piątek, 28 stycznia 2011

Z perspektywy outsidera


Gościłem w tym tygodniu doc. dr hab. Stanislava Bendla – kierownika Katedry Pedagogiki Szkolnej i Społecznej Wydziału Nauk Pedagogicznych na Uniwersytecie Karola w Pradze. W czasie swojego pobytu wygłosił dla moich doktorantów z Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie interesujący wykład na temat istoty, rodzajów i funkcji dyscypliny w szkole oraz podzielił się swoim warsztatem metodologicznym. Omówił nie tylko założenia własnych badań w tym zakresie, ale i pokazał różne dylematy związane z wyborem określonej metody badań tego zjawiska. Dopełnieniem natomiast był jego wykład dla nauczycieli, pracowników służb socjalnych i policji na temat szykanowania nauczycieli przez uczniów.

Zanim jednak nawiążę do treści tych wykładów, poprosiłem S.Bendla o komentarz do opisywanego w blogu Dariusza Chętkowskiego oraz w łódzkiej prasie problemu, jaki wywołali uczniowie XXI LO, zgłaszając dyrekcji szkoły potrzebę zmiany jej statutu. Chodziło im głównie o to, by mieli prawo do własnego wizerunku, do ubierania się zgodnie z ich potrzebami, m.in. chłopcy - do noszenia dredów, a dziewczęta do bluzek z większym dekoltem czy do noszenia butów na wysokich obcasach (jak Monika Olejnik). U nas głosy opinii szkolnej w tej sprawie podzieliły się, jak zawsze.

Zdaniem czeskiego docenta, w jego kraju nie byłoby z tym problemu, choć trzeba jednak brać pod uwagę typ szkoły, której dotyczy ta zmiana. Są przecież na mapie oświatowej tzw. prestiżowe, elitarne szkoły średnie, które dbają o rozwój moralny swoich uczniów, o estetyczną edukację, poszanowanie prawa itp. Tam, gdzie preferuje się wartości tradycyjne, tego typu roszczeniowe ze strony uczniów sytuacje nie mają w ogóle miejsca, a nawet zabiega się o pewną uniformizację postaw i ubioru np. mundurki szkolne, savoir vivre. Są też prywatne szkoły średnie, gdzie płaci się wysokie czesne. Tu obowiązuje przesłanka, że trzeba zabiegać o uczniów (więcej uczniów = więcej pieniędzy), toteż nauczyciele zezwalają im na cokolwiek, by nie chcą odstraszyć kolejnych kandydatów.

W średnich szkołach publicznych uczniowie czują się jak dorośli, toteż trudno jest ich ograniczać w sprawach związanych z ich prywatnością, wyglądem. Nikogo zatem nie obchodzą ich dredy czy tatuaże pod warunkiem, że te ostatnie nie mają związku z symboliką nacjonalistyczną czy faszystowską. Nauczyciele nie protestują zatem przeciwko nadmiernym dekoltom u dziewcząt, gdyż nie ma możliwości, by im je oficjalnie zakazać. Raczej starają się przekonać uczennice do bardziej skromnego ubioru, albo wprowadzają względnie precyzyjne zakazy z tym związane do regulaminu szkolnego. Rodzi to jednak problem, bowiem trudno jest wyspecyfikować, jak wielki może być ten dekolt. Dlatego szuka się ogólnych sformułowań, w stylu: "duży na tyle, aby nie pobudzał seksualnych chuci czy emocji, by nie prowokował". Oczywiście, jak zapytamy nauczycieli w sprawie wielkości dopuszczalnego dekoltu, to może okazać się, że każdy z nich wyobraża to sobie inaczej. Kto zatem rozstrzygnie, jak wielki dekolt prowokuje, dekoncentruje i kogo, a jaki nie? - pyta doc. S. Bendl.

W Czechach od dawna twierdzi się, że tworzone w szkołach regulaminy, mogą być w sytuacjach konfliktowych podważone przez pierwszego z brzegu prawnika. Szybko bowiem może się okazać, że szkoła nie ma prawa do tego czy innego nakazu czy też nie ma prawa do takich czy innych zakazów, gdyż nie znajduje to odniesienia do obowiązujących w kraju regulacji prawnych wyższego rzędu. Nauczyciele są tego świadomi, toteż mają ogromne poczucie niepewności i lęku. Kiedy dochodzi do jakiegoś ich sporu z uczniami czy ich rodzicami, to nie posługują się ani statutem szkoły, ani wewnątrzszkolnymi regulaminami, bo przeczuwają, że rychło by ów spór przegrali przed każdym sądem.

Zapytałem zatem w tym kontekście o to, jak wygląda kwestia przestrzegania w szkole praw ucznia (dziecka)? Zdaniem doc. Bendla nauczyciel ma bardzo mało praw do ograniczania uczniowskich swobód. Przykładowo, w okresie minionego ustroju nauczyciel mógł zostawić ucznia w szkole po lekcjach, by ten dokończył rozpoczętą w czasie lekcji pracę. Dzisiaj nauczyciel nie może tego zrobić, bo po pierwsze, uczeń go nie posłucha twierdząc, że nie ma on do tego prawa, by ograniczać jego osobistą wolność, a po drugie, uczeń może zagrozić, że nauczyciel będzie oskarżony przez rodziców o naruszenie poczucia ich spokoju domowego, kiedy będą niepokoić się nieobecnością dziecka. Dlatego też nauczyciele nie zostawiają uczniów po lekcjach, by oni coś dokończyli, lub by ich jeszcze odpytać, obawiając się oskarżeń ze strony rodziców.

Podobnie jest z posiadaniem przez uczniów telefonów komórkowych w klasie, w czasie lekcji. Kiedy zadzwoni któremuś uczniowi jego telefon, to nauczyciel nie może mu go zabrać, bo to jest osobisty majątek ucznia, albo uczeń może powiedzieć, że jest to majątek rodziców, więc nauczyciel nie ma prawa zawłaszczać nie swoich rzeczy. Zapewne zabierze takiemu uczniowi telefon tylko na czas prowadzonej przez siebie lekcji, ale po niej musi mu go oddać, więc uczeń będzie mógł przeszkadzać już innemu nauczycielowi.


Sytuacja w czeskich szkołach wygląda tak, że nauczyciel, który chce coś osiągnąć w toku lekcji, wyegzekwować od ucznia wiedzę, to nie ma wsparcia z zewnątrz, w prawie, w zarządzeniach. Obowiązuje tu rynkowa zasada, że uczeń jest klientem, którego oczekiwania i potrzeby muszą być zaspokojone. Klient szkoły - to jej pan. Szkoła jest w istocie zakładem serwisowym, w którym nauczyciele stają się dla uczniów służbą, mającą za zadanie zadowolić klientów. Nie jest jednak tak, jak mówił doc. S. Bendl, że liczba praw i obowiązków jest dla obu stron różna. Jeśli jednak nauczyciele czy uczniowie mają do czegoś prawa, to ich realizację powinna zabezpieczyć druga strona. Przykład: Uczeń ma prawo do tego, by go nie krzywdzono w szkole. Z tego prawa wynika, że inni mają obowiązek nie krzywdzenia go. Jeśli uczeń ma prawo, by w szkole nie dochodziło do sprzedaży czy zażywania narkotyków, to szkoła ma obowiązek, aby narkotyki były w niej zabronione, niedostępne. Prawo i obowiązki to są dwie dopełniające się strony tego samego medalu - stwierdził doc. S. Bendl.

(zob. M Kałach, A. Jasińska, Licealiści wypowiedzieli wojnę szkole, bo chcą nosić dekolty, dredy i tatuaże, Polska. Dziennik Łódzki 26.01.2011, s.5; http://chetkowski.blog.polityka.pl/?p=1190)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.