poniedziałek, 29 marca 2010

Habilitacje jednak zostaną...

Dzisiaj zostaną przedstawione przez minister Barbarę Kudrycką założenia reformy szkolnictwa wyższego. Nie zostaną zniesione habilitacje, gdyż – jak stwierdziła pani minister – doktoraty nie są w Polsce jeszcze na tak dobrym poziomie, żeby móc całkowicie znieść habilitację (za: K. Klinger, Rektorzy nie wiedzą, czego chce Kudrycka, Dziennik Gazeta Prawna 2010 nr 61, s.2).

W przypadku pedagogiki mamy do czynienia z procesem, który od kilku lat budzi silne emocje, także sprzeciwu, bowiem część nauczycieli akademickich ze stopniem naukowym doktora postanowiła zadbać o własny awans naukowy poza granicami. Kierownicy podstawowych jednostek w wielu uniwersytetach zostają zaskakiwani informacją i dokumentem świadczącym o tym, że ich pracownicy naukowi, którzy zajmowali dotychczas stanowisko adiunkta lub wykładowcy, a o ich osiągnięciach naukowych w kraju nikt z przełożonych nie miał pojęcia, wnioskują o przeszeregowanie ich na stanowisko adiunkta-doktora habilitowanego lub nawet profesora nadzwyczajnego (uczelnianego). Okazują dokument, który w świetle obowiązujących umów międzynarodowych, dwustronnych wymaga uznania zdobytego przez nich poza granicami kraju stopnia naukowego jako odpowiadającego polskiemu doktorowi habilitowanemu. No i zaczynają się dla jednych pierwsze procesy sądowe, a dla innych pierwsze awanse w hierarchii akademickiej, jak np. powierzanie im funkcji kierowniczych.

Sprawdzamy na stronach internetowych uczelni zagranicznych, które są zobowiązane do informowania o prowadzonym postępowaniu o nadanie stopnia odpowiadającemu polskiemu doktorowi habilitowanemu i okazuje się, że istotnie ubiegają się na tej drodze o awans zapewne osoby o znaczącym poza granicami dorobku naukowym, ale także i takie, które nie mogą się nim pochwalić tak poza, jak i we własnym kraju. Ma miejsce bardzo niebezpieczny proceder, trudny do wykrycia przez jednostki naukowe zagranicznych uniwersytetów polegający na tym, że jako rozprawę habilitacyjną niektórzy Polacy przedkładają obronioną w kraju (a tam nieznaną) własną dysertację doktorską. Niektórzy zmienią lekko temat, „podrasują” układ treści i tytuły rozdziałów tak, by zbliżyć do tamtejszych kryteriów i … uzyskują stopień samodzielności naukowej, którego nikt już nie jest w Polsce w stanie podważyć, zakwestionować.

Co zrobić, żeby „nie wylać dziecka z kąpielą”, a więc nie krzywdzić tych, którzy zapewne uzyskali ów awans w sposób uczciwy, zgodny z wszelkimi standardami pracy naukowo-badawczej, dydaktycznej i organizacyjnej? Piszą o tym zjawisku autorzy Listu otwartego Polskiego Stowarzyszenia Szkół Pracy Socjalnej w sprawie stopni i tytułów naukowych uzyskiwanych poza krajem. Przytaczam jego treść w tym miejscu, gdyż tej właśnie kwestii poświęcałem już kilkakrotnie uwagę.


List otwarty Polskiego Stowarzyszenia Szkół Pracy Socjalnej w sprawie stopni i tytułów naukowych uzyskiwanych poza krajem

Polskie Stowarzyszenie Szkół Pracy Socjalnej, grupujące 39 jednostek organizacyjnych wyższych uczelni i kolegiów pracowników służb społecznych, realizując wolę Członków zgromadzonych w dniu 7 września 2008 roku w Rzeszowie na Walnym Zgromadzeniu, wyraża niepokój wobec dynamicznie rozwijającego się zjawiska uzyskiwania przez nauczycieli akademickich polskich wyższych uczelni stopnia naukowego doktora habilitowanego w zakresie pracy socjalnej poza krajem i według procedury odbiegającej od standardów przyjętych w naszym kraju.
W ostatnim czasie nastąpił intensywny przyrost pracowników uczelni polskich, którzy mało znani w środowisku, nie dysponujący znaczącym dorobkiem w zakresie pracy socjalnej uzyskali dyplom doktora habilitowanego poza krajem a następnie na mocy obowiązującego prawa, nabyli uprawnienia promowania i kształcenia do pracy socjalnej.

