czwartek, 22 października 2009

Czy wolno krytykować kształcenie na kierunku pedagogika?

Pisze do mnie jako wiceprzewodniczącego Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN
prof. dr hab. Andrzej Michał de Tchorzewski z prośbą o zajęcie przez to szacowne gremium stanowiska w sprawie medialnych generalizacji, jakich dokonują niektórzy naukowcy o innych, rzecz jasna, dyscyplinach wiedzy (swoje uznając zapewne za wyjątkowe i wyróżniające). Przedkładam zatem treść tego listu, bo może tą drogą zgromadzimy komentarze i opinie w sprawie czy odniesiemy się do tego wyzwania krytycznie lub sceptycznie.

Krzysztof Rybiński – ekonomista, profesor SGH, partner w Ernst&Young, koordynujący prace zespołu opracowującