środa, 30 grudnia 2009

Edukacja do współpracy

Edukacja jest jak worek bokserski - do bicia. Choć jest obita „nauczycielską skórą” -twardą i odporną na krytykę, dla wielu nie ulega wątpliwości, że ponosi odpowiedzialność za porażki osób dorosłych, za ich: nieudolność życiową, bierność społeczną i zawodową, nieudane małżeństwa, rozbite rodziny, kradzieże w sklepach, uzależnienia od używek, aborcję, wykroczenia drogowe, nieufność itd., itd. Edukacja jest winna wszystkiemu, co jest złe w naszym społeczeństwie.

Zdaniem Wojciecha Szackiego, który analizował wyniki diagnozy społecznej opracowanej przez prof. Janusza Czapińskiego na temat tego, jak żyją Polacy (2009 r.) okazuje się, że są oni konserwatywni i nie potrafią ze sobą współpracować. Polacy zajmują jedno z ostatnich miejsc na świecie, jeśli chodzi o okazywanie innym zaufania. Dobro wspólnoty, szacunek do instytucji publicznych to pojęcia w zasadzie nam obce.

Źródłem zła jest polska szkoła, a konkretnie – nieudolni i źle wykształceni nauczyciele, którzy nie pracują z uczniami metodą grupową, tylko preferują kształcenie indywidualne.

Jest jednak jakieś światełko w tunelu. Jest coś, co może nasz naród uratować przed totalną zapaścią na konkurencyjnym rynku pracy, w nowoczesnej gospodarce i w społeczeństwie wiedzy. To .... edukacja przedszkolna i szkolna, które mogą się stać źródłem nadziei na lepszy los milionów Polaków. Może już nie tych, którzy wypowiadali się w powyższej ankiecie, ale ich następców. Skoro bowiem barierą w rozwoju firm jest brak umiejętności współpracy między pracownikami, to trzeba ją kształtować w placówkach edukacyjnych. Profesor J. Czapiński oczekuje zatem od pani minister edukacji narodowej, by nakazała szkołom pracę w zespołach uczniowskich: Najlepszym miejscem do nauki współpracy jest szkoła, ale nasza szkoła kształci indywidualistów. Poza lekcjami wf. nie ma pracy grupowej. A przecież niewielkim kosztem można to zmienić. Minister edukacji może zażądać od szkół np. wyznaczania zadań zespołom uczniowskim. Prezentacje, doświadczenia chemiczne, zadania matematyczne, a nawet wypracowania - wszystko można zrobić w grupie. Ta filozofia przebija się jakoś do polskiej szkoły. Jest zapowiedziana zbiorowa prezentacja na egzaminie gimnazjalnym. Tyle że to absurd, bo wymaga się pracy zbiorowej, chociaż wcześniej jej nie uczono. Tę naukę trzeba zacząć już od przedszkola.

Kiedy bowiem źle przygotowani do funkcjonowania na rynku pracy młodzi ludzie trafią do firm, to wszelkie próby podejmowane przez pracodawców, które miałyby na celu ich zintegrowanie ze sobą, spełzną na niczym. W Polsce próbuje się zintegrować pracowników, wysyłając ich na różne wyjazdy. Ale to nie buduje zdrowego zaufania, lecz sprzyja powstawaniu klik – słusznie stwierdza profesor.
Może zatem należy tak kształcić polską młodzież, by nabyła umiejętności pracy kolektywnej, zbiorowej, a nie grupowej, bo przecież spójność małej grupy przepoczwarza się w klikę. Kliki zaś są niedobre. Jak zatem rozumiana współpraca jest korzystna? Taka, która - zapewne na wzór azjatyckich tygrysów gospodarczych (Japonia, Korea czy Chiny) - sprowadza jednostkę do trybu w maszynerii produkcyjnej, podporządkowując ją całkowicie interesowi właściciela firmy, a więc pracodawcy. Czyżby czekał nas w edukacji powrót do kształtowania wśród dzieci i młodzieży umiejętności współpracy nie grupowej (bo ta sprzyja klikowości), ale kolektywnej?

(http://wyborcza.pl/1,75478,7400349,Polak_grupowo_nie_umie.html?as=2&ias=2&startsz=x)

3 komentarze:

  1. Jasne!
    Jak się wyda przepis żeby ludzie byli dobrzy to będą i to nawet udokumentują, jak się wyda przepis żeby umieli pracować i robić projekty w grupie to też będą i to udokumentują...;-)
    Tylko co z tego???

    OdpowiedzUsuń
  2. Trudno powiedzieć, czy intuicje i diagnozy prof. Czapińskiego są w pełni trafne. Zasadny jednak wydaje się być namysł nad kształtowaniem nieco innych kompetencji niż tych wynikających z dyskursu kapitalistycznego (m.in. umiejętność rywalizowania). Siła przyzwyczajenia jest ogromna, a przecież jak pokazują choćby doświadczenia fińskie (opisane z tej perspektywy w nowej pracy Manuela Castellsa i Pakki Himanena, Społeczeństwo informayjne i państwo dobrobytu), istnieje sensowny - alternatywny do neoliberalnego - pomysł na budowanie państwa i sfery publicznej (m.in. edukacji), który przynosi zadowalające rezultaty społeczne i ekonomiczne. Ten typ argumentacji jest zresztą coraz częściej podejmowany przez pedagogów. W Polsce znajdujemy go choćby w tekstach Tomasza Szkudlarka, Eugenii Potulickiej, Joanny Rutkowiak.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trywialnym uproszczeniem wydaje się sugestia, by w szkole miast rozwoju indywidualnego człowieka promować pracę grupową.
    Odnosząc się do cytowanych "odkrywczych" myśli - lekcje wychowania fizycznego rzeczywiście bywają przykładem "ugrupowienia wychowania". Wystarczy grupie uczniów rzucić piłkę... i oczekiwać efektów. Nasi piłkarze narodowi są tu wzorem do naśladowania! A Minister edukacji powinien nie tylko "(...)zażądać od szkół(...)" tego i owego, ale zażądac stanowczo!!!
    No i to by było na tyle...

    OdpowiedzUsuń