Powstają dylematy natury moralnej, bowiem ta sytuacja wywołuje napięcia w środowisku akademickim, z uwagi na zróżnicowaną ocenę. Sprzyja to powstawaniu konfliktów i podziałów, co ostatecznie burzy atmosferę współpracy nawet w zespołach dotychczas dobrze funkcjonujących.

Apelujemy o ochronę wartości jakie uosabiają ci, którzy swój naukowy i dydaktyczny rozwój powiązali z wieloletnią praktyką badawczą, publikacyjną i aplikacyjną, zogniskowaną na zagadnieniach kształcenia do pracy socjalnej. Uznajemy, że uprawnia nas do tak sformułowanego stanowiska 19 letnia aktywność Polskiego Stowarzyszenia Szkół Pracy Socjalnej w zakresie tworzenia instytucjonalnych ram dla kształtowania się społeczności osób związanych z obszarem pracy socjalnej w Polsce. Celem statutowym PSSPS jest dbałość o wyraźne standardy kształcenia do pracy socjalnej i poziom kadry naukowej.

Uznajemy ponadto, że w obliczu zróżnicowanych w poszczególnych krajach standardów uzyskiwania stopni naukowych, słuszne byłoby podjęcie otwartej debaty. Przedmiotem jej powinny być: kryteria nadawania stopni i tytułu naukowego, standardy kształcenia oraz zasady kwalifikowania dorobku stanowiącego podstawę awansu. Sprzyjałoby to realizacji powszechnego postulatu podnoszenia jakości badań i kształcenia. O co zabiegamy i apelujemy.
Zarząd Polskiego Stowarzyszenia Szkół Pracy Socjalnej

4 komentarze:

  1. Przykre to o czym Pan pisze, powinniśmy mieć na to wpływ a niestety nie mamy i nie będziemy mieć. Kuhnowska zasada tworzenia społeczności niestety została zastąpiona grupami interesów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanowny Panie Profesorze!

    Podziwiam troskę Pana Profesora o stan nauki i dydaktyki. Dziękuję za zacytowanie "Listu otwartego ...". To ciekaw lektura.

    Proszę rozważyć związki miedzy zjawiskiem "habilitowania się za Popradem" a tak zwanym procesem bolońskim. Kto z grona sygnatariuszy zaprezentowanego listu otwartego protestował przeciwko wprowadzeniu u nas dwustopniowości studiów (wraz z koszmarkiem językowym "licencjat" - zamiast "bakałarz")?
    Znane jest powiedzenie, wedle którego powiedzenie "A" pociąga za sobą powiedzenie "B".

    Zdarza się, że ludzie uczciwi, ambitni i wartościowi decydują się na realizowanie swych aspiracji naukowych poza granicami Polski. Dotyczy to również doktoratów. Trudno jest mi oceniać intencje osób, które się na to decydują. Przypomniałem sobie pewną wypowiedź sprzed nieco ponad roku. Do tamtej wypowiedzi można dotrzeć za pomocą skróconego adresu:
    http://l2u.ca/doktoraty
    Zachęcam do przeanalizowania całej dyskusji (na wskazanej stronie) pod tytułem "Doktoraty za granicą". W tym miejscu cytuję fragment argumentacji pana, który zdecydował się realizować przewód doktorski w Republice Słowackiej: "Co mnie skłoniło? Na słowackich uczelniach jest bardzo wiele kierunków dostosowanych do współczesnego świata, odpowiadających na zapotrzebowanie rynku. Ja właśnie dlatego chcę podjąć studia na Słowacji, by zrobić doktorat z zakresu, który pozwoli mi zaistnieć nie tylko na uczelni, ale przede wszystkim na rynku biznesowym."

    Być może ktoś będzie krytykował akcentowanie wątku "merkantylnego". Mam naprawdę sprawdzoną wiedzę o tym, że akcentowanie "merkantylnego" aspektu doktoryzowania się bywa podkreślane także w przypadku osób, które chcą uzyskać stopień doktora w Polsce. Raz nawet na własne uszy słyszałem taką deklarację - w obecności innych osób, w tym promotora i (prawdopodobnego) recenzenta pracy doktorskiej.
    Proszę docenić otwartość, szczerość tamtego doktoranta - przejawianą w dyskusji, na którą wskazałem.

    c.d.n.

    OdpowiedzUsuń
  3. c.d.n.:

    Warte odnotowania jest zaakcentowanie w zaprezentowanym liście otwartym zagadnienia "zróżnicowanych w poszczególnych krajach standardów uzyskiwania stopni naukowych".
    Czy każdy z sygnatariuszy owego listu otwartego sam zawsze jest konsekwentny? Czy ktokolwiek z sygnatariuszy w Polsce tytułował "magistrami" włoskich "dottore"? A może ich słownie (po polsku) "doktoryzował"? Wymiana międzynarodowa oznacza przyjmowanie naukowców z różnych krajów, także takich, w których nie ma habilitacji. Czy wszyscy sygnatariusze zaprezentowanego listu otwartego konsekwentnie nazywają przyjmowanych naukowców "doktorami", a może naukowcy "z importu" raptem stają się "profesorami" (po przekroczeniu polskiej granicy)?

    Jakiś czas temu uczestniczyłem w zajęciach prowadzonych przez pana magistra w poważnym wieku średnim. W wolnym czasie była okazja do rozmów, do wymiany poglądów. Przypomniałem sobie, że pan magister wspomniał o ludziach, którym zniweczono plany habilitowania się - z powodu nieprzychylności, z zazdrości, a nawet z zemsty (według relacji). Przecież nawet w Polsce można się dowiedzieć, że określony uczony "habilitował się" na "obcym" wydziale, bo na "swoim" to by "ruski rok" czekał.

    Może niektórzy - na przykład z powodów psychologicznych - mają niechęć do "testowania" możliwości "habilitowania się" na kolejnych wydziałach w Polsce. Aż prosi się o jakieś badania naukoznawcze - z wykorzystaniem różnych metod, podejść i perspektyw badawczych - na temat powodów wybierania zagranicznych jednostek naukowych w celu "zrobienia stopnia naukowego" przez naukowców z Polski. Tylko czy oparta na takich badaniach praca naukowa byłaby do obronienia w Polsce?

    Sądzę, że środowisko naukowe ma pewne własne możliwości tamowania nieuczciwych praktyk - zwłaszcza polegających na "ponownym bronieniu" tej samej pracy (czy już zrealizowanego zadania badawczego). Proszę rozważyć dwa (przykładowe) sposoby:
    1. Uczelnie w Polsce (względnie określone "branżowe" wydziały lub instytuty) mogą zawrzeć porozumienie o zaprzestaniu współpracy naukowej z każdą zagraniczną placówką, która rzeczywiście "handluje" stopniami naukowymi. Oznaczałoby to, między innymi, zaprzestanie wymian (pracowników i studentów) z tamtymi placówkami, rezygnacją z przekazywaniem i przyjmowania prac do recenzowania. Totalna blokada kontaktów.
    2. Także poza granicami Polski obowiązuje prawo, w tym prawo karne. Jestem przekonany, że władze słowackie są dalekie od uczynienia z tego państwa "bananowej republiki" w zakresie stopni naukowych. Przekonuje mnie o tym treść § 63 (zwłaszcza nowe ustępy 7, 8 i 9) słowackiej Ustawy o szkołach wyższych. Zachęcam do zapoznania się ze wskazanymi przepisami. Wprowadzenie (wzorem słowackim) "Centralnego rejestru prac naukowych" przyniosłoby lepsze skutki od nawet najdoskonalszych listów otwartych.

    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń
  4. NO wlasnie, zachodzi pytanie na ile ten list otwarty wynika z troski o nauke, a na ile jest bezsilnym wyciem korporacji, ktorej nagle urwal sie monopol na dopuszczanie innych do zlobu....

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.