wtorek, 30 listopada 2010

Nadeszła ostra zamieć śnieżna także w pedagogice












Zakończyło się trzydniowe kolokwium naukowe, jakie już cyklicznie prowadzi prof. Lech Witkowski wraz z małżonką Moniką Jaworską-Witkowską pt. PRZEBUDZENIA HUMANISTYCZNE II w ramach realizowanego przez niego programu badań.

Tegoroczne spotkanie naukowców zostało powiązane z okazją 20-lecia działalności Oficyny Wydawniczej IMPULS, która przygotowała kolejną, wybuchową dla nauk o wychowaniu publikację, jaką jest najnowsza książka „Edukacja i sfera publiczna. Idee i doświadczenia pedagogiki radykalnej” autorstwa dwóch najlepszych znawców tej problematyki, a mianowicie Henry A. Girouxa i Lecha Witkowskiego, z posłowiem Tomasza Szkudlarka i głosami recenzenckimi – moim oraz Zbyszko Melosika. Do tej publikacji jeszcze nawiążę w odrębnym wpisie, bo jest rzeczywiście wydarzeniem naukowym w naszym kraju, odsłaniając z perspektywy minionego już dwudziestolecia wolności nie tylko kluczowe dla krytycznego myślenia przesłanki, ale także genezę ich przenikania do Polski, ich recepcji i sporu wokół nich.

Kolokwium odbyło się w dniach 26-28 listopada br. w Międzyzdrojach w aurze przyjacielskiej dyskusji i poważnego namysłu, gdzie bez ustrukturyzowanego programu, gdyż ten miał wynikać z wcześniej przesłanych nam przez L. Witkowskiego tez, każdy, kto chciał, mógł zabrać głos i włączyć się do kreowania twórczej aury spotkania. To jest ten typ spotkań, które niemalże w ogóle nie towarzyszą ani zjazdom pedagogicznym, ani większości ogólnopolskich konferencji naukowych, gdyż nie uczestniczy się w nim po to, by wygłosić wcześniej zgłoszony i przygotowany referat lub głos w dyskusji, często bez względu na wiodący dla niej temat, tylko by móc porozmawiać o kluczowych dla naukowej pedagogiki problemach, spierać się ze sobą i między sobą, argumentować własne racje i konfrontować je z bezpośrednim odbiorem. Lech Witkowski dokonywał krótkich, syntetycznych i bardzo wyostrzonych wprowadzeń, by zagrzewać wszystkich do walki, do dzielenia się własną perspektywą wglądu we współczesną wiedzę, ale i do akademickiego biesiadowania, do refleksyjnego obnażania słabych stron pedagogiki jako teorii i praktyki.

Idea przewodnia Kolokwium II:

Organizatorzy spotkania zachęcali do inicjatyw poszukiwania nowych form integracji środowiska akademickiego (jego czołowych przedstawicieli) wokół palących kwestii, wymagających głębokiej debaty, wolnej od standardowej otoczki referatowej. Zależało im na stworzeniu forum wymiany ocen idei i praktyk dla pogłębienia krytycznego rozumienia kondycji wybranych dyscyplin humanistycznych w Polsce i dróg ich sanacji oraz zmian funkcji kulturowej ich praktyk edukacyjnych. Eksplozja ofert szkół wyższych na skalę masową niesie groźby, których zdiagnozowanie i którym przeciwstawienie się staje się zadaniem kulturowym, etycznym i cywilizacyjnym – w skali, z jaką wcześniej nie mieliśmy do czynienia.

W nawiązaniu do praktyki publikacji i spotkań konferencyjnych postanowiono utorować drogę trosce o jakość rozwoju wybranych dyscyplin naukowych w polskiej humanistyce (filozofii, pedagogiki, psychologii, socjologii) w zakresie krytyki dominujących w nich mechanizmów i sposobów:


(1) traktowania TRADYCJI myślowej, wpisanej w kapitał symboliczny dyscyplin (perspektywa czasowa),

(2) rozumienia i wdrażania głębokości i szerokości SPECJALIZACJI dyscyplinarnych (perspektywa przestrzenna),

(3) rozwijania precyzji słownikowej i dojrzałości naukowej DYSKURSÓW dydaktycznych i badawczych w dyscyplinach (perspektywa narracyjna),

(4) wdrażania postaw poznawczych w formy PODRĘCZNIKÓW akademickich, jako redukcyjnych nośników wiedzy i pośredników kulturowych, których jakość grozi inflacją kulturową (perspektywa epistemologiczna).

Gospodarze Kolokwium postanowili wspólnie z jego uczestnikami zmierzyć się ze zjawiskami, jakie składają się na CZTERY ZAGROŻENIA jakości akademickiej humanistyki (nauk społecznych) poprzez to, że

(a) TRADYCJA podlega marginalizacjom, zapomnieniu i zaniechaniu, redukcji i zniekształceniom, wyłączeniu z praktyk czytania i rozumienia własnej sytuacji poznawczej badaczy i dydaktyków: nowoczesność wywyższa się lekceważąc tradycję, często spóźniona wobec impulsów spoza jej zmarniałej aktualności;

(b) SPECJALIZACJE uzyskują wiodących w nich patronów, których stanowią „specjaliści” powstający w trybie selektywnego, ograniczonego osadzenia we własnej tradycji poprzez badania, do których prowadzenia nie trzeba być (na)uczonym głębi tradycji i zakresu jej trosk: brak organicznych uczonych zdolnych do bycia prawomocnymi spadkobiercami tradycji symbolicznej dyscypliny: specjaliści „fuszerują” własne specjalności, narzucając im swoje ułomne zachowania i przykrawając do siebie klasyków dyscyplin; zredukowany sposób uprawiania specjalizacji staje się szkodliwą, ułomną „tradycją”;

(c) DYSKURSY aktualizujące rozumienie specjalności stają się wytworami narracji pozbawionych meta-narracyjnych odniesień i świadomości osadzenia w przestrzeni precepcyjnej (źródeł i inspiracji u klasyków), poza standardowym wykształceniem i lekturami ich powierzchownych relatorów i (zbyt często) uzurpatorskich kontynuatorów;

(d) PODRĘCZNIKI stają się coraz bardziej ułomnymi pośrednikami w dostępie do kapitału symbolicznego dyscyplin humanistycznych, same stanowiąc przeszkody epistemologiczne, pozbawiające dostępu do zatraconego potencjału i troski o jakość troski o dziedzictwo myślowe poza treściami przydatnymi do prowadzenia badań czy doraźnego testowania minimum osadzenia w dyscyplinie.

Powyższa rama splecionych czterech zagrożeń na czterech polach naszego działania jako humanistów jest z pewnością kontrowersyjnym punktem wyjścia do debaty, której wspólnym mianownikiem jest poczucie odpowiedzialności i etyczność, odniesione do misji kulturowej uniwersytetu, do jakości środowisk akademickich jako wspólnot uczących się, oraz do troski o rozumienie powinności wpisanych w etos akademicki i profesjonalizm uniwersyteckiego humanisty.


Jak pisał w zaporszeniu do debaty Lech Witkowski:

Pragniemy w ramach spotkania sprzyjać wzajemnej recepcji nowych idei i służyć głośnemu myśleniu humanistycznemu dla naszych dyscyplin, w trosce o ich dojrzałą samokrytyczną świadomość metodologiczną. Zwykłe spotkania konferencyjne są rytualnie pośpieszne i podporządkowane formalnemu przeprowadzeniu serii referatów, w ramach zamiaru innego niż dyskusyjne POWAŻNE współmyślenie o ważnych sprawach akademickich, uwzględniających główne przedmioty trosk i niepokojów. Goście, jako uczestnicy Kolokwium, są współpartnersko kreatorami debaty, proponując do niej własne sugestie i postulaty, wynikające z krytycznej oceny jakości funkcjonowania środowiska akademickiego, wokół problemów interesujących zwłaszcza ich dyscypliny, na tle troski o humanistykę jako integralną kulturę umysłową.

Kultura symboliczna jest tu traktowana jako kontekst podstawowy dla dyskusji o badaniach i samokształceniu i dydaktyce, związany z troską o kapitał symboliczny i jakość jego odniesienia do innych typów kapitalizacji wiedzy, jak kapitał władzy, czy kapitał społeczny.


Nadeszła zatem zamieć w postaci kluczowej tezy, że oto DEPOZYT AKADEMICKI JEST ZAGROŻONY Z WINY JEGO „DEPOZYTARIUSZY”. Dyskusje były rzeczywiście mroźne.


Pokłosiem Kolokwium będzie publikacja adresowana do całego środowiska pedagogicznego, zawierająca rekomendacje naszego grona dotyczące ZMIAN w trybach prowadzenia badań naukowych, uprawiania dydaktyki, rozwijania specjalizacji oraz podejmowania studiów monograficznych w obszarze refleksji i trosk pedagogiki, w zakresie edukacji i studiów kulturowych.

19 komentarzy:

  1. Czemu nie pisze Pan, że Pan Lech Witkowski ma "trudny" charakter i co chwilę z wielkim hukiem zmienia kolejne szkoły wyższe, w ankietach ewaluacyjnych wypada niezbyt ciekawie i ciągnie się za nim "opinia skonfliktowanego z wszystkimi"?

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie interesuje nauka i miejsce w niej pedagogiki, a nie personalne problemy, jakie mają miejsce w środowisku akademickim. Moja relacja dotyczy zatem tylko i wyłącznie problemów, ktore są ważne i wspólne dla wszystkich. Jeśli Anonimowy uważa, że może publicznie, a przy tym skrycie, formułować tego typu zarzuty wobec tego profesora pedagogiki - bez możliwości odniesienia się przez niego do nich - to może spodziewać się jego prawa do złożenia pozwu do sądu o ustalenie danych nadawcy tego wpisu (a dzisiaj jest to już możliwe) i złożyć pozew z powództwa cywilnego o naruszenie jego dóbr osobistych. Mój blog nie jest od tego, by anonimowy komentatorzy "załatwiali" w ten sposób swoje lokalne sprawy, choć sam stałem się takich właśnie praktyk "ofiarą". Szkoda, że pedagodzy pouczają innych, jak powinni się zachowywać, jakie przejawiać postawy, co im wolno, a czego nie wolno, natomiast we własnym środowisku nie potrafią tego stosować, łamiąc różne normy i prawa. To jest zaskakujące i odsłania zarazem fałszywe oblicze niektórych "pedagogów". Najlepszy dowód, że zamiast odniesienia się do zasygnalizowanych w tym poście zagadnień, ktoś - czyli Anonimowy - skupia się nie na nich, tylko na osobie organizatora sesji naukowej. Co to ma wspólnego z nauką? Co to ma wspólnego z pedagogiką? Jak to się ma do wychowania i edukacji? Dlaczego Anonimowy nie rozwiązuje "jakiegoś problemu" w miejscu jego istnienia, tylko wykorzystuje przestrzeń publiczną do oskarżeń, które mają swoje, a niedostępne dla czytelników bloga źródła i konteksty? Gorąco polecam rozprawy Thomasa Gordona. Tam jest wiele na temat tego, jak funkcjonować w świecie bez porażek, by skupić się na rozwiązywaniu spraw ważnych - w tym przypadku dla nauk pedagogicznych i ich instytucjonalizacji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie, że pojawiła się ta książka. Jednak po ujrzeniu ceny (78zł na stronie wydawnictwa) nie mogę przestać się wkurzać. To kompletne przegięcie, jak można sprzedawać w takich cenach. Jak mam polecać tę książkę studentom w tej cenie? Jak do cholery można mówić o radykalnej zmianie stosując zaporowe ceny na książki. Zamiast masowego wydania "low cost" jest twarda okłada i odpowiedni do niej papier. Do kitu z taka pedagogiczną rewolucją. Dla kogo jest ta książka? Studentów, doktorantów? Chyba nie. Może ten radykalizm jest zarezerwowany dla tych, których stać na drogie książki. Może w następnej książce warto podjąć kwestię oligo-radykalizmu i rewolucji profesorskiej. To niestety nie jest nawet, niestety, śmieszne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Taką mam myśl i problem. Szukałem dzisiaj jednego tekstu z Pana książki, której już nie mam, oddałem do biblioteki. Znaczy tekst w rozumie mam, cytat posiadam itd. Podałem nawet strony, niemniej wydawca chce więcej. Prosi o podanie stron z całego rozdziału, bo to książka pod redakcją i ten którego cytowałem, napisał rozdział.
    Myślę sobie, w internecie znajdę jakie strony autor zapełnił. pół dnia straconego, okładki książki sobie pooglądałem- a jakże, współautorów- ale konkretów co do stron danej osoby- już nie. Nie problem, jutro zerknę w bibliotece.
    Martwi mnie co innego- po co żąda się całych stron na jakich był dany artykuł, skoro użyłem myśli z jednej strony i ją podałem?
    To jakas nowa norma, zasada??

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście, Anonimowy ma rację. Lepiej będzie, jak zapłaci kilkadziesiąt dolarów za ksiązkę Girouxa i sobie ją sam przetłumaczy (będzie drożej, ale za to sprawiedliwiej społecznie). Nie musi czytać analiz Witkowskiego, Kwiecińskiego Melosika czy Śliwerskiego, to jeszcze na tym zaoszczędzi. Nie musi mieć ksiązki w twardej oprawie. W ogóle jej nie musi posiadać. Za to kupi sobie byle kolorowy tygodnik za kilkanaście złotych, który po przejrzeniu wyrzuci do śmieci. Ja bym tej ksiązki nie wyrzuciła. To Anonimowy - do dzieła!
    Nie kupuj. Narzekaj. A najlepiej sam napisz.
    Krystyna

    OdpowiedzUsuń
  6. GWP ma podobne ceny za każdy tom pedagogiki pod red. Pana Prof. Śliwerskiego. Czasami jest tak, że książki które dużo kosztują bardziej się ceni również pod względem merytorycznym. Z tymże ceny na tego typu publikacje są zaporowe dla większości osób.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeszcze droższe są podręczniki z psychologii pod red. J. Strelaua i in. Zobaczciie, ile kosztują podręczniki prawa, ekonomii, medycyny czy zarządzania. To nie socjalizm, że można było kupić ocenzurowane ochłapy wiedzy, ale za to tanio. Nikt nie wie, że tego typu publikacje nie są już od dawna dotowane przez resort szkolnictwa wyższego i nauki. Od nowego roku wzrośnie VAT na ksiązki, to będzie jeszcze drożej. Kto żyw, niech kupuje teraz, bo od stycznia zapłaci +22% ceny obecnej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Może czas na e-booki i wolne licencje :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A książki same się napiszą, za darmo, bez nakłądu czyjekolwiek pracy i będą wolne licencje. Czy na usługii hydrauliczne też chcecie wolne licencje? A na opiekę zdrowotną? A za wejście do kina, na koncert? Co to za utopie?

    Krystyna

    OdpowiedzUsuń
  10. Ups, bo ja pisałam o Witkowskim z prawa, a tu piszą o tym z psychologii. Maleńka pomyłka.

    OdpowiedzUsuń
  11. A Pani upowszechnia za to czysty neoliberalizm jak widać :) może po środku warto się spotkać. Wolne licencje nie są nakazem, a możliwością. Nikogo nie pozbawiają zysku, bo idea jest nieco inna (nie wszystko podlega wycenie i utowarowieniu). Nie mają także służyć oduczeniu płatności za wszystko (to faktycznie utopia jak wiemy niemożliwa i bezsensowna), ale dać szanse na zwiększenie dostępności. Może szokować, ale e-rzeczywistość zmusi do takowych publikacji i uwolnień.
    Co zaś do darmowych książek, to sporo i tak powstaje hobbystycznie w zasadzie, patrząc bowiem na granty i stypendia nikt zyskownie nastawiony nie podejmie się pisania w naszych warunkach. Ale może to perspektywa nie wszystkim bliska. Stąd niedomówienia jak sądzę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Anonimowa (20.49)
    Nie ma znaczenia, o kim pani myślała, bo z problematyki konferencji jasno wynika, że nie była to debata prawników. Tym bardziej może się pani spodziewać oskarżenia, bo prawnicy wiedzą, jak to uczynić.

    BELFER:
    Wydawca ma rację, bo jak cytujemy czyjąś myśl z pracy zbiorowej, to nie możemy podać tytułu całej rozprawy i jej redaktora, tylko nazwisko autora rozdziału z tej pracy i jego tytuł. To oczywiste, bo w grę wchodzi ochrona praw autorskich. Wydałem już przeszło dwadzieścia rozpraw zbiorowych i wiem, co to znaczy, jak ktoś powołuje się na czyjś cytat, ale podaje jedynie tytuł zbioru i jego redaktora.
    Proszę mi podać ten cytat ze wskazaniem na rozprawę, to może uda mi się Panu pomóc. Najleppiej proszę wysłać mi go e-mailem, by nie zakłócać komunikacji między czytelnikami bloga.

    OdpowiedzUsuń
  13. BELFER:
    Kiedy muszę podać informację adresową o przysłowiowym Kowalskim, który mieszka w bloku, a nie domku jednorodzinnym, to podaję pełen adres bloku i numer jego mieszkania. Inaczej korespondencja wróci do nadawcy z adnotacją "adresat nieznany". Podobnie jest z cytowaniem myśli autora z pracy zbiorowej.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziękuję za pomoc. Nie będę zawracał głowy takimi sprawami. Jutro podejdę do biblioteki i sprawdzę. Ale po raz pierwszy mi się to zdarza, że oprócz podania autora który napisał- w tym przypadku w Pana rozprawie, co jest zupełnie oczywiste i stosowane odkąd pamiętam, podania strony, muszę podać strony od xxx do yyy- gdzie był cały jego rozdział.
    Czyli pisać muszę (to tylko przykład):
    Kowalski J. "Drogi i rozdroża pedagogiki" strony 26- 56 [w:] Śliwerski B. (red.) Pedagogika alternatywna, Wydawnictwo Impuls, Łódź 2009, s. 28
    Te właśnie strony tu przykładowo podane 25-26 mnie dobiły- że to trzeba podawać.
    Jutro sprawdzę i dopiszę. Dziękuję jeszcze raz za kłopot.

    OdpowiedzUsuń
  15. Do anonimowych oburzonych cenami ksiazek:
    Prosze docenic fakt,ze w Polsce mozna studiowac sobie " za darmo ", baaa, na niektorych uczelniach placi sie studentom ,zeby studiowali. Zapraszam do USA -tam bedzie trzeba wziac ogromny kredyt na studia, ciezko pracowac, a nie "studiowac" i zaplacic za podreczniki kilka razy wiecej.
    Aleksandra.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten system amerykański jakoś bardziej mnie przekonuje. Oczywiście jeśli będą odpowiednie stypendia za wyniki w nauce. Dobry towar kosztuje!

    OdpowiedzUsuń
  17. Ameryka to kraj kontrastów, tam tez są kiepskie i bardzo kiepskie uczelnie, to właśnie tam można kupić dyplom uczelni. To kraj gdzie dostęp do bibliotek jest dużo większy niż u nas. Ciągle jednak trudno porównywać wysokość pensji, także zestawianie cen książek niewiele mówi.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ameryka to kraj kontrastow- zgadzam sie, niestety ta wysokosc pensji to mit, ktory nadal funkcjonuje w Polsce. Pensje nie sa wcale wysokie, jesli zestawi sie je z kosztami zycia. Wbrew pozorom sporo tu biedy. Koszty studiow sa bardzo wysokie- mowie o dobrych uczelniach. Kiepskie uczelnie sa w kazdym kraju, w Polsce tez wiele roznych dyplomow mozna kupic. Wysokie pensje w USA ma niewielki procent spoleczenstwa . Zdarza sie ,ze osoby 50cioletnie nadal splacaja swoje studia. Zapewniam ,ze ksiazki sa tu drogie jesli zestawi sie ich ceny z pensjami.
    Nie jest moim celem wychwalanie Ameryki, kazde miejsce naszego globu bedzie mialo "jakies plusy i minusy", uwazam jednak, ze niestety czesc polskiego spoleczenstwa nadal mentalnie tkwi w PRL-u.
    Aleksandra.

    OdpowiedzUsuń
  19. > Koszty studiow sa bardzo wysokie- mowie o dobrych uczelniach (w USA).<
    To nie tak - jak cię przyjmą na Harvard, to płacisz czesne(wysokie!) jeśli cię stać! Jeśli nie - nie płacisz, a nawet stypendium dostajesz.Znam niezbyt zamożnych(nawet jak na RP) Polaków, którzy tam studiują. Tyle, że do tego trzeba mieć to i owo w głowie;-)

    OdpowiedzUsuń