wtorek, 19 stycznia 2010

Jak polscy nauczyciele radzą sobie z nowymi technologiami w szkole?

Trafił do mnie drogą elektroniczną materiał portalu edukacyjnego www.edunews.pl sygnalizujący wyniki badań, jakie zostały przeprowadzone wśród nauczycieli różniących się doświadczeniem zawodowym, a uczących w szkołach podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych zlokalizowanych w miejscowościach o różnej wielkości oraz na terenach wiejskich. Próba badawcza nie jest reprezentatywna dla kraju, obejmując 189 nauczycieli, toteż nie można na jej podstawie wnioskować o badanym zjawisku w kategoriach powszechności jego występowania. Autorzy przyznają, że trzeba opublikowane dane analizować jedynie pod kątem dającego się rozpoznać trendu w podejściu nauczycieli do nowych technologii i zastosowaniu ich w edukacji.

Badaczy interesowało, czy nauczyciele wykorzystują najnowsze media w szkole prowadząc zajęcia z młodzieżą i w jakim zakresie? Pośrednio chciano się dowiedzieć, jak nauczyciele w polskich szkołach odnajdują się w świecie nowoczesnych narzędzi edukacyjnych?

Przeważają wśród osób badanych nauczyciele gimnazjów (35,5%) i szkół ponadgimnazjalnych (49,2%), wśród których 21,2% pracuje w środowisku wiejskim, w małych miastach (do 10 tys. mieszkańców) – 14,8%, w średnich miastach (10-50 tys. mieszkańców) - 24,3% , a w dużych miastach (powyżej 60 tys. mieszkańców) – 20,6%. Tak więc przeważają w tej próbie nauczyciele z małych ośrodków oświatowych. Co ciekawe, ponad 51% badanych reprezentowali nauczyciele dyplomowani, a więc ci, którzy musieli potwierdzić w procesie własnego awansu zawodowego nabycie kwalifikacji w zakresie korzystania z mediów elektronicznych.

Raport ujawnia mało imponujące warunki, w jakich pracują polscy nauczyciele, biorąc pod uwagę proces modernizacji kształcenia. Okazuje się bowiem, że jeden komputer średnio przypada na 17,7 uczniów, przy czym są też takie szkoły, w których na ponad 400 uczniów przypada tylko jeden komputer. Pewnie znajduje się on w sekretariacie lub gabinecie dyrektora szkoły. Do Internetu jest podłączonych we wszystkich placówkach ok. 40% komputerów, ale są w tym i takie, wśród których żaden z komputerów tego nie posiada.

W 78% szkół nie ma tablic interaktywnych. W 14% jest tylko jedna taka tablica. Nieco lepiej jest z dostępem do aparatów cyfrowych, bo nie ma go w 48% szkół, zaś przynajmniej jeden jest w 38% placówek. Prawie wszyscy nauczyciele (93%) potwierdzają, że korzystają w przygotowywaniu się do zajęć ze stron internetowych jako wspomagającego źródła informacji i materiałów ilustracyjnych, 83% wykorzystuje prezentacje multimedialne w toku zajęć dydaktycznych, a 78% posługuje się w komunikacji edukacyjnej z uczniami, ich rodzicami i/lub innymi nauczycielami pocztą elektroniczną. Nauczyciele potwierdzili, że umożliwiają uczniom prezentowanie wypowiedzi w formie prezentacji (18%). Jeśli korzystają z gier komputerowych, to takich, które mają charakter ściśle edukacyjny np. do nauczania przedsiębiorczości, języków obcych, matematyki czy zajęć wyrównawczych. Najmniejszą popularnością cieszą się – jak stwierdza się w tym raporcie – blogi (4%) i podkasty (4%). Te pierwsze wykorzystywane są do zajęć z języka polskiego (np. analizy literackie), a nawet do śledzenia blogów prowadzonych przez wychowanków, by lepiej ich poznać czy móc skomentować ich postawy lub działania. Niektórzy nauczyciele śledzą także wraz ze swoimi uczniami blogi znaczących postaci.

Zdaniem nauczycieli największą przeszkodą w korzystaniu z nowych technologii komunikacyjnych jest brak czasu (50%) i brak sprzętu (37%). Na brak umiejętności wskazuje zaledwie 6% badanych. Aż 83 % nauczycieli ocenia dobrze stopień wykorzystania tych technologii w szkole, zaś 99% pedagogów korzysta z komputerów codziennie, także poza szkołą. Wyrazili zainteresowanie koniecznością wsparcia szkół w modernizację lub zakup nowego sprzętu tak, by był on bardziej dostępny w ich pracy edukacyjnej. Można zatem skonstatować, że w odniesieniu do diagnozowanej próby nauczycieli rysuje się dość pozytywny obraz zainteresowania nauczycieli nowymi mediami i ich wykorzystywaniu we własnej pracy dydaktyczno-wychowawczej z uczniami oraz ich rodzicami.

Potwierdza się – przynajmniej deklaratywnie (bo taki charakter mają uzyskane w tym przypadku dane z sondażu diagnostycznego) także poziom kompetencji nauczycieli w powyższym zakresie. Tylko jak zwykle - brak jest szerszej dostępności do mediów elektronicznych.

Szczegółowy raport na stronie: www.edunews.pl

4 komentarze:

  1. Szanowny Panie Profesorze!

    Idzie nowe.
    Akurat wczoraj dowiedziałem się, że jedno (chyba już kolejne) gimnazjum w Lublinie zamierza zrezygnować z prowadzenia tradycyjnych (to jest papierowych) dzienników i korzystać wyłącznie z (już tam funkcjonującego) dziennika elektronicznego.

    W nauce też ciekawie.
    Proszę zwrócić uwagę na wypowiedź pani, która aspiruje do doktoratu:
    http://www.goldenline.pl/forum/doktoranci-i-doktorzy-doktorat/1419140/s/1#27501948
    Pani owa, jak się zdaje, bazuje na elektronicznym pozyskiwaniu informacji.
    Może i Pan Profesor włączy się do tamtej dyskusji, lub do niej odniesie. Głos rozsądku bardzo się przyda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety w mojej opinii mamy do czynienia z przekłamaniem,nauczyciele bowiem nie przyznają,że po prostu nie legitymują się kompetencjami niezbędnymi do efektywnego (a nawet i efektownego ;)) wykorzystywania mediów w procesie kształcenia.Najzabawniejszym wydaje się być fakt,iż nie są to kompetencje nie wiadomo jak trudne "do pozyskania".Nie mam tu na myśli kompetencji informatycznych, bo tak jak mówi jedna z reklam,to "Pan Pikuś" ;).Chodzi mi o kluczowe kompetencje facylitatora procesu kształcenia wykorzystującego współczesne media.Polecam artykuł koleżanki po fachu:http://www.e-mentor.edu.pl/30,656,E-moderowanie_kluczem_do_sukcesu_-_5-etapowy_model_ksztalcenia_Gilly_Salmon.html

    Ponadto nic dziwnego,że sondaż przyniósł takie wyniki,są bowiem również i tacy nauczyciele, którzy uważają zwykłe programy pocztowe za pierwszą "platformę eLearningową"... Myślę,że należałoby rozpocząć proces edukacji nauczycieli, którzy żyją jeszcze w błogiej nieświadomości,a na pewno w zeszłym stuleciu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Profesorze,

    nie zaniepoiła Pana próba badawcza w tym "badaniu" (przyznajmy - pęeknie podanym)?
    Czy wolno nam cokolwiek wnioskować z odpowiedzi całkowicie przypadkowej grupy (za to wstępnie wyselekcjonowanej przez nieobojetny dla tematu badania fakt udzielenia odpowiedzi drogą elektroniczną!), dla nikogo niereprezentatywnej (tylko dla samych siebie)?
    To chyba nawet nie jest sondaż diagnostyczny...

    Serdecznie pozdrawiam
    prosta nauczycielka

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Ewo, ma Pani rację. O tym też napisałem, że jest to próba niereprezentatywna, która nie upoważnia do formułowania wyciągania wniosków ogólnych. Autorzy tych badań też się do tego przyznają.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.