piątek, 6 listopada 2009

Rozmowy o tym, co z nami i o tym, co przed nami



to tytuł porywającej pięknem i głębią dialogu książki–wywiadu Romana Kubickiego i Anny Zeidler – Janiszewskiej ze światowej sławy socjologiem Zygmuntem Baumanem. Taktownie nawiązują do wątków biograficznych swojego interlokutora odsłaniając jego życie w bardzo różnych kontekstach. Czytając wypowiedzi Baumana docieramy do bardzo ciekawych źródeł wiedzy o ewolucji socjologii nie tylko w ostatnim półwieczu. Są tu bowiem odniesienie do historii myśli socjologicznej, znaczących dla jej kontynuatora źródeł i przywołania znaczących, a wciąż niedostrzeganych współcześnie czy może zbyt słabo jeszcze wykorzystywanych dzieł socjologów.

Przekonywująco Z Bauman formułuje stanowisko metodologiczne w prowadzonych przez siebie badaniach, w świetle którego jego biografia intelektualna nie pokrywa się z historią myśli humanistycznej, nie jest też jej powtórzeniem. Każdy wchodzi do tego czy innego fragmentu ciągu rozwojowego myśli filozoficznej w sobie właściwym czasie, określonym przez logikę (lub przypadek) jego biografii – a gdy już wejdzie, to co zobaczy, zależy od tego, do zobaczenia czego „dojrzał”. (WAiP, Warszawa 2009, s. 31).

Wielokrotnie tak Z. Bauman, jak i jego rozmówcy nawiązują do pism socjologicznych Georga Simmela, których najnowszy przekład także nabyłem jakiś czas temu, odkładając zapoznanie się z nim na inny moment prowadzonych przeze mnie badań. Okoliczności życia społecznego sprawiły, że sięgnąłem po nie, skupiając uwagę na tym, co pisze ten socjolog o czynnikach rozkładu każdej instytucji czy społeczności. Otóż jego zdaniem są nimi przede wszystkim nienawiść, zawiść, bieda lub pożądanie. Jeśli zatem dojdzie do zaistnienia jednego z tych czynników naruszona zostaje stabilność i zaczyna toczyć się walka mająca na celu unicestwienie jednej ze stron. Wrogość wobec niej ma zacierać istniejące wśród członków danej społeczności różnice i podziały, by zagwarantować stabilność osobom sprawującym w niej władzę. Musi zatem być podsycana, by każdy, kto ma wątpliwości co do tego, po której powinien stać stronie, mógł rozstrzygnąć na czyjąś korzyść – własną lub władzy. Skrytobójstwo, wiarołomstwo, podżeganie do zdrady niszczą zaufanie do drugiej strony, które jest niezbędne do współpracy. Wrogość oznacza z reguły zerwanie relacji, wycofanie się i unikanie kontaktów; te negatywne zjawiska towarzyszą nawet tak namiętnemu wzajemnemu oddziaływaniu, jakim jest otwarta wojna. Natomiast grupy jako całości istnieją obok siebie z całą obojętnością, dopóki trwa pokój, i dopiero w czasie wojny nabierają aktywnego znaczenia wzajem dla siebie. (Pisma socjologiczne, Warszawa: Oficyna Naukowa 2008), s. 239).

Instytucje jednoczą się, żeby konkurując o swój byt niszczyć przeciwnika, konkurenta, toteż nie ma w tym nic dziwnego, że narasta we wzajemnych relacjach nienawiść i furia wobec tak usytuowanej na rynku strony przeciwnej. Taki jest rynek, także edukacyjnych usług. Kiedy jednak tego typu front walki przebiega wewnątrz instytucji, to jest to czytelną oznaką jej autodestrukcji. Pisze o tym także w przywołanym wczoraj przeze mnie dziele o autorytetach prof. Lech Witkowski. Dla wielu czytelników tych prac jest jednak już za późno. Polak bowiem zawsze jest mądrzejszy nie przed, ale po szkodzie. To i dobrze!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz