niedziela, 22 listopada 2009

Życie naukowca w kontekstach

Wywiad profesorów Romana Kubickiego i Anny Zeidler-Janiszewskiej z profesorem Zygmuntem Baumanem pt. Życie w kontekstach. Rozmowy o tym, co za nami i o tym, co przed nami (WAiP, Warszawa 2009) ma tak wiele znakomitych wątków do analiz nie tylko polskiej rzeczywistości, a przy tym odczytywanych przez pryzmat życia wybitnego intelektualisty, że warto znaleźć w nim także dla siebie choć kilka istotnych odniesień i inspiracji do dalszych badań naukowych.

Przede wszystkim jest tu analiza codziennego świata życia humanisty, który sporządza nam jego własną mapę, dopuszczając zarazem do przekraczania granic biograficznych i społecznych doświadczeń, by poruszając się po rozpoznanym już terenie uczynić czas miniony z całym jego bogactwem sukcesów i porażek, dramatów i radości, nadziei i rozczarowań, także czasem naszym. Prowadzący wywiad włączają się w tę niezwykłą narrację subtelnie, starając się uczulić nas, a może nawet i przestrzec przed negatywnymi skutkami zdarzeń czy podejmowanych decyzji, które każdemu pokoleniu dostępne są w czasach jego życia. Największy nawet socjolog jest nie więcej niż diagnostykiem możliwości: może on opisać sytuację społeczną jako wiązkę szans i zagrożeń (podkreślając wciąż, że nie ma szansy bez zagrożenia), ale nie może ręczyć z góry, jakie to słowo ciałem się stanie. Może liczyć na to tylko (a moim zdaniem nie jest to wcale mało), że jego słowo stanie się czynnikiem w opisywanym procesie, być może pozwoli nawet dopomóc pewnym szansom, przeszkodzić pewnym zagrożeniom.(s. 14-15).

Rzeka historii płynie jednak wartko, nie dając nam szans na powtórne zanurzenie się w jej toni, ale jej świadek, który egzemplifikuje własną działalnością koncepcję socjologii jako zaangażowanej w diagnozowanie świata, istniejących w nim reguł proceduralnych, myśli i czynów ludzkich kolejnych generacji utrwala dla nas w swoich dziełach to, co godne jest zatrzymania się choć na chwilę, ponownego zanurzenia w czasie i przestrzeni. Bauman przypomina nam z zasad postępowania naukowego S. Ossowskiego to, co jemu zapadło głęboko w świadomości, wskazując na odpowiedzialność za słowo jako istotną cechę różniącą naukowe od laickiego traktowanie doświadczenia ludzkiego. Nie ma separacji między problemami warsztatowymi a moralnymi; moralna postawa uczonego jest lukrem na metodologicznym cieście; jest mąką, z jakiej się ciasto wiedzy socjologicznej ugniata.(s. 15)

Ciekawe, co orzekłby Bauman o postawach uczonych pedagogów i o tym, z jakiego ciasta pieką swoje dzieła, skoro tak wiele jest zakalców, prac niedopieczonych, spalonych lub pozbawionych smaku, skoro niektórzy głęboko skrywają je przed znawcami, wypiekając je w zagranicznych piecach, a może raczej odgrzewając w tamtejszych mikrofalówkach własne doktoraty jako tam nierozpoznawalne „oryginalne”, „świeże” dysertacje habilitacyjne? Jak usłyszałem niedawno od rektora jednego z uniwersytetów, przywożą z zagranicy patent na mądrość, by czerpać osobiste jedynie korzyści bez możliwości twórczego włączenia się w rozwój nauki, bo przecież nie o naukę tu chodzi. Wielu podróżuje zagranicę nie po to, by wzbogacać własną wiedzę i warsztat badań o inną szkołę naukową, odmienne sposoby myślenia i twórczego napięcia, ale by przecierać ścieżki dostępu do akademickich skrótów, a tym samym do produkowania wyrobów naukopodobnych. Kolejne dyplomy „awansu” naukowego się załatwia, a nie zyskuje w wyniku własnej pracy naukowej. Nie sięga się po zagraniczne ingrediencje, by stworzyć własne dzieła, ani też nie smakuje obcej twórczości, bo świat nauki jest jedynie okazją do przemieszczania się w przestrzeni własnych (a skrywanych przed innymi) możliwości. Ani nie szuka się punktu wyjścia dla własnej narracji, naukowej opowieści, ani też nie czyni nauki jako towarzyszki w trudnej sztuce wolności.

Bauman odsłania nam kulisy swojej kuchni. Mój warsztat pisarski wywołałby oburzenie każdego purysty, każdego dobrze zorganizowanego naukowca, który skrzętnie w kupki układa fiszki, które w zamierzonym dziele ma wykorzystać (i układa je w kolejności wykorzystania), z góry planuje zawartość każdego rozdziału, zaczyna pisanie od przedmowy, a potem punkt po punkcie rozwija tematy w planie wyliczone… Mam niekiedy wrażenie, że to nie ja piszę książkę, ale to „książka się pisze”. Nowe myśli przychodzą do głowy w czasie pisania, dawne „przestawiają się” w nieoczekiwany sposób; każda obrasta bocznymi pędami, które wypada, gwoli wartkości narracji, obciąć i odłożyć na bok. Tych „wątków ubocznych” z reguły zbiera się przed zakończeniem tak wiele, że są już w gruncie rzeczy następną książką. Z reguły w ostatnim rozdziale zarysy tej następnej książki są już widoczne. (s. 27)

Pokrzepiająca jest przy tym konstatacja tego socjologa, że wcale nie musimy tak kurczowość trzymać się liniowego rozwoju nauki i swoją biografią wpisywać się w jej historyczny rozwój. Ontogeneza intelektualisty nie jest powtórzeniem filogenezy myślenia. Każdy wchodzi do tego czy innego fragmentu ciągu rozwojowego myśli filozoficznej w sobie właściwym czasie , określonym przez logikę (lub przypadek) jego biografii – a gdy już wejdzie, to zobaczy, zależy od tego, do zobaczenia czego „dojrzał”. (s. 31) Ponowoczesność sprzyja innej już prawidłowości, a mianowicie, że czego Jaś się nie nauczył, to jako Jan odczyta w czyichś dziełach na inny sposób w czasie dla niego właściwym.

Trafnie natomiast, choć przecież z odległej perspektywy, stawia Z. Bauman diagnozę postaw polskich humanistów wobec rodzimej twórczości. (…) zauważyłem też w kraju sporo niechęci do tego, by uznać wagę i oryginalność myśli kolegi, nawet niekoniecznie kolegi po fachu, podejrzliwości a i złoszczenia się na cudze sukcesy. Bolesław Wieniawa – Długoszowski powiedział kiedyś przed wojną z goryczą, że szewc w Poznaniu kładzie się chory do łóżka na wieść o tym, że kanonik w Białymstoku został prałatem… Takie nastroje – swojego rodzaju „zawiść bezinteresowna”, emocjonalny odpowiednik „sztuki dla sztuki” - rodzą się w sytuacjach klaustrofobicznych. Widać ciasno nadal, jeśli sporo z tamtych nastrojów się uchowało. (s. 16)

W pedagogice ten typ postaw środowiskowych jest szczególnie widoczny i odczuwalny. Przykłady sieją się gęsto. Bratobójcze i skryte walki sprawiają, że w konkursach o środki na badania własne wygrywają inni. Ale to jest już temat na inny wpis.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz