czwartek, 25 lutego 2010

O pracach naukowo-badawczych dotyczących III RP

Nie ukrywam, że stanowią dla mnie niebywałe zaskoczenie sytuacje, w których ktoś w sposób autorytatywny stwierdza, że wie najlepiej i nikt nie ma powodu, by podważać jego poglądy czy tezy. Tak stało się w czasie debaty akademickiej, w toku której jeden z profesorów zakwestionował w temacie pracy naukowej zapis wskazujący na okres prowadzonych dociekań. Autor rozprawy podjął w swoich badaniach analizę zjawisk pedagogicznych, jakie miały miejsce w III RP i wyeksponował ten okres w tytule dysertacji. Jeden z dyskutantów wstał i zaprotestował przeciwko temu określeniu, gdyż w jego przekonaniu „III RP” nie istnieje, nie ma takiego tworu w sensie prawnym, historycznym i konstytucyjnym. Podkreślił nawet, że nie ma takiego określenia w Konstytucji RP. Ten, kto posługuje się taką periodyzacją, stosuje zatem w rozprawie akademickiej żargon językowy, który powinien mu zostać wytknięty przez recenzentów jako błąd merytoryczny.

Byłem zdumiony, gdyż sam przed rokiem wydałem książkę, która w podtytule wskazywała na …. III RP. Żaden z recenzentów nie wytknął mi tego jako błędu. Zapytałem więc wspomnianego profesora o to, której Rzeczypospolitej dotyczą wyniki przeprowadzonych badań naukowych przez daną osobę, bo chyba nie pierwszej i nie drugiej RP, skoro autor opisuje zjawiska mające miejsce w naszym kraju po 1989 roku? Nikt z nas nie dysponował przy sobie tekstem najważniejszego dla rozstrzygnięcia tego dylematu aktu prawnego, jakim jest Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej uchwalonej 2 kwietnia 1997 roku przez Zgromadzenie Narodowe, a zatwierdzonej w ogólnonarodowym referendum 25 maja 1997 roku.

Nie mogłem uwierzyć zapewnieniom dyskutanta, że taka nazwa dla okresu Rzeczypospolitej nie istnieje w znowelizowanej Konstytucji, a tym samym, że jest to potoczne określenie. Sięgnąłem zatem po powrocie z konferencji do tekstu ustawy zasadniczej, gdzie przeczytałem w Preambule: Wszystkich, którzy dla dobra Trzeciej Rzeczypospolitej tę Konstytucję będą stosowali, wzywamy, aby czynili to, dbając o zachowanie przyrodzonej godności człowieka, jego prawa do wolności i obowiązku solidarności z innymi, a poszanowanie tych zasad mieli za niewzruszoną podstawę Rzeczypospolitej Polskiej.

Doprawdy, warto czasem dyskutować z osobami, które w sposób autorytatywny starają się narzucić innym swój, czasami błędny, punkt widzenia lub w dobrej woli ostrzec przed czymś, co im wydaje się błędem. W wielu kwestiach mogą mieć zatem rację. Wspomniany tu profesor, który zapoczątkował debatę na temat niepoprawności określenia - III RP zasługuje na szacunek, gdyż w wyniku dyskusji odstąpił od swojej opinii. To była dla nas wszystkich kształcąca dyskusja. Znam jednak takich, dla których we wszystkich sprawach, nawet w niczym niezwiązanych z ich wykształceniem i osobistymi kompetencjami, tylko oni mają rację. Niektórzy zazdroszczą takim osobom ich wysokiego self-esteem. We mnie to nie wzbudza takich emocji.

5 komentarzy:

  1. niektorzy ludzie uwazaja sie za najmadrzejszych i za najbystrzejszych. nie da sie do nich inaczej dotrzec, anizeli tylko przez zaakceptowanie ich pogladow.

    OdpowiedzUsuń
  2. po co akceptować czyjś pogląd, jeśli
    jest fsłszywy, a przy tym jeszcze
    durny?

    OdpowiedzUsuń
  3. Przecież można było ograniczyć się do uwagi:

    "Brak dostrzeżenia III RP może być dowodem na to, że Pan Profesor jest szczęśliwym człowiekiem. Szczęśliwi ludzie czasu nie liczą."

    :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uważam, że podjęcie tej kwestii, czy właściwe jest używanie takiego określenia na okres ustroju RP po 1989 r. było jak najbardziej słuszne, skoro pan profesor też miał wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie z tego powodu o tym napisałem, że są takie kategorie pojęciowe, którymi posługujemy się pod wpływem autorytetów lub opinii większości. Sam temu uległem, gdyż nawet nie sprawdzałem w źródłach, czy poprawnie użyłem nazwy dla tego okresu w swojej książce. Dlatego byłem niezmiernie wdzięczny jednemu z uczestników tej debaty, bo miała ona charakter rzeczywiście naukowy. Postawiona była teza i wielu z nas starało się znaleźć uzasadnienie, by się z nią zgodzć lub nie. Ja nabrałem pewności dopiero po sprawdzeniu właściwego źródła. Wydawałoby się, że sprawa jest banalna, a jednak tak nie było. W jednejk ze swoich książek prof. Bogdan Suchodolski tłumaczył np. jak należy rozumieć w badaniach humanistycznych, na czym polega ich współczesny charakter. Postrzegam zatem ten spór jak niezwykle ważny dla naukowców, nie po to, by wykazać, kto miał rację, tylko jak ważne jest jej uzasadnienie.
    Nie pisałem o tym, by skupiać uwagę na osobach biorących udział w tej debacie, bo nie to jest tu istotne, ale dlatego, że dzięki nim dostrzegłem, że sam powinienem wytłumaczyć się w swojej książce z tego podtytułu, a nie liczyć na jego oczywistość.
    Ostatnio ukazała się bardzo ciekawa rozprawa na temat norm w pedagogice. Tego typu dyskusje, jak i troska o jeszcze większą dyscyplinę w argumentacji pisanych przez nas książek czy projektów badawczych, stają się istotnym, choć być może niedostrzeganym przeze więszkość wkładem w poziom jakości.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.