piątek, 12 lutego 2010

Kwalifikacyjne zamieszanie

Rozporządzenie MEN z dnia 12 marca 2009 roku w sprawie szczegółowych kwalifikacji wymaganych od nauczycieli oraz określenia szkół i wypadków, w których można zatrudnić nauczycieli niemających wyższego wykształcenia lub ukończonego zakładu kształcenia nauczycieli (Dz. U. nr 50/400/2009) wprowadziło w środowisku oświatowym zamieszanie. Wynika bowiem z niego, że:

§ 4. 1. Kwalifikacje do zajmowania stanowiska nauczyciela w przedszkolach, szkołach podstawowych, placówkach wychowania pozaszkolnego, placówkach zapewniających opiekę i wychowanie uczniom w okresie pobierania nauki poza miejscem stałego zamieszkania, z zastrzeżeniem § 11 ust. 2-4, § 12-14, 16-22 i 24, posiada osoba, która:
1) ma kwalifikacje określone w § 2 ust. 1, § 3 lub
2) ukończyła zakład kształcenia nauczycieli w specjalności odpowiadającej nauczanemu przedmiotowi lub prowadzonym zajęciom, lub
3) ukończyła zakład kształcenia nauczycieli w specjalności innej niż wymieniona w pkt 2, a ponadto ukończyła kurs kwalifikacyjny w zakresie nauczanego przedmiotu lub prowadzonych zajęć.
2. Kwalifikacje do zajmowania stanowiska nauczyciela w przedszkolach i klasach I-III szkół podstawowych posiada również osoba, która ukończyła:
1) studia wyższe na kierunku pedagogika w specjalności przygotowującej do pracy z dziećmi w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym, lub
2) zakład kształcenia nauczycieli w specjalności przygotowującej do pracy z dziećmi w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym.


Niby wszystko wydaje się czytelne, a jednak nie, bo oto nasi studenci, podnoszący swoje kwalifikacje na studiach podyplomowych na kierunku Zintegrowana edukacja przedszkolna i wczesnoszkolna (w ramach, którego realizowane jest 360 godzin – w tym 30 godzin praktyk), zaczęli niepokoić się, czy aby ukończenie tych studiów będzie honorowane przez dyrektorów przedszkoli i szkół podstawowych. Z odbytej rozmowy kierownik jednostki organizacyjnej tych studiów z pracownikiem MEN wynika, że trzysemestralne studia podyplomowe powinny zachować w swej nazwie rozdzielność edukacji wczesnoszkolnej od edukacji przedszkolnej. Kwestia ta, podnoszona jest w wielu ośrodkach edukacyjnych i kuratoriach, jednakże nie ma oficjalnej wykładni na ten temat. W świetle obowiązujących przepisów dyrektor szkoły podejmuje decyzje o uznaniu kwalifikacji, a ten, jak nie ma owej rozdzielności nazw uważa, że nauczyciel nie ma właściwych kwalifikacji. Nikt nie wnika w to, jakie treści kształcenia były przekazywane studentom, jakie umiejętności były u nich kształtowane, skoro nazwa studiów jest zbyt szeroka. Wystarczyłoby zatem ją zmienić na węższą. Tylko po co, skoro zależy nam na tym, aby nauczyciel, który dzisiaj pracuje w przedszkolu opanował także wiedzę i umiejętności w zakresie kształcenia elementarnego w szkole podstawowej, bo takie uprawnienie wynika z powyższego rozporządzenia?

Na pytanie jednej z naszych studentek - czy rzeczywiście uczelnia zmieni nazwę i program studiów podyplomowych w trakcie ich trwania? - odpowiadam, że programu nie zmieniamy, gdyż ten został zatwierdzony przez senat i jest właściwie realizowany, z troską o jak najlepsze kwalifikacje do pracy z dziećmi w wieku wczesnoszkolnym. Natomiast możemy zmienić ich nazwę na taką, która nie będzie wzbudzała owego niepokoju. Tylko po co? No i otrzymuję poniższą opinię męża tej studentki:

Mariusz Gorzeń
Refleksja
Pracujący od kilku lat na stanowisku lekarza, zmienia swoje podstawowe miejsce pracy. Z dniem 1.02.2010 zaczyna pracować w szpitalu, zmieniając ciasny gabinet poz-etu, na brak gabinetu w obskurnym oddziale powiatowej lecznicy. Tu dowiaduje się od kadrowca, że musi iść na studia podyplomowe z zakresu medycyny ratunkowej, bo właśnie zmieniło się rozporządzenie i jego studia, staż pracy i doświadczenie zawodowe już niewystarczają. Ostatnio skończone studia podyplomowe z zakresu medycyny ratunkowej i katastrof nie mogą zostać uznane, bo ich nazwa jest nieprawidłowa, liczba godzin i czas trwania niezgodny z nowymi zapisami prawnymi. Zszokowany lekarz wyjeżdża do pracy w Szwecji.
Niestety polski nauczyciel nigdzie nie wyjedzie (co najwyżej na zbiór truskawek), choć opisana sytuacja to jego rzeczywistość.

Dyrektor szkoły nawiązuje z nauczycielem stosunek pracy, na stanowisku zgodnym z posiadanymi przez niego kwalifikacjami (§ 11 ustawy z dnia 26 stycznia 1982 roku Karta Nauczyciela - zwaną dalej u.k.n.). Stanowisko nauczyciela może zajmować osoba, która min. posiada wyższe wykształcenie z odpowiednim przygotowaniem pedagogicznym lub ukończyła zakład kształcenia nauczycieli i podjęła pracę na stanowisku, na którym te kwalifikacje są wystarczające (§ 9 punkt. 1. u.k.n.). Właściwy konstytucyjnie minister określi w drodze rozporządzenia szczegółowe kwalifikacje wymagane od nauczycieli (§ 9 punkt. 2. u.k.n.). Rozporządzenie to jest jednym z najważniejszych dokumentów regulujących zasady pragmatyki zawodowej, a w konsekwencji byt wielu polskich rodzin. Zmiana jego treści, w zależności od aktualnej idei, pomysłu, wizji szkodzą poczuciu pewności zatrudnienia, przewidywalności. Destabilizują. Szczególnie szkodliwe jest zmienianie wymogów, w takcie zatrudnienia.

Warunkiem nadania nauczycielowi kolejnego stopnia awansu zawodowego jest min. spełnienie wymagań kwalifikacyjnych (§ 9b punkt 1 u.k.n.). W razie zmiany szczegółowych wymagań, w drodze rozporządzenia, zmieniający pracę nauczyciel lub/i ten, który właśnie ubiega się o kolejny stopień awansu zawodowego, może zostać potraktowany jak osoba tych kwalifikacji nieposiadająca. W razie niespełnienia przez nauczyciela wymagań kwalifikacyjnych (obowiązujących w dniu rozstrzygnięcia) dyrektor szkoły lub właściwy organ odmawia w drodze decyzji administracyjnej przyznania kolejnego stopnia awansu zawodowego (§ 9b punkt 6 u.k.n.). Pracujący od kilku lat na stanowisku nauczyciela, dowie się, że aby dalej pracować musi iść na studia podyplomowe, bo właśnie zmieniło się rozporządzenie i jego studia, staż pracy i doświadczenie zawodowe już niewystarczają (zachowuje swoje uprawnienia, do czasu finalizowania kolejnego stopnia awansu zawodowego lub zmiany pracodawcy). Ostatnio skończone studia podyplomowe również nie mogą zostać uznane, bo ich nazwa jest nieprawidłowa, liczba godzin i czas trwania niezgodny z nowymi zapisami prawnymi.

Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej i Sportu z dnia 7 września 2004 roku w sprawie standardów kształcenia nauczycieli (Dz. U. nr 207/2110/2004) określa zasady kształcenia nauczycieli w ramach studiów podyplomowych, w przypadku gdy ukończone studia wyższe nie są zgodne z nauczanym przedmiotem lub rodzajem prowadzonych zajęć. Program studiów musi zapewniać przygotowanie merytoryczne zgodnie z zakresem podstawy programowej wychowania przedszkolnego i kształcenia ogólnego. Program studiów musi obejmować dydaktykę przedmiotową (zajęć). Właściwy konstytucyjnie minister znacząco zmienił w dniu 23 grudnia 2008 roku podstawę programową wychowania przedszkolnego i kształcenia ogólnego (Dz. U. nr 4/17/2009). Oznacza to potrzebę zmiany programów wszystkich realizowanych studiów podyplomowych, tak aby ich absolwenci nie pozostali jedynie z miłym doświadczeniem roboty dobrze wykonanej, ale niepotrzebnie zrealizowanej. Zmiana rozporządzenia w sprawie szczegółowych kwalifikacji wymaganych od nauczycieli (w dniu 12 marca 2009 roku, Dz. U. nr 50/400/2009) również nakłada obowiązek dostosowania programów i nazw realizowanych studiów podyplomowych do nowych założeń.

Najlepszym przykładem trudności generowanych przez zmiany stanu prawnego wobec procesów już realizowanych, są kwalifikacje osób zatrudnionych na stanowisku nauczyciela w przedszkolach i klasach I-III. Zmiana podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz kształcenia ogólnego spowodowana ustawowym przesunięciem wieku obowiązku szkolnego na rok kalendarzowy, w którym dziecko kończy lat 6, radykalnie zrewolucjonizowała sytuację w tym segmencie usług edukacyjnych. Nauczyciel powinien mieć kwalifikacje uznawane za wystarczające zarówno do podjęcia pracy w przedszkolu
jak i w klasach I-III szkoły podstawowej (skoro przy szkołach podstawowych otwierane są punkty przedszkolne). Realizowane przygotowanie zawodowe musi więc uwzględniać równomiernie oba (przecież różne) zakresy merytoryczne w dwóch blokach: wychowanie przedszkolne i nauczanie zintegrowane. Oba bloki muszą posiadać wyróżnioną indywidualnie liczbę godzin dydaktyki przedmiotowej (po minimum 45 h) i praktyk nauczycielskich (co najmniej 150 h dla każdej z nich). Nazwa, program, czas trwania (minimum trzy semestry) i liczba godzin (minimum 350 godzin) muszą nie budzić jakichkolwiek wątpliwości w przyszłości, gdy zmienią się dziś nieprzewidywalne podstawy prawne, np. wprost
z rozporządzenia - studia podyplomowe przygotowujące do pracy z dziećmi w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym.

Wydaje się, że:
1. Określenie szczegółowych kwalifikacji dla osób zatrudnionych na stanowisku nauczyciela powinno następować w drodze ustawy, tak jak np. pracownika socjalnego, doradcy zawodowego itd.,
2. Zmiany w tym zakresie nie mogą dotyczyć osób już zatrudnionych i tych które ubiegając się o nowy stopień awansu zawodowego, już są w trakcie stażu,
3. Uczelnie wyższe realizujące kształcenie nauczycieli nie mogą być zaskakiwane brakiem przynajmniej rocznego vacatio legis nowych uregulowań i np. pod przymusem, w interesie społecznym zmieniać programy, nazwy realizowanych już usług edukacyjnych – co uderza w ich wiarygodność.



źródła: Dz. U. z 2006 r. Nr 97, poz. 674, Nr 170, poz. 1218, Nr 220, poz. 1600, z 2007 r. Nr 17, poz. 95, Nr 80, poz. 542, 102, poz. 689, Nr 158, poz. 1103, Nr 176, poz. 1238, Nr 191, poz. 1369, Nr 247, poz. 1821, z 2008 r. Nr 145, poz. 917, Nr 227, poz. 1505, z 2009 r. Nr 1, poz. 1, Nr 56, poz. 458, Nr 67, poz. 572, Nr 97, poz. 800, Nr 213, poz. 1650, Nr 219, poz. 1706.

2 komentarze:

  1. Szanowny Panie Profesorze!

    Bardzo słuszny jest postulat Pana Profesora, by określone zagadnienia, dotyczące uprawnień zawodowych nauczycieli, były (u)regulowane ustawowo, a nie w drodze rozporządzenia (czyli podustawowego aktu, wydawanego przez władzę wykonawczą).

    * Czy władza wykonawcza zechce się wyzbyć tego narzędzia kontroli nad nauczycielami (a może nawet nacisku na nich)?
    * Czy Parlament - zwłaszcza Sejm - zechce (również politycznej) władzy wykonawczej odebrać to narzędzie władcze?
    * Czy nauczyciele są (będą) w stanie zainteresować tą problematyką polityków, a zwłaszcza uczynić ją ważnym składnikiem kampanii wyborczej, np. na urząd Prezydenta RP?

    Proponuję - już na gruncie dzisiejszego stanu prawnego - odpowiedzieć na dalsze pytania:
    - Czy odnośne delegacje ustawowe spełniają wymogi konstytucyjne (z art. 92 Konstytucji RP)?
    - Czy owe delegacje ustawowe są realizowane zgodnie z Konstytucją RP i właściwymi ustawami?
    - Czy rozporządzenia (ich problematyczne przepisy) są zgodne z Konstytucją RP i ustawami?
    - Czy ktoś zbada(ł) problemy, jakie powstają z powodu owych rozporządzeń, pod kątem zasady ochrony praw (słusznie) nabytych?
    - Czy jakakolwiek organizacja, reprezentująca nauczycieli i ich prawa, zdobędzie się na odpowiednie wystąpienie do Trybunału Konstytucyjnego (samodzielnie, lub z pomocą odpowiednich właściwych podmiotów)?

    Proszę Pana Profesora o rozwinięcie zagadnienia, z uwzględnieniem poruszonych przeze mnie zagadnień.

    OdpowiedzUsuń
  2. Są dwie drogi rozwiązania wspomnianego tu dylematu: jedna,parlamentarna, wprowadzająca - jak planowano to w 1981 r. (sic!!) społeczną kontrolę nad MEN przez powoływaną przez Sejm Krajową Radę Oświatową (a na to nie godzą się będący u władzy polityce każdej rządzącej formacji - z lewa, prawa i z centrum), albo powołanie do życia Samorządu Zawodowego Nauczycieli (a na to nie godzą się związki zawodowe - ani Solidarność, ani ZNP, ani inne pomniejsze).
    Można jeszcze odebrać władzę MEN doprowadzając do końca projekt społeczeństwa obywatelskiego i likwidując ten urząd na rzecz dalszej decentralizacji systemu oświaty (autonomia regionalnych kuratoriów oświaty, likwidacja dwoistości terytorialnej władzy regionalnej na rzecz jednej struktury władzy oświatowej w województwach z wojewódzką radą oświatową na czele - a więc organem społecznej kontroli; i wyłąnianej oddolnie krajowej rady oświatowej,która byłaby jedynym organem profesjonalistów, ustanawiających politykę oświatową w skali kraju, negocjujących z ministerstwem finansów środki na jej pokrycie itp.). Niestety, przy obecnym,centralistycznym systemie zarządzania oświatą , gdzie związki zawodowe i rządząca partia polityczna manipulują środowiskiem oświatowym, uzależniając jego przywileje od respektowania ich interesów politycznych i związkowych, nie ma szans na jakąkolwiek zmianę.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.