środa, 21 października 2009

Koncert jesienny na dwa rzędy

Właściciel uczelni niepublicznej wygospodarował studentom w jednej z hal warsztatowych pomieszczenie na klub studencki. Nie było to ani łatwe, ani tanie. W nietypowej jednak przestrzeni, o bardzo estetycznym wystroju znalazło się miejsce na scenę, dla mających występować na niej w przyszłości zespołów artystycznych. Jest też kilka rzędów krzeseł i kilkanaście stolików. Stworzyło to magiczny klimat do spotkań różnych społeczności czy do doskonałej, klubowej zabawy. Można w tym pomieszczeniu zrobić wiele – od zaproszenia doń jakiegoś zespołu muzycznego po założenie własnej grupy i organizowanie w tym miejscu koncertów; od organizowania spotkań autorskich z ludźmi sztuki, świata polityki, nauki czy gospodarki po powołanie do życia własnego kabaretu, filmowego klubu dyskusyjnego itp.

Od dwóch tygodni zapowiadałem studentom studiów stacjonarnych, z którymi mam zajęcia, że w dn. 20 października wystąpi w ich klubie, w ich uczelni, dla NICH - zespół „NIJAK”, laureat festiwali piosenki studenckiej i turystycznej z lat 80. (m.in. Festiwalu YAPA czy Festiwalu Piosenki w Opolu), a wciąż obecny w życiu kulturalnym naszego regionu. Jego członkowie, absolwenci łódzkich uczelni wyższych, a dzisiaj wybitni specjaliści w swoich zawodach, profesjonalnie wykonują napisane przez siebie utwory, znakomicie bawiąc innych. Jest w tym piękno poezji, wspaniały rytm, doskonałe poczucie humoru i wrażliwa otwartość na odbiorców. Przyjęli moje zaproszenie, by w murach uczelni, w jej studenckim klubie bezinteresownie zagrać, zaśpiewać i zabawić studencką młodzież oraz uczestników toczącej się akurat konferencji naukowej.

Kiedy jednak na to wydarzenie kulturalne przybyło zaledwie kilku (spośród dwóch tysięcy) studentów, zdałem sobie sprawę z tego, że tę przestrzeń klubową zorganizowaliśmy dla siebie, dla władz uczelni, ale nie dla studentów. Gdyby bowiem mieli potrzebę przebywania z sobą czy z innymi w powyższej przestrzeni architektonicznej, żeby odpocząć, zrelaksować się, zabawić, to zapewne nie opędziłbym się od próśb o korzystanie z tego klubu i pozyskiwanie na występy atrakcyjnych gości. Co jednak nie jest im zadane, co nie jest związane z obowiązkiem zaliczenia jakiegoś przedmiotu czy zdania egzaminu, zostaje wypierane z ich świadomości, bo to po prostu nie jest ICH. Nie identyfikują się ani z tą przestrzenią, ani z ofertą artystycznego programu. Wolą zapewne inną cool(turę). Dobrze zatem, że przyszli na ten koncert uczestnicy naszej konferencji, znajomi i przyjaciele. Bawiliśmy się znakomicie, a niektórzy się nawet wzruszyli. Były kanapki, zimne napoje i bisy.

Gospodarze klubu, który w nazwie jest „studencki”, byli na wagarach, albo po prostu gdzieś, u siebie. W przyszłości mają być pedagogami, ale nie potrzebują występów, o które sami nie zabiegali. Może nawet nie wiedzą, czym jest piosenka turystyczna czy piosenka studencka, gdyż nie mieli okazji doświadczenia bycia w środowisku konwiwialnym? Tak to jest, kiedy organizuje się coś dla tych, których przesłanką jest – „Nie rób drugiemu, o co sam nie prosił”.

3 komentarze:

  1. Jakiś czas temu w pokoju nauczycielskim usłyszałem rozmowę młodej praktykantki z nauczycielką wiekową i dostojną. Młoda adeptka pedagogiki z entuzjazmem mówiła, że czyta pisma da młodych, typu Bravo, Popocorn i inne tego rodzaju. Z wielkim zapałem mówiła, że nauczyciel musi czytać to, co czytają jego podopieczni.

    Nauczycielka dostojna i wiekowa odpowiedziała, że to błąd. To młodzi mają czytać to co czytają ich nauczyciele, nie na odwrót.


    To dwa z możliwych podejść. Relacja nauczyciel uczeń jest relacją niesymetryczną (to oczywiście tylko moje zdanie, w obliczu odbywającej sie konferencji dotyczącej wszelkich form alternatywności albo prób dyskusji jestem gotów się go wyprzeć ;) jeżeli jest to więc relacja niesymetryczna to przestrzeń "ludyczności" i zabawy też jest inna dla obu tych stanów. Wyobraża sobie Pan profesor klub zorganizowany przyz studentów dla nauczycieli? Ja nie za bardzo, tak samo nie wyobrażam sobie miejsca zorganizowanego przez nauczycieli dla studentów. Myślę jednak, że tak jak Pan napisał, to dobre miejsce dla pracowników naukowych, aby Ci mogli się poczuć "studencko" na miarę swoich studenckich czasów :)

    Nie chciałbym zostać zrozumiany jako krytyk i malkonktent. Sam zajmuję się tworzeniem muzyki i uwielbiam grać w takich miejscach jak opisane przez Pana. Widzę jednak, że młodzi, którzy się pojawiają na takich imprezach to albo ludzie z przypadku wzięci albo są to nieliczni już zwolennicy tego typu zabawy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy powstawał w uczelni klub sądziłem, że jest to wynik zapotrzebowania samych studentów. Wczoraj uświadomiłem sobie, że jest to pozór. Bo gdyby to był ICH klub, to powinni powiedzieć - nie godzimy się na to, by Rektor organizował im w ich "MIESZKANIU" jakieś spotkanie, jakiś koncert. To jednak nie jest ICH klub - tylko WŁAŚCICIELA UCZELNI(bo i nie mój), który zapewne chciał studentom zrobić dobrze. Tyle tylko, że jeśli dla studentów uczelnia, za studiowanie w której płacą, ma być jedynie przystankiem w ich życiu, świetlicą, w której trzeba się z powodu jakiegoś przymusu zatrzymać, ale się z nią nie identyfikuje, będzie miejscem tak samo niechcianym i obcym, jak sale dydaktyczne. Odniosłem wrażenie, że urządziliśmy studentom kolejną salę - tyle tylko, że pozalekcyjną. Ładna, śliczna, z klimatgem, ale co z tego?
    Studenci wybierają "nogami": albo w czymś uczestniczą, albo nie.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Dzisiaj w Kortowie, oprócz kilku dyskotek nie trafimy na koncert, czy wystawę. Oczywiście, kluby studenckie nadal działają. Ale ich domeną jest bar z piwem - mówi Wojciech From, przedsiębiorca i animator kultury"

    http://miasta.gazeta.pl/olsztyn/1,35189,7171351,Student_nie_brzmi_juz_dumnie__cykl__Gazety__o_uczelniach.html

    OdpowiedzUsuń