wtorek, 18 maja 2010

Zdezintegrowana edukacja wczesnoszkolna

O toksycznych skutkach zmiany modelu kształcenia w edukacji wczesnoszkolnej i fatalnym przygotowaniu kadr nauczycielskich do pracy z dziećmi w wieku wczesnoszkolnym pisała przed 5 laty prof. Maria Cackowska. Opublikowane przez nią porażające wyniki badań, jakie zostały przeprowadzone po I etapie reformy ustrojowej polskiej oświaty, przeszły u nas bez echa. Tymczasem wynikało z nich, że 42% uczniów kończących tę edukację legitymowało się przeciętnym poziomem techniki czytania, istotnie obniżył się poziom graficzny pisma uczniów, w tym dwukrotnie wzrosła liczba popełniających dużo błędów ortograficznych, spadła wiedza o języku we wszystkich podstawowych działach gramatyki, i co gorsza największy regres nastąpił w zakresie matematyki, w tym znacznie spadły umiejętności wymagające myślenia (aż 37,2% kończących tę edukację uzyskało z matematyki ocenę niedostateczną, a więc o 15% więcej, niż przy nauczaniu przedmiotowym, 32,2% ocenę dostateczną, a tylko ok. 30% oceny dobre i bardzo dobre).

Czegoś Jaś się nie nauczył ... , a my wciąż narzekamy na coraz gorzej przygotowaną młodzież do rywalizacji na studiach, a później na rynku pracy. Tu już żadne programy specjalne wszystkich ministerstw nic nie znaczą, gdyż i tak trafiają nie do tych, którzy mieli we wczesnej edukacji tak poważne braki. Możemy co najwyżej obniżać poziom egzaminów zewnętrznych, by uspokoić społeczeństwo, że jednak polska szkoła dobrze wykształciła kolejne pokolenia. Ponoć opinia publiczna jest w stanie tolerować 20% strat. Jak to się zatem dzieje, że przymyka się oczy na znacznie wyższe. Tylko dlatego, że są one na najniższym etapie edukacji?

23 komentarze:

  1. To i ja dorzucę swoje trzy grosze. Pracowałem prawie tyle z klasami młodszymi, ile wynosi podatek VAT- więc coś tam wiem.
    Cało zło w nauczaniu wczesnoszkolnym zaczęło się wówczas, kiedy Pani Cackowska zaczęła "wprowadzać, promować" naukę czytania sylabami.
    Do tego momentu, kiedy Pani Cackowska "nie maczała" w tym palców było OK, dzieci czytały. Nauka sylabami- niestety skomplikowała tą naukę. Nie jest to moja prawda objawiona, ale prawie wszystkich nauczycieli z jakimi miałem kontakt (dość sporo- nie mówię tu o tych młodych, ale o tych z duszą, którzy lata zostawili w szkole z zaawansowaniem w pracy) i z którymi rozmawiałem.
    Dzieci do czasów przed zmianami Pani Cackowskiej czytały całkiem dobrze. Nikt się nie pytał nauczycieli o zdanie.
    Niekiedy wiedza teoretyków powinna być konsultowana z praktykami, lub też jak coś się wprowadza- sprawdzić to najpierw eksperymentalnie w jednej - dwóch szkołach. Mniej krzywdy się wówczas wyrządzi.
    Jak wrócimy do tego co było wcześniej- może i wróci normalność.

    OdpowiedzUsuń
  2. "O toksycznych skutkach zmiany modelu kształcenia w edukacji wczesnoszkolnej i fatalnym przygotowaniu kadr nauczycielskich do pracy z dziećmi w wieku wczesnoszkolnym..." - zatem pole do popisu dla uczelni kształcących na kierunkach pedagogicznych - w tym również Pańskiej. Z doświadczenia: absolwentki pedagogiki WSP do "orłów" nie należą.

    OdpowiedzUsuń
  3. do Belfra:
    kto kazał Panu uczyć tą metodą, skoro można było wybrać inną?
    Czy może potwierdzić badaniami naukowymi, że to dzieci kształcone metodą Cackowskiej? Czy może ta opinia jest wyprowadzona z własnego doświadczenia?

    OdpowiedzUsuń
  4. ciekawe,co robi Anonimowy poza tym,że szuka każdego sposobu, by coś wrzucić do mojego ogródka? Powinien wiedzieć, że WSP nie jest moją szkołą.

    OdpowiedzUsuń
  5. Naprawdę świat jest nieźle zakręcony i niektórzy ludzie też. Każdy - myślę tu mi.n o Anonimowym/Anonimowej - może dziś napisać jakąkolwiek opinię i umieścić ją w internecie. Np. Z doświadczenia: absolwentki pedagogiki WSP do "orłów" nie należą. A z mojego doświadczenia wynika, że kto tak pisze ten ma tendencje do sadomasochizmu. Głupie? Niesprawdzone? Niesprawiedliwe? Owszem, ale równie uprawnione/nieuprawnione jak cytowana wypowiedź.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystkie podręczniki do nauki w klasach młodszych mają te nieszczęsne niebieskie i czerwone kwadraciki- znaczy sylaby. Wszystkich studentów kierunków wczesnoszkolnych "tresowano" w takim uczeniu.
    Takie lekcje pokazowe musieli odbywać (z uczeniem na sylabach), to było na każdej metodyce nauczania początkowego czy wczesnoszkolnego.
    Pamiętam "lekcje pokazowe metodyków", nauczycieli na uczelniach, kiedy podkładało się dłoń pod brodę i liczyło spółgłoski itd.
    O jakim wyborze tu można mówić? Chyba tylko w szkołach prywatnych?
    Do tej wiedzy gdzie tkwi przyczyna problemów w czytaniu długo dojrzewałem.
    Proszę spróbować być przeciw, kiedy wszyscy zmuszają "jedynych i słusznych standardów".
    Znam za to nauczycieli, którzy obejmując posadę w jakiejś placówce- chcieli zmienić podręczniki i programy na inne. Na pięćdziesięciu udawało się może jednemu.
    Znam to od podszewki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam Belfra
    - chyba jednak coś nie tak z tą pamięcią do końca jest - ten Vat robi swoje. Te czerwone i niebieskie kartoniki to nie sylaby tylko model dźwiękowy wyrazu oznaczający głoski - a dokładnie samogłoski i spółgłoski. A więc nie sylaby. Nie ma czegoś takiego jak czytanie sylabami. Jest analiza i synteza głoskowa i sylabowa wyrazów zarówno słuchowa, jak i wzrokowa - obie wspomagające naukę czytania - ale nie jest to czytanie sylabami. Proszę nie mylić pojęć.
    A dodatkowo - dzieci są młodsze i starsze - ale klasy są niższe i wyższe - tak dla czystego porządku ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Do Anny B.
    Przecież tak napisałem.
    Dzieci uczy się dzielić wyraz na sylaby. Czyta ma- ma. Dawniej uczono: m-a-m-a i przynosiło to lepsze efekty.
    I uczy się czytać sylabami- niestety.
    Jak dziecko ma kłopoty z przeczytaniem- nauczyciel każe mu czytać sylabami. Jest to standard w szkołach.
    Proszę czytać między wierszami.
    Co do szczegółów.
    Kiedyś pamiętam, że "doradca metodyczny" na lekcji potrafił negatywnie ocenić nauczyciela, gdy ten powiedział duża litera zamiast wielka litera. I tak wielu nauczycieli w strasie powtarzało, aby się nie pomylić, a dzieci i tak po swojemu to nazywały- czyli niezgodnie z zasadami metodyki;)
    Takich dziwnych spraw mógłbym pokazać więcej.
    Oczywiście- czerwone i niebieskie kwadraciki pokazują samogłoski i spółgłoski. Ale jest podział i na sylaby. Ręka pod broda ma liczyć sylaby- a nie samogłoski i spółgłoski.
    I potocznie mówi się klasy młodsze, klasy starsze. Co więcej- w wielu statutach tak jest zapisane.
    Jest nauczanie zintegrowane- kiedyś było początkowe- zmienia coś ta nazwa? Nadaje jakiś głębszy sens?
    Oczywiście mogę napisać notkę hiperpoprawnie i z użyciem pojęć naukowych. Tylko po co?
    Jak to kiedyś powiedziała pewna Pani profesor- procent zrozumie każdy, medianę nie każdy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Do Belfra
    I tu chyba leży problem - za dużo czyta Pan między wierszami....

    U niektórych nauczycieli nietety za mało rzeczywistej wiedzy merytorycznej i metodycznej a za dużo myślenia tak skoro niektórzy robią to jest to standard. Za dużo "potoczności" w tym co robią niektórzy nauczyciele. I za wiele przyzwolenia na "potoczność" w kształceniu. I niezmiernie się Belfrowi dziwię,jeśli rzeczywiście był nauczycielem, że przyznaje się do takiego postępwania,że skoro potocznie się mówi, mimo, że jest to niepoprawne - to też będę tego używał jako standard, bo po co mam używać poprawnej formy.


    No i niestety ciągły, negatywny w dużej mierze, nabór na studia pedagogiczne - bo nigdzie więcej się nie dostałem - to "pójdę" na nauczyciela. Przecież nic prostszego jak uczyć - oto kolejny powszchnie panujący pogląd - prawda?!

    A na dodatek - tu odnosząc się do badań przytoczonych przez Pana Profesora - jakimś dziwnym trafem spora część studentów po zakończeniu studiów zapomina dokładnie wszystko to, czego się na studiach nauczyła i w szkole robi dokładnie to, czego robić nie powinna. Jako dowód - przytoczone przez Belfra "poglądy" na temat nauki czytania, wiedzy na temat analizy i syntezy, roli sylaby w czytaiu i pisaniu, wyimaginowanego problemu dużej i wielkiej litery, czy "ręki pod brodą".

    Niestety niektórzy nawet procentów nie są w stanie zrozumieć ;)

    Nauczanie nadal jest początkowe i takie zostanie na zawsze, tylko, że teraz ma być prowadzone w systemie kształcenia zitegrowanego. Tu leży sens...

    OdpowiedzUsuń
  10. Do Pani Anny

    Pani nie wie o czym pisze. Widać, że nigdy nie pracowała w szkole, a może krótko. Niemniej poglądy i "pewność" aż do granicy bólu.
    Przecież w szkołach uczono sylabami u dalej się uczy.
    Proponuję poczytać kilka książek, które powoli przebijają się z badaniami i pokazują bezsens takiego sposobu nauki.
    I proszę jednak poczytać pomiędzy "wierszami"- jak wspomniał przedmówca i nie być tak zasadniczym i pewnym w swych sądach. Jak to powiedział ktoś kiedyś: my o chlebie, on o niebie.
    Ja przeżyłam "pseudo metodyków", którzy czepiali się np. nazw właśnie, braku kropki w zdaniu w dzienniku itd. Na tej podstawie oceniali tok lekcji i samego nauczyciela.
    I podsumowując: nauczanie jest i początkowe i zintegrowane, żeby było śmiesznie tak zostało nazwanych wiele poradników metodycznych: poradnik do (programu takiego a takiego) nauczania zintegrowanego;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj, oj Pani/Panno Aniu.
    Nauczanie zintegrowane jest w wielu wydawnictwach jako tytuł, choćby tu
    http://www.poczytaj.pl/18803
    Jest też kształcenie zintegrowane, czasami mówi się początkowe.
    Funkcjonuje wiele nazw.
    Najpierw się zastanowić, potem pisać.

    OdpowiedzUsuń
  12. Poniżej info o zróznicowanych metodach nauki czytania (a poniekąd edukacji czytelniczej). Nauczyciele w zaleznosci od wieku dziecka, mozliwości maja możliwośc zastosowania ich zgodnie z potrzebami dziecka/ucznia. Nic a nic nie stoi na przeszkodzie, aby podchodzic do czytania w sposób elastyczny, a nie "tradycyjny".

    Anglojęzyczna metody nauki czytania: H. Dobrowolska – Bogusławska, Metody nauki czytania w krajach anglojęzycznych oraz ich przystosowanie do języka polskiego, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1991.

    Metoda fonetyczno – literowo – barwna: B. Rocławski, Nauka czytania i pisania, Glottispol, Gdańsk 1998.

    Metoda Dobrego Startu: M. Bogdanowicz, Metoda Dobrego Startu w pracy z dzieckiem w wieku od 5 do 10 lat, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa, 1989.

    Naturalna Nauka Języka: E. Czerwińska, M. Narożnik, Słoneczna biblioteka, Przewodnik metodyczny dla nauczycieli, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1997.

    Nauka czytania i pisania zgodnie z metodą M. Montessori: S. Guz, Metoda Montessori w przedszkolu i szkole. Kształcenie i osiągnięcia dzieci, Wydawnictwo UMCS, Lublin, 2006.

    Nowoczesna Szkoła Francuska Technik Freineta: H. Semenowicz, Nowoczesna szkoła technik Freineta, Nasza Księgarnia, Warszawa 1966, Freinet w Polsce: próby realizacji koncepcji pedagogicznej Celestyna Freineta w szkole polskiej, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1980.

    Odimienna metoda nauki czytania: I. Majchrzak, Wprowadzanie dziecka w świat pisma, Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1995 oraz W obronie dziecięcego rozumu, Wydawnictwo Bliżejprzedszkola, Kraków 2007.

    Sojusz metod – E. Arciszewska: Sojusz metod, „Edukacja w Przedszkolu”, RAABE, Warszawa 1998, cz. C. 3.1.,

    Symultaniczno – sekwencyjna metoda nauki czytania: J. Cieszyńska, Nauka czytania krok po kroku: jak przeciwdziałać dysleksji, Wydawnictwo Naukowe Akademii Pedagogicznej, Kraków 2005, seria Kocham czytać, Wydawnictwo Edukacyjne, Kraków 2004 – 2006 oraz Kocham uczyć czytać. Poradnik dla rodziców i nauczycieli, Wydawnictwo Edukacyjne, Kraków 2007.

    Zabawa w czytanie: G. Doman, J. Doman, Jak nauczyć małe dziecko czytać,
    tł. M. Pietrzak, Oficyna Wydawnicza Excalibur, Bydgoszcz 1992.

    OdpowiedzUsuń
  13. Przy okazji z mojego okazjonalnego bloga tekst, który wrzucałem jakiś czas temu.


    Miałem zajęcia z nauczycielami z kształcenia zintegrowanego- w ramach doskonalenia posługiwania się na komputerze i wykorzystania go do pracy w szkole z dzieciakami. Pomyślałem sobie o naiwności: młodzi, komputer to ich hobby, klikają codziennie, piszą sprawozdania do szkoły, część w wieku kiedy ma się dzieci- to na bank troszkę umieją.
    Po godzinie zgrzytnąłem ząbkami i naszła mnie myśl- Jezusie słodki, przecież to co widzę to nie może tak być, to jest nieprawda!?
    -Proszę Panaaaaa- neta nie mam! (trzeba było kliknąć na laptopie włącznik do WIFI)
    - Proszeeee Panaaa- ja tego nie mam! (Było, tylko nie jak w domu w np. po lewej stronie, tylko po prawej)
    - Proszeee Panaaaaa- możemy wcześniej skończyć, bo mam z córką do spowiedzi iść… (no comment)
    - mogę pana prosić, bo mi wszystko zniknęło (oczywiście przy wcześniejszym kliknięciu na krzyżyk zamykający program )

    - poziom znajomości pakietu office na poziomie makabry (biorąc pod uwagę mianowanie u niektórych)

    - najszybsze uruchomienie dowolnego oprogramowania: www.naszaklasa

    - google dla większości, to nadal okulary

    -największe zadowolenie było widać w przypadku rozdania gotowych przykładów do ćwiczeń z uczniami.

    - największe zaskoczenie dla prowadzącego: szukanie klawisza DEL przez niektórych przez ok. 2 min
    I tak w tym stylu przez całe zajęcia.

    OdpowiedzUsuń
  14. a ja znam informatyków, którzy nie znają poezji, nie rozumieją sztuki, nie chodzą do kina (bo wolą YouTube), teatru (chyba, że go sami urządzają swoim kochankom), nie potrafią cieszyć się otaczającym ich światem, i nie wierzą w nic poza mamoną. Wolę zatem szczerze bezradnego nauczyciela, który po to poszedł na kurs, by się czegoś nauczyć, a nie rozpoznawać bez tego usytuowanie klawisza DEL. To chyba dobrze, że pytali? Przecież nie byli na egzaminie, tylko w sytuacji edukacyjnej, a Ty potraktowałeś ją jako okazję do pokazania, jaki jesteś "mądry". Nie pomyślałeś, że oni są w czymś mądrzejsi od ciebie?
    Zresetuj w sobie wrogie i szydercze myślenie o nauczycielach. Można i warto ich krytykować, ale musi to jeszcze mieć jakiś sens poza osobistym odreagowywaniem własnych emocji.

    OdpowiedzUsuń
  15. Anonimowy powyżej
    Ja też jestem nauczycielem. W podstawie programowej jest napisane, że nauczyciel ma wprowadzać edukację medialną w szkole. Jak to ma czynić, jeżeli sam nie umie. To tak, jakby uczyć jeżyka angielskiego- samemu go nie umiejąc.
    Dostrzegasz to?
    Jeżeli nie- to piszesz głupoty.
    I bez oceniania kogoś- to każdy w internecie niestety potrafi- z jakim skutkiem, widać powyżej.

    OdpowiedzUsuń
  16. Do anonimowego, które podaje przykłady książek.
    Nie czytałeś uważnie.
    My tu mówimy o "podręcznikach", które mają zezwolenie do nauki w klasach I-III.
    To podręczniki z listy zatwierdzonej przez MEN. TYLKO takie używać przy nauce w klasach- innych podręczników nie wolno. I taki komplet kupuje się na okres trzyletni nauki.
    Teraz w okresie przejściowym nazywa się to "pakiety edukacyjne", ale w zasadzie są to stosowane przed zmianą podstawy programowej po liftingu.
    I tyle.

    OdpowiedzUsuń
  17. Podane zostały tytuły książek metodycznych, które prezentują różne metody nauczania czytania, począwszy od tych przeznaczonych dla dzieci w wieku przedszkolnym i dla starszych. Wiedza merytoryczna nauczyciela na ich temat pozwala prowadzić naukę czytania i doskonalenie tej umiejetności z wykorzystaniem treści podręcznikowych, ale czerpać pomysły na inne strategie niż ta "tradycyjna".
    Np. trening cichego czytania ze zrozumieniem polega na codziennym przygotowywaniu przez nauczyciela kilku tekstów (krótkich) o zróżniocwanej tematyce, interesującej dla uczniów. Uczniowie wybierają tekst i czytaja na lekcji a potem opowiadaja innym czego się dowiedzieli. I tak codziennie coś nowego. Nie ukrywam, to działa. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Pewnie działa, ale nie mówimy tu o poprawie czytania, tylko o NAUCE czytania. A ta dokonuje się w oparciu o podręczniki.
    Zgoda, dziecko już czyta, wtedy można poprawiać jakość itd. A jeżeli uczymy to na podręcznikach z listy dopuszczonych.
    Ktoś powie- można skorzystać z takiej opcji, że zakupi się inne, spoza listy ministerialnej, jako dodatkowe.
    Z życia wiem, że to nie przejdzie, rodzice zaoponują.

    OdpowiedzUsuń
  19. Do Anonimowego, który raczył napisać:

    Oj, oj Pani/Panno Aniu.
    Nauczanie zintegrowane jest w wielu wydawnictwach jako tytuł, choćby tu
    http://www.poczytaj.pl/18803
    Jest też kształcenie zintegrowane, czasami mówi się początkowe.
    Funkcjonuje wiele nazw.
    Najpierw się zastanowić, potem pisać.


    Myślę, że najwłaściwsze jest w tym całym wywodzie ostatnie zdanie. Zgadzam się w nim w całej rozciągłości. Najpierw trzeba się zastanowić a potem pisać. Co więcej najpierw trzeba mieć trochę wiedzy merytorycznej, żeby brac udział w dyskusjach i potem pisać.

    Nauczanie początkowe to etap kształcenia - tak jak na przykład wychowanie pzredszkolne, gimnazjum, czy szkoła średnia.

    Natomiast kształcenie zintegrowane to koncepcja kształcenia wykorzystywana w edukacji wczesnoszkolnej - czy jak Pan Anonimowy woli - w nauczaniu początkowym. Wyraża się w wykorzytsywaniu w edukacji określonego doboru i układu treści kształcenia oraz stosowania odpowiednich form i metod organizacyjnych w edukacji wczesnoszkolnej (nauczaniu początkowycm). Celem kształcenia zintegrowanego jest scalanie sfery poznawczej, działaniowej, emocjonalnej i duchowej ucznia w drodze działań realizowanych przez niego samego i odwołujących się do różnych sfer funkcjonowania.

    A to że wydawnictwa piszą takie czy inne rzeczy -proszę pozwolić, że pominę milczeniem. Ponieważ to co znajduję w niektórych przewodnikach dla nauczycieli po prostu woła o pomstę do nieba. Brak właściwego nadzoru nad tym co się wydaje dla nauczycieli to kolejny gnębiący edukację w Polsce problem.

    A skoro Pan Anonimowy podał link do całkiem zresztą sympatycznej książki (warto ją przeczytać), to może chociaż podając takie źródło zechciałby Pan Anonimowy przeczytać co na stronie internetowej jest napisane pod ilustracją przedstawiającą okładkę książki. A mianowicie:
    cytuję z podanej strony:

    Zamieszczone tu propozycje rozwiązań metodycznych przy zastosowaniu nauczania zintegrowanego mają dość szeroki zakres tematyczny.

    Chyba jednoznacznie z niej wynika to o czym pisałam wcześniej i to co starałam się teraz Panu Anonimowemu wytłumaczyć, że kształcenie zintegrowane to tylko koncepcja kształcenia, więc nie może być zamiennie stosowana z terminem nauczanie początkowe.

    Zamiennie możemy stosować: edukacja wczesnoszkolna, nauczanie początkowe. Ale już też nie Pedagogika wczesnoszkolna - ponieważ jest to subdyscyplina nauk pedagogicznych.

    Powrócę więc do tego co pisałam - to że się coś potocznie nazywa i wiele osób używa potocznych sfromułowań - nie znaczy najczęściej, że sa one właściwe. Ale dopóki będzie funkcjownowac na uczelniach wśród studentów metoda 3xZ - długo w wielu placówkach szkolnych i nadzorujących edukację będzie tak jak jest.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Martwi mnie, że nauka czytania jest utożsamiana z podręcznikami, a bez nich nie jets możliwa? Jest! Np. Proszę dowiedzieć się o zastosowaniu imion dzieci jako punktu wyjścia do poznawania liter(I.Majchrzak).

    A oto przykładowe rozumienie terminu "czytanie":
    Zdaniem Franciszka Króla w piśmiennictwie poświeconym problematyce czytania i czytelnictwa funkcjonują trzy znaczenia słowa „czytanie” – potoczne, wąskie i szerokie.
    W rozumieniu potocznym słowo „czytanie” używane jest w przypadku korzystania z informacji zawartych nie tylko w tekstach, lecz także w znakach drogowych, informacyjnych i na mapie pogody. Myśliwy „czyta” z tropów zwierząt, „odczytujemy sygnały niewerbalne, jakie ktoś do nas wysyła”, „czytamy czyjeś myśli”, „czytamy między wierszami” czy „wyczytujemy smutek/rozpacz/radość/zadowolenie z … oczu”.
    W rozumieniu „wąskim” czytanie traktowane jest jako jedna z form komunikacji językowej polegająca na budowaniu („szyfrowaniu” myśli przy pomocy znaków graficznych) oraz odbiorze informacji (rozumieniu tego, co osoba pisząca „zaszyfrowała” przy użyciu tychże znaków) zgodnie z regułami danego języka. Istotą i celem czytania w takim wypadku jest zrozumienie przekazywanych informacji.
    Sam F. Król za warunki konieczne skutecznego czytania (z pełnym zrozumieniem) uznaje: 1) dostateczny zasób doświadczeń, wiadomości i pojęć w dziedzinie, której dotyczy tekst, 2) wystarczającą biegłość techniczną w czytaniu (tj. dokładne spostrzeganie i różnicowanie znaków graficznych, znajomość ich umownego znaczenia oraz biegłość w przekładaniu spostrzeżonych znaków na myśli), 3) skupienie uwagi na treści.
    W rozumieniu „szerokim”, a więc wówczas gdy traktujemy umiejętność czytania jako narzędzie przydatne w różnorodnych sytuacjach o charakterze społecznym poszerzamy definicję o taki komponent jak: „umiejętność odczytywania różnorodnych pod względem formy i zawartości tekstów, posługiwania się nimi (tekstami) w różnych celach oraz wyszukiwania potrzebnych informacji”. Obiektami do czytania z zastosowaniem odmiennych sposobów odbierania treści będą: książki (np. literatura piękna, podręczniki, poezja), artykuły w gazetach (np. publicystyczne, reklamowe, naukowe, popularnonaukowe, techniczne, instrukcje) oraz tak zwane materiały nietekstowe (tabele, wykresy, zdjęcia, rozkłady jazdy, plany i mapy, schematy i rysunki techniczne) wydawane w wersji papierowej lub elektronicznej. W zależności od potrzeb motywem skłaniającym nas do czytania może być chęć rozrywki, wzbogacenie wiedzy o czymś lub o kimś, konieczność. Zmianie ulegać będzie także technika czytania (czytanie normalne, wyszukiwanie informacji, szybki przegląd orientacyjny, czytanie map, tabel statystycznych i wykresów, czytanie krytyczne, uczenie się przez czytanie).

    OdpowiedzUsuń
  21. Wiesłąwa Żaba-Żabińska wydała w Kielcach ksiązkę pt. Czytamy sy-la-ba-mi (Mac Edukacja, Kielce 2008). Metoda ta została przez autorkę udoskonalona i cieszy się coraz większą popularnością w polskich przedszkolach.
    Recenzentka tej książki - Małgorzata Kwaśniewska - wskazuje na jej istotną przydatność dydaktyczną dzięki atrakcyjności zastosowanej metody oraz różnorodności proponowanych ćwiczeń, których głónym celem jest "doskonalenie percepcji wzrokowo-słuchowej". (Studia Pedagogiczne Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego Jana Kochanowskiego w Kielcach, 2009 nr 18)
    Zdaniem I. Dudzińskiej: Czytanie sylabami, w odróżnieniu od głoskowania, przyspiesza tempo odczytywania wyrazów, a tym samym przyczynia się w znacznym stopniu do opanowania umiejętności czytania płynnego, czytania całych wyrazów, tak bardzo istotnego dla rozumienia czytanego tekstu (Dziecko sześcioletnie uczy się czytać, Warszawa 1986, s. 106)

    Czyżby wszyscy błądzili?

    OdpowiedzUsuń
  22. Ciekawy tekst. Przeczytałem podlinkowany artykuł w NYT i ciekaw jestem, czy podobne eksperymenty były przeprowadzane w Europie.

    Jacek




    Sent to you by rzyjontko via Google Reader:


    Ile warty jest dobry nauczyciel?
    via Autorskie blogi finansowe » Trystero by Trystero on 7/29/10


    Cóż, z pewnych badań z USA wynika, że efektywny nauczyciel wychowania początkowego może być warty nawet 320 000 USD rocznie. Zwróciłem uwagę na tę analizę ponieważ sporo wnosi ona do dyskusji o korzyściach z edukacji.

    Przypomnę tylko, że wielu ekonomistów zastanawia się na ile pewne efekty, które powszechnie przypisuje się edukacji (na przykład efekt wyższych zarobków absolwentów szkół wyższych) jest rezultatem samej edukacji a na ile statystycznym mirażem lub wynikiem mechanizmów nie związanych bezpośrednio z przyswajaniem dodatkowej wiedzy i umiejętności.

    Duża część premii edukacyjnej jest statystycznym mirażem. Przeciętnie, podkreślam: przeciętnie, absolwentami szkół wyższych zostają osoby inteligentniejsze, lepiej zdyscyplinowane, etc niż osoby, które rezygnują z wyższej edukacji. Wyższe zarobki absolwentów mogą być więc wynikiem cech, które zdecydowały, że rozpoczęły i ukończyły studia wyższe a nie samych studiów wyższych.

    Po drugie, część premii edukacyjnej to efekt sieci powiązań społecznych budowanych w czasie studiów (w rodzaju: absolwenci Harvardu zawsze się wspierają) a nie przyswojonej wiedzy i nabytych umiejętności. Podobnie działać może efekt prestiżu, reputacji związany ze studiami wyższymi (w rodzaju: skończył Harvard więc musi być mądry)

    Dlatego niezwykle interesująco wyglądają wyniki badań przeprowadzonych w USA, na uczestnikach naturalnego eksperymentu edukacyjnego w Tennessee. W latach 80’ w części Tennessee wprowadzono kompletnie losową rekrutację do przedszkoli. W poszczególnych klasach znalazły się dzieci z różnych klas społecznych, grup dochodowych i o różnych zdolnościach. Wyniki edukacyjne, mierzone w testach, uczniów z części klas bardzo się poprawiły w okresie jednego roku – to efekt jakości nauczania. Typowy uczeń z takiej klasy mógł się dzięki temu przesunąć z 50 percentyla wyników edukacyjnych na 60 percentyl.

    Otóż, większość dotychczasowych badań pokazywała, że efekty dobrej edukacji przedszkolnej osłabiają się z upływem czasu i mierzone w testach kompletnie zanikają do końca kształcenia podstawowego. Ekonomista Raj Chetii z Harvardu i pięciu innych naukowców, zbadało jak sobie radzili w realnym życiu uczestnicy eksperymentu w Tennessee jakieś ćwierć wieku później. Co się okazało?

    Uczniowie, którzy mieli szczęście uczęszczać do wspomnianych wyżej efektywnych klas wykazali większą skłonność do kontynuowania nauki w collegu, większą skłonność do oszczędzania na emeryturę, mniejszą skłonność do zostania samotnymi rodzicami oraz… wykazywali się większymi zarobkami. Statystycznie, przesunięcie o każdy percentyl w wymiarze wyników edukacyjnych w czasie edukacji w przedszkolu, przynosiło 100 USD dodatkowych zarobków. Stąd, przeciętny uczestnik klasy prowadzonej przez efektywnego nauczyciela zarabiał około 1000 USD rocznie więcej niż gdyby uczęszczał w przedszkolu do przeciętnej klasy. To jest gigantyczna różnica!

    Naukowcy, policzyli więcej, że pracowity i zdolny nauczyciel wychowania początkowego wart jest nawet 320 000 USD – to jest wartość ‘ekstra’ zarobków, które uczestnicy jego klasy zdobędą w czasie swojej kariery zawodowej. Do tego należy doliczyć zyski w postaci lepszej dbałości o zdrowie i mniejszych problemów z prawem, które są związane z dobrą edukacją przedszkolną.

    Nie sądzę by omawiany efekt dotyczył konkretnej wiedzy, umiejętności czytania czy liczenia. Większe znaczenie ma zapewne wyrobienie sobie pewnych nawyków edukacyjnych, intelektualnych: głodu wiedzy, cierpliwości, systematyczności, dokładności, etc. To zapewne te czynniki decydują o wyższych przyszłych zarobków.

    Tym niemniej, to fascynujące wkład w dyskusję o wartość edukacji i być może dobrzy powód by porządnie wybrać przedszkole dla dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  23. Gdy rozpoczynałam 25 lat temu prace w szkole -odsetek uczniów z trudnościami na poziomie syntezy, analizy gloskowej/literowej wynosił najwyżej 20 procent. Dzisiaj te proporcje są odwrócone a w klasach po 30-sci kilka uczniów, godzin zajęć na terapię tyle ile wyszarpia w ramach bezpłatnej pracy nauczycieli w ramach karcianych. Warto i ten aspekt wziąć pod uwagę w ramach przytoczonych wyników badań nad czytaniem w klasach I -III i innymi kompetencjami

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.