceprezydent ds. edukacji, ani przedstawiciel gminy, ani też nikt z urzędu marszałkowskiego. Ale bądźmy cierpliwi; gdy tylko zacznie się przydzielanie nowych stanowisk,wszyscy nieobecni wrócą, by "zabezpieczyć" synekury swoim szwagrom i pociotkom. Warto pamiętać o tym stylu sprawowania władzy przez wyborami parlamentarnymi.
    A co do wydatkowanych naszych datków z podatków na strategię komunikacji i marki, to widzimy czarno na białym, jak się "miasto" ze swymi obywatelami komunikuje i jaką "markę" buduje Łodzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Profesorze, niech Pan, proszę, z pozycji swojego Autorytetu napisze coś o etyce (tzn. jej braku) sprawujących władzę, zwłaszcza tych odpowiedzialnych za oświatę.
    Pan Prezydent Piątkowski argumentuje, że klasa o profilu policyjnym okłamuje społeczeństwo, ponieważ nie przygotowuje ucznia do zawodu policjanta. Ja chodziłam do klasy humanistycznej i nawet do głowy by mi nie przyszło mienić się "gotowym" humanistą po skończeniu liceum, mój chłopak także nie pretendował do bycia matematykiem czy fizykiem po skończeniu profilu matematyczno-fizycznego.
    Mógłby się pan Piątkowski do swego projektu likwidacyjnego lepiej przygotować i poszukać sensownych argumentów na jego realizację, ale zabrakło mu właśnie etyki i szacunku do innych. Gdyby je miał, nie zgodziłby się na ten bezładny i bezzasadny pośpiech i chaos, który ani jemu samemu ani nikomu z władz magistratu chwały nie przysparza. Ciekawe, jakie kryteria likwidacji XXVIII LO były decydujące? Dlaczego nie likwiduje się XXX, XV, XXIV LO? Szkoły przecież na wskroś porównywalne. Obywatele miasta, a zwłaszcza rodzice łódzkich uczniów mają prawo znać te kryteria, które powinny być transparentne i upublicznione!!!
    Proszę, niech Pan napiętnuje tę polityczną hucpę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeprowadza się restrukturyzację sieci szkolnej w mieści bez jakiegokolwiek rzetelnego przygotowania merytorycznego. To, że były prowadzone rozmowy z dyrektorami szkół, nie wystarczy. Dlaczego radni nie spotykają się z młodzieżą, z rodzicami, dlaczego nie przekonują do racji, które mają uzasadniać likwidację szkoły? Bo tych racji merytorycznych nie ma!
    W wielkim mieście jest łatwiej szkoły likwidować, ale trudniej, jeśli się tego dokonuje w sposób charakterystyczny dla władzy, która nie przyjmuje do wiadomości, co oznacza "oświata publiczna". Radni działają tak, jakby publiczny status szkół oznaczał - będących własnością władz samorządowych miasta, a zatem mogą one czynić z placówkami, co tylko chcą i jak chcą! Otóż nie przeszliśmy jeszcze kulturowej i mentalnej zmiany z myślenia kategoriami własności państwa - najczęściej utożsamianego z jego władzą - na własność publiczną! Dlatego radni nie liczą się z obywatelami, z podatnikami.
    Ktoś tu dobrze skomentował, że zastawiono polityczną pułapkę na PiS. Zepchnięto oświatę w budżecie na sam koniec po czym powiedziano, a teraz ratujcie się sami, likwidując szkoły. Argument o niżu demograficznym jest w tym przypadku demagogią. Warto zobaczyć, na co z budżetu Łodzi wydane były w ub. roku miliony i jak zostały zaprzepaszczone. Nikt nie został pociągnięty do odpowiedzalności, a SLD zbija na krytyce polityki wiceprezydenta Piątkowskiego kapitał polityczny mimo, że to z tej formacji rządził Łodzią po odwołaniu J. Kropiwinickiego pan Joński.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szanowny Panie Profesorze!

    Proszę rozważyć następującą ewentualność:
    Niezależnie o zasadności i kryteriów merytorycznych, zlikwidowanie silnej placówki i "rozpędzenie" zintegrowanego środowiska pozwala pokazać, "kto tu rządzi".
    To jest podobne do krzyku w relacjach prymitywnych (niestety, nie tylko w plemionach prymitywnych): Kto głośniej krzyczy, ten dominuje.

    Ten, kto "załatwi(ł)" silnego, może liczyć na respekt, a nawet na strach ze strony innych.

    Dziś ogłoszone rozwiązanie struktur PiS w Łodzi pokazuje, że gremia ogólnopolskie (w tym przypadku partyjne) próbują opowiedzieć się za zwykłymi ludźmi. Jednak współczesne rozbicie dzielnicowe Polski - zwane "usamorządowieniem" - poszło tak daleko, że trudno jest zdobyć się na nadzieję, szczególnie z powodu braku widoków na pojawienie się "Odnowiciela".

    Samorządy zachowują się jak firmy, a nawet korporacje. Liczy się zysk, zwłaszcza przy "żłobie". Politycy "ogólnopolscy" często na to pozwalają, bo na dole chętniej pozostają ich (potencjalni) konkurenci, dzięki czemu jest "mniejsze parcie" na stołki ogólnopolskie.

    Smutno się robi, gdy sobie człowiek uświadomi ideały samorządności.

    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń
  6. To jest niestety efekt upartyjnienia wyborów samorządowych, które zaprzecza samorządności lokalnej i regionalnej. To błąd strukturalny, który dopuszcza do wyborów samorządowych partie polityczne sprawia, że one są silniejsze, bogatsze i wygrywają, a potem przenoszą na fora społeczności lokalnej swoje wojny na górze. Dlatego potem władze państwowe nie dogadują się z samorządowymi, lub jedne szantażują drugie, bo wprowadzają swoje interesy do gry politycznej. Mnie jest żal wiceprezydenta z PiS, choć tearaz już usuniętego z tej formacji, ale kiedy sam postanowiłem kandydowac do samorządu okazało się, że dla partii ważniejsze było wprowadzenie na listę kogoś gorszego (o czym napisał mi sam szef komitetu wyborczego), niż zgłoszenie lepszego merytorycznie, ale bezpartyjnego. Dlatego wycofałem się po takim dictum z wyborów. Ja nie chciałem być radnym, by było to moje miejsce zatrudnienia, a dla większości taki - niestety - jest główny powód kandydowania. W partii politycznej znajdują gwarancję uzyskania miejsca pracy, a nie możliwość obywatelskiego zatroszczenia się o dobro społeczne.

    OdpowiedzUsuń
  7. Panie Profesorze,
    może być żal pana K. Piątkowskiego za manipulowanie jego osobą władz centralnych PiS, ale za sposób, w jaki szkoły dowiedziały się o wygaszaniu lub likwidacji należy mu się od Łodzian czerwona kartka. Co najmniej jedna ze znajdujących się na tej nieszczęsnej liście szkół dowiedziała się o planach władz miasta z Gazety. Warto też uświadomić sobie, że jesteśmy w przededniu targów edukacyjnych, do których nieświadome niczego szkoły przygotowały już część materiałów promocyjnych, które teraz wylądują w koszu.
    Czy taką nonszalancję i brak szacunku pana wiceprezydenta dla społeczności skreślonych szkół legitymizuje członkostwo w PiS?

    OdpowiedzUsuń
  8. Mogę tylko potwierdzić, że to, co ma miejsce w polityce władz Łodzi, Bytomia, a szczególnie małych środowisk jest - niestety - zaprzeczeniem zasad samorządności. Z budowaniem społeczeństwa obywatelskiego nie ma to nic wspólnego. Można było przygotowac się do tej operacji, jeśli rzeczywiście była konieczna. Lekarz zanim pokroi pacjenta, najpierw go dobrze zdiagnozuje, poinformuje o wyniku badań i zapyta o zgodę na zabieg. Oświatą zaś można manipulować tak, jak się chce.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jadąc wczoraj na zajęcia usłyszałem, że PIS zwolnił z partii tych radnych, którzy głosowali za likwidacją.
    Nie wiem na ile to zmieni sytuację w tej kwestii.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zmieni, bo upada koalicja z PiS-em. Jeśli PO chce ją utrzymnć, to już nie może być wiceprezydentem ten, ktory doprowadził do likwidacji tylu szkół, (ratując przy okazji tę (wcale nie lepszą), w której pracuje jego żona). Struktury PiS w Łodzi powierzono temu, który się przeciwstawił i głosował przeciwko.
    A tak naprawdę, to są walki frakcyjne wewnątrz łódzkiego PiS. Chodiz o osłabienie pozycji posła Jagiełły, ktory parł do koalicji z PO.
    Sławek

    OdpowiedzUsuń
  11. Chylę czoło przed radną PO panią WIESŁAWĄ ZEWALD - znakomitą nauczycielką, m.in. b. dyrektor I LO w Łodzi (najlepszego!), b. kurator oświaty.
    Wioletta Gnacikowska z z Łódzkiej Gazety Wyborczej poinformowała wczoraj, że właśnie tej Radnej grozi wydalenie z PO, ale nie dlatego, że chciała głosować za likwidacją szkół, ale za to, że nie przyłożyła do tego ręki. Jak cytuje wypowiedź p. Zewald: "Niem mogłam zagłosować za likwidacją szkół, skoro nie miałam pełnej informacji na temat aspektów edukacyjnych, wychowawczych i społecznych. Skoro wydział edukacji nie potrafił odpowiedzieć na moje pytania, nie mgołam wziąć udziału w głosowaniu".
    Dlaczego inni mogli, będąc w tej samej sytuacji? Czy rzeczywiście szło tu o łódzką oświatę?

    To są najwyższe standardy profesjonalne i etyczne, jeśli chce się służyć dobru społecznemu! Na tym polega samorządność, a nie partyjnorządność.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.