niedziela, 14 marca 2010

Przedmagisterska tfurczość, czyli co student miał na „myśli”

Czytanie fragmentów prac magisterskich, jakie przygotowują nasi studenci, jest najlepszym dowodem na to, że jako promotorzy powinniśmy dostawać specjalny dodatek za pracę w trudnych warunkach. To bowiem, co nam przedkładają do oceny, jest dowodem ich częściowego analfabetyzmu i swobodnej tfurczości. Proponuję publikowanie fragmentów, zdań z przygotowywanych prac dyplomowych, których treść i/lub struktura jest tego najlepszym wskaźnikiem. Poniższe przykłady pochodzą z fragmentów dysertacji osób z różnych grup seminaryjnych i różnych uczelni:

Istnieje bardzo ważna potrzeba fizyczna - tlen.
******
A przecież należenie do takiej paczki przestępczej, chuligańskiej naraża na liczne niebezpieczeństwa.
******
Dziewczęta raczej preferują chłopców.
******
Bandy młodocianych są podobne pod wieloma względami do paczek.
******
Niektóre normy obyczajowe zezwalają na oficjalne, przedmałżeńskie stosunki seksualne.
******
Liczne i różnorodne są psychiczne i fizyczne potrzeby dziecka oraz stopień ich nasilenia. Lekceważenie ich grozi wypaczeniem charakteru.
******
Wzrasta tempo rozwoju, zmniejsza się jego rytm, a we wszystkich sferach psychicznych dokonują się zmiany jakościowe.

******
Analizując rodzinę jako środowisko wychowawcze wymienić należy czynniki, które warunkują przebieg procesów wychowawczych. Spośród wielu, których spełnienie zapewnia zgodne z oczekiwaniami społecznymi wychowawcze funkcjonowanie rodziny.
******
Jest to ważny, nie mniej jednak bolesny i smutny temat, gdyż dotyczy on najmniejszych jednostek czyli dzieci.
******
Na wszystkie te pytania postaram się znaleźć odpowiedz w niniejszej pracy poprzez analizę tematu na podstawie wiedzy literaturowej.
******
Dziecko zanim idzie do szkoły podstawy wykształcenia i wychowania otrzymują od rodziców. Instytucji które przekazują wiedzę i wartości jest wiele, wpływają one na sens szkolnictwa i jego miejsce w społeczeństwie.
******
Funkcje szkoły nie zostają zawsze realizowane w całości, dlatego też społeczeństwo musi tworzyć instytucje uzupełniające wpływ szkoły na wychowanków.
******
Nauka postępuje dzięki czemu wiedza przekazywana przez szkołę strasznie szybko wzrasta.
******
W XVII w dominowały szkoły jezuickie, które dbały o budynki szkolne, wyposażenie w pomoce naukowe i dobrze kształciły kadrę nauczycieli.
******
Czas oświaty nie stłumił oświaty polskiego społeczeństwa, które oponizowało tajne strajki szkolne, naukę i nie było za polityką zaborców.
******
Uniwersytety również kształciły w podziemiach kształciły studentów.
******
W 1973r stworzono strajki szkolne przeciw tej reformie.
******
Rozdział pierwszy poświęciłam typowemu wprowadzeniu w pojecie alkohol.
******
Wiele dzieci nie było objętych systemem szkolnym a to powodowało duży poziom analfabetyzmu.

15 komentarzy:

  1. Szanowny Panie Profesorze!

    Dziękuję za zauważenie tego problemu.

    Obawiam się, że to coś innego od wtórnego analfabetyzmu. To zwykły analfabetyzm - częściowy wprawdzie - będący typowym owocem DEformowania szkolnictwa w Polsce w trakcie tak zwanej transformacji ustrojowej.

    Czy chociaż jeden poseł odważył się zgłosić publicznie wniosek o powołanie komisji śledczej do spraw wyjaśnienia powodów marnowania kolejnych roczników polskich obywateli?

