środa, 8 grudnia 2010

Pedagodzy o nowych technologiach w nowym świecie
















Wczoraj odbyła się w Oddziale Łódzkim Polskiego Towarzystwa Pedagogicznego i Łódzkim Towarzystwie Pedagogicznym przy Instytucie Edukacji Ustawicznej dr Beaty Owczarskiej debata na temat roli, jaką odgrywają nowe media w świecie dzieci i młodzieży. Poprzedziły ją sprawy organizacyjne, które tu odnotowuję dla zainteresowanych. Walne Zebranie OŁ PTP dokonało zmiany na funkcji przewodniczącego, którym zostałem ponownie wybrany na trzyletnią kadencję. Moją zastępczynią została dr Teresa Wejner, pedagog, ekspert od dysleksji i dysgrafii z wieloletnim doświadczeniem zawodowym u Rzecznika Praw Dziecka. Natomiast Łódzkie Towarzystwo Pedagogiczne przyznało mi godność Honorowego Przewodniczącego ŁTP w uznaniu zasług dla wspierania rozwoju zawodowego, naukowego i społecznego środowiska pedagogów i nauczycieli. Obie funkcje stają się zobowiązaniem do kolejnych działań na rzecz oświaty i rozwoju pedagogiki jako nauki.

W części merytorycznej, znakomicie przygotowanej przez dr Beatę Owczarską, mieliśmy okazję zapoznać się z wynikami badań wiodących w naszym kraju młodych naukowców, reprezentujących nasz kraj w COST (European Cooperation in the field of Scientific and Technical Research - Action IS0801: Cyberbullying: coping with negative and enhancing positive uses of new technologies, in relationships in educational settings) - doktorów Jacka Pyżalskiego i Piotra Plichty.

Reprezentowany przez nich obszar badań dotyczy problemu odpowiedzialnego korzystania z nowoczesnych technologii komunikacyjnych przez dzieci i młodzież, ze szczególnym uwzględnieniem cyberprzemocy i strategii jej przeciwdziałania. Problematyka, ta chociaż w oczywisty sposób stanowi poważny problem w obszarze pedagogiki i zdrowia publicznego, jeszcze kilka lat temu była słabo rozpoznana empirycznie w naszym kraju. Poważny brak nie tylko stosownej wiedzy na ten temat, a tym samym i teorii pedagogicznych, ale i propozycji aplikacyjno – oświatowych związanych z możliwością właściwego reagowania na zjawisko agresji elektronicznej, jest już eliminowany dzięki diagnozom zarówno pozarządowych organizacji np. Fundacja Dzieci Niczyje, jak i łódzkim naukowcom.

Przede wszystkim tzw. twarde dane empiryczne z przeprowadzonych badań na reprezentatywnej próbie gimnazjalistów i nauczycieli w całym kraju z jednej strony łamią istniejące stereotypy na temat wykorzystywania nowych technologii przez młodzież i jej nauczycieli, z drugiej zaś ukazują ciekawe tendencje w tym obszarze. Nie jest prawdą, że młodzież przebywa w wirtualu dłużej, niż dorośli w świecie TV. Okazuje się, że gimnazjaliści korzystają z nowych mediów średnio ok. 3-4 godzin dziennie. Ich aktywność sprowadza się do takich m.in. działań, jak: zamieszczanie zdjęć na portalach społecznościowych, przepisywanie wierszy, tekstów piosenek, pisanie własnych opowieści, zdawanie relacji z wydarzeń, ściąganie muzyki, plików filmowych, ale i zamieszczanie własnych wytworów, zawieranie i podtrzymywanie znajomości, komunikowanie się z innymi czy „podróżowanie” przez profile nieznanych sobie osób.

Natomiast dla polskich nauczycieli świat wirtualny jest wciąż niezdobytym czy słabo jeszcze wykorzystywanym „lądem”. Powoli, choć wciąż jeszcze w bardzo małym stopniu zaczynają go nie tylko rozpoznawać, ale i działać w nim w sposób kreatywny. Wprawdzie tylko ok. 6% nauczycieli prowadzi swoją stronę internetową lub blog i tyleż samo umieszcza w sieci swoją twórczość, to jednak w odróżnieniu od gimnazjalistów lokuje Internet wśród swoich zainteresowań na pierwszym miejscu
(10,3%) w stosunku do 5,6% nauczycieli. Znacznie ważniejsze są jednak wnioski obu badaczy, by nie dokonywać uproszczonego wartościowania korzystania z mediów na zasadzie przeciwstawiania świata realnego światu wirtualnemu, gdyż coraz silniej stapiają się one ze sobą.

Po co pytać dziecko, jak długo „jest w Internecie”, skoro można zainteresować się tym, dlaczego w nim „przebywa” i czego w nim poszukuje, do czego wykorzystuje, co w nim czyni? Tylko dlatego, że młodzi mają możliwość przeniesienia się do wirtualnego świata poza kontrolą dorosłych, w tym także poza nadzorem instytucji oświatowo-wychowawczych, to wychowanie wcale nie musi być inne od tego, jakie dotychczas dominowało w naszej codzienności. Nadal konieczne jest towarzyszenie dzieciom i młodzieży w ich zmaganiach się z codziennością i światem, jakimkolwiek by on nie był (online czy offline). Istnieje problem nierówności cyfrowych w naszym społeczeństwie i będą się one pogłębiać, jeśli nauczyciele nadal będą postrzegać przestrzeń wirtualną jako jedynie zagrożenie dla dzieci i młodzieży.

Niewystarczające jest skupianie przez pedagogów uwagi jedynie na nauczaniu młodzieży posługiwania się nowymi technologiami w szkole (lekcje informatyki). Trzeba zaprosić uczniów z ich mediami i ich kompetencjami (często większymi od nauczycielskich) do współkreowania procesu uczenia się. Nie straszyć i nie wzbudzać sensacji, ale konstruować sytuacje naturalnego posługiwania się mediami w toku lekcji. Dlaczego np. nie poprosić uczniów, by sfilmowali telefonem komórkowym wypowiedzi swoich koleżanek czy kolegów z klasy w czasie zajęć, by ci wykorzystali je do autokorekty? W dydaktyce ma to swoją tradycję - microteaching.

Media wprawdzie częściowo osłabiają i neutralizują tradycyjne wpływy wychowawcze, ale to przesunięcie socjalizacyjne ma też swoje walory. Wzmacnia możliwości zaspokajania potrzeby akceptacji, afiliacji, wspomaga osiąganie jakichś sukcesów, reguluje labilność emocjonalną, uświadamia własną sprawczość i poziom koniecznej samokontroli czy sprzyja rozwojowi kapitału społecznego w tym środowisku. Może warto myśleć kategoriami szans, aniżeli zagrożeń, budzenia nadziei zamiast lęków, współtowarzyszenia uczniom zamiast ich izolowania w obu światach – tym realnym i tym wirtualnym?

5 komentarzy:

  1. Mam ciekawy film (a nawet prezentację) zajmuje około 10MB, które akuratnie wstrzeliwuje się w tematykę posta. postaram się to podesłać, więc jakby u Pana coś pokazywało, że duży plik, to śmiało będzie to mój załącznik. Ponoć to co jest w tym filmiku (pokazie) to dość spory ruch i oddźwięk na świecie. Mym studentom się to podobało. Mniemam, że znajdę adres mailowy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też bym poprosił o tą prezentację jeśli można. Proszę o podanie maila.

    OdpowiedzUsuń
  3. "ok. 6% nauczycieli prowadzi swoją stronę internetową lub blog"

    Czy jest gdzieś informacja na temat autorów tych stron,blogów i ich adresów internetowych. Jeden blog już znam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. mam wrażenie, że od lat (co najmniej pięćdziesięciu, odkąd technika zaczęła przyśpieszać) powtarza się coraz częściej następujący problem: nauczyciel miewa mniejszą wiedzę specjalistyczną niż najzdolniejsi uczniowie (cóż, oni mają więcej czasu i sił) a jednocześnie czuje się zobowiązany do przewodzenia im... co wymaga umiejętności nie tyle technicznych co zwyczajnie: międzyludzkich. Tych ostatnich u kandydatów do zawodu najczęściej się nie rozwija, o czym Pan Profesor pisał wielokrotnie a i ja w czasie swoich studiów miałem okazję się przekonać. Mam w dyplomie specjalność nauczycielską, miałem świetnych metodyków na studiach, cóż, kiedy oni zwyczajnie mieli za mało czasu na przekazanie swojej wiedzy praktycznej czy też przećwiczenie ze studentami pewnych spraw. Gdyby u nas powszechną rzeczą było zwyczajne dobre wychowanie - problem jakoś by się sam rozwiązał... Ale się nie rozwiąże, bo w naszej kulturze brak i powszechnego dobrego wychowania i życzliwości i przede wszystkim poczucia wspólnoty, która jest fundamentem społeczeństw osiągających sukces. Te trzy wartości powinny być budowane od dzieciństwa w domu i szkole... a może najbardziej też przez instytucje religijne, skoro przypisują sobie one rolę moralnego przewodnika (i skoro mają do tego najlepsze narzędzia). Ale kościół nie wychowuje, bo twierdzi, że nie ma wpływu na rodzinę, szkołę i podwórko, rodzice pracują i nie mają czasu, więc spychają to zadanie na szkołę a szkoła ma coraz więcej innych obowiązków i nie jest w stanie ingerować w dom czy duszę...
    Obserwuję od dziecka ten "taniec odbijany" i widzę, że spychologia też jest trwałym dobrem narodowym - bo jak ktoś chce to może: znam rodziców, którzy mimo pracy mają czas dla dzieci, księży, którzy wpływają na młodzież i nauczycieli, którzy potrafią wychowywać, nawet jesli niewiele wiedzy fachowej zdołają przekazać.
    Na to są proste i skuteczne sposoby... ale stosowanie ich polega na powszechnym przestrzeganiu zasad i surowym karaniu odstępstw.
    Czy to się da zrobić w Polsce? Ciekawe...

    O.

    OdpowiedzUsuń
  5. Było już tyle "rewolucyjnych" technologii-radio, TV, magnetofon, video, komputery i co...?;-)
    W edukacji po obu stronach najważniejszy jest człowiek i tego się nie zmieni!!!

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.