czwartek, 3 grudnia 2009

Edukacyjna wartość odjęta

Sytuacja w niektórych szkołach wymyka się spod kontroli. Zastanawiam się, po co jest nadzór pedagogiczny w kuratoriach oświaty, po co daje się dyrektorom szkół za sprawowanie tego nadzoru dodatki do pensji i jak długo jeszcze będzie się prowadzić eksperymenty na dzieciach i młodzieży kosztem lekceważenia przez niektórych ich nauczycieli podstawowych obowiązków zawodowych?

Matka uczennicy renomowanego liceum w wielkim mieście uskarżała się dzisiaj na dramatyczną sytuację, jaka ma miejsce w klasie maturalnej jej córki. Uczy ją już czwarty nauczyciel matematyki. Określenie – uczy jest i tak na wyrost, skoro nawet nie przypada średnio jeden nauczyciel na rok szkolny. Obecna nauczycielka już od dwóch tygodni nie przychodzi do szkoły ze względu na zły stan swojego zdrowia. To oczywiste, że nauczyciele też ludzie i chorują, ale jak uczeń nie przychodzi przez dwa tygodnie do szkoły, to potem czekają go trudne próby udowodnienia, że nadrobił powstałe zaległości. A nauczyciel? A kogo to obchodzi, czy odrobi zaistniałe z jego przecież powodu zaległości? Kto od niego wymaga, by odrobił zakres koniecznego materiału dydaktycznego i w jaki sposób jest to w ogóle możliwe, by uczniowie nie tylko nie mieli luk w wiedzy i umiejętnościach, ale także poczucia ich zlekceważenia przez pedagogów? Czy dyrekcja szkoły zainteresowała się sytuacją tych uczniów? Nie, bo i po co. Na zastępstwa wchodzi każdy inny specjalista, tylko nie matematyk. Przecież jest rynek korepetycji. Nie każdy musi mieć maturę. Jak mu zależy, to niech za własne wykształcenie w szkole publicznej sobie sam zapłaci.

Nauczycielom może się nie chcieć, mogą chorować, mogą być mniej wydolni czy efektywni dydaktycznie, bo przecież z nimi też się nikt specjalnie nie liczy, i nie o wysokość, a raczej „niskość„ ich płac tu chodzi. Szkoła jest publiczna, nauczycielskie płace w niej też są publiczne, ale uczniowie muszą być niepubliczni, korzystając z zasobności portfeli swoich rodziców i licząc na dodatkowe godziny korepetycji. Z obecności w szkole uczniów rozlicza się skrupulatnie. Każda godzina musi być usprawiedliwiona. Szkoda, że dyrektorka szkoły nikt nie interesuje się jakością owej obecności uczniów w klasie, skoro czas w niej spędzany nie wnosi do ich rozwoju żadnej wartości dodanej. Co najwyżej jest to edukacyjna wartość odjęta (EWO).

A plan dotyczący prowadzenia wewnętrznej ewaluacji w szkole zawiera mądre wskazówki: Co proponujemy zrobić, żeby poprawić pracę szkoły? Zapoznanie się z ideologią i metodologią EDW. Szkoda, że nadzór interesuje się ideologią i metodologią EWD, a nie realiami i przyczynami EWO.

1 komentarz:

  1. Od początku roku szkolnego mam okazję obserwować pracę jaka dokonuje się w relacjach nauczyciel - klasa na przykładzie różnych szkół. Prowadzę zajęcia w ośrodku, do którego wyjeżdzają cale klasy, albo nawet szkoły. Na tych zajęciach z racji regulaminu ośrodka muszą być obecni wychowawcy.

    Dzięki temu mam niesamowity materiał do obserwacji (to właściwie tak jakbym hospitował u kilkunastu nauczycieli w ciągu tygodnia).

    Na kanwie tych oberwacji i przy okazji, którą daje wpis na blogu zauważyłem kilka zjawisk, o których dotychczas czytałem w książkach pedagogicznych.

    1. Nauczyciel ma gigantyczny wprost wpływ na ucznia. To mit, że mówi się o dużym wpływie dobrych nauczycieli i małym złych. Każdy nauczyciel wpływa na swoich uczniow w sposób, którego nawet nie jest w stanie sobie wyobrazić. Kierunek tego oddziaływania kreowany jest przez jego zdolności pedagogiczne lub ich brak.

    2. Nie wykorzystywany jest potencjał wydarzeń krytycznych. Nauczyciele niezwykle rzadko się czegoś uczą w relacjach z uczniami.

    3. Zapytałem dzisaj jednego z gimnazjalistów "Co może stać się powodem, że bedziesz miał szacunek do naucziela?. Jego odpowiedź dość obszerna da się streścić w słowie "elastyczność".
    To właśnie wtedy, kiedy nauczciel przestaje być rytualnym funcjonariuszem i jest w stanie przerwać lekcje i przy okazji ładnej pogody przenieść zajęcia do parku przy szkole. To także wtedy kiedy jego wiedza jest na tyle szeroka, że może w sposób swobodny realizować program. Uwięzienie w przygotowanych przez wydawnictwo konspektach i pedagogiczne klapki na oczach mordują kreatywność uczniów. Ostatni z wynienionych czynników dotyczył "realistycznego spojrzenia" i znajomości problemów młodzieży.

    Podsumowując, chciałbym zwrócić uwagę na to, że kiedy słyszymy "obowiązki zawodowe nauczyciela" myślimy o zobowiązaniach formalno - prawnych. Redukujemy w ten sposób rolę nauczyciela do funkcji urzędniczych. Tymczasem na pierwszym miejscu wśród obowiązków zawodowych nauczyciela winno być tworzenie relacji wychowawczej. Takie również winno być główne kryterium oceny. Dzisiejsze zmiany systemu edukacji dążą do tego by obcinać fundamentalne wartości warsztatu pracy pedagoga i zastępować ich sens i doniosłość tępym proceduralizmem.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.