piątek, 26 marca 2010

Akademickiego bełkociku ciąg dalszy

W Lublinie pobili się nauczyciele akademiccy, a nasi magistranci biją rekord w akademickim bełkociku. Piszą bezmyślnie, redukując kilka zdań do jednego, by nie być oskarżonymi o popełnienie plagiatu. Struktura przytoczonych poniżej fragmentów z ich prac jest oryginalna, podobnie jak i kultura intelektualna ich autorów i wyjątkowość konstruowanych przez nich sądów. Oto kolejne fragmenty prac magisterskich, które nie zostały zaliczone studentom pedagogiki:


Aktywność rozrywkowa dzieci i młodzieży zawiera niezwykle duś momentów istotnych z punktu widzenia celów wychowania moralnego.
***********
W autorytecie wyróżniamy, więc stronę wartości i stronę podporządkowania. Ma on, więc charakter społeczny. Strona wartości tkwi w osobie, o której mówimy, że ma autorytet, natomiast strona podporządkowania tkwi w osobach, które ulegają wpływom wychowawczym.
***********
I tak w łatach wczesnoszkolnych, to jest od szóstego do jedenastego roku życia, dwa bieguny życia dziecka to pracowitość i niższość.
**********

Edukacja w języku polskim przyjęła znaczenie nauczania: ktoś edukuje kogoś. Ten ktoś jest edukowany, jest to nauczanie kogoś.

*************

Najważniejsze w środowisku szkolnym są: stosunki interpersonalne nauczyciel – uczeń, stosunki ucznia ze współuczniami, utrudnienia i opóźnienia w nauce szkolnej, jeżeli przebiegają one poprawnie to proces socjalizacji również jeżeli nie to pojawiają się niepowodzenia szkolne, na które opiekunowie (rodzice i nauczyciele) powinni zareagować.

**********
Pedagog jest to osoba zatrudniona w szkole w celu uzupełniania, pogłębiania i rozszerzania działalności dydaktyczno – wychowawczej prowadzonej przez nauczycieli.

***********
Zakłada się przy tym, że poznanie ma służyć usprawnieniu i udoskonaleniu działania ludzkiego, działanie zaś przekształcające rzeczywistość ma być zarazem walnym sposobem jej poznawania.
*********

Ostatnim podrozdziałem, który jest ważnym jak dla mnie jest pojęcie przeciwdziałania alkoholizmowi, które daje wiele do myślenia jak to się ma do naszego prawa i dzisiejszego swiata.

*********

Od pierwszego dnia w szkole wiadomo, że nauka szkolna to sprostanie wymaganiom jakie stawiają przed nami nauczyciele, nasz wysiłek włożony w osiąganie wyznaczonych celów i konsekwencje nie sprostania wymaganiom stawianym uczniom.

*********

Badania zostały przeprowadzone, gdyż wielu pedagogów dostrzegło pewną nieprawidłowość podczas rozmów z absolwentami.

*********
Podobny pogląd ma Head, jego zdaniem program ukryty to to, uczy przebywanie w szkole a nie nauczyciel

*********

Kto ma lepsze cytaty z prac magisterskich?



8 komentarzy:

  1. Niestety Panie Profesorze, nie jestem już w stanie podać żadnego przykładu, bo wszystko zostało przeredagowane...

    I muszę przyznać, że wkurza mnie ta rola nadopiekuńczej matki, podszyta lękiem.

    Pozwolę sobie jednak podzielić się moimi refleksjami, które towarzyszą mi od pewnego czasu nt. kondycji studentów.Zaczynam zastanawiać się, czy te trudności w pisaniu, to wyłącznie efekt takiego,a nie innego kształcenia w LO. Wydaje mi się, że przyczyny tego są głębsze i tkwią w strukturze osobowości piszących.

    Jaki tekst, taka struktura "ego" piszącego. Pofragmentaryzowana i niespójna struktura tekstu, to pofragmentryzowane i niezintegrowane "ja" piszącego.

    Przecież w psychologii od dawna się mówi o tym, że jaka struktura osobowości nadawcy, taka struktura komunikatu.

    Najlepszą ilustracją takiego związku, jest język osoby, znajdującej się pod wpływem alkoholu. Zatarcie granic psychologicznych = zatarcie granic w komunikacie...

    Osoby wykazujące cechy zależności (przejawiające się m.in. w postawach roszczeniowych; płacę, to żądam zaliczenia; to nie ja jestem odpowiedzialna za to,że jeszcze nie mam gotowej pracy, to wina promotora - potwora), podobno mają właśnie zatarte (w mniejszym,bądź większym stopniu) granice psychologiczne,więc komunikują się ze światem tak,że nie można ich zrozumieć...

    A agresja u odbiorcy, rośnie i rośnie, aż w końcu nie wytrzymuje.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Szanowny Panie Profesorze,
    nie jestem pewna czy cytaty zaczerpnięte z prac moich seminarzystów są lepsze od innych. Jednak po lekturze ich "tfurczej" pracy trudno nie zgodzić się z opinią , że promotorom powinien należeć się dodatek za pracę w trudnych warunkach. Jako dowód podaję kilka fragmentów prac licencjackich, które studentom nie zostały zaliczone:

    „W toku studiów pedagogicznych pedagogika jako nauka stała się dla mnie swego rodzaju naczelną wartością w dalszej jej kontynuacji.”

    „Struktura rozdziałowa mojej pracy składa się z trzech rozdziałów połączonych w jednolitą całość.”

    „ Inspiracją do sformułowania przeze mnie takiego a nie innego tematu były moje własne poglądy, wartości i cechy osobowości dotyczące wychowania.”

    „Mogę teraz z pewnością powiedzieć, że jeszcze bardziej ciekawa jestem analizowania swojego tematu na przestrzeni ewaluowania pojęcia wychowania. I tak się stało temat mojej pracy dotyczył będzie nie tylko analizy pojęcia wychowania w ujęciu myśli pedagogicznej wybitnych pedagogów. Ale będę chciała zbadać: czy istniej wychowanie wczoraj i dziś, z kim i z czym możemy te pytania łączyć.”

    „ Na podstawie analizowania literatury pedagogicznej mogę z całą pewnością stwierdzić, że postawione prze ze mnie cele pracy zostaną w charakterystyczny sposób osiągnięte podczas poszukiwań badawczych, a także na podstawie określonego interpretowania tekstów jakie zastosowałam, przeanalizowałam. Cel mojej pracy zostanie osiągnięty poprzez analizę przeczytanej literatury. Wychowanie zasługuje na akceptację i zrozumienie przez wychowawcę i wychowanka. Dlatego w taki sposób można odnieść się do celów, które zostały prze ze mnie postawione. Fakt ten wskazuje, iż istnieje realna możliwość uzyskania w pełni dosadnej charakterystyki wychowania wczoraj i dziś, a także dowiemy się jak inni definiowali i definiują wychowanie na podstawie swoich myśli pedagogicznych. W ten sposób mogę z całą pewnością napisać, że źródła poszukiwań badawczych jakie zostały postawione przeze mnie zostaną w całkowity, dosadny i bardzo charakterystyczny sposób osiągnięte, przeanalizowane i zapisane w mojej pracy licencjackiej. Mam nadzieję, że moja praca stanie się zachętą do zagłębienia idei pedagogicznej przez innych badaczy.”

    OdpowiedzUsuń
  3. "Najkorzystniej dla mnie byłoby gdyby terenem badań było miejsce zamieszkania badane. Spowodowane jest to tym, iż „na swoim” terenie czuje się lepiej, bezpieczniej, przez co będę w stanie uzyskać pełniejszych i bardziej treściwych odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.
    Jeśli chodzi o próbę badawczą, istotnym elementem jest fakt, żeby były to osoby dobrze mi znane i żeby one mnie dobrze znały."

    OdpowiedzUsuń
  4. Szanowny Panie Profesorze!

    Uwadze Pana Profesora polecam najnowszy numer "Nowego Państwa", z motywem przewodnim "Szkoła ogłupia".
    Nieco więcej informacji na ten temat (wraz z wybranymi cytatami) podałem pod adresem:
    http://www.goldenline.pl/forum/nauczyciele/1580318

    Z poważaniem,

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mam cytatów, chciałbym natomiast zapytać Pana Profesora i szanownych przedmówców w jaki sposób poprawiać tego typu błędy, jeżeli pojawią się one w pracach zaliczeniowych?

    Magisterki, czy licencjatu się nie poprawia tylko recenzuje. Prace zaliczeniowe trzeba w jakiś sposób skomentować, tak aby komentarz wykorzenił zły nawyk piśmienniczy. W mojej ocenie ktoś, kto uprawia taki bełkot nie jest zdolny w locie pojąć, że bełkocze. Powiedziane zostało, że struktura wypowiedzi jest podobna do struktury osobowości... smutny to wniosek.

    Pytanie konkretne stawiam: jak poprawiać, komentować tego rodzaju błędy?

    Gdyby iść smutnym deterministycznym tropem okazałoby się, że pasuje tu pewna anegdota:

    Idą dwa pączki przez pustynię.
    - co u ciebie słychać kolego?
    - dużo się uczyłem, opanowałem też angielski bo zdawałem egzaminy wstępne na Harvard
    - i co przyjęli cie?
    - no co ty... mnie? pączka?

    OdpowiedzUsuń
  6. Odnośnie do wcześniejszych wypowiedzi:

    Wspomniany już przeze mnie nr 3/2010 "Nowego Państwa" zawiera wypowiedzi nie tylko na temat szkolnictwa "przedmaturalnego", ale również o szkolnictwie wyższym.

    Przykładem jest tekst:
    Dr Agnieszka Kurnik, <>.
    Pozwalam sobie zamieścić cytaty z tego tekstu:
    s. 16.: <>
    s. 17: <>

    Tamże pan Jacek Kwieciński (tekst "Ukosem" na s. 15) zauważa:
    <>

    Sądzę, że przedstawiciele nauk pedagogicznych mają szczególnie małe prawo skarżyć się na poziom studentów. Otrzymują Państwo absolwentów szkół, które pozwolili Państwo zniszczyć. Otrzymują Państwo ofiary eksperymentów na żywych ludziach, ofiary eksperymentów na umyśle. Kto z Państwa protestował przeciwko takim eksperymentom?
    W dodatku, trzeba głośno powiedzieć, że wciąż popularny jest pogląd o szczególnej popularności studiów pedagogicznych wśród mniej bystrych absolwentów szkół średnich. Jeśli przychodzą do Państwa masowo słabiutcy z rzeszy ludzi, na których pozwoliliście Państwo eksperymentować, to otrzymujecie Państwo swoistą zapłatę za przyzwolenie na degradację szkolnictwa w Polsce.

    Doświadczyłem tego. Zauważyłem, że na studia zaczęli przychodzić ludzie marnowani przez szkolnictwo.
    Aby zmniejszyć dawkę emocji (zwłaszcza związanych z masą błędów ortograficznych), praktycznie zrezygnowałem z klasycznych sprawdzianów, na rzecz formularzy sprawdzających (w tym testów).

    OdpowiedzUsuń
  7. Szanowny Panie Profesorze!

    Pan Profesor i Państwo Komentatorzy słusznie troszczą się o poziom prac.

    Jestem przekonany, że Pan Profesor jest w znacząco odmiennej sytuacji, niż pani Venissa i pan Michał Januszewski. Pan Profesor - zwłaszcza będąc Rektorem - może sobie pozwolić na swoisty luksus trzymania poziomu. Dyskutanci bez tak (lub podobnie) mocnego statusu są jednak poddani różnym wpływom, oddziaływaniom, a nawet naciskom. Przykładem mogą być anonimowe arkusze oceniania pracowników naukowo - dydaktycznych przez studentów. Jeśli ktoś ma czelność przynieść promotorowi (opiekunowi) pracy zwykły bełkot (nawet z błędami ortograficznymi), to czy będzie miał skrupuły przed bezczelnym obsmarowaniem promotora (opiekuna), także za pomocą formularza oceny?
    Nieprzyjemnie, nawet bardzo, może czuć się ktoś pomówiony, ktoś oczerniony. Niektórzy wolą "położyć uszy po sobie", byle uniknąć przykrych konsekwencji w atmosferze "zinstytucjonalizowanego mobbingu kadry przez studentów (uczniów)".
    Kto chce być "ostatnim Mohikaninem" na uczelni?

    Państwa troska o poziom prac, o poziom studiowania zasługuje na pochwały, a nawet jest godna podziwu.
    Czy owa troska jest powszechna?
    Śmiem twierdzić, że można by o tym podyskutować.

    Oto przykład:
    Wczoraj na stronach internetowych UMCS pojawiła się zapowiedź "uroczystego podpisania" porozumienia o współpracy między Uniwersytetem a MPWiK.
    http://l2u.ca/scieki
    Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji (czyli spółka od wodociągów, ścieków i wysypiska śmieci) "będzie także wspomagać ustalanie tematów prac magisterskich, licencjackich oraz doktorskich" (czytamy w owym komunikacie).
    Zatem obok troski o to, by śmieci nie udawały nauki, mamy zapowiedź, że spółka wodociągowo-ściekowa będzie mieszać się do koncepcyjnych działań naukowych.
    Powyższą zapowiedź skomentowałem na swym blogu:
    http://l2u.ca/MPWiK

    Cieszę się, że moja edukacja była wolna o przechodzenia etapu gimnazjalnego, jak również mam satysfakcję z ukończenia studiów przed zdeformowaniem szkolnictwa, włącznie z wyższym.

    OdpowiedzUsuń
  8. Panie MIchale:
    Zaznaczam podświetlając kolorem żółtym w tekście moich studentów fragmenty, które są:
    a) plagiatem (tu najczęściej wklejam z internetu na to dowód)
    b) bełkotem
    c) z błędami merytorycznymi
    i oddaję, żeby je poprawili. Ja tych tekstów nie poprawiam. Swoją pracę magisterską napisałem już X-lat temu i nie zamierzam pisać jej za każdym razem na inny temat tylko dlatego, by wypromować kolejnych absolwentów. Nawet, gdyby mi płacono za każdy wypromowany "dyplom".
    To nie jest mój problem.
    Zapewne nie wychwycę wszystkich błędów, wszystkich, skopiowanych z internetu czy innych prac dyplomowych fragmentów. Student jednak podpisuje oświadczenie, że pracę napisał samodzielnie, że nie zawłaszczył czyjejś własności. Nie zwalnia mnie to z kontroli, ale też i nie zmusza do tego, bym kilkadziesiąt godzin poświęcał na tropienie oszustw.

    Jako recenzent, piszę opinię negatywną, jeśli praca nie spełnia minimalnych standardów. I koniec. Nie dopuszczam w ten sposób do egzaminu licencjackiego czy magisterskiego.
    Przykre, ale kto obiecał studentom, że ich aktywność ma być wiązką samych przyjemności?
    Kto "bełkocze", musi otrzymać informację zwrotną. A co z nią zrobi, to już jego problem. Jest dorosły. Nie ma przymusu studiowania, a tym bardziej kończenia studiów z dyplomem. Jak chce "bełkotać" w życiu, to niech "bełkocze", ale na własny rachunek i pod własnym nazwiskiem.

    JAPOLAN
    nie pozwalam sobie na trzymanie jakości kształcenia i stawianie wysokich wymagań dlatego, że jestem rektorem szkoły wyższej. Rektorem się bywa (krócej lub dłużej), a nauczycielem akademickim i naukowcem się jest, więc to nie jest ten powód. Domyślam się jednak, że kryje się za takim komentarzem sugestia, iż studenci nie odważą się zaskarżyć rektora, gdyby on nie wywiązywał się ze swoich zadań. Wszyscy mMoi studenci płacą za swoje studia, wielu ciężko na to pracując, więc nie przypuszczam, by chcieli je marnować przyzwalając na coś, co nie spełnia ich oczekiwań. Gdyby chcieli się uskarżać do/na rektora, to musieliby najpierw zacząć od siebie. A kto tak uczyni i po co?
    Luksus tej postawy nie ma zatem żadnego związku z funkcją. Wykłady czy seminaria prowadzę nie jako rektor, tylko jako nauczyciel, wykładowca i studenci to wiedzą.
    Ma Pan rację, że niektórzy studenci wykorzystują
    narzędzia ewaluacji do odegrania się na wymagających nauczycielach. Muszą jednak wiedzieć, a tak jest w moim przypadku, że ewaluacja nie jest jedynym kryterium oceny wartości czyjegoś zaangażowania w pracę naukowo-dydaktyczną. Bardzo łatwo można zweryfikować wiarygodność nierzetelnych opinii czy ocen.
    Raczej mógłbym się obawiać, że tym wykładowcom, którym nie chce się rzetelnie pracować w szkole wyższej, a tacy się zdarzają, łatwiej jest ukryć swoją postawę obniżaniem wymagań wobec studentów. W tym jednak przypadku studenci powinni sami walczyć o swoje prawa i oprotestowywać czyjeś naganne zachowania. U mnie mają możłiwość informowania drogą elektroniczną czy bezpośrednio o swoich zastrzeżeniach. Wielu tak czyni, a ja mogę dzięki temu korygować politykę kadrową. Jeśli jednak studenci chcą mieć święty spokój, przejść przez studia łatwo, lekko i przyjemnie, to zawierają w sposób ukryty kontrakt z miernym nauczycielem. Będą jednak po studiach szybko tego żałować, kiedy znajdą się na rynku pracy. Znajdą się bowiem jako pierwsi na liście odrzucanych przez pracodawców. Chyba, że wejdą na ścieżkę szczególnych "udrożnień", jaka miała miejsce m.in. w wypowiedziach jednego z urzędników, którego przesluchiwała Sejmowa Komisja Śledcza.
    Ciekaw jestem prac magisterskich i doktorskich, które powstaną na zamówienie firmy odpowiedzialnej za oczyszczanie miasta. Szczególne pole do popisu będą mieli studenci pedagogiki społecznej, badając socjalizację bezdomnych, którzy mieszkają w kanałach.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.