środa, 5 stycznia 2011

Historia nie jest nauczycielką życia w polityce oświatowej


Pojawił się projekt ustawy o systemie oceniania jakości edukacji zapewne po to, by w toku dyskusji publicznej można było dokonać w nim jeszczze zmian. Istotnie sugeruje on zmiany niektórych zapisów także w ustawie o systemie oświaty i jest rozbudowaniem rozporządzenia MEN o z dnia 7 października 2009 r. w sprawie sprawowania nadzoru pedagogicznego.

Zacznijmy od projektowanych zmian strukturalnych. Mają zniknąć z ustroju oświatowego dotychczasowe kuratoria oraz centralna i regionalne komisje egzaminacyjne. Powstaną nowe struktury podlegające ministrowi edukacji, a mianowicie urząd Naczelnego inspektora Jakości Edukacji, który będzie w randze wiceministra edukacji, zaś jego zadaniem będzie sprawowanie nadzoru nad siedmioma Regionalnymi Ośrodkami Jakości Edukacji (ROJE), oraz Krajowym Ośrodkiem Jakości Edukacji (KOJE). Ma też powstać Centralny Bank Zadań, dla którego pracować będą wyłącznie zewnętrzni eksperci, zatrudniani na umowę o dzieło, a zabezpieczający zadania na egzaminy zewnętrzne. Przewiduje się, że KOJE będą przeprowadzać egzaminy zewnętrzne, kontrolować jakość pracy szkół oraz oceniać efekty ich pracy m.in. analizując ich wyniki. Włączeni w strukturę urzędów wojewódzkich byli pracownicy zlikwidowanych kuratoriów oświaty będą zajmować się przestrzeganiem prawa oświatowego w szkołach. Jak stwierdziła minister K. Hall: – Teraz mamy osiem niezależnych okręgowych komisji egzaminacyjnych, Centralną Komisję Egzaminacyjną i kuratoria, które są udzielnymi księstwami. Chcemy, by był jeden ośrodek, który działa jak wojsko. (za: R. Czeladko Minister Hall chce mieć swoje wojsko w: http://www.rp.pl/artykul/19,548147-Minister-Hall-chce-miec-swoje-wojsko.html)

Tego typu konsolidacja struktur oświatowych w centrum władzy, jak i w terenie jest słuszna, gdyż pozwoli nie tylko zaoszczędzić środki finansowe z budżetu państwa z tytułu mniejszego zatrudnienia w nich pracowników pedagogicznych i administracyjnych, ale także w wyniku zaprzestania utrzymywania wielu budynków czy pomieszczeń, z jakich dotychczas korzystały kuratoria oświaty, ich delegatury czy regionalne komisje egzaminacyjne. Przygotowania do tej operacji trwają już co najmniej dwa lata i są współfinansowane z Europejskiego Funduszu Społecznego przez różne placówki i ośrodki akademickie w naszym kraju. Niepokoi mnie jednak skupianie władzy w resorcie edukacji z równoczesnym redukowaniem i pomijaniem dwóch najważniejszych filarów dla szkolnictwa i placówek oświatowych, a mianowicie ich autonomii, w tym autonomii nauczycieli/pedagogów i uspołecznienia/samorządności.

Powołanie nowych instytucji ma służyć przede wszystkim temu, by zapewnić właściwą realizację kierunków polityki oświatowej państwa w sprawach jakości kształcenia, wychowania i opieki, to znaczy - w zakresie ustalonym przez ministra. Instytucje te będą określały zakres i tematy nadzoru pedagogicznego sprawowanego nad szkołami i placówkami, obowiązkowe obszary wspomagania oraz zapewniały koordynację systemu nadzoru pedagogicznego z systemem egzaminów zewnętrznych To ma niewiele wspólnego z autonomią szkół i nauczycieli, z otwarciem się na profesjonalizm i zaangażowanie tych, którzy potrafią i chcą pracować inaczej, niż ma to obowiązywać w całym kraju. To jest heteronomia, a nie autonomia szkół, skoro nauczyciele mają w nich podporządkowywać swoją pracę temu, co wyznacza im na każdy rok minister edukacji.

Po odzyskaniu po I wojnie światowej przez Polskę niepodległości - Stefania Sempołowska domagała się utworzenia obok ministerstwa – Rady Wychowania Narodowego, która byłaby ciałem kolegialnym, pochodzącym z wyboru, a mającym charakter najwyższej instancji w sprawach pedagogicznych, zaś (…) ministerium oświaty nie powinno skupiać w swych rękach całej władzy nad szkolnictwem.(A. Smołalski, Historyczne podstawy teorii organizacji szkolnictwa w Polsce. Zagadnienia administracji edukacyjnej, tom 3, Kraków: Oficyna Wydawnicza „Impuls” 1999, s. 15) Dlaczego właśnie wówczas pojawił się ów postulat? Dlatego, że oddawanie całej władzy w ręce ministra, zmieniającego się z każdym nowym ustosunkowaniem partii politycznych, naraża pracę wychowawczą na wahania i zmiany, zależne od każdorazowej zmiany politycznej. Dla zabezpieczenia prac wychowawczych i oświatowych od zależności od polityki partyjnej należałoby usunąć je od wszelkich wpływów władz administracyjnych, kierownictwo pedagogiczne oddać w ręce ciała kolegialnego złożonego z fachowców niepolityków, wreszcie przez obieralność kierowniczych czynników zabezpieczyć szkołę od systemu protekcji partyjno-politycznej. (tamże, s. 16)

W oświacie powinny zdaniem Sempołowskiej obowiązywać trzy zasady:
1) Niezależności władz szkolnych od administracji ogólnej;
2) Niezależności szkoły od partii politycznych;
3) Wybieralności kierownictw instytucji edukacyjnych.

Postulowała samowładztwo urzędów oświatowych i wprowadzanie czynnika społecznego do władz edukacyjnych wszystkich szczebli. Przy ministerstwie oświaty powinna powstać Rada Pedagogiczna, w której składzie byliby teoretycy pedagogiki, nauczyciele praktycy, rzeczoznawcy, lekarze, psycholodzy i higieniści oraz przedstawiciele rodziców i społeczeństwa. To nauczycielskie środowisko powinno wyłaniać kierowników szkół, inspektorów szkolnych, dyrektorów okręgowych władz szkolnych oraz członków rady wychowania i in. funkcjonariuszy oświatowych.

6 komentarzy:

  1. Szanowny Panie Profesorze,
    całkiem niedawno przygotowałam ankietę dla dyrektorów i vice dyrektrów szkół (głównie szkół wiejskich i małomiasteczkowych, bo to oni doskonalili swoje kwalifikacje na kursie, w którym brałam udział) pytając ich o rzeczywiste odczucia związane z wdrażaniem zmian generowanych ostatnią reformą (tą programową).Myślę, że byli szczerzy w odpowiedziach, w których przeważało stwierdzenie, że w różnych dokumentach, jakie wypełniają dla różnych urzędników ministerialnych nie piszą całej prawdy o trudnej sytuacji w swoich placówkach bojąc się- o czym otwarcie mówili, że wówczas byliby postrzegani, jako dyrektorzy nieudolni, co znacząco wpłynęłoby na ewentualne przedłużenie kadencji. Ale z drugiej strony, gdy zapytałam vice dyrektorów (chcą się ubiegać o stanowisko "głównodowodzącego" )o obszar zmian, jakie od ubiegłego roku szkolnego mają miejsce w szkołach (ich szkołach!!!), to nie bardzo o nich wiedzieli. Myślę, że mamy bardzo kiepskich dyrektorów (ujmując statystycznie a nie generalizujac) , raczej sterowanych urzędasów a nie prawdziwych liderów zmian. Pracowałam 25 lat w szkole jako "szeregowy nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej, więc wiem coś o tym, ostatnia klasa, jaką oddałam do klasy IV liczyła - niebagatela- 35 uczniów, 7-letnich fantastycznych indywidualistów. Moje prośby do dyrektora szkoły o podjęcie działań w tej dość patowej dla wsztystkich sytuacji spełzły na niczym, a pismo do ministerstwa oświaty, w którym informowałam o tym fenomenie (co przeczyło wizji, że przecież na poziomie edukacji wczesnoszkolnej klasy nie są liczne) pozostało bez jakiejkolwiek odpowiedzi. Dodam, ze była to szkoła w Poznaniu, tzw. osiedlowa i miało to miejsce w 2005 roku (sytuacja ta spowodowała, że odeszłam ze szkoły, czego żałuję, bo byłam chyba wówczas bardziej wiarygodna wobec moich studentów, jako bezpośrednio zanurzona w środowisku, ale było to ponad moje siły). Moze więc ministerstwo otrzymując takie "podkolorowane dane" (bo myślę, że po drodze uładzają je jeszcze bardziej wizytatorzy) mają przekłamany obraz rzeczywistości oświatowej "na dole,"co im bardzo pasuje, bo stwarza iluzyjne przeświadczenie, że idzie ku lepszemu.
    Pozdrawiam serdecznie
    Grażyna R.

    OdpowiedzUsuń
  2. Biorąc pod uwagę wprowadzany obecnie system biurokratycznej kontroli szkół(pod eufemistyczną nazwą ewaluacji)wskazuje, że chodzi po prostu o kolejny etap szaleńczej biurokratyzacji systemu szkolnego, trwającej (minimum)od "reformy" Handkego/Dzierzgowskiej
    Ta kolejna reorganizacja spowoduje jedynie gigantyczny bałagan i pozwoli być może na wymianę jednych(byłych) "swoich ludzi" na innych "aktualnych" swoich ludzi.
    Zmian w oświacie wymagają mechanizmy, a konsekwencją tego(dopiero) powinna być zmiana struktur. Tu mechanizm(biurokratyczny)nie tylko nie zostaje naruszony ale nawet się go wzmacnia!
    Więc nic dobrego poza bałaganem, kosztami i dodatkową papierologią(oraz okazją do zrobienia karier i kasy dla niektórych!) z tego nie będzie!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. W "Naszym Dzienniku 5.01.2011 prof. Andrzej Waśko pisze m.in.:
    "Jeśli założenia zawarte w tych ustawach zostaną wprowadzone w życie, w Polsce może powstać system zdalnego sterowania społecznego tak sprawny i skuteczny, że środki i struktury, jakimi w tym zakresie posługiwali się komuniści, wydadzą się w porównaniu z nim eksponatami muzealnymi. Nazywanie akcji metodycznego obniżania poziomu intelektualnego społeczeństwa reformą oświaty jest przy tym wyrazem szczególnej bezczelności. Wpajanie zaś współczesnym i przyszłym produktom tego procesu - absolwentom zreformowanych szkół - wiary w ich wysoki status kulturalny zakrawa na szyderstwo. "

    OdpowiedzUsuń
  4. Człowieku, kto czyta takie coś jak nasz Dziennik, nie podawaj marginalnych gazet i ich opinii. To tak jak sprawę np. podstawy programowej oceniałby "biuletyn mleczarski"

    OdpowiedzUsuń
  5. Mleczarzem jest ten, kto nie czyta prasy opozycyjnej.

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałeś Anonimowy o cenzurze mainstreamu???
    W opozycyjnych gazetkach, nawet "Naszym Dzienniku" można znaleźć prawdę o polskiej edukacji i rządach min.Hall jakiej przekupione mainstreamowe media nie chcą publikować!!!

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.