piątek, 2 lipca 2010

Akademickie szczyty


Mój przyjaciel kończy właśnie dwutygodniowe szkolenie w Stanford University w USA. Doszedł po tym krótkim i bardzo intensywnym okresie doskonalenia zawodowego do wniosku, że już nigdy więcej nie podejmie żadnych studiów podyplomowych w Polsce. I ma rację. W pełni zgadzam się z jego oceną tego, czego sam doświadczył w Ameryce, gdyż dysponuje kryterium porównawczym, jakim jest ukończenie kilku studiów podyplomowych i szkoleń w naszych uczelniach wyższych. Należy do nielicznych pedagogów, którzy z własnej woli inwestują w swój rozwój, a więc nie dlatego, że jest im potrzebny kolejny "świstek" dla pracodawcy, ale z powodu pasji bycia jak najlepszym pedagogiem. Wciąż ma poczucie niedosytu wiedzy i umiejętności, toteż chce podjąć badania do pracy doktorskiej. Jeśli miałby podjąć jakieś dodatkowe studia, to w USA. Uzasadnienie tej postawy jest następujące:


Wnioski ze szkolenia, czyli dlaczego Amerykanie są tak dobrzy w Executive Education (pewnie trochę koloryzuje i będę nieobiektywny):

1. Stały, czytelny rozkład dnia (godziny sesji i posiłków); wszystko zaplanowano na kilka tygodni przed naszym przyjazdem i dopełniono co do każdego szczegółu.

2. Urozmaicenie metod nauczania - wykłady, filmy, ćwiczenia, praca w grupach, nawet wspinanie się na drzewo; codziennie inna specyfika metod nauczania - ciężko się znudzić.

3. Poglądowość w nauczaniu, skupienie na praktycznych przykładach (case study), postawienie na rozwój umiejętności, opieranie się na wiedzy i doświadczeniu uczestników. Czas trwania jednej sesji to 1,2h, po czym 20 minut przerwy na świeżym powietrzu.

4. Najlepsi profesorowie - aby tu wykładać trzeba m.in. doskonałą autoprezentację (nikt tu nie czyta z kartki ani nie siedzi za biurkiem), napisać kilka bestsellerowych książek, mieć doświadczenie w zakresie wykładanego materiału (np. zarządzania strategicznego uczył prezes firmy Intel) oraz DYSTANS do siebie i swoich refleksji (żarty słowne, sytuacyjne i na slajdach mile widziane).

5. Otoczenie - doskonałe warunki noclegowe, posiłki (w tym owoce, przekąski, napoje, kawa, herbata do dyspozycji 24h), dyspozycyjność organizatorów (całodobowo ktoś był dostępny, w tym dyrektor programu był na wszystkich zajęciach i przedstawiał każdego prowadzącego), pomoc organizacyjna (praktycznie na wszystkie pytania dotyczące spraw organizacyjnych i logistycznych organizatorzy odpowiedzieli zanim zostały w ogóle zadane).

6. Połączenie edukacji z dobrymi wzorcami zachowań (segragacja odpadów, sport poranny z instruktorem - na szczęście tylko dla chętnych), gazety dostępne do śniadania - "Wyborczej" niestety nie było), zdrowe jedzenie, etykieta przy wieczornym stole itd.).

7. Docenienie roli wzajemnych relacji między uczestnikami - 50 osób z 15 krajów zostało podzielonych na 10 grup, które samodzielnie przygotowywały się do zajęć każdego wieczoru (dyskusja o materiałach na następny dzień); organizatorzy wspierali integrację uczestników oraz ich komfort psychiczny (nikt nikogo siłą do niczego nie zmuszał; brak presji - jeśli nie chciałeś czegoś robić, twój wybór).

8. Dbałość o przestrzeń architektoniczną dostosowaną do tematyki zajęć (np. wykłady wymagające skupienia odbywały się w auli w układzie amfiteatralnym - klimatyzacja, brak okien, kilka tablic i projektorów, a zajęcia z kreatywnego myślenia w szkole designu, gdzie panował artystyczny nieład).

1 komentarz:

  1. W Polsce także istnieją ośrodki i wykładowcy, którzy potrafią w sposób interesujący i twórczy przekazywać wiedzę. Niekiedy kończy się to, niestety, izolacją w środowisku, bo w naszym kraju istnieje prawie powszechny mechanizm równania w dół. Taki sam mechanizm obowiązuje w grupach studenckich.

    Chwała nonkonformistom.

    Nie będę wymieniał nazwisk. Najlepszym świadectwem jest zainteresowanie książkami konkretnych autorów, ceny tych książek we "wtórnym" obrocie (np. na Allegro)i wyczerpane nakłady oraz wielokrotne wydania poszukiwanych tytułów.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.