wtorek, 29 czerwca 2010

Co różni szkoły wyższe?


Jeszcze rok akademicki się nie skończył, ale do końca czerwca jest czas na akademickie transfery wśród osób czynnych zawodowo, bo emerytowanym nauczycielom akademickim jest wszystko jedno, w której uczelni niepublicznej zapewnią sobie lepszy byt. Nie jest natomiast wszystko jedno tym, którzy pracują w uczelniach publicznych, a zastanawiają się nad przejściem do uczelni niepublicznej, i odwrotnie.

Jedni w dużej mierze coś na tym stracą, drudzy zapewne zyskają. Ci z uczelni publicznych, jeśli postanowili zatrudnić się od nowego roku w niepublicznej szkole wyższej, mogą już się pożegnać z poczuciem bezpieczeństwa, pewności i stałości zasad gry, mogą zapomnieć o tym, że będą podmiotami w procesie akademickim z prawdziwego zdarzenia (z małymi wyjątkami, do jakich zaliczają się te niepubliczne szkoły wyższe, które zdołały uzyskać pełne prawa akademickie, a więc w ramach danej dziedziny nauk mają uprawnienia do nadawania stopni i tytułów naukowych. Takich jest zaledwie kilka w skali kraju, a w przypadku pedagogiki – tylko jedna: Dolnośląska Szkoła Wyższa we Wrocławiu), mogą zapomnieć o tym, że istnieją jawne dla nich reguły rozwiązywania istotnych dla pełnionych ról spraw, klarowne zasady podziału środków finansowych, podstawy do nagradzania ich pracy naukowo-badawczej, dydaktycznej czy organizacyjnej. Wszystko bowiem będzie zależało od „widzimisię” prywatnego pracodawcy lub od dobrej woli nadzoru społecznego organu założycielskiego (jeśli takowy istnieje).

Co może stracić nauczyciel akademicki przechodząc z publicznej do niepublicznej szkoły wyższej jako podstawowego miejsca jego pracy? Wiele, bowiem w strefie wynagrodzeń musi zdawać sobie sprawę z tego, że jego płace nie będą rosnąć, jeśli nie będzie wzrastać z każdym rokiem akademickim liczba płacących za swoje studia studentów (a kto mu to zapewni?), a nawet jeśli ta liczba będzie wzrastać, to przecież właściciel szkoły nie ma obowiązku dzielenia się zyskami (jeśli nie uczyni tego wprost, to zrobi to w sposób zawoalowany) z kadrą akademicką. Z moich doświadczeń z procesu akredytacyjnego, jaki prowadziłem w PKA w uczelniach wyższych w naszym kraju wynika, że są takie szkoły, których właściciele zawierają umowy o pracę, deklarują określony poziom płac, po czym wycofują się z nich, gdyż nabór na studia okazał się zbyt niski i nie mają z czego zapłacić wynagrodzenia. Nie ma tu, jak w przypadku uczelni publicznych, trzynastej pensji, dodatku za staż pracy, premii i nagród (bo rektorzy nie są udziałowcami budżetu uczelni) z tytułu działalności naukowo-badawczej, dydaktycznej itp. Nie ma, bo zawsze znajdzie się jakiś powód, dla którego one być nie mogą (nie muszą). Nikt nie może zmusić właściciela takiej szkoły do wydatkowania zysku na cele, które są rozbieżne z jego interesem. A kto powiedział, że on musi być tożsamy z interesem nauczycieli akademickich?

Wystarczy jeden drobny skandal, medialna „nagonka”, nagła zmiana zainteresowań wśród abiturientów, a uczelnia zaczyna tracić także tych płatników, którzy do tej pory byli zainteresowani studiowaniem i płaceniem za studia. Z uczelni odchodzą studenci a wraz z nimi nikną środki finansowe. Jak wspomniał mi jeden z moich kolegów z UŁ, od ponad roku nie otrzymuje wynagrodzenia z uczelni niepublicznej, gdyż jej właściciel ciągle go zwodzi, że to są tylko drobne kłopoty, zatory finansowe czy zablokowane środki i lada moment zostaną mu wypłacone. Ale nie płaci tylko jemu, ale i innym pedagogom także. Wprawdzie ta uczelnia nie jest dla niego podstawowym miejsce pracy, więc ma jeszcze z czego żyć, ale niektórzy z wykładowców-drugoetatowców już szantażują studentów, że jak nie otrzymają wynagrodzenia z uczelni, to nie wpiszą im zaliczeń czy ocen z egzaminów. Tego typu szantaż skutkuje tym, że i tak zostaną z tej szkoły zwolnieni przez pracodawcę, choć – rzecz jasna – przed sądem pracy dojdą swoich należności. Krążą zatem od uczelni do uczelni, by wyczuć, czy w tej następnej będzie lepiej, pewniej, a może i korzystniej. Właściciele na tym bazują, bo wiedzą, że taki drugoetatowy nauczyciel musi się pocieszyć tym, że coś mu zapłacą, lub co jakiś czas, niż miałby nic nie zarobić.
Niektórzy właściciele takich szkół proponują niskie stawki wynagrodzeń, obiecując zarazem, że jak tylko sytuacja się poprawi, to na pewno będą podwyżki. Już krąży nawet dowcip o tym, jak to jeden z doktorów udał się do takiego pracodawcy i prosi:

- Szefie, muszę dostać podwyżkę, gdyż ja z tej pensji nie mogę wyżyć!
Na co uzyskuje odpowiedź:
- Niech się Iksiński najpierw zastanowi, jak wyżyje bez tej dodatkowej pensji…


Nie mają problemu z wynagrodzeniami w tych szkołach jedynie pełniący w nich kluczowe funkcje (nawet jak są na drugim etacie) i ci, co zostali zatrudnieni w nich jako podstawowym miejscu pracy. W miarę regularnie, w wielu uczelniach nawet bardzo regularnie, wynagrodzenie otrzymują pierwszoetatowi nauczyciele, gdyż to oni w dużej mierze zapewniają uczelni prawne podstawy jej bytowania. Nie wszędzie jest zatem źle.

Transfery kadrowe dotyczą głównie tej kategorii akademickich nauczycieli, gdyż rynek został już przesycony szkołami wyższymi prowadzącymi studia I stopnia (licencjackie) i teraz większe szanse utrzymania się na powierzchni, choć też pod pewnymi warunkami, mają te uczelnie, które prowadzą studia II stopnia (magisterskie). Na wagę złota są zatem zatrudnieni w szkole niepublicznej jako podstawowym miejscu pracy - doktorzy, doktorzy habilitowani i profesorowie, gdyż to od nich zależy zapewnienie minimum kadrowego do prowadzenia studiów na danym kierunku, ale też tylko do czasu i do pewnych granic. System kontroli tego sektora nie jest szczelny i nie jest w stanie zweryfikować, czy złożone przez tę kadrę deklaracje zostały rzeczywiście zrealizowane.

Pytam panią dziekan jednego z uniwersytetów, jak sobie poradzi w sytuacji, gdy od nowego roku akademickiego odejdzie z jej wydziału kilku doktorów habilitowanych? Ona jednak niczego się nie obawia. Owszem, słyszała o tym, że niektórzy jej profesorowie złożyli deklaracje o podjęciu pracy w niepublicznej szkole wyższej w tym samym mieście, ale kiedy ta szkoła uzyska zgodę z ministerstwa na prowadzenie studiów II stopnia, to i tak się w niej nie zatrudnią. To jest ponoć zawarte w ukrytym kontrakcie między nimi. Właściciel takiej szkoły będzie miał rok czasu na dostosowanie się do wymogów prawnych.

Ba, są już wyspecjalizowani w tej dziedzinie prawnicy, którzy zapewnią odroczenie negatywnych skutków, gdyby ujawniła to kontrola PKA. Można jeszcze dać ogłoszenie do prasy, że zatrudni się nawet emerytów (wystarczy ich pisemne oświadczenie) i wyjdzie się "na swoje", bo przeprowadzi rekrutację, kasa wpłynie, a wszystko inne jakoś się załatwi. Ci, którzy złożyli deklaracje o gotowości zatrudnienia się w takiej szkole, mają przecież prawo się rozmyślić. Wyrażenie gotowości zatrudnienia się nie jest bowiem obwarowane spełnieniem tego obowiązku. Nikt nie ponosi z tego tytułu żadnej odpowiedzialności. Na granicy ryzyka balansuje zatem nie tylko właściciel uczelni niepublicznej, ale i pozostała kadra, która podjęła ryzyko zatrudnienia, gdyż nie mogą być pewni, czy jakikolwiek skład kadrowy w niej się utrzyma.

W wyższych szkołach publicznych tego typu „gry” i manipulacje różnych uczestników tzw. procesu edukacyjnego są niemożliwe. W odróżnieniu od szkół niepublicznych są one pod kontrolą organów władzy państwowej (obowiązują tu ustalone przez ministra standardy, procedury, minima), organów władzy akademickiej (realny wpływ na procesy akademickie rady wydziałów i senaty), związków zawodowych (często nawet kilku w jednej uczelni) i opinii publicznej.

sobota, 26 czerwca 2010

Koniec roku szkolnego

jest z jednej strony podsumowaniem niespełna dziesięciu miesięcy wspólnej pracy nauczycieli, uczniów i ich rodziców, z drugiej zaś jest zawsze początkiem czegoś nowego. Dla rodzica nie ma nic bardziej wzruszającego i satysfakcjonującego, jak towarzyszące pożegnaniu roku szkolnego łzy dziecka i jego uwielbianej nauczycielki.To zdarza się jeszcze w polskich szkołach, potwierdzając wartość edukacji i autentyczną moc wpływu wychowawczego wielu znakomitych nauczycielek. Z biegiem lat uczęszczania do szkoły tego typu wzruszenia zanikają po obu stronach. Trochę szkoda, bo to oznacza, że dla starszych uczniów ich nauczyciele nie stają się osobami znaczącymi, za którymi się tęskni i z którymi chciałoby się być jak najczęściej i jak najdłużej. Podobnie i nauczyciele klas starszych rzadziej doświadczają pozytywnych uczuć w relacjach ze swoimi uczniami. Wyrazy wdzięczności za ich zaangażowanie stają się coraz bardziej oszczędne. Szkoda to obustronna.

środa, 23 czerwca 2010

Praca magisterska nie jest taka ważna

Pisze do mnie magistrantka:

Chciałam się dowiedzieć jak to jest z obronami we wrześniu. Do kiedy bym musiała panu oddać całą pracę, żeby się bronić w tym terminie. I jakie są późniejsze terminy? Gdyż 21 sierpnia wychodzę za mąż i nie wiem czy zdążę do września.


Właściwie, chciałem jej napisać, że też nie wiem, czy zdążę do września, bo niby dlaczego i z czym miałbym zdążyć? Nie żenię się, więc zapewne mam o jeden problem mniej od mojej studentki.

Kolejna magistrantka, której nie widziałem przez kilka ostatnich miesięcy, po otrzymaniu ode mnie informacji zwrotnej na temat tego, że przesłana mi część badawcza pracy do niczego się nie nadaje, pisze do mnie:

Będę na pewno u Pana jutro o godz. 10.00 na konsultacji odnośnie mojej pracy. Jeżeli poprawiłabym wytyczone przez Pana błędy to mam jeszcze szanse bronić się w terminie lipcowym? Bardzo mi na tym zależy, gdyż na wrzesień 25 mam wyznaczony termin porodu. Starałam sie ze wszystkich sił, aby praca wypadła dobrze i byłoby mi niezmiernie przykro gdyby mi się nie udało. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że praca musi być zgodna z pewnymi wytycznymi- zrobię jednak wszystko, aby sprostać Pańskim wymaganiom i się obronić.

Kiedy więc przyniosła mi na dyżur wydrukowane już trzy egzemplarze pracy dyplomowej, oniemiałem z wrażenia. Po co to uczyniła? Czyżby sądziła, że może to być przedmiotem targów? Owszem, część teoretyczna rozprawy jest bardzo dobra, ale założenia metodologiczne badań oraz ich przeprowadzenie nie spełniają żadnych, nawet najniższych standardów. Trudno. Musi najpierw poprawić opis strategii badań oraz znacznie poszerzyć ich część opisową oraz interpretację wyników. A ponadto musi pogłębić diagnozę respondentów o analizę ich dokumentacji w instytucji, w której prowadziła badania. Przed nią jest zatem jeszcze wiele pracy. Co zrobi? Nie wiem. Na pewno musi zatroszczyć się o swoje dziecko i własne zdrowie. Czy praca magisterska jest najważniejsza?

wtorek, 22 czerwca 2010

Klinika wyższej edukacji

Belfer (zob. http://okiembelfra.blogspot.com) pisze m.in. o tym, jak postrzega w szkolnictwie wyższym (publicznym i niepublicznym) konkursy na stanowiska nauczycieli akademickich. A że postrzega je źle, to warto się o tym samemu przekonać, czytając jego wpis. Skierował przy tej okazji moją uwagę na porównanie, które zostało wywołane w toku kampanii wyborczej na Prezydenta RP, kiedy to kandydat PiS wraz ze sztabem swoich ekspertów zaatakował kontrkandydata z PO zarzutem o sprzyjanie prywatyzacji służby zdrowia.

Zastanawiałem się nad tym, co jest złego w prywatyzacji, jeśli prywatne kliniki mają zawarte kontrakty z NFZ, a zatem podejmują się bezpłatnego leczenia obywateli, w ramach ubezpieczeń zdrowotnych, to może i w szkolnictwie wyższym powinna istnieć taka możliwość zawierania przez szkoły niepubliczne (swoiste kliniki akademickie) kontraktów z MNiSW, by młodzież mogła w nich studiować nieodpłatnie? Wówczas ogłoszenia tych szkół powinny wyglądać analogicznie, jak klinik medycznych:

Placówka nasza istnieje od dawna. W naszej klinice akademickiej otrzymają Państwo opiekę i pomoc akademicką na najwyższym poziomie. Stałe podnoszenie jakości naszych usług przez nauczycieli akademickich pracujących w tutejszej klinice pozwala zapewnić pełną i profesjonalną usługę dydaktyczną. Klinika nasza posiada status niepublicznej szkoły wyższej, posiada własne zaplecze zabiegowe (chodzi o zabieganie o zaliczenia) i laboratoryjne.

U studenta zgłaszającego się po raz pierwszy, bezpłatnie zostaje przeprowadzone badanie:
• stanu trzeźwości
• poziomu odporności na stres
• zgryzu egzaminacyjnego
• wydzieliny ślinianek na akademickie dowcipy podstarzałych naukowców
• poziomu znużenia na nudne wykłady
• instruktaż przestrzegania higieny w uczelnianych toaletach
• poziomu czytelnictwa tekstów zawierających maksymalnie 30 znaków
• zdolności do kopiowania cudzych tekstów bez odsyłaczy do źródeł.
albo taka reklama mogłaby wyglądać następująco:

Upiększanie własnego umysłu oraz poprawianie defektów wiedzy jest przedmiotem zainteresowania ludzi od zarania dziejów. Jest ono możliwe dzięki umiejętnościom nauczycieli akademickich naszej kliniki. Coraz więcej osób powierza swój umysł pedagogom, a efekty po zakończonej edukacji są satysfakcjonujące dla obu stron. Prywatna szkoła wyższa działa od lat. Grono naszych zadowolonych klientów jest już duże i stale się powiększa. Dzięki naszym usługom możecie Państwo bezstresowo i bezpiecznie osiągnąć oczekiwaną poprawę umysłu i koniecznych do pracy kompetencji.

Przygotowanie do większych zabiegów edukacyjnych w naszej Klinice:
co najmniej dwa tygodnie przed zaliczeniem nie opuszczać zajęć i im pochodnych;
co najmniej dwa tygodnie przed zaliczeniem zalecamy konsultacje uszczelniające szanse egzaminacyjne;
można spożyć lekki posiłek, nie pić kawy, alkoholu, mocnej herbaty (dotyczy studentów egzaminowanych w znieczuleniu miejscowym)
w przypadku studentów egzaminowanych w znieczuleniu ogólnym prosimy być na czczo (nie pić i nie jeść 5 godzin przed egzaminem).

Kształcenie operacyjne wykonywane w naszej Klinice prowadzone jest przede wszystkim w systemie tzw. "Profesora Jednego Dnia". Student ma zapewniony całodobowy dostęp do opieki profesora i jego współpracowników.

sobota, 19 czerwca 2010

Pękać może tylko demokracja

Dziwiłem się autorom spotu reklamowego, w którym znana postać zbliża się do urny wyborczej i mówi: „Nie pękamy – wybieramy”, gdyż treść tego apelu nie ma nic wspólnego z rzeczywistością społeczno-polityczną w naszym kraju. To nie jest czas rewolucji, wojny, przymusu czy jakiegokolwiek innego zagrożenia, żeby trzeba było się czegokolwiek bać. Pękać mogą jedynie ci Kandydaci, którzy obawiają się, że nie zyskają oczekiwanego poparcia społeczeństwa.

Już po raz piąty możemy w wolnej Rzeczypospolitej wybierać w sposób bezpośredni Prezydenta Rzeczypospolitej i nic nam z tego tytułu nie grozi. O ile w 1990 r. tego typu hasło mogło jeszcze dla niektórych coś znaczyć, o tyle dzisiaj jest absolutnie nietrafione. Pękać może tylko demokracja, gdyż bierność obywateli jest dla niej ewidentnym zagrożeniem. Ja jej pomogę, idę i wybieram.

Doktoranci w trosce o edukację










(źródło http://strajkdoktorantow.pl/?p=51)




Wczoraj miałem możliwość spotkania się z doktorantami Wydziału Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, którzy podsumowywali swoje studia sesją posterową i wspólną debatą panelową na temat Studia III stopnia: między standaryzacją a przygotowaniem do naukowej samodzielności. Z jednej strony młodzi naukowcy prezentowali tematy swoich rozpraw doktorskich, wizualizując na plakatach najważniejsze tezy i założenia badawcze, z drugiej zaś mieli możliwość podzielenia się z kierownictwem studiów swoimi opiniami na powyższy temat, który w gruncie rzeczy zachęcał do swoistej ewaluacji i autoewaluacji własnych studiów.
Młodzi doktoranci wskazywali w swoich wypowiedziach na takie problemy, jak:

- Jak pogodzić dwoistość ról: z jednej strony nauczyciela akademickiego (bo w końcu prowadzą zajęcia z niewiele od nich młodszymi studentami), a drugiej studenta studiów III stopnia (muszą realizować określony program zajęć, zdawać egzaminy itp.)?

- Jak radzić sobie ekonomicznie w okresie życia, który dynamizuje tak istotne zadania życiowe, jak zakładanie rodziny, macierzyństwo, samokształcenie i rozwój zawodowy z niskimi stypendiami? Jak pracować naukowo w sytuacji, gdy nie starcza na życiowe zadania?

- Jak radzić sobie w sytuacjach dydaktycznych ze studentami, którzy mają niski poziom motywacji do uczenia się? Jak ich aktywizować do rzeczywistego studiowania?

- Jak godzić ofertę programową studiów III stopnia z własnymi niedostatkami w wykształceniu i oczekiwaniami co do jego zakresu oraz obsady kadrowej?

- Ile jest wolności w rozpoczynaniu własnej pracy naukowo-badawczej, a ile konieczności, które nie zawsze dobrze służą własnemu rozwojowi?

- Jak korzystać z doświadczeń promotora-mistrza, by pogodzić tradycję, kanon z innowacyjnością?

Spotkanie przerodziło się we wspólną wymianę myśli, doświadczeń dydaktycznych i badawczych, a nawet – ze strony uczestniczących w nim profesorów tego wydziału - wspomnień z własnych, pierwszych lat akademickiej pracy. Jedna z doktorantek przekazała też uczestnikom tego panelu materiały dotyczące protestu doktorantów wrocławskich uczelni, którzy wskazują na nasilające się w naszym szkolnictwie formy wyzysku w pracy akademickiej. Protestują przeciwko traktowaniu szkół wyższych jako przedsiębiorstw produkujących kapitał ludzki.

Jak piszą: Edukacja jest traktowana jak jedna z usług, która ma zostać poddana całkowitej liberalizacji i deregulacji. Ten proces oznacza, że publiczny sektor edukacji traci swoją uprzywilejowaną pozycję i staje się jedynie kolejnym komercyjnym dostawcą, który musi dopuścić do rynku innych dostawców oraz poddać się regułom konkurencji. (…) W typowo Orwellowskim stylu, likwidacja autonomii uniwersytetów i poddanie ich kontroli zewnętrznych czynników (rynku i biznesu) nazywana jest „poszerzaniem autonomii”. Deregulacja programów nauczania i zniesienie norm jakościowych nazywane jest „czuwaniem nad jakością”. Ciekawe jest też nazywanie procesu (Bolońskiego – dop. BŚ) „realizowaniem aspiracji społeczeństwa”, gdy chodzi przecież jedynie o realizację aspiracji przedsiębiorców, którzy potrzebują dostępu do wąsko wykwalifikowanej siły roboczej i dostępu do wiedzy wytwarzanej na uniwersytetach, by ją sprywatyzować i skomercjalizować na własny użytek. (zob. www.edukacja.zsp.net.pl oraz http://strajkdoktorantow.pl/ )

piątek, 18 czerwca 2010

Łódzcy liderzy w edukacji


Już po raz dwudziestyczwarty Łódzkie Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego zorganizowało w Muzeum Historii Miasta Łodzi (Pałac Poznańskiego) doroczną galę podsumowującą ruch innowacyjny w łódzkiej oświacie. Zespół do spraw Certyfikacji pod przewodnictwem dyrektora Janusza Moosa przyznał pracodawcom, nauczycielom innowatorom, liderom w edukacji certyfikaty potwierdzające ich szczególny wkład w rozwój edukacji, nowatorskie rozwiązania w zakresie zarządzania procesami kształcenia i wychowania, konstruowanie nowych form i procesów edukacji przedzawodowej i zawodowej oraz nowe teorie, modele czy rozwiązania organizacyjne, które zostały w minionym roku wytworzone i wdrożone do praktyki oświatowej.

Łódzka oświata może się poszczycić wyjątkowymi w skali kraju rozwiązaniami edukacyjnymi i wspomaganiem od wielu, wielu lat pedagogów i nauczycieli tak przez naukowców, nauczycieli-nowatorów, jak i przedstawicieli firm z branży pozaoświatowej w doskonaleniu i wytwarzaniu nowej jakości procesu kształcenia oraz wychowania dzieci i młodzieży.

Jak stwierdził w specjalnie przygotowanej publikacji dyrektor ŁCDNiKP Janusz Moos – efektywne funkcjonowanie szkoły, placówki oświatowej (organizacji edukacyjnej), nauczycielskiego zespołu zadaniowego (metodycznego) wymaga optymalnego zarządzania i przewodzenia przez lidera. Właśnie lider kreuje ZMIANY, tworzy strategie implementowania ZMIAN (koncepcji pedagogicznych – dydaktycznych , modeli) do praktyki edukacyjnej, buduje relacji interpersonalne, organizuje współdziałanie w grupie (zespole), oddziaływuje na mechanizmy motywacyjne do udziału w procesie generowania ZMIAN i w procesie ich wdrażania oraz wartościowania.

Nie sposób wymienić w tym miejscu wszystkich wyróżnionych dla edukacji nowatorów, gdyż certyfikaty wręczono:
21 partnerom przyjaznej edukacji,
15 - innowacyjnym pracodawcom,
26 - liderom w edukacji,
18 organizacjom innowacyjnym,
17 nauczycielom nowatorom,
21 organizacjom, szkołom i nauczycielom wprowadzającym zmieny innowacyjne w szkolnych systemach edukacyjnych,
6 - dyrektorom gimnazjów potwierdzającym zorganizowanie wzorcowego wewnątrzszkolnego systemu orientacji i poradnictwa zawodowego,
12 - liderom wzorcowego wewnątrzszkolnego systemu orientacji i poradnictwa zawodowego,
2 - szkołom przedsiębiorczości,
9 - nauczycielom certfikaty umiejętności informatycznych,
10 - uczniom i studentom za osiągnięcie wysokiego poziomu kwalifikacji i kompetencji umożliwiających twórcze rozwiązywanie problemów informatycznych,
14 - nauczycielom potwierdzającym wysoki poziom kwalifikacji reprezentowanych podczas konkursów przedmiotowych dla uczniów.

(więcej na stronie: www.wckp.lodz.pl)

środa, 16 czerwca 2010

Akademicki NIKT i KTOŚ

Nazywam się NIKT i jestem kanclerzem Wyższej Szkoły …. w Z.”

Tak zaczyna się list, jaki otrzymał jeden ze znaczących w pedagogice uniwersyteckich profesorów, któremu proponuje się, by opuścił mury swojej uczelni i zatrudnił się w niepublicznej szkole wyższej. Poziom arogancji osiąga tu szczyty, skoro właściciel szkoły niepublicznej zwraca się do przedstawiciela władzy jednej z jednostek uniwersyteckich, by nie tylko sam zrezygnował z pracy, ale i zachęcił do tego swoich współpracowników. Autor tego listu pisze bowiem, co następuje:

W mojej uczelni mamy dwa kierunki studiów A i B. W związku z uruchamianiem studiów drugiego stopnia na kierunku Pedagogika jestem zainteresowany nawiązaniem współpracy z profesorami lub dr habilitowanymi nauk humanistycznych w dyscyplinie naukowej pedagogika w postaci zatrudnienia na pierwszym etacie. Dlatego pozwalam sobie napisać do Pana Profesora i złożyć propozycję nawiązania ewentualnej współpracy z naszą Uczelnią. Bardzo proszę o odpowiedź”.

Pan NIKT pisze do profesora KTOŚ z pełnym przekonaniem, że jego oferta jest bardziej wartościowa od pracy w szacownym, liczącym kilkadziesiąt lat uniwersytecie. Sądzi zapewne, że stwarza lepsze warunki do pracy, ale nie bierze pod uwagę tego, że jeśli one mają dotyczyć jedynie procesu kształcenia, to trafiają „kulą w płot”, bo jeśli ten KTOŚ nadal chce być KIMŚ, nie zgodzi się na ograniczenie jego dotychczasowej pracy naukowo-badawczej do roli „wyrobnika” godzin dydaktycznych, do bycia pionkiem w tak zwanym „minimum kadrowym”. Już sama nazwa wskazuje, że jeśli KTOŚ miałby być jedynie częścią czyjegoś MINIMUM, to zaprzeczałby swojej dotychczasowej roli, pasji czy zaangażowaniu. Musiałby chcieć zgodzić się być NIKIM, dodatkiem do kogoś, kto sam jest NIKIM. Dać się zredukować do NICOŚCI, to „naukowa śmierć”.

A co proponuje ów właściciel? NICOŚĆ, bo jeśli sądzi, że temu profesorowi zależy na wartościach materialnych, to się myli. Trzeba być NIKIM, trzeba być samemu zredukowanym do wartości najmniej trwałych, by tak myśleć i tak postrzegać kogoś, kto jest KIMŚ. To prawda, że są na rynku profesorowie, którzy dali się utowarowić, jak mówił w swoich wystąpieniach o pacjentach kandydat na Prezydenta RP - Jarosław Kaczyński. Dla nich nie ma miejsca na godność, przyzwoitość, tylko liczy się kasa, bo nie pracując dla uczelni, nic jej nie dając poza własną pozycją i ważnością, która ma ochraniać ich prawo do czerpania jednostronnych korzyści, nie afiliując swoich publikacji i udziału w konferencjach, istotnie podtrzymują przeświadczenie, że tacy są wszyscy. Otóż nie są. Profesor, który mi przekazał informację o wspomnianej powyżej ofercie, nie tylko, że nie odpisał na nią, ale i słusznie ją skomentował: - „do śmieci”.

Znajdzie się jednak taki NIKT, który ją przyjmie. Zły pieniądz wypiera lepszy, ale w tym przypadku chodzi mimo wszystko o to, by ten lepszy (KTOŚ) nie stał się tym złym (NIKIM).

wtorek, 15 czerwca 2010

Odpowiedź studentom Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi


Drodzy Studenci,
dopiero dzisiaj otrzymałem pismo, jakie zostało przez Was skierowane do mnie w czasie obrad Senatu WSP w Łodzi w dn. 31 maja 2010 r., a datowane na 15 maja br. Po mojej rezygnacji z funkcji rektora tej uczelni nie mam już innej możliwości, jak właśnie tą drogą skierować do Was odpowiedź. Niektórzy z Was doszli ponoć do wniosku, że skoro tak dawno temu przekazaliście mi swoją "petycję", a ja na nią nie odpowiadam, to pewnie Was zlekceważyłem. Tak jednak nigdy nie było i nie jest. Dopiero dzisiaj wpłynął do mnie Wasz list i od razu nań odpowiadam.

Rozumiejąc i szanując moją decyję związaną z zakończeniem przeze mnie współpracy z WSP prosicie mnie jednocześnie, bym ją dokończył ze studentami wszystkich roczników, z którymi była ona rozpoczęta. Niestety, nie jest to możliwe. Uprzedzałem w swoim wystąpieniu inaugurującym bieżący rok akademicki, jakie zajmę stanowisko, jeśli zostaną złamane pewne zasady. Przypominam to w tym miejscu:

"W ostatnich miesiącach byliśmy świadkami odsłaniania fałszu w niejednej z istniejących już w naszym kraju szkół wyższych, zarówno niepublicznych, jak i publicznych. Po raz pierwszy w krótkim okresie istnienia naszej uczelni dzwonili w okresie rekrutacji kandydaci z zapytaniem, czy aby WSP w Łodzi jest uczelnią wiarygodną, przestrzegającą prawa, by po jakimś czasie nie okazało się, że minister pozbawi ją określonych uprawnień? Zrozumiałem, że chcą u nas studiować także i takie osoby, które z jakiegoś powodu straciły zaufanie „do akademickiego rynku”. Niepokoją się zatem, czy ich wyrzeczenia związane z koniecznością wniesienia opłat z tytułu czesnego, nie zostaną nagle odarte z wiary w standardy przyzwoitości, jakie powinny panować w środowisku akademickim. Skłoniło mnie to do podzielenia się w dniu inauguracji roku akademickiego 2009/2010 refleksją na ten właśnie temat.

Francuski socjolog, publicysta Michel Fize stwierdza w jednej ze swoich książek, że żyjemy w cywilizacji kłamstwa, pogrążając się w hiperbolicznym wręcz wzroście wszelkiego rodzaju oszustw. Media nieustannie informują nas o kolejnych aktach bezwstydu i bezczelności, po jakie sięgają w swoich działaniach przedstawiciele różnych zawodów i ról społecznych. Dotyczy to tak drobnych oszustów, wyzyskiwaczy, jak ludzi, którzy powinni z tytułu zajmowanych pozycji i stanowisk być wzorem także prawdy. Pytanie zatem o to, czy nie obserwujemy coraz większej dominacji niegodziwości i fałszu w naszym codziennym życiu, choć wydaje się retoryczne, to jednak zobowiązuje nas, humanistów do zastanowienia się nad tym, czy nie zostaje naruszona w naszym świecie hierarchia wartości i czy czasem wartości negatywne nie zdominowały wartości pozytywnych. Krótko mówiąc, świat kłamie na wszelkie możliwe i wyobrażalne sposoby.(M. Fize, Kłamcy. Dlaczego boją się prawdy, tłum. Andrzej Wróblewski, Wydawnictwo Klub dla Ciebie, Warszawa 2009, s. 14).

Wspomniany powyżej autor słusznie przeciwstawia się utożsamianiu kłamstwa z komunikowaniem nieprawdy, gdyż ten, który kłamie, jest wobec nas nieszczery, nieprawdomówny, ale w swoim akcie kłamstwa jest prawdziwy. Kłamca zna prawdę, jeśli nie całą, to przynajmniej prawdę tego, co myśli, co wie, co chce powiedzieć, zna różnicę między tym, co myśli, a tym, co mówi: wie, że kłamie. (tamże, s. 26) Jego kłamstwo jest prawdą, kiedy rozpoznajemy je jako fakt (akt) społeczny, publiczny, kiedy odsłaniamy je, demistyfikując rzeczywiste, a więc prawdziwe powody czyichś postaw, działań, odczuć. Ktoś dzisiaj może mówić nam i/czy innym, że nas szanuje, ceni, uznaje, ale poza naszą obecnością, do innych wyrażać coś zupełnie temu przeciwnego. Być może nie czyni tego wprost, skrywając swoje kłamstwa tak, by inni skupiali się na przedmiocie jego pomówień, oszczerstw czy fałszów, odwracając uwagę od tego, który je wyraża. Być może w tym okłamywaniu innych ktoś tak już się zapętlił, że stracił zdolność rozpoznawania tego, co w nim prawdziwe, od tego, co w nim fałszywe.

Kłamcy jawią się publicznie jako osoby życzliwe, szczere, autentyczne, ale w swej istocie kierujące się taktyką wykorzystania innych do swoich celów, bo tylko tak zamierzają je osiągać, jeśli chcą to czynić czyimś kosztem. Kłamią zatem, by wykorzystywany tego nie rozpoznał. Jeśli więc ktoś chce być pedagogiem, to musi być nie tylko wzorem prawdy, dobra i piękna, ale także reagującym na zło świadkiem jego pojawiania się w naszej rzeczywistości. Uważajmy na tych, którzy stosując w komunikacji z nami różnego rodzaju wybiegi i manipulacje, skrywają swoje kłamstwa. Na kłamstwie wyrastają tylko chwilowe potęgi czy konstrukcje, gdyż nie da się budować domu na zgniłych fundamentach.

Przygotowując się do jednej z najpiękniejszych profesji w naszym świecie, jaką jest rola pedagoga – wychowawcy – nauczyciela czy edukatora, musimy czynić to na zdrowym podłożu własnego rozwoju, w warunkach, w których mistyfikacje, oszukaństwo, symulowanie, hipokryzja czy blaga będą natychmiast nie tylko odsłaniane, ale także napiętnowane jako niegodne ich obecności w naszej codzienności. Pedagog sam staje się kłamcą, kiedy obejmuje milczeniem świadomość istniejących nieprawidłowości, zła, fałszu, kiedy tak czyni pod pozorem ochrony czyjegoś lub własnego interesu, gdyż w ten sposób sam włącza się w skrywanie fałszu, nakręca jego spiralę. Jeśli zatem chcecie Państwo współtworzyć tę instytucję akademicką, to musicie brać pod uwagę to, że studiowanie do czegoś zobowiązuje. Każdy z nas dźwiga ciężar wolności i związanej z nią odpowiedzialności. A to oznacza, że nie tylko wierzy w prawdę, jej szuka, ale i ją stanowi w swoich życiowych rolach. Bodajże przed dwoma laty obecny w czasie inauguracji roku akademickiego WSP w Łodzi - ks. Kazimierz Kurek przypomniał, że to ludzkie sumienie jest bezwzględnym warunkiem autentycznego bycia człowiekiem, a pedagogiem w szczególności. (...)

Proszę zatem nie liczyć na to, że stanę po stronie kogoś, niezależnie od jego pozycji czy usytuowania w tej uczelni, kto tę solidarność naruszy lub jej nadużyje. Albo wszyscy, solidarnie, będziemy się w naszej aktywności akademickiej obdarzać prawdą i wiernością wobec niej, albo naruszając przyjęte wspólnie wartości, naruszymy fundamenty prawdy i będziemy musieli się ze sobą rozstać. Los nauczycieli akademickich, służb administracyjnych tej uczelni i los studentów oraz naszych już absolwentów jest w jakimś stopniu wspólny i zobowiązuje do wierności przyjętym ideałom.

Pedagodzy muszą w krainie możliwego kłamstwa i pozorów ryzykować sobą, a ich prawdomówność musi być jeszcze większa niż prawdomówność kogokolwiek innego. Jeśli przystępujący dzisiaj do immatrykulacji studenci powierzają nam swoją nadzieję, to muszą wiedzieć, że powiernik jest razem z nimi – razem, to znaczy, że w sprawach podstawowych o pół kroku przed nimi. Tam gdzie brakuje owego „razem”, powstaje iluzja wierności.(jw., s. 92) Jestem przekonany, że otwierający ten rok akademicki wszyscy pracownicy WSP dochowają wspomnianej tu zasady solidarności i wierności wobec wszystkich członków tej wspólnoty."


Przekazane Waszym przedstawicielom w Senacie uzasadnienie mojej decyzji (będące pochodną m.in. powyższego przesłania), a przyjęte bezwarunkowo i bez zastrzeżeń przez właściciela szkoły potwierdza - w obliczu zmiany strategii zarządzania tą uczelnią - słuszność i konieczność zarazem takiej decyzji z mojej strony.

Dziękując za Waszą solidarność życzę Wam, byście w nowych warunkach organizacyjnych realizowali swoje plany edukacyjne, zgoDnie z własnymi możliwościami i aspiracjami.

poniedziałek, 14 czerwca 2010

Socjologiczna ściema

Prof. Marcin Król z Uniwersytetu Warszawskiego narzekał kilka dni temu („Dziennik. Gazeta Prawna” (110/2010, s. A15) na fatalne skutki wdrożenia do szkolnictwa wyższego deklaracji bolońskiej, w wyniku której każdy, kto ukończył studia licencjackie na jednym kierunku, może je uzupełniać na innym. Nie przypominam sobie, by polscy socjolodzy protestowali przeciwko temu rozwiązaniu. Dopiero teraz jednak zdali sobie sprawę z tego, że do niedawna jeszcze elitarne, jednolite, pięcioletnie studia magisterskie z socjologii są już jedynie historią kształcenia w ramach tej dyscypliny. Jak pisze M. Król:


My uczymy socjologii, a w każdym razie nasz magistrant otrzymuje dyplom magistra socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Zapewne część studentów, jaka do nas przyjdzie robić magisterium, to nasi licencjaci, ale nie ma pewności, że nie pojawią się trzy inne kategorie: zdolni studenci z niehumanistycznych kierunków lub z takich, na których nie ma odrobiny socjologii, studenci po prowincjonalnych szkołach prywatnych lub publicznych, którzy uczyli się socjologii, ale marnie, oraz studenci, którzy chcą uzyskać dyplom Uniwersytetu Warszawskiego, bo to jednak ma znaczenie dla dalszej drogi życiowej. Oczywiście, w czasie dwu lat studiów magisterskich można trochę nauczyć, jednak nie można nauczyć socjologii od podstaw.


Otóż to, po kiepskich studiach licencjackich z socjologii, można kontynuować je już jedynie na równie kiepskich dwuletnich studiach z innych nauk społecznych czy humanistycznych. Jedno nie ulega wątpliwości, że koniecznych do wykonywania zawodu kompetencji nie uzyska się ani na studiach pierwszego stopnia, ani drugiego, gdyż jako konstruowane niezależnie od siebie i realizowane w różnych szkołach będą najzwyklejszą ściemą. Socjolog, pedagog czy filozof po licencjacie w marnej szkole wyższej czy po nadbudowanym magisterium na innym kierunku studiów może sobie kopiami własnego dyplomu wytapetować ściany dowolnego pomieszczenia, bo dzięki takiemu systemowi edukacji nie zyska poszukiwanych przez pracodawców kompetencji.
Jak pisze o tym szczerze prof. M. Król:

Ten eksperyment czy raczej już nie eksperyment, lecz praktyka wdrożona na wiele lat, może się udać tylko częściowo. Nauczyciele akademiccy jakoś dadzą sobie radę, najbardziej żal mi młodzieży, która nieuchronnie będzie po części oszukiwana.

sobota, 12 czerwca 2010

Kto jest dla kogo?

Dzwoni do profesora pracownik komórki administracyjnej niepublicznej szkoły wyższej z pretensjami, że student ośmielił się przynieść pracę magisterską, indeks i kartę zaliczeń z podpisanym przez profesora oświadczeniem o jej przyjęciu wraz z wskazaniem na recenzenta określonej osoby. Tymczasem w tej uczelni ponoć zmieniły się wzory formularzy i ten, który został administracji dostarczony przez magistranta jest niezgodny z tym, jaki ma obowiązywać. Co czyni pracownik- biurokrata? Wyrzuca studenta za drzwi, a winą za niezałatwienie jego sprawy obciąża nauczyciela akademickiego. Bo w tej uczelni nie chodzi o to, by administracja służyła studentom, tylko by studenci służyli administracji. Niech się zdenerwują, niech popsioczą (oczywiście na swojego nauczyciela), niech tracą czas, bo ważniejszy jest nowy wzór dokumentu, niż zgodna - także w tej starszej wersji - jego treść.

Ja tego typu postawy określam jednoznacznie mianem administracyjnego sabotażu, czyli tym rodzajem działania, które jest na niekorzyść nie tylko własną takiego pracownika i obsługiwanego przez niego studenta, ale i miejsca pracy - uczelni. Chociaż to krótkowzroczne działanie daje temu pracownikowi-urzędasowi poczucie satysfakcji, że ma „wadzę”, to jednak wkrótce może się okazać, że ci, których powinien on godnie obsłużyć, poinformują kandydatów na studia do tej uczelni, by nie składali do niej swoich ofert, by nie lokowali prywatnych pieniędzy na pokrycie kosztów studiów w szkole nieszanującej płatników. Jak nie będzie już pieniędzy na wypłaty pensji dla takiego pracownika dziekanatu czy inaczej nazwanej komórki administracyjnej, to być może przypomni sobie, jak sam na to zapracował swoją arogancją.

To ciekawe, że mimo zmiany ustroju gospodarczego z socjalistycznego (czy się stoi, czy się leży tysiąc złotych się należy) na kapitalistyczny (jak się nie stoi i jak się nie leży, to co najmniej tysiąc złotych za realną pracę się należy) studenci szkół wyższych wzdłuż i wszerz naszego kraju nadal narzekają na to, jak fatalnie są obsługiwani przez niektórych pracowników dziekantów. To są ci, dla których klient nie jest ich panem, ale sługą. Pogratulować! To nie ci, którzy chcą studiować znajdą się wkrótce wśród bezrobotnych, ale ci, którzy ich tak fatalnie obsługują!

wtorek, 8 czerwca 2010

Prawda czasu, prawda ekranu


Jedna z łódzkich wyższych szkół niepublicznych zostanie prawdopodobnie zamknięta, bo ma zbyt mało studentów, by na siebie zarobić. Zdaniem red. M. Markowskiego z Gazety Łódzkiej jest to pierwsza łódzka uczelnia, która nie wytrzymała konkurencji, i pyta -Czy ostatnia? Pytanie jest retoryczne. Zapewne nie jest to ani pierwsza, ani też ostatnia niepubliczna szkoła wyższa, która rozczarowała swoich klientów tak, jak nawet najlepiej rozreklamowany film.

Gdyby odwołać się do metafory "hollyłódzkiej", można by napisać, że z edukacją wyższą w sektorze niepublicznym i publicznym jest trochę tak, jak z wytwórnią filmów. Można w niej kręcić filmy z marną obsadą, po jak najmniejszych kosztach, na bazie prymitywnego scenariusza czy w kiczowatej scenografii i bez podkładu muzycznego z nadzieją, że jakoś się ten film nakręci i sprzeda (pewnie telewizji publicznej, jak ma się z nią podpisane porozumienie).

Na ekranach kin tu i tam wyświetla się filmy, które zostały nakręcone i wyprodukowane przez różne ekipy czy studia filmowe. To widzowie rozstrzygną o tym, czy chcą obejrzeć film oscarowy, nominowany do nagród czy amatorski, dzieło sztuki czy kicz. Potencjalni widzowie studiując program, czytając recenzje, dopytując się o ich opinie tych, którzy już dany film obejrzeli, a wreszcie kupując bilet (nawet w cenie promocyjnej), nie mają gwarancji, że obejrzą to, czego się spodziewali.

Oczywiście, może być też tak, że ktoś kupuje bilet nie po to, by obejrzeć film, ale by zobaczyć swojego ulubionego aktora, podziwiać misterne dialogi czy posłuchać świetnej muzyki. Przy kiepskiej obsadzie, fatalnej grze aktorów, nudnej fabule itp. pozostaje mu albo sen, albo popijanie coca-colą popcornu, albo wyjście z sali w trakcie seansu. Rozczarowany filmem będzie szerokim łukiem omijał kino z nędznym repertuarem.

Być może z popytem na ofertę edukacyjną niektórych uczelni jest jak z programem filmowym. Ktoś lubi tylko filmy kryminalne, sensacyjne, a ktoś komedię czy horror. Są też i tacy, którzy nie idą na film, tylko do kina. Nie ma się zatem co dziwić, że niektórzy producenci filmowi i właściciele kin po jakimś czasie plajtują, a kino zamienia się w kolejną szkołę "wyższą", albo na odwrót.

poniedziałek, 7 czerwca 2010

Encyklopedia Pedagogiczna XXI wieku na finiszu



Ogromnie żałuję, że nie będzie mi dane uczestniczenie w tak ważnym dla Profesora Tadeusza Pilcha - Twórcy i Naczelnego Redaktora Encyklopedii Pedagogicznej XXI wieku promocji Suplementu, który zamyka niezwykły projekt naukowy polskiego środowiska pedagogicznego. W tym samym jednak czasie otwieram międzynarodową konferencję na Wydziale Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu.

Jak informuje Wydawnictwo Akademickie ŻAK na swojej stronie: Przez 7 kolejnych lat, poczynając od 2002 roku ukazało się siedem kolejnych tomów tego dzieła, w ktorym autorami poszczególnych haseł tworzonych na bieżąco byli przedstawiciele wszystkich uczelni humanistycznych z kraju. Po wielu nieudanych próbach podejmowanych od kilkudziesięciu lat mamy po raz pierwszy w Polsce pełną encyklopedię pedagogiczną. 7 opasłych tomów, 2115 haseł umieszczonych na 8074 stronach oto rozmiary tego dzieła.

W tym tygodniu wyjdzie zatem wspomniany SUPLEMENT, a w nim - kolejnych kilkadziesiąt haseł. Pragnę zatem, także w tej formie, przekazać Profesorowi T. Pilchowi z Uniwersytetu Warszawskiego oraz wszystkim tym Osobom, które przyczyniły się do powstania tego wyjątkowego dzieła - wyrazy szczególnego uznania i szacunku. Potrafił Pan Profesor, jak nikt inny, skupić wokół tego projektu naukowo-edytorskiego badaczy i nauczycieli akademickich oraz działaczy oświatowych trzech pokoleń, których wiedza, pasja i znakomita umiejętność przekazywania w syntetycznej formie najnowszych osiągnięć nauk o wychowaniu oraz dyscyplin z ich pogranicza przyczyniła się do opublikowania w Encyklopedii Pedagogicznej XXI wieku wyjątkowej liczby, struktury i treści haseł.

Zdaję sobie sprawę z tego, że każde tego typu dzieło ma także swoje ograniczenia wydawnicze, toteż wyrazy uznania należą się Wydawnictwu Akademickiemu "ŻAK". Nie mogę nie podzielić się przy tej okazji sugestią, że chciałoby się teraz rozbudowywać Encyklopedię o kolejne tomy czy nowe formy jej wizualizacji (np. wersję elektroniczną z plikami multimedialnymi), a może i zabiegać o jej przetłumaczenie na język angielski, by naukowcy z innych krajów mieli dostęp do stanu wiedzy polskich pedagogów o bogactwie historycznym, kulturowym i edukacyjnym naszej myśli oraz praktyki pedagogicznej. A że jest się czym szczycić, to najlepiej świadczy o tym promowany właśnie Suplement.

Dziękując za możliwość drobnego partycypowania w tym dziele jako autor kilku i recenzent kilkudziesięciu haseł, życzę Profesorowi Tadeuszowi Pilchowi wiele lat dalszej, tak owocnej i jakże nam wszystkim potrzebnej pracy naukowej, radości i zasłużonej satysfakcji z wpisania się tego dzieła w zbiór kanonicznej literatury przedmiotu studiów, badań naukowych i projektów edukacyjnych. Niech kolejne lata będą czasem dalszej aktywności naukowej, spełnienia wszystkich planów, nieustającego zdrowia i pomyślności osobistej.

Przed nami zaś konfrontacja tak tej edycji, jak i wspomnianej już przeze mnie wcześniej w blogu Encyklopedii Pedagogicznej pod red. Jana Průchy z Czech oraz przygotowywanej do druku przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne polskiego wydania Historycznej Encyklopedii Pedagogiki pod red. Dietricha Bennera i Jűrgena Oelkersa z Niemiec i Szwajcarii.

ekopedagogika

Dzięki sejmowej komisji Przyjazne Państwo z kodeksu wykroczeń zostanie usunięty zakaz chodzenia po trawnikach, zielonych skwerach w miejscach publicznych. Tym samym będzie można wkraczać na pas miejskiej czy wiejskiej zieleni, odpocząć na nim, położyć się, a nawet urządzić piknik. Każdy powinien mieć szansę poopalać się, zrobić sobie przerwę od pracy i wypocząć na kawałku zieleni - mówi poseł Stanisław Pięta z PiS, który pojutrze będzie sprawozdawcą z prac nad m.in. tą propozycją zmiany w prawie (To ten sam poseł, który o nauczycielach wykształconych w PRL twierdził, że są lumpeninteligencją).

I jeszcze jedna, ważna z postulowanych zmian w prawie. Nasze pieski będą mogły załatwiać swoje potrzeby na tych publicznych trawnikach. Jakże miło będzie się po nich chodzić i grilować. Harcerze muszą zmienić Prawo Harcerskie w tym punkcie, który dotyczy miłości do przyrody, a wydawcy podretuszować nieco treści w podręcznikach szkolnych.


(źródło: K. Klinger, Można deptać trawniki, Dziennik.Gazeta Prawna 7.06.2010, s.A2)

niedziela, 6 czerwca 2010

Wychowanie, edukacja, nauka i szkolnictwo wyższe na stronach komitetów wyborczych kandydatów na Prezydenta RP














Programy wyborcze kandydatów na Prezydenta RP zapewne nie mogą być zanadto rozbudowane, by wyborca mógł szybko rozpoznać, jakie są ich priorytety, główne myśli, idee czy wartości, wokół których zmierzają budować własną prezydenturę. Tylko komitety wyborcze czterech - spośród liczących się w tegorocznych wyborach Kandydatów (Bronisława Komorowskiego, Jarosława Komorowskiego i Grzegorza Napieralskiego) - mają swoje strony internetowe, co najlepiej świadczy nie tylko o ich zapleczu organizacyjnym, politycznym, ale i medialnym, ale i potwierdza otwartość na ponowoczesną komunikację, gotowość do włączania osób akceptujących ich programy, możliwość pozyskiwania różnych opinii i tworzenia oddolnego ruchu zaangażowania w zarysowanym kierunku.

Przywołuję zatem w tym miejscu (w kolejności alfabetycznej nazwisk kandydatów) te fragmenty programów wyborczych, które wprost nawiązują do wychowania, edukacji, nauki i szkolnictwa wyższego. Mamy jeszcze dwa tygodnie czasu na poszukiwanie danych, interpretacji czy wyjaśnień tego, co wydaje się nam jeszcze niejasne, wątpliwe czy godne szczególnego rozwinięcia. Warto świadomie i czynnie wpływać na wybór Prezydenta RP.

I. Zarys programu wyborczego Jarosława Kaczyńskiego

Za najważniejsze uważam dziś trzy sprawy:
Pierwszą jest przyspieszenie rozwoju kraju i rozwiązywania naszych codziennych problemów. (…)
Nasze państwo musi wprowadzać coraz lepsze sposoby wspierania rodzin i tworzyć bardziej przyjazny klimat dla rodzicielstwa. Młodym ludziom musi pomagać w ich starcie życiowym, aby zakładali rodziny nie na emigracji, lecz we własnym kraju. Tutaj powinni mieć dobrze opłacaną pracę i możliwość uzyskania mieszkania. Nie można godzić się z nierównością szans edukacyjnych polskich dzieci. Trzeba lepiej troszczyć się o naukę i kulturę, bo zaniedbania w tych dziedzinach będę trudne do odrobienia.
(…)
Musimy pamiętać o ludziach, którym bez własnej winy żyje się gorzej niż innym. Trzeba skuteczniej pomagać rodzinom i środowiskom, które same nie potrafią wyrwać się z biedy. Więcej naszej solidarności potrzebują osoby niezdolne do samodzielnej egzystencji i ci, którzy się nimi opiekują. Świat zna przecież sposoby rozwiązywania podobnych problemów.
Druga sprawa to dobra pozycja Polski w świecie i Unii Europejskiej.
Doświadczenie ostatnich pięciu lat uczy, że nasi partnerzy liczą się z nami wtedy, gdy sami znamy swoją wartość i potrafimy zabiegać o swoje. Szanując zdanie innych, musimy przedstawiać bez kompleksów własne argumenty i na tej podstawie dążyć do uczciwego porozumienia.
Trzecia sprawa to połączenie nowoczesności z tradycją.
Polska musi być krajem nowoczesnym. Dla innego nie ma miejsca we współczesnym świecie. Jednocześnie musi być mocna swoją tradycją. Musimy pielęgnować pamięć historyczną, swój dorobek kulturalny i ojczysty język, zachować szacunek dla sprawdzonego modelu rodziny i innych wartości, które budowały nasz Naród. Dumni z tego, że jesteśmy Polkami i Polakami, będziemy szybciej unowocześniać swój kraj.
Bardzo ważną wartością naszej kultury jest prawda. Dziś potrzebujemy prawdy o tym, co w naszym kraju nie działa jeszcze tak, jak byśmy chcieli. Znając tę prawdę i głośno o niej mówiąc, można wypracować dobre rozwiązania w najważniejszych dla Polski sprawach. Właśnie wokół nich musi toczyć się narodowa debata. Prezydent powinien do niej zachęcać i dbać o to, aby wszyscy mieli w niej równe prawa. Przede wszystkim zaś powinien bronić wspólnego dobra oraz inicjować pożądane zmiany.

http://jaroslawkaczynski.info/polska/Zarys_programu_wyborczego_Jaroslawa_Kaczynskiego

II. Zarys programu wyborczego Bronisława Komorowskiego

Kandyduję na stanowisko Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, by wspierać modernizację Polski i dbać o dobro wszystkich Polaków.

Prezydent – odpowiedzialność za przyszłość

System ochrony zdrowia, rozwój nauki i systemu edukacji, kluczowy dla rozwoju Polski nie może być poza obszarem zainteresowań Prezydenta. (…) Zadaniem Prezydenta jest dbanie o taki rozwój kraju, w którym nikt z racji urodzenia, stopnia sprawności, wykształcenia, czy miejsca zamieszkania nie jest pozbawiony możliwości bycia we wspólnocie , a więc także prawa do pomocy w sytuacji trudnej. System edukacji dążąc do jak najlepszego wykształcenia i tworząc warunki do sprawiedliwej rywalizacji nie może służyć do wyrzucania poza nawias tych najsłabszych.

Pomoc dla rodzin i ludzi spoczywa na państwie, wspieranym poprzez organizacje pozarządowe i pomoc wzajemną rodzin. Troska o równomierny rozwój jest dyktowana nie tylko nakazem moralnym. Jest również praktycznym myśleniem o przyszłości. Powstawanie obszarów wykluczenia jest zagrożeniem dla rozwoju, tworzy warunki zagrażające bezpieczeństwu, zarówno w domu jak i na ulicach. (…) Bez historycznej pamięci i świadomości naszych korzeni nie można zbudować społecznego ładu zakorzenionego w wartościach. Możemy być dumni z wielkiego zrywu Solidarności, który doprowadził do obalenia komunizmu, umiejętności wyjścia z księżycowej gospodarki socjalistycznej i zbudowania gospodarki rynkowej oraz z uzyskania bezpiecznych granic i trwałych sojuszy międzynarodowych.

Patriotyzm oznacza dziś umiejętność nawiązywania współpracy ponad podziałami politycznymi, co jest szczególnie ważne na szczeblu lokalnym i regionalnym. Chciałbym, aby sprzyjał temu system wyborczy do samorządów. Będę więc działał na rzecz jednomandatowych okręgów w wyborach do rad gmin, co będzie sprzyjać wykształceniu silnych lokalnych społeczności z autentycznymi liderami.
Patriotyzm to umiejętność organizowania wzajemnej pomocy. Budowanie przestrzeni w której każdy może czuć się bezpiecznie. Jako Prezydent będę wspierał inicjatywy i organizacje pozarządowe - fundament społeczeństwa obywatelskiego.

Dużą wagę przywiązuję do wspomagania rozwoju harcerstwa, jako szkoły patriotyzmu, współdziałania, odpowiedzialności i budowy wspólnoty, czyli tych cnót, które zbyt często gubione są w bezwzględnej walce konkurencyjnej. Patriotyczne myślenie o przyszłości to także dbałość o usuwanie barier rozwoju, wspomaganie polskiej nauki i polskiego systemu edukacyjnego oraz współpracy nauki z gospodarką. Chcę budować przestrzeń do obywatelskiej debaty nad najważniejszymi dla kraju sprawami, mobilizować środowiska polityczne, naukowe, eksperckie do wspólnej dyskusji nad wypracowaniem najlepszych rozwiązań dla polskiej rzeczywistości prawnej, gospodarczej, dla dobrobytu obywateli.
(…)

Polsce potrzebna jest polityka oparta na rozwadze w działaniu, szacunku dla ludzi inaczej myślących i dostrzeganiu w politycznym przeciwniku partnera. Chcę, by Polska była krajem ludzi wykształconych i przewidujących, krajem innowacji, umiejętności i współpracy. By Polska była mądra i rozważna.


http://www.bronislawkomorowski.pl/dlatego-komorowski.html


III. Deklaracja prezydencka Grzegorza Napieralskiego:

Kandyduję na prezydenta RP w przekonaniu, że Polska potrzebuje na tym urzędzie polityka młodego, postępowego, odpowiedzialnego i bogatego w doświadczenie poprzedników. Zagwarantuję prezydenturę odpowiedzialną, ponadpartyjną, przeciwdziałającą politycznemu monopolowi prawicy.

Oto punkty mojej deklaracji:

• Polska bez podziałów. Nie jest ważne, gdzie ktoś kiedyś stał. Ważne jest, co chce robić dzisiaj i gdzie jest teraz. (…) Będę stał na straży wolnego, sprawiedliwego państwa, jakości stanowionego prawa i równych praw dla wszystkich obywateli (bez względu na ich poglądy, wartości, idee, pochodzenie, polityczny życiorys, wyznanie, płeć, orientację seksualną). Jestem orędownikiem państwa nowoczesnego, świeckiego, neutralnego światopoglądowo, oddzielonego od kościoła. Będę dbał, by konkordat nie był nadużywany.

• Bezpłatna edukacja i dostęp do Internetu. Opowiadam się za bezpłatną edukacją na wszystkich poziomach, od szkoły podstawowej, aż po studia wyższe. Podejmę starania, aby Internet stał się dostępny dla każdego i bezpłatny.

• Wiedza jako przepustka do lepszej przyszłości. Domagam się zwiększenia nakładów na naukę, bo dziś są dramatycznie niskie i pozbawiają Polskę szans konkurowania z innymi, a świat jest coraz bardziej konkurencyjny. Studia są prawem – nie towarem. Uczelnia nie jest przedsiębiorstwem, ale miejscem zdobywania wiedzy.

• Konkretna pomoc rodzinie. Jestem zwolennikiem utworzenia i szybkiej realizacji Narodowego Programu Budowy Przedszkoli, tak, by były one dostępne dla wszystkich dzieci. Wystąpię z taką inicjatywą.


http://www.napieralski.com.pl/program

IV. KONTRAKT DLA POLSKI Andrzeja Olechowskiego:

(...)
Będę jednoczył Polaków. Nie będę dzielił ludzi na lepszych i gorszych. Wszyscy obywatele, niezależnie od przekonań, poglądów, pozycji społecznej czy stylu życia zasługują na szacunek i wsparcie swojego Prezydenta. Ustanowię nowe standardy dialogu, kompromisu i współpracy. Dołożę wszelkich starań, aby zespolić nasze siły i stworzyć z nas zespół - drużynę Polska.
(...)

Pomogę w wypracowaniu rozwiązań ułatwiających młodym ludziom usamodzielnianie się. Będę promotorem młodych Polaków. Wzmocnię ich głos w życiu publicznym. Otworzę inne możliwości uczestnictwa w polityce niż w partyjnych młodzieżówkach. Spowoduję, że zmniejszy się liczba tych, którzy uważają, że w Polsce jest „niefajnie”.
(...)

Pomogę w pracach nad nowym kształtem edukacji. Ich efektem musi być większa konkurencja wśród szkół i wyższych uczelni (państwowych i prywatnych) oraz wyższa jakość polskich dyplomów.


http://www.olechowski.pl/program/show/id/6

piątek, 4 czerwca 2010

Pedagogika mamonistyczna

Pluralizm w naukach jest faktem, który nie pojawił się w naszym kraju wraz z transformacją ustrojową 1989 r. Jak słusznie stwierdza Joanna Rutkowiak: Owa wielość jest jednak czymś więcej niż powierzchniową różnorodnością wywołującą napięcia w sferze codzienności, jest ona bowiem także podstawą poważnego, mającego już długą tradycję, problemu filozoficznego wyrażającego się w pytaniu o możliwości znalezienia się wobec mnogości fenomenów oraz o osiąganie określonej linii porządkującej, najlepiej w formie zasady „ostatecznej orientacji”.

Pomimo długotrwałych procesów obowiązywania w okresie PRL fundamentalizmu pedagogicznego, nie zerwaliśmy jeszcze z pozostałościami syndromu homo sovieticus, by być otwartymi na heterogeniczną rzeczywistość teoretyczną, a szczególnie na nurty współczesne antyfundamentalizmu. Świat wciąż jest konstruowany antagonistycznie, będąc nieustanną walką o władzę, o dominację jednego dyskursu nad drugim, gdzie trwa nieustanna dyskursywna walka różnych naukowych "wersji" rzeczywistości wychowawczej o ich uprawomocnienie. Odbywa się ono kosztem wersji alternatywnych i stanowi operację ich "wyłączania i włączania", czyli chroni jedne interpretacje, a inne marginalizuje i zmusza do milczenia. Stworzona w ten sposób metanarracja życia społecznego represjonuje swoje alternatywne wersje.

Być może jest to wynikiem poddawania polskiego społeczeństwa przez ponad 40 lat w okresie socjalizmu presji monistycznego postrzegania i uprawiania nauk humanistycznych, a zarazem wykluczania z badań naukowych ich uzasadnień teoretycznych jako spekulatywnych, nienaukowych właśnie. Wyrażana wówczas pejoratywnym określeniem „spekulatywizmu” pogarda dla rozpraw teoretycznych, dla analiz filozoficzno-pedagogicznych, socjo-, czy psychopedagogicznych, które miały stanowić przesłanki do konstruowania także empirycznie zorientowanych projektów badawczych sprawiła, że kolejne pokolenia naukowców unikały studiów teoretycznych czy metateoretycznych.

Interesująco wypowiada się na ten temat wybitny filozof szkoły lubelskiej - Mieczysław Albert Krąpiec, kiedy wspomina okres swojej pracy naukowej w PRL: Byliśmy tymi, którzy dostrzegli niebezpieczeństwo utraty kultury humanistycznej przez oddanie jej marksizmowi, poddanie metodzie marksistowskiej. Niebezpieczeństwo zanegowania wartości intelektualnych człowieka, zanegowania moralności, zanegowania kultury narodowej, zanegowania kultury humanistycznej. Jeśli się bowiem człowieka pojmuje tylko jako jednostkę, która jedynie przez pracę w kolektywie uzyskuje rozum, top trudno w oparciu o to budować kulturę narodową. Partia z początkiem lat 50. powiedziała, że trzeba usunąć kulturę chrześcijańską, tomizm, kulturę filozoficzną szkoły lwowsko-warszawskiej, kulturę filozoficzną szkoły fenomenologicznej i na to miejsce dać marksizm. Wiedzieliśmy, że to uderzenie w samą istotę, podstawę polskiej kultury narodowej.

Socjalizm nie dopuszczał do głosu innej wizji świata, w tym kształcenia i wychowania, niż te o proweniencji marksistowskiej. Na domiar tego wszelkie badania komparatystyczne ówczesnej myśli pedagogicznej miały na celu wykazanie, że wszystkie prądy - poza marksistowskim - pod pozorem walki o wolność, godność człowieka i narodów służyły wzmocnieniu, uzasadnieniu i utrzymaniu ustroju kapitalistycznego, opartego na nierówności klas. Miały one "sens klasowy, ukryty wśród rozważań niejednokrotnie całkiem słusznych i dostatecznie uzasadnionych". Nie była potrzebna teoria wychowania personalistycznego, skoro wszystkie odmiany prądów i kierunków pedagogicznych oceniano monistyczną miarą obowiązującej ideologii.

Wydawało się, że po 1989 r. akt zrzucenia dotychczasowego jarzma, akt eksterioryzacji osobistej odmowy wobec obowiązujących w PRL zdarzeń i teorii równoznaczny będzie z rezygnacją z dalszego w nich uczestniczenia czy ich afirmowania. Niestety, w wielu niepublicznych szkołach wyższych wśród kadr nimi zarządzających, w gronie profesorów i doktorów prym wiodą byli sekretarze uczelnianych komitetów PZPR, absolwenci Wojskowej Akademii Politycznej im. Feliksa Dzierżyńskiego czy ówcześni liderzy pedagogiki socjalistycznej. Część spośród nich się „zaszyła”, skrzętnie ukrywa swój miniony dorobek, część pełni funkcje kierownicze, wykorzystując do tego celu sieć wciąż przecież jeszcze wpływowych kontaktów, choć zapewne już pod innych szyldem politycznym czy wyznaniowym, a studiujący pedagogikę nawet nie wiedzą, kto i czym „karmi” ich dusze. Zamiast dekomunizacji mamy ukrytą i pełzającą restytucję pedagogiki socjalistycznej, z tym że w wersji mamonistycznej. Studenci (nie tylko) pedagogiki – studiujcie uważnie i dogłębnie, także życiorysy tych, którym powierzyliście swój kapitał.



(źródła: J. Rutkowiak, Wielość paradygmatów dydaktyki a wspólny mianownik realności życia. Ku pytaniom o przekłady międzyparadygmatyczne, w: Paradygmaty współczesnej dydaktyki, red. Lucyna Hurło, Dorota Klus-Stańska, Majka Łojko, Kraków: Oficyna Wydawnicza „Impuls” 2009, s.27; H. Muszyński, Nauki pedagogiczne w PRL, Kwartalnik Pedagogiczny 1985 nr 3-4, s. 96; M. A. Krąpiec OP, Rozważania o wychowaniu, Lublin: Fundacja Servivre Veritati Instytutu Edukacji Narodowej 2010, s.194).

czwartek, 3 czerwca 2010

Wychowawcze świadectwo prawdy i odwagi

Najnowszy numer Tygodnika Powszechnego poświęcony jest męczeńsko zmarłemu ks. Jerzemu Popiełuszce. Warto sięgnąć do zawartych tu wspomnień czy analiz, gdyż dotyczą one postaci szczególnej. Metropolita Warszawski ks. abp Kazimierz Nycz pięknie wskazuje na to, że życie ks. Jerzego Popiełuszki jest dla kolejnych pokoleń wzorem dobrych relacji księdza ze świeckimi, wyjątkowej otwartości tego duszpasterza na innych w dobie okazywanej przez władze PRL wrogości wobec Kościoła Katolickiego i osób wierzących. Dziś ma ona także miejsce, choć już na szczęście nie ze strony władz polskiego państwa, ale w zupełnie innym wymiarze, kontekście i formach. Można dzisiaj zapytać, jak to jest możliwe, że wypowiadane przez ks. Jerzego Popiełuszkę myśli w okresie quasi totalitaryzmu, w okresie politycznej i światopoglądowej ortodoksji nie straciły swojej aktualności, a wręcz przeciwnie, nabierają w dobie wielokulturowości, pluralizmu i uzasadnionego zróżnicowaniem kulturowym relatywizmu – wciąż zobowiązującego wymiaru? Zdaniem abp. K. Nycza – dał dowód na to, jak być niezłomnie wiernym Bogu, ludziom i ideałom, jak słuchać ludzi i być wrażliwym na ich duchowe i społeczne potrzeby, jak szanować prawdę, bez której nie ma wolności i godnego człowieczeństwa.

Piotr Litka wynalazł w Archiwum Diecezjalnym Warszawskim rękopis ks. Jerzego Popiełuszki, który do tej pory nigdzie nie był publikowany. Udostępniając dzisiaj jego treść potwierdza aktualność zawartych w nim treści. Ks. Jerzy Popiełuszko pisał: Odwaga jest kategorią etyczną dawno znaną i bardzo wysoko cenioną. Co najmniej od czasów Platona zalicza się odwagę do kardynalnych cnót – razem z mądrością, rozwagą i sprawiedliwością. Odwaga jest postawą często potrzebną, a nawet konieczną, ciągle bowiem człowiek musi walczyć o wartości nadające sens jego życiu. Odwaga to cnota w walce. Walka o dobro jest obowiązkiem każdego chrześcijanina. Cała postawa Kościoła w walce polega na tym, że walczy o wolność do prawdy. Moralną miarą odwagi jest gotowość poświęcenia wartości osobistych w imię dobra innego człowieka, jednostki czy społeczeństwa. (…) Trzeba tez odwagi, aby nie dać się uśpić, nie dać się ukołysać pozornymi obietnicami, gołosłownymi deklaracjami. (Pokolenie bohaterów, Tygodnik Powszechny 2010 nr 23, s. VI).

Z pułapki pozorów i pustych obietnic wymykają się jednak tylko nieliczni. Tak, jak w okresie przemocy, tak i w dobie wolności wygodniej jest większości żyć w zniewoleniu, fikcji, upokarzaniu ich przez innych, byle swe życie uczynić wolnym od wysiłku, zaangażowania, dawania świadectwu deklarowanym wartościom. Wilhelm Reich pisał, że mordercy Chrystusa są wszędzie tam, gdzie ludzie nie są zdolni do kierowania własnym życiem. Więzieniem może być zatem zaburzona strukturalnie i moralnie rodzina, szkoła, miejsce pracy itp., a więc środowiska, w których znajdujemy się jak w zastawionej na nas pułapce. Wychowawca zaś, który z wychowania czyni intratny interes, nie będzie zainteresowany wychowaniem, lecz interesem. Wystrzegajmy się takich wychowawców. (Mordercy Chrystusa, 1995, s. 25). Będą bowiem wykorzystywać innych w wyrafinowany sposób do ostatnich granic. Trzeba zatem umieć rozpoznawać w otoczeniu tych, którzy mówią o prawdzie, a żyją w zakłamaniu, włączając nas do współpracy, żywią wyraźną pogardę dla nas, nie uznając tego, co czynimy, jeśli nie jest to zgodne z ich dyktatem, którzy swą siłę czerpią z tych, których niszczą. Można wprawdzie żyć, studiować czy pracować w takim środowisku, ale własna w nim aktywność będzie tyle samo warta, co jazda w zepsutym samochodzie holowanym przez ciężarówkę.

Jak pisał ks. Jerzy Popiełuszko: Dzisiaj świat nie szanuje mocarzy, którzy są uzbrojeni po zęby, choć wiele krzyczą o pokoju. Dzisiaj świat bardziej szanuje mocarzy myśli, woli i serca. Tylko tacy mocarze mogą stanąć do walki o lepsze. (tamże). Niektórzy jednak wolą zniewolone umysły. Na jakiś czas to wystarczy, choć pozór i marność i tak wyjdą na wierzch. Jak mówią dzieci: „Oliwa nie żywa, ale zawsze sprawiedliwa”. Dlatego też tak wielkim skarbem jest to, że ksiądz Jerzy będzie beatyfikowany, bo będzie się do kogo odnieść w chwilach zwątpienia lub poszukiwania drogi wyjścia z zastawionej na nas pułapki.

Pedagogika (dla) półgłówków

Książek nie kupują, bo ich nie stać na nie.
Nie wypożyczają - bo ich aktualnie nie ma w bibliotece.
Nie szukają, bo i po co, skoro wystarczy włączyć PC lub laptopa i wejść do Internetu, gdyż wydaje się, że jest tam wszystko to, co jest konieczne do napisania pracy zaliczeniowej, dyplomowej lub studyjnej.

Wrzucają zatem do wyszukiwarki hasło – słowo kluczowe i natychmiast wyświetla im się dostęp do artykułów, a nawet kserokopie akademickich książek.
Potem konieczna jest operacja fizyczna: Ctrl+C , a następnie Ctrl+V i praca na zaliczenie, egzamin czy dyplom jest już „napisana”.
A ja muszę ten bełkot czytać i tłumaczyć, że nie ma to nic wspólnego ze studiami i z nauką.
Jak wytłumaczyć im, że zacytowany poniżej fragment internetowego tekstu o tym, czym jest pedagogika, został napisany przez jakiegoś pół-…? Nie wierzycie? To przeczytajcie:

Pedagogika
Pedagogika to nie tylko nauka, ale właściwie dość szeroki zestaw nauk, których celowość do wychowanie i edukacja. Należąca do grupy nauk społecznych dzielona jest ze względu na zakresy życia człowieka, który ma pozostawać pod opieką lub wpływem pedagoga. Najbardziej dzieloną grupą wiekową są dzieci oraz młodzież. Ze względu na duże różnice w zakresie rozwoju wynikające z tego faktu podziały uwzględniają warunki, jakie przyjmuje w kolejnych etapach swojego życia człowiek i dobierają do tego adekwatnie narzędzia oraz zabiegi, które najlepiej sprawdzają się w przyporządkowanej podgrupie. Publikacje pedagogiczne uwzględniają nie tylko sposoby wychowania i procesu edukacji, ale także omawiają wynikające problemy przy jednoczesnym wskazywaniu na sposoby ich rozwiązania za pomocą dostępnych środków. Jako bardzo rozległa dziedzina składająca się z wielu nauk przy okazji opracowania traktujących o niej tekstów wymaga dość obszerne nawiązywanie do innych nauk, ponieważ tylko takie podejście umożliwia zrozumienie rysowanych sytuacji oraz stosowanych narzędzi oraz celowość pewnych sugerowanych posunięć.

środa, 2 czerwca 2010

A w "Wiadomościach" TVP-1 "piz.."

Interes publiczny – jak twierdzą politycy - wymagał ujawnienia wczoraj przez media zapisu czarnej skrzynki TU-154 z polską delegacją udającą się na uroczystości katyńskie do Smoleńska 10 kwietnia 2010 r. Uważano, że w ten sposób zostaną przecięte spekulacje i manipulacje informacjami na temat ostatnich chwil tego tragicznego lotu.

Główny program informacyjny telewizji publicznej TVP-1, jakim są nadawane o godz. 19.30 "Wiadomości" zatroszczył się wczoraj o misję publiczną swojej stacji, publikując w trakcie głównego wydania Wiadomości dosłowny zapis z fragmentów rozmów pilotów. Moja córka ze zdumieniem czytała na ekranie zaznaczony w specjalnej ramce fragment rozmowy, jaką prowadziła załoga JAKa-40, który wcześniej wylądował z polskimi dziennikarzami na lotnisku w Smoleńsku:

No witamy Ciebie serdecznie. Wiesz co, ogólnie rzecz biorąc, to pizda tutaj jest. Widać jakieś 400 metrów około i na nasz gust podstawy są poniżej 50 metrów, grubo.

Ciekaw jestem, czy posłanka PiS - Elżbieta Kruk z Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, która umie „coś tam, coś tam”, zażąda ukarania TVP-1 za naruszenie norm moralnych przez autorów tego programu w medium stojącym ponoć na straży dóbr publicznych?

Najlepszy prezent na Dzień Dziecka


to spędzenie go razem z dzieckiem/dziećmi w większym zakresie, niż ma to miejsce na co dzień. Na stronie portalu ONET zostały opublikowane wyniki sondy na temat tego, jaki jest, naszym zdaniem, najlepszy prezent na Dzień Dziecka? Można było zaznaczyć kilka odpowiedzi. Wyniki tego sondażu są interesujące z dwóch powodów: po pierwsze ustosunkowało się do tego pytania 126 267 osób, czego nie są w stanie osiągnąć moi studenci badając opinię dorosłych na interesujący nas temat, a po drugie opublikowane wyniki zaprzeczają alarmistycznym tonom publicystów i części pedagogów jakoby rodzice troszczyli się jedynie o wartości materialne dla swoich pociech.

spędzenie całego dnia
z rodzicami
24630 (19%)
wycieczka 16080 (13%)
książka 13238 (11%)
słodycze 7091 (6%)
rower 7955 (6%)
karnet na obiekt sportowy 6433 (5%)
płyta ulubionego wykonawcy 5296 (4%)
rolki 4897 (4%)
encyklopedia multimedialna 4181 (3%)
hulajnoga 3635 (3%)
instrument muzyczny 4238 (3%)
quad 3561 (3%)
ubrania 4334 (3%)
coś innego 3715 (3%)
konsola gier wideo 2994 (2%)
odtwarzacz mp3 3000 (2%)
narty 2164 (2%)
film na DVD 1950 (2%)
snowboard 1362 (1%)
trudno powiedzieć 2225 (2%)
nie interesuje mnie to 3288 (3%)

Moje dzieciaki miały dzisiaj kilka godzin wspólnie spędzonego czasu wraz z rodzicami. Odbyliśmy wyprawę do Portu Łódź, gdzie mogły poszaleć na ciekawie zaaranżowanym tam placu zabaw, zjeść lody i zobaczyć przedstawienie teatru kukiełkowego. W domu czekały na nie w prezencie książki i gry planszowe. Mimo pochmurnej pogody wspólnie spędzony dzień uznaliśmy za udany.

wtorek, 1 czerwca 2010

Awaryjne zestawy pomocy dydaktycznych

Amerykański socjolog Neil Postman pisał kilka lat temu w jednej ze swoich książek, że w społeczeństwach konsumpcji dorośli redukują wymagania wobec dzieci i są niekonsekwentni w egzekwowaniu przestrzegania przez ich podopiecznych jakichkolwiek zasad postępowania. Nadopiekuńczy rodzice odcinają swoim dzieciom skórkę od chleba, by te nie męczyły się w czasie gryzienia, porządkują za nie w ich pokoju, czyszczą im buty, myją, piorą i prasują, byle tylko ich pociechy w pełni zadowolić i zapewnić im codzienną radość oraz komfort życia. Dziecko nie może się męczyć, czymkolwiek męczyć. Wystarczy, że trud ponoszą jego rodzice.

O tym, by dziecku było w szkole lub w związku ze szkołą miło i przyjemnie, też myślą nauczyciele i władze oświatowe. Ci pierwsi piszą poradniki „jak przeżyć szkołę”, „jak ściągać”, przygotowują gotowce, ukrywając się za - gwarantującymi im anonimowość i dodatkowe zarobki - firmami w zakresie pisania prac wszelakich (od wypracowań szkolnych po prace doktorskie), a ci drudzy - obniżają poziom trudności zadań w ramach tzw. egzaminów państwowych troszcząc się o to, by pomóc zdającym, którym się nie chce uczyć lub chce jak najmniej.

A kiedy już ktoś zapragnie komuś złożyć życzenia, przekazać pozdrowienia czy będzie musiał wygłosić jakieś przemówienie, to niech się zbytecznie tym nie trapi. Są od tego specjaliści, którzy „myślą” i „tworzą” za niego, oferując gotowe przemówienia i pisma okolicznościowe.

Jak piszą w swojej ofercie: Nieoczekiwane sytuacje, z jakimi spotyka się w swej karierze zawodowej każdy menedżer lub pracownik firmy czy instytucji publicznej, zmuszają do szybkiego reagowania. Często wiąże się to z koniecznością szybkiego napisania odpowiedniego pisma lub wygłoszenia przemówienia, co w sytuacji stresowej tylko dla nielicznych jest łatwym zadaniem. Przygotowane dla zestresowanych biznesmenów i dyrektorów czy zarządzających instytucjami poradniki pozwolą:
szybko i profesjonalnie przygotować się do każdego wystąpienia publicznego i prezentacji, dzięki ponad 500 wzorcowym tekstom wystąpień publicznych i pism okolicznościowych oraz – jak to się określa - "zestawom awaryjnym", które pozwolą ułożyć powitanie, pożegnanie, gratulacje lub wystąpienie okolicznościowe,
podnieść swoje kompetencje zawodowe, dzięki praktycznym informacjom zawartym w specjalnym module "Asertywne zachowania",
sprawnie i fachowo przeprowadzić trudne rozmowy z pracownikami, takie jak rozmowy oceniające, motywujące, wyznaczające cele,
• zaplanować m.in.: imprezy motywacyjne, pikniki okolicznościowe i rajdy rowerowe
, dzięki gotowym scenariuszom imprez i spotkań.

Ktoś by pomyślał, że niektórzy nasi partnerzy, zwierzchnicy czy współpracownicy mówią czy piszą do nas z potrzeby serca, szczerze i na podstawie zasobów własnego umysłu. Skądże znowu. Oni zarządzają zasobami, które z humanum mają niewiele wspólnego. Jeśli zatem kandydaci do urzędu Prezydenta RP popełniają w trakcie spotkań z wyborcami gafy, to być może nie jest jeszcze z nimi tak źle. Może jest to symptom tego, że prawdopodobnie mówią od siebie, a nie w oparciu o dostarczono im zestawy awaryjnych pomocy dydaktycznych.