    Kto jak kto, ale wykładowcy na kierunkach pedagogicznych są szczególnie właściwymi odbiorcami takich prac. Jeśli się pozwoliło na rozwalenie polskiego szkolnictwa, to teraz trzeba mieć kontakt (czyżby jeszcze intelektualny) z analfabetami na uczelniach.

    Przepraszam za gorzkie słowa, zwłaszcza w niedzielę.

    Z poważanie,

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele. Można pytać - kto ich dopuścił do szkoły średniej, a następnie kto dał im maturę? Odpowiedź - Roman Giertych. I to mają być pedagodzy? Nauczyciele? Terapeuci?
    Ja ich nie dopuszczę do egzaminu magisterskiego. Nie otrzymają dyplomu z moim podpisem. Ciekawe, kto jednak to uczyni... .

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanowny Panie Profesorze,
    bardzo spodobał mi się pomysł publikowania tfurczości studentów. Dzielę się zatem przykładami swobodnej tfurczości studentów pedagogicznych studiów licencjackich:

    " O pozycji władzy decyduje stopień dostępu członka da ważnych decyzji w rodzinie."

    "(...)rodzina to grupa zabawowa i sąsiedzka, jako grupy pierwotne, ponieważ charakteryzują się bezpośrednim, bliskim kontaktem twarzą w twarz (face to face) pomiędzy swoimi członkami."

    "Rodzina stwarza wspólne warunki, aby dziecko miało indywidualną opiekę."

    "Władza rodzicielska obejmuje całe przedstawicielstwo prawne i zarządzanie majątkiem dziecka."

    Wnioski końcowe pracy licencjackiej:

    „Podsumowując mogę wnioskować, że dobro dziecka w naszym kraju nadal stoi na bardzo ważnym miejscu.”

    „Był temat, analiza teoretyczna, metodologiczna i empiryczna. A już trzeba kończyć swoją pracę.”

    „Wszyscy znajdujemy się w nieustannym procesie reform, zmian edukacyjnych obejmujących wszystkich na naszej planecie.
    A jednak wychowanie było, jest i zostanie.”

    Po lekturze tych prac, podobnie jak Pan Profesor, zapowiedziałam studentom, że nie dopuszczę ich do egzaminu licencjackiego. Jednak ze smutkiem muszę przyznać, że czuję się z tym jak przysłowiowa czarna owca. Moi seminarzyści patrzą na mnie złowrogo, bo w innej grupie promotor wystawia swoim seminarzystom same bardzo dobre a nawet celujące oceny.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szanowny Panie Profesorze!

    Bardzo dziękuję za odpowiedź.

    Śmiem twierdzić, że zganianie wszystkiego na pana Romana Giertycha jest sporym uproszczeniem.
    Czy ci ludzie byliby lepiej wykształceni, gdyby pan Roman Giertych nie był Ministrem Edukacji Narodowej, albo jakimkolwiek ministrem?

    Kiedyś zadawałem sobie dokładnie to samo pytanie: "Kto im dał maturę?" W związku z tym pytaniem i w trosce o własne zdrowie skoncentrowałem się na sprawdzaniu wiedzy studentów przy pomocy testów. Prace pisemne "tradycyjne" (czyli "pisane ciurkiem") były często pisane tak dennym (gorszym niż dziadowskim) językiem, że często w trakcie sprawdzania miałem ochotę przerwać męczenie się i oddać kartki jako dowód rzeczowy, załączony do "zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa", skierowanego do prokuratury. Mogło chodzić np. o następujące przestępstwa:
    1. przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków (art. 231 K.k.);
    2. wyłudzenia poświadczenia nieprawdy (art. 273 K.k.).

    Teraz jest bardzo prosto ustalić, kto wydał maturę, kto sprawdzał pracę, kto ułożył i zatwierdził klucze egzaminacyjne.
    Zakres właściwości CKE i oke Pan Profesor zna doskonale.

    Czy Pan Profesor już dokonał powiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa?

    Z poważaniem,

    - - - - -
    Wybrane przepisy Kodeksu karnego

    Art. 231. § 1. Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego,
    podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
    § 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
    § 3. Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 działa nieumyślnie i wyrządza istotną szkodę, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
    § 4. Przepisu § 2 nie stosuje się, jeżeli czyn wyczerpuje znamiona czynu zabronionego określonego w art. 228.
    Art. 272. Kto wyłudza poświadczenie nieprawdy przez podstępne wprowadzenie w błąd funkcjonariusza publicznego lub innej osoby upoważnionej do wystawienia dokumentu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

    OdpowiedzUsuń
  5. To był pierwszy minister edukacji, który zakpił sobie z edukacji wykrzystując do tego instrumenty prawa. Już Pan nie pamięta? To właśnie m.in. osoby z amnestii maturalnej piszą dzisiaj swoje prace dyplomowe.
    "2 października 2006 Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski zaskarżył nowelizację rozporządzenia do Trybunału Konstytucyjnego jako częściowo niezgodną z konstytucyjną zasadą równości wobec prawa.[2] 16 stycznia 2007 Trybunał Konstytucyjny orzekł, że część przepisów rozporządzenia nowelizującego jest niezgodna z Konstytucją oraz ustawą o systemie oświaty i tracą one moc obowiązującą po upływie 12 miesięcy od dnia ogłoszenia wyroku TK w Dzienniku Ustaw (Dz. U. z 2007 r. Nr 10, poz. 70). Trybunał zdecydował się więc na zachowanie ważności ok. 53 tys. świadectw maturalnych przyznanych w w warunkach "amnestii" w 2006 i 2007 roku".http://pl.wikipedia.org/wiki/Amnestia_maturalna

    OdpowiedzUsuń
  6. Panie Profesorze!
    To jest przerażające, że tacy "pedagodzy" będą pracować z naszymi dziećmi...aż strach posyłać je do szkoły...

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieję, że nie będą pracować, że rodzice będą jednak bacznie obserwować i egzekwować od nadzoru pedagogicznego respektowanie obowiązku zatrudniania w przedszkolach i szkołach osób kompetentnych. Tymczasem mamy rozporządzenie MEN z 2009 r. o którym pisał już w tym blogu profesor, zezwalające na zatrudnianie w edukacji wczesnoszkolnej osób bez właściwych kwalifikacji i jakoś rodzice nia piszą o tym na stronie "Ratuj maluchy", nie zbierają przeciwko temu podpisów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szanowny Panie Profesorze!

    Jestem przekonany, że - odnośnie do w/w rozporządzenia - zgadzamy się bardziej, niż może się wydawać na podstawie nieco wcześniejszej wymiany opinii.
    Owo rozporządzenie zasługuje na negatywną ocenę.

    Proponuję zająć się materią prawną i prawniczą.

    Wyrok Trybunał Konstytucyjnego z dnia 16 stycznia 2007 r. (sygnatura akt: U 5/06, publikacja urzędowa OTK-A 2007/1/3, dostępny na stronach internetowych TK: www.trybunal.gov.pl)

    Skład orzekający Trybunału Konstytucyjnego był następujący:
    Trybunał Konstytucyjny w składzie: Marian Grzybowski - przewodniczący, Ewa Łętowska - sprawozdawca, Janusz Niemcewicz (informacje o sędziach TK są na stronach Trybunału).
    Fragment wyroku TK (z punktu 5.2): "Nakaz ochrony zaufania do państwa i prawa implikuje w szczególności obowiązek poszanowania praw nabytych oraz interesów w toku. Zasada ochrony interesów w toku zapewnia ochronę jednostki w sytuacjach, w których rozpoczęła ona określone przedsięwzięcia na gruncie dotychczasowych przepisów. Zasada ta nie ma charakteru bezwzględnego."

    Przedostatnie zdanie wyroku TK brzmi:
    "Dlatego to na organie, który wydał kwestionowane rozporządzenie, spoczywa pełna odpowiedzialność za dokonane naruszenia, konstytucyjna i polityczna."

    Czy ktokolwiek - np. właściwy organ Polskiej Akademii Nauk - wystąpił do Parlamentu o wszczęcie procedury w przedmiocie pociągnięcia do odpowiedzialności konstytucyjnej (czyli w Polsce przed Trybunałem Stanu) określonej osoby, lub określonych osób?

    Fragment glosy Wojciecha Brzozowskiego: "Za przesadzone należałoby jednak uznać sformułowane w uzasadnieniu wyroku obawy dotyczące dalszych losów osób, które uzyskały świadectwo maturalne jedynie w wyniku objęcia ich zaskarżoną regulacją. Jest to chyba jedyny punkt, w którym można podzielić (przez Trybunał w całości odrzuconą) argumentację MEN - zakwestionowane przepisy istotnie są dla tych osób korzystne." (Państwo i Prawo nr 7/2008)

    Jestem bardzo mocno przekonany, że Pan Profesor skutecznie zadziała i - np. poprzez gremia, w których pracach uczestniczy - doprowadzi do weryfikacji prac licencjackich i magisterskich pod kątem zgodności z wymogami prawnymi, zawartymi w Ustawie o ochronie języka polskiego. Jest oczywiste, że prace winny być napisane po polsku. Jeśli zdarzyłoby się, że jakieś prace były kalekie językowo, to przecież można wszcząć procedury weryfikacyjne (zarówno co do uzyskanych tytułów zawodowych, jak i uczelni i osób odpowiedzialnych). Przecież członkowie komisji są - jako członkowie komisji - funkcjonariuszami publicznymi. Przepuszczenie kulawej językowo pracy może oznaczać nawet konsekwencje z zakresu prawa karnego za poświadczenie nieprawdy co do tego, że praca została sporządzona w języku polskim.

    Czy Pan Profesor podejmie odpowiednie działania, mające na celu wyeliminowanie zła? Kiedy? Kiedy poznamy wyniki podjętych działań?

    Celowanie w jednego pana Romana Giertycha można uznać za symbol. Czy takim symbolem uda się zlikwidować zło? Wątpię!

    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń
  9. Szanowny Panie Profesorze!

    Pan Profesor był uprzejmy zrecenzować rozporządzenie, wydane w ministerialnych czasach pana Romana Giertycha, a nawet urzędowanie w MEN tego pana.

    Proszę o równie jednoznaczne zrecenzowanie pewnej książki z zakresu pedagogiki (a konkretnie pedeutologii), w której wskazano recenzenta (wskazanego także jako doktora).

    Oto dane książki (dane według Biblioteki Głównej UMCS):
    Autor: Kacprzak, Lech.
    Tytuł: Pedeutologiczne rozważania o nauczycielu / Lech Kacprzak; Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Stanisława Staszica w Pile.
    Adres wyd. Piła : Państwowa Wyższa szkoła Zawodowa im. Stanisława Staszica, 2006.
    Opis fiz.: 135 s. : il. ; 24 cm.
    ISBN: 83-89795-25-6
    http://tnij.org/kacprzak_lech

    Pytam o wyżej wskazaną książkę, gdyż zastanawiam się, czy tylko ja miałem trudności z dobrnięciem do końca (może połowę "zmęczyłem", a raczej wymęczyła mnie dawka tekstu z tej książki, jaką ośmieliłem się potraktować swe władze umysłowe).

    Pan Profesor uraczył nas przykładami ze studenckich opracowań.
    Być może, po lekturze (czy aby całej) wskazanej książki, Pan Profesor przedstawi nam inne spektakularne cytaty.

    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń
  10. Japolan:
    Prace dyplomowe - licencjackie i magisterskie są sprawdzane przez Państwową Komisję Akredytacyjną. Tak więc ja nie muszę nikomu i niczego zgłaszać, gdyż tego typu kit zostanie ujawniony prędzej czy później w ramach obowiązujących procedur kontroli jakości kształcenia. Będę rad, jeśli prawnicy zajmą się interpretacja prawa oświatowego, zanim zostanie ono w jakiejkolwiek postaci wdrożone w życie.
    To nie jest moje zadanie.
    Ja nie obciążam Giertycha za wszystkie błędy w polskiej edukacji. To byłby absurd. Powodem analfabetyzmu studentów są przede wszystkim oni sami! Otoczenie makropolityczne ich jednak w tym wspiera, a niektórzy - także nauczyciele akademiccy przymykają na to oczy.
    ***
    Nie mogę opiniować książki, której nie znam. Są od tego czasopisma internetowe i drukowane, by tam zaprezentować swoją opinię krytyczną o książkach, których treść jest na żenująco niskim poziomie.
    Zachęcam Japolana, żeby przysłał to "dzieło", a chętnie poddam je ocenie. Proszę jednak nie formułować ocen publicznie bez przytoczenia chociażby fragmentów, które tak wzburzyły i proszę podać nazwisko recenzenta. Ja uraczyłem cytatami z niezatwierdzonych prac dyplomowych, to czekam teraz na egzemplifikacje z powyższej publikacji.

    OdpowiedzUsuń
  11. Szanowny Panie Profesorze!

    Przymykanie oczu może się brać z chęci zarabiania na nadgodzinach, dodatkowych etatach, a niekiedy z rzeczywistej potrzeby utrzymania się na etacie. Znakomita większość ludzi woli mieć stabilizację, którą zapewniają stałe dochody.
    Bez studiujących analfabetów błyskawicznie okazałoby się, że w Polsce jest wiele szkół wyższych, w których występuje przerost zatrudnienia. Kto jest winien takiego stanu rzeczy? Wśród kadry akademickiej można wskazać zwłaszcza osoby, które miały rzeczywisty wpływ na zdeformowanie szkolnictwa w Polsce. Sądzę, że większość spośród tych osób pracuje na różnych "pedagogikach". Skoro się zlekceważyło oczywisty fakt, że analfabeci ze szkół kiedyś dorosną i będą chcieli szturmować, to teraz trzeba płacić "frycowe": mieć mniejsze zarobki (a nawet stracić pracę), stawać się darmowym korepetytorem z zakresu wiedzy podstawowej i gratisowym korektorem prac studenckich, udawać przysłowiowego Greka i na akademiach w żywe oczy łgać o dalszym przygotowywaniu "wysokiej klasy specjalistów".
    Czy w ciągu trzech lat studiów licencjackich szkoła wyższa jest w stanie "urodzić" geniusza na bazie analfabety, któremu dano maturę???

    Doskonale wiadomo, że wszelkie kontrole bardzo często ograniczają się do zakresu przedmiotowego kontroli.
    Czy kontrole PAKi mają w swym zakresie sprawdzanie rzeczywistego sporządzania w języku polskim prac, które oficjalnie zostały napisane po polsku? Łatwiej jest przymknąć oko, albo mieć przysłowiowe klapki na oczach, niż zgłaszać podejrzenie popełnienia przestępstwa, stawiać się na wezwanie organów procesowych w celu złożenia zeznań, występować o zwrot utraconego zarobku, ujawniając wysokość tego zarobku.

    Jakich prawników ma Pan Profesor na myśli? Czemu jedni mieliby robić w czynie społecznym coś, za co ktoś inny bierze pieniądze?
    Przypominam sobie, jak do dwóch centralnych instytucji państwowych zgłosiłem (via e-mail) pewne wnioski interpretacyjne. Z Kancelarii Prezydenta RP dostałem miłą i merytoryczną odpowiedź. Z Kancelarii Sejmu RP z chłodnym dystansem odpowiedziała pani "młodsza specjalistka"; sens odpowiedzi był taki: "wiemy lepiej i się nie wtrącaj". Podziękowałem owej pani, że był to zapewne ostatni przypadek darmowego zajmowania się przeze mnie sprawami, za które biorą pieniądze "specjaliści", nie tylko "młodsi".

    Zdarzyło mi się parę razy uczestniczyć w sejmowych pracach legislacyjnych. Na etapie projektowania wskazywałem możliwe następstwa określonych interpretacji proponowanej treści przepisów prawnych. Zapewniam, że niekiedy kończyło się to ostrymi dyskusjami, a nawet zaprzestaniem udzielania mi głosu. Proszę zapytać - tytułem przykładu - panów: Tadeusza Cymańskiego i Przemysława Gosiewskiego.
    Gdy bywałem (jako ekspert) na posiedzeniach (pod)komisyjnych całkowicie gratis, to jedynym ułatwieniem była (bodajże dwukrotna) możliwość przenocowania w Nowym Domu Poselskim, co było niezbędne z uwagi na poranne godziny rozpoczynania posiedzeń. Zdarzały się i utrudnienia - np. zatrzymywanie opracowań, które przesyłałem przez sieć przed posiedzeniami.

    Zamówiłem w wypożyczalni odnośną książkę. Postaram się Panu Profesorowi wysłać kopie paru stron (by "zmieścić się" w ochronie "dzieła autorskiego").
    Podkreślam, że odnosiłem się do językowych cech książki. Ocenę jej walorów naukowych w zakresie pedagogicznym pozostawiam Panu Profesorowi.

    Czytuję różne teksty. Także obcojęzyczne.
    Z bólem czytam teksty, które (bez uprzedzenia odbiorcy) sporządzono tak, jakby były napisane przez potomka Polaka, który został na Haiti w czasach Napoleon Bonaparte.

    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń
  12. JAPOLAN: Jako ekspert PKA sformułowałem wiele negatywnych ocen jednostkom akademickim (publicznym i niepublicznym), w wyniku których zostały im zawieszone lub nawet odebrane prawa do kształcenia na kierunku pedagogika. Nie jestem jedynym ekspertem, który miał taką możliwość (a jakość prac dyplomowych jest tu kluczowym kryterium do oceny procesu kształcenia), bo znam takich wielu, którzy rzetelnie realizują swoje zadania. Jest też wiele podmiotów kształcących, którym należałaby się ocena wyrózniająca, ale jej nie otrzymają, bo nie została przeprowadzona w naszym kraju ocena wszystkich szkół wyższych kształcących na kierunku "pedagogika". A taki jest wymóg formalny. Daleki zatem jestem od uogólnień zarówno w jedną, jak i w drugą stronę. Podobnie jest zresztą na innych kierunkach studiów. Pedagogika nie jest czymś wyjątkowym. Wystarczy przyjrzeć się temu, jakie prace powstają na politologii, germanistyce, zarządzaniu, socjologii itp.
    Dziękuję za komentarze. Lepiej rozumiem Pańskie zaangażowanie i szczerze podziwiam! Róbmy zatem swoje niezależnie od oporu różnej maści (także ideowej).

    OdpowiedzUsuń
  13. Szanowny Panie Profesorze!

    Dziękuję za miłe słowa.
    Chyba także ja myślałem, że wątek jest zakończony. Jednakże dziś wieczorem zauważyłem na liście „doktoranckiej” serwisu „Golden Line” wypowiedź, której fragment cytuję: „Witam serdecznie wszystkich , którzy są skupieni wokół grupy doktorantów i doktorów. Może ktoś zna jakąś rzetelną firmę, chętnie jednoosobową,która zajmuje się obliczeniami statystycznymi do doktoratu?” Nadawczyni tamtych słów nadała założonemu przez siebie wątkowi dyskusyjnemu tytuł: „Prośba o poradę w znalezieniu rzetelnej firmy, która wykonuje obliczenia statystyczne do doktoratu”.
    Pan Profesor wspomniał o osobach, które chcą napisać pracę licencjacką. Tam jest przykład osoby, która publicznie puszukuje firmy, która wyręczy ją przy badaniach naukowych.

    Oto link:
    http://www.goldenline.pl/forum/doktoranci-i-doktorzy-doktorat/1559886

    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń
  14. Ależ skąd, wątek "studenckiej tfórczości" nie jest zakończony. Sądzę, że będzie jego dalszy ciąg, bo napływają kolejne przykłady.
    **********
    Co do poszukiwania firm dokonujących obliczeń statystycznych dla potrzeb prezentacji danych w dysertacji doktorskiej - spotykam się coraz częściej z tego typu potrzebami oraz potwierdzeniem ich zaspokojenia w dysertacjach naukowych, ale ich autorzy podają w rozdziale metodologicznym, jaka firma dokonywała tych obliczeń. To w ostatnim czasie jest nawet postrzegane jako rozwiązanie wzmacniające jakość opracowania danych empirycznych, kiedy powierza się je specjalistom, statystykom. Nie widziałbym w tym problemu, jeśli doktorant rozumie zestawienia i obliczenia statystyczne. Przecież, żeby statystyk mógł coś policzyć, musi otrzymać od doktoranta instrukcję obejmującą zmienne i wskaźniki, problemy i hipotezy, jakie zamierza autor pracy weryfikować na podstawie badań empirycznych. W naukach medycznych pomiarów próbek nie dokonują dokotranci, tylko specjaliści, pracownicy pomocniczy-techniczni w odpowiednio wyposażonych laboratoriach. To jednak naukowiec musi im wskazać, co mają mierzyć, według jakich procedur, w jakim czasie itd., by na podstawie uzyskanych od nich danych mógł on wyprowadzić wnioski, dokonać interpretacji. A zatem, nie widzę w tym przypadku żadnego problemu. Chyba, że taki doktorant ukrywa fakt zlecenia obliczeń jakiejś firmie, a sam nie potrafi wyjaśnić, co wynika z zaprezentowanych w tabelach, na wykresach czy z wyliczonych współczynników dla wiedzy o badanym zjawisku.

    OdpowiedzUsuń
  15. Szanowny Panien Profesorze!

    Jawność wskazywania badań (jak i innych źródeł - w szerokim tego słowa znaczeniu), na których się badacz opiera, jest czymś oczywistym.

    Dostrzegam wyraźną różnicę między zespołowym projektem badawczym, w ramach którego powstaje rozprawa, a zlecaniem zadań merytorycznych podwykonawcom.

    Na podstawie wiarygodnych (pochodzących od Wykładowczyni i Egzaminatorki) informacji, twierdzę, że metodologia badań psychologicznych jest (przynajmniej na UMCS) wykładana i egzekwowana tak, że student - by zdać egzamin - ma obowiązek poznać, zrozumieć i umieć zastosować różne (bardzo liczne) metody, stosowane w psychologii. Chodzi także o metody o "charakterze matematycznym" (statystyczne). Zastanawiam się, jaką ocenę otrzymałby student, gdyby się wydało, że badania wykonał za niego jakiś "wyrobnik".

    Język chiński jest mi tak obcy, że nawet na magisterium z sinologii nie mam szans. Po cóż więc miałbym kusić się o zdobycie stopnia naukowego z sinologii? Czy miałbym zlecać tłumaczenia literatury chińskiej tłumaczom, żeby napisać jakąkolwiek pracę z tego zakresu?

    Sam nauczyłem się obsługi programu do wspomagania badań socjometrycznych ("Sociometry Pro"). Zajęło to sporo czasu. Opanowanie tego programu przyspiesza opracowanie wyników, co może mieć to znaczenie, że ten sam czas można poświęcić na bardziej pogłębione badanie, a nie na odręczne rysowanie. Proces opanowywania tego programu komputerowego utrwala wiedzę teoretyczną z socjometrii. Uczciwe postawienie sprawy oznacza: korzystałem (sam!) z takiego a takiego programu przy opracowywaniu wyników. Natomiast nieuczciwe byłoby zlecenie komuś opracowania wyników w oparciu o program komputerowy.

    Jeśli człowiekowi obca jest jakaś dziedzina spraw, to po co ma z tej akurat dziedziny uzyskiwać stopnie naukowe? Człowiek z ambicjami zna się przecież na różnych zagadnieniach i to z nich powinien starać się o uzyskanie stopnia. Inną drogą jest odpowiednio dobre poznanie dziedziny, w której "się zakochał".

    Czym innym jest danie tekstu do opracowania graficznego (typograficznego), a czym innym wynajmowanie kogoś do wykonania prac merytorycznych. Gdzie jest granica między "zleceniem obliczeń", a zleceniem zapisania (prawie) całej pracy?

    Z wyrazami szacunku,

    OdpowiedzUsuń