sobota, 20 marca 2010

Nie chcemy seryjnej produkcji magistrów!











(gumoryt B. Śliwerski, 1981)

Tak brzmiało hasło najodważniejszych spośród nas, którzy w l. 1980-1981 walczyli nie tylko o akademicką wolność. Może warto sięgnąć pamięcią do tamtych czasów i odpowiedzieć sobie na pytanie, jak wykorzystaliśmy ich DAR?

Bardzo mnie ucieszyła wiadomość o odznaczeniu przez Prezydenta RP łódzkich liderów strajków studenckich przełomu 1980/1981, działaczy NZS. Krzyże Kawalerskie Orderu Odrodzenia Polski otrzymali
- odznaczony pośmiertnie Tomasz Gaduła-Zawratyński, dziennikarz Dziennika Łódzkiego;
- Wojciech Walczak;
- Krzysztof Grzywaczewski;
- Jacek Palczewski;
- Adam Hohendorff.

Walczyli dla nas i za nas. Ogólnopolską akcję społecznego protestu w środowisku akademickim zapoczątkowało powołanie w dn. 18-19.10.1980 r. na Politechnice Warszawskiej Komitetu Założycielskiego Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Brak porozumienia w rozmowach z władzami PRL co do wprowadzenia radykalnych zmian na rzecz autonomii w sprawach naukowych, dydaktycznych i organizacyjnych uczelni wyższych oraz brak zgody na zarejestrowanie NZS-u sprawił, że uruchomiono falę strajków, dla której łódzkie środowisko akademickie stało się centrum kierowniczym. To tu, w Uniwersytecie Łódzkim proklamowano 21 stycznia 1981 strajk, zaś jego liderzy prowadzili z kierownictwem resortu szkolnictwa wyższego negocjacje.

Lista szczegółowych postulatów była długa. Żądano m.in. wybieralności władz uczelni wszystkich szczebli, w tym by każde ciało kolegialne tzn. rada instytutu, rada wydziału i senat miało strukturę: 1/3 (studenci)+1/3 (młodzi pracownicy nauki)+1/3 (samodzielni pracownicy nauki). Żądano samodzielności programowej szkół wyższych, udziału przedstawicieli studentów we wszystkich pracach nad aktami prawnymi tego środowiska.

Żądano humanizacji studiów przez wprowadzenie obowiązkowego kursu historii filozofii oraz rozszerzenia grupy przedmiotów o takie, jak: ekonomia, estetyka, etyka, historia sztuki, metodologia nauk, podstawy politologii, psychologia, socjologia, z których studenci mogliby wybierać dwa w ramach obowiązkowego kursu. Żądano wreszcie przedłużenia studiów do 5 lat dla uczelni uniwersyteckich i politechnicznych oraz prawa wyboru lektoratów języków obcych. Wśród postulatów politycznych było żądanie zakazu wszelkich form działalności Służby Bezpieczeństwa na terenie uczelni oraz zaniechania przy rekrutacji na studia istniejących wówczas preferencji za pochodzenie społeczne oraz zmiany zasad odbywania szkoleń wojskowych.

Część postulatów miała charakter ogólnospołeczny, bowiem dotyczyła zaprzestania jakichkolwiek represji wobec działaczy opozycji demokratycznej i osób reprezentujących niezależne inicjatywy społeczne, uwolnienia osób pozbawionych wolności za poglądy polityczne, gwarancji swobody działania dla niezależnych wydawnictw, pociągnięcia do odpowiedzialności wszystkich winnych brutalnego tłumienia protestów robotniczych w grudniu 1970 r. i czerwcu 1976 r. czy wreszcie ograniczenia działań cenzury, by zagwarantowano prawo do demokratycznego funkcjonowania w kraju mediów. Żądano także prawa dla obywateli do posiadania i swobodnego korzystania z paszportu, obsadzania stanowisk kierowniczych wyłącznie w oparciu o kwalifikacje zawodowe i opinię środowiska pracy (a nie przez mianowania nomenklatury partyjnej), uznania prawa społeczeństwa do swobodnego obchodzenia rocznic upamiętniających wydarzenia historyczne o wielkim znaczeniu dla narodu polskiego , no i wreszcie żądano natychmiastowego zarejestrowania NZS (co nastąpiło 17 lutego 1981 r.)

Żądano zwiększenia udziału szkolnictwa wyższego w podziale dochodu narodowego, pełnej samodzielności finansowej uczelni w rozdziale środków na jej działalność oraz zabezpieczenia potrzeb w zakresie „małej poligrafii”. Żądano zweryfikowania systemu stypendialnego, który miał uwzględniać wzrost kosztów utrzymani a także uniezależnienia możliwości podjęcia pracy zarobkowej przez studenta od decyzji władz uczelni.

A dzisiaj? Czy jest jeszcze o co walczyć, toczyć spór z władzami? Czy też nie chcemy seryjnej produkcji magistrów?

11 komentarzy:

  1. Teraz po prostu się sprzedaje dyplomy ponad 50% populacji - "seryjna" produkcja magistrów z 10% populacji to już przeszłość.Można jeszcze walczyć o to żeby kazdemu obywatelowi przysyłano do domu dyplom doktorski w ramach jego obywatelskich i ludzkich praw;-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Profesorze, jak to jest z tą liczebnością seminariów magisterskich; czy jeśli ma się 20-osobową grupę seminaryjną,to aby ma jakikolwiek sens taka praca? Czy nie powinno tak być, że każdy promotor 5 ma osób i wtedy można stworzyć razem ze studentem coś ciekawego i wartościowego? A pomyśleć, że jeszcze niedawno wykładowcy bili się o to, żeby mieć jak najwięcej seminariów....

    Tak trochę obok tematu; jak Pan sobie radzi z tymi studentami (a mam wrażenie, że jest w tej chwili ich większość), którzy przynoszą Panu plagiaty, a jak już zostaną na tym przyłapani i próbują pisać samodzielnie, to wychodzą z tego potworki literackie, których czytać się nie da? Odsyłać w nieskończoność nie ma sensu, bo nie napiszą kolejnych rozdziałów, a co zatem idzie całości pracy. Akceptować te potworki stylistyczne takie, jakie są, i wystawić im niższą ocenę, czy samemu za studenta poprawić i pisać zdania...?

    Uważam,że obecnie prowadzenie seminariów jest katorgą; jeśli chce się, żeby prace wychodziły w miarę dobre, to trzeba nad nimi siedzieć po wiele godzin. A gdzie czas na pisanie własnych publikacji, habilitacji itd. itp?

    Bardzo mi trudno przyjąć postawę akceptującą wobec studenta, gdy widzę, że nie potrafi pisać w elementarnym zakresie po polsku...

    Zdaje się, że praca z pokoleniem borderline nie jest łatwa...

    http://209.85.135.132/search?q=cache:elkMFNOj65IJ:media.wp.pl/kat,1022939,wid,8139238,wiadomosc.html+pokolenie+borderline&cd=3&hl=pl&ct=clnk&gl=pl&client=firefox-a

    Co robić?

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanowny Panie Profesorze!

    Sądzę, że wpis o "produkcji magistrów" jest odpowiedni do załączenia doń informacji o tym, że lubelskie gazeta poinformowały dziś o (za)stosowaniu "ręcznej metody" przez "producentów magistrów".
    Tacy "sztukmistrze" są w naszym Lublinie.

    Przed paroma minutami na stronach "Dziennika Wschodniego" tekst pod tytułem "Wykładowcy z Uniwersytetu Medycznego się pobili":
    http://www.dziennikwschodni.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20100325/PRZEGLADPRASY/547208064
    Ogólna informacja brzmi: "Według informatora MM Lublin między pracownikami Wydziału Farmaceutycznego doszło do ostrej wymiany zdań. Kłótnia przeniosła się do gabinetu przełożonego jednego z wykładowców. Zwierzchnik próbował pogodzić kłócących się. Gdy wydawało się, że to koniec awantury, jeden z nich uderzył pięścią drugiego."
    Proszę przeczytać komentarze są na stronie:
    http://forum.dziennikwschodni.pl/Wykladowcy-z-Uniwersytetu-Medycznego-sie-pobili-t30146.html

    W "Gazecie Wyborczej" materiał na ten sam temat zatytułowano: "Wielka draka na Uniwersytecie Medycznym".
    Swoistą ciekawostką jest fragment: "Sprawa pewnie nie wyszłaby na światło dzienne, gdyby anonimowy pracownik Wydziału Farmaceutycznego nie poinformował o bójce między wykładowcami tygodnika "Moje Miasto Lublin" twierdząc, że władze UM chcą zamieść sprawę pod dywan."
    Komentarze są dostępne pod adresem sieciowym:
    http://forum.gazeta.pl/forum/w,62,109201539.html

    Proszę Pana Profesora o komentarz.
    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń
  4. Do Venissy:
    Ja nie mam problemu z prowadzeniem kilkunastu prac magisterskich równolegle, gdyż w istocie jest to praca samodzielna studenta pod moim jedynie kierunkiem. Każdemu podaję do wybranego przez studenta tematu literaturę, która obejmuje kilkadziesiąt pozycji monograficznych. Do tego muszą sięgać do czasopism naukowych. Nie obchodzi mnie to, że nie mają czasu, nie chce im się, albo kiedy próbują mi wmówić, że mają kłopot z dotarciem do literatury. Taki problem to miałem ja, kiedy w okresie PRL niektóre zbiory z humanistyki były niedostępne (debety komunikacyjne), przekłady i kontrowersyjne rozprawy polskich naukowców były cenzurowane, a żadnej pracy nie można było skopiować, skserować, gdyż tego typu urządzenia miała jedynie nomenklatura z PZPR i pracownicy SB. My musieli przepisywać wszystko ręcznie, jak w średniowieczu.
    Nie ma co ulegać wygodzie, cwaniactwu i powierzchowności w pracy studentów. JAk chcą ukończyć studia, to nie jest to Pani problem, tylko ich. To oni muszą poszukiwać literatury przedmiotu, właściwie ją rekonstruować, prowadzić badania i je interpretować. Nauczyciel - opiekun seminarium jest od tego, by pomóc, ukierunkować, ale nie pisać pracę za studenta, ani tym bardziej poprawiać w niej błędy ortograficzne.
    A za plagiaty - czeka ich komisja dyscyplinarna i zgłoszenie do prokuratury. Mają wybór.
    A moja koleżanka okreśłiła swoim magistrantom, co następuje:

    "Nie będą zaliczone prace, które:

    1) zostały napisane bez konsultacji z promotorem,
    2) mają innego autora niż student przedstawiający pracę do konsultacji/ recenzji,
    3) są plagiatem innej pracy,
    4) zostały ocenione na ndst.,
    5) zostały nadesłane/przekazane po wyznaczonym terminie,
    6) zostały nadesłane poprzez anonimowego maila, np. „Moja bibliografia” albo w ogóle bez treści.

    Proszę nie podejmować kolejnej takiej próby, ponieważ wtedy zgłoszę sprawę na komisję dyscyplinarną."

    OdpowiedzUsuń
  5. Do JAPOLAN
    Opisane wydarzenie jest mimo wszystko incydentem. Wstyd, że miało ono miejsce.
    Szkoda, że nie opisuje się tej przemocy w "białych rękawiczkach", tej niewidocznej agresji, która ma miejsce w środowiskach akademickich. Tu jest dopiero pole do popisu dla tych, co mają więcej władzy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Japolan, no cóż silna rywalizacja między dwoma asystentami. Prawdopodobnie na UM panuje zła atmosfera i brak przejrzystych reguł; społeczność rządzi się niejawnymi normami; jeden asystent dostaje więcej, a drugi - mniej, mimo wkładanego wysiłku we własny rozwój naukowy.

    Poza tym obaj asystenci prawdopodobnie mają podobne struktury osobowości; osoby, z którymi wchodzimy w konflikt, tak naprawdę odzwierciedlają nasze autentyczne, ale wypierane cechy. Są to cechy, z którymi jesteśmy skonfliktowani, więc zaprzeczamy ich istnieniu.

    Mogły tu się również ujawnić pierwotne konflikty, wyniesione z domu (p. rywalizacja między rodzeństwem; 1 dziecko jest b-j faworyzowane przez rodzica).

    Poza tym, asystent, który użył siły fizycznej, prawdopodobnie był wcześniej ofiarą kar fizycznych, stosowanych przez jego rodziców, więc tylko takie znane mu są formy rozwiązywania konfliktów.Facet nie ma kontaktu z własną agresją, więc utracił kontrolę nad własnym zachowaniem.

    No i na koniec, można postawić hipotezę, że obaj asystenci wykazywali wysoki poziom cech narcystycznych i obaj mają niską tolerancję na krytykę.Została u obu zraniona miłość własna, stąd tak ostre reakcje po obu stronach.

    Obecnie panuje pogląd wśród psychoterapeutów, że pokolenie urodzone w czasach transformacji ustrojowej, to pokolenie borderline z wysokim nasyceniem cech narcystycznych. Np. prof. Jagieła z Częstochowy, pisał całkiem niedawno w "Charakterach" o narcystycznych szkołach, tj. narcystycznych uczniach, narcystycznych dyrektorach szkół (którzy tworzą wyidealizowany wizerunek własnej szkoły, jednocześnie zamiatając problemy szkolne pod dywan), czy narcystycznych nauczycielach:)


    Ponieważ artykuł nie jest obecnie dostępny w całości, to pozwolę sobie wkleić fragment, który kiedyś udało mi się przekopiować do pewnej dyskusji na forum dyskusyjnym:

    OdpowiedzUsuń
  7. " Narcystyczna kultura naszych czasów

    Narcyzm można postrzegać też w szerszej perspektywie – jako właściwość całej kultury, w jakiej żyjemy. Cecha ta jest w szczególny sposób premiowana, nagradzana i kultywowana. „Każda epoka wykształca własne formy patologii, które wyrażają w wyolbrzymionej postaci leżącą u jej podstaw strukturę charakteru” – pisze w swoim eseju współczesny badacz kultury Christopher Lasch (Lasch 2002, s. 22). Dany okres historyczny kształtują więc nie tylko wielkie wydarzenia, określony rozwój społeczny i ekonomiczny czy wybitne jednostki. Może on być również definiowany poprzez psychikę żyjących w tym czasie ludzi i przez dokonujące się w niej zmiany. „Dawniej przychodzili do nas ludzie z przymusem mycia rąk, fobiami i nerwicami. Dziś widuje się przede wszystkim narcyzów” – konstatuje inny z naukowców, Sheldon Bach (Lasch 2002, s. 23). Zatem każdy czas ma swoje typowe „wariactwo”, choć trzeba pamiętać, że wzrost liczby pacjentów z zaburzeniami typu narcystycznego nie musi oznaczać, że stają się one bardziej powszechne. Być może po prostu bardziej zwracamy na nie uwagę. Każde szaleństwo, również to zbiorowe, jest jakimś przejawem utraty kontroli nad rzeczywistością. Na czym to polega w obecnej epoce?

    Wymieńmy kilka czynników. Nasza kultura jest narcystyczna, bo zostaliśmy zdominowani przez wszechobecność elektronicznego świata: telewizji, filmu, reklamy, Internetu. Obraz staje się ważniejszy od treści, jaką przekazuje. Telewizor odnajdujemy zarówno w więziennej celi, jak i w szkolnej świetlicy czy w dworcowej poczekalni. Wiele osób nie wyobraża sobie wieczornego odpoczynku bez wielogodzinnego wpatrywania się w szklany ekran. Rzeczywistość w coraz większym stopniu staje się tym, co pokazuje kamera. Przestajemy wierzyć w to, co sami widzimy i co podpowiada nam zdrowy rozsądek. Tracimy zaufanie do własnego doświadczenia.

    Generacja wyolbrzymionego „ja”

    Ludzie przykładają nadmierną wagę do wizerunku własnej osoby: zgrabnej sylwetki, młodego wyglądu czy pogoni za modą i fizyczną sprawnością. Mawiamy: „Jak cię widzą, tak cię piszą” lub: „Pierwsze wrażenie jest decydujące”. To, jak wyglądamy, zaczyna być ważniejsze niż to, jak się naprawdę czujemy. Gonimy za sukcesem, karierą, społecznym uznaniem. Całe pokolenie nazywane jest „generacją »ja«”, chciałoby się powiedzieć: „generacją wyolbrzymionego »ja«” – nastawionego przede wszystkim na popularność i na sukces. Wzorem życiowego awansu staje się menedżer, dla którego zainteresowanie innymi i światem jest ważne na tyle, na ile stanowi odbicie jego własnego wyolbrzymionego portretu. Jednak często „jedynym ważnym atrybutem osoby sławnej jest to, że jest sławna; nikt tylko nie wie dlaczego” (Lasch 2002, s. 25). Czasem wyłącznie dlatego, że pokazuje się nieustannie w telewizji. To wystarcza, bowiem występowanie w mediach, szczególnie w roli eksperta lub naukowego czy artystycznego autorytetu, dla wielu stanowi dowód posiadanych kompetencji.
    Naszej epoce brakuje zainteresowania przeszłością, co powoduje nieobecność zakorzenienia, ale także przyszłością, która jest nieobliczalna i dlatego nas przeraża. Czy może więc dziwić, że dla wielu narcyzm staje się najlepszym sposobem znalezienia swego miejsca w społeczeństwie? „Na poziomie kulturowym – zauważa Alexander Lowen – narcyzm przejawia się w utracie ludzkich wartości – w braku troski o środowisko, o jakość życia, o bliźnich. Społeczeństwo, które poświęca środowisko naturalne dla zysku i władzy, ujawnia niewrażliwość na ludzkie potrzeby. Miarą postępu staje się gromadzenie rzeczy materialnych – mężczyźni walczą z kobietami, pracownicy z pracodawcami, jednostka ze społeczeństwem” (Lowen 1995, s. 11).

    OdpowiedzUsuń
  8. Psychopatyczne korporacje

    Coraz wyraźniej widzimy, że całe struktury życia zbiorowego mają swoją psychopatologię. Nie tak dawno ogromną popularnością w Anglii i w USA cieszył się ponaddwugodzinny film dokumentalistów kanadyjskich M. Achbacha, J. Bakana i J. Abbotta pt. The Corporation. Twórcy filmu wyszli z założenia, że skoro ogromne korporacje i koncerny finansowo-przemysłowe posiadają swoją osobowość prawną, to warto zastanowić się, jaki typ osobowości reprezentują. Odpowiedź, którą otrzymali na podstawie wielu wywiadów z wybitnymi intelektualistami, filozofami i psychologami, wydaje się zaskakująco dramatyczna – jest to psychopatia. W obecnej dobie, jak twierdzi „The Economist”, korporacje działają bowiem niezwykle brutalnie. Podkreślają one swoją wyjątkową pozycję i starają się górować nad innymi. Są zapatrzone w siebie i swoje sukcesy, a dobra, które tworzą, mają służyć tylko im. Nie znają empatii i współczucia, najczęściej nie biorą odpowiedzialności za swoje decyzje i nie przeżywają wyrzutów sumienia. Korporacje pokazują innym wyłącznie wykreowany obraz siebie, stworzony dzięki zabiegom specjalistów od marketingu i public relations. Zatruwają środowisko, nie licząc się ze skutkami, jakie ma to dla ludzi, których okłamują bez najmniejszych nawet skrupułów, jeżeli tylko ci za nimi podążają. Kontakty z pozostałymi instytucjami, a także konkretnymi ludźmi, mają charakter powierzchowny, sztuczny, rytualnie uprzejmy i pozbawiony współczucia. Wszystko to – gdyby cechy wielkich korporacji odnieść do człowieka – czyni je tworami obłąkanymi, zasługującymi na umieszczenie na oddziale psychiatrycznym z rozpoznaniem manii.

    Psychopatii niedaleko do narcyzmu. Niektórzy twierdzą nawet, że są to pojęcia pod wieloma względami tożsame, a psychopatia jest przejawem jednego z rodzajów osobowości narcystycznej. Zdaniem A. Lowena „wszystkie osobowości psychopatyczne wykazują poczucie wyższości wobec innych i odznaczają się arogancją, która graniczy z pogardą dla ludzi. Podobnie jak inne osoby narcystyczne zaprzeczają własnym uczuciom” (Lowen 1995, s. 36). Choć zapewne psychopatia w większym niż narcyzm stopniu wiąże się z działaniami antyspołecznymi, a nawet przestępczymi. Reasumując, można powiedzieć, że gdy „bogactwo osiąga rangę wyższą niż mądrość, kiedy rozgłos zyskuje większy podziw niż godność, kiedy sukces liczy się bardziej niż szacunek do siebie, wówczas kultura nadaje przesadne znaczenie obrazowi i staje się narcystyczna” (Lowen 1995, s. 11).

    (...)

    Kultura, jak każda struktura organizacyjna, posiada czasem dwa współdziałające ze sobą poziomy funkcjonowania: jawny – świadomy, oraz ukryty – nie zawsze w pełni uświadomiony. Obok deklarowanych celów, zadań i misji danej organizacji istnieją więc preferowane wartości, potrzeby oraz wzorce zachowań, które w istotny, choć ukryty sposób wpływają na realne życie osób zatrudnionych w tej instytucji. Można zaryzykować stwierdzenie, że duża rozbieżność między wspomnianymi poziomami powoduje patologię danej organizacji. Negatywne emocje i nierozwiązane problemy piętrzą się na terenie szkoły. Zjawisko to M. Sękowska i M. Małkowicz określają mianem tzw. syndromu Mr Hyde’a. Pojawiające się trudności „są niedostrzegane lub skrzętnie ukrywane i nie rozwiązywane, wtedy (…) zmieniają się w »potwora« niszczącego organizację od wewnątrz, działającego w sprzeczności z jej jawnymi celami. Powoduje to pojawienie się atmosfery napięcia, niezaspokojenia ważnych potrzeb, niezrealizowania założonych wartości i celów. Kierownictwo firmy, zamiast rozwiązywać problemy, zajmuje się ukrywaniem ich istnienia”.

    http://charaktery.eu/artykuly/Rodzina/527/Narcyzm-a-szkola-/1/

    Bardzo dobry i ciekawy artykuł, napisany przez pedagoga i psychoterapeutę w jednym. Warto go zakupić i przeczytać w całości.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Panie Profesorze, ja to wszystko rozumiem. I tak kiedyś robiłam na samym początku. Problem jest w tym,że moje pierwsze doświadczenie w prowadzeniu seminarium było dla mnie b. przykre. Studentki z zaocznych,które wcześniej pisały licencjaty na prywatnej uczelni, zorientowały się (to był miesiąc styczeń), że u innych promotorów (którzy również pracują na tejże prywatnej uczelni) mają już prawie na ukończeniu prace. A ja ciągle odsyłałam do poprawienia rozdz. teoretyczne.Poszły na mnie na skargę i odebrano mi seminarium. Naskarżyły, że źle prowadzę seminarium, nie pokazuję im innych prac mgr (a skąd miałam niby je pokazać, jak to była dopiero pierwsza w życiu grupa seminaryjne). Byłam tym zszokowana, bo wydawało mi się, że te panie są zadowolone ze współpracy ze mną. Niestety, co innego wyrażały mimiką, co innego myślały.

    Od tej pory, niestety w relacji ze studentem towarzyszy mi lęk; stąd robię coś, czego w ogóle nie powinnam robić.Boję się, że przykleją mi łatkę osoby nadmiernie wymagającej i autorytarnej...

    OdpowiedzUsuń
  10. Proszę się nie przejmować tym, co o PAni pomyślą studentki, które wolałyby mieć prace zaliczone szybko, łatwo i przyjemnie. To Pani się pod nimi podpisuje i bierze na siebie całą odpowiedzialność za ich jakość lub bylejakość. Nie warto dla taniego poklasku ustępować studentom. I tak Pani za to nie docenią. A za porządną pracę - docenią, bo sami nie będą się jej wstydzić. Coś za coś.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiem, wiem i dziękuję za wzmocnienie mnie! Potrzeba mi takich słów.Dziękuję.

    Ale pozwolę sobie przytoczyć jeszcze wypowiedź pewnej pani profesor, która najpierw powiedziała,że kiedyś miała podobne doświadczenia do moich; mówiła, że studenci uciekali od niej.Ale innym razem powiedziała: "Widzi pani, podpadła pani studentom.Teraz nie będą chcieli do pani przychodzi. Pewnie już rozeszła się na pani temat fama...".

    No i... uruchomiła się wyobraźnia...o studencie - prześladowcy...

    Jak nie ja wchodzę w rolę prześladowcy, to student...

    Ot, taki krótki wgląd na superwizji u Pana Profesora:)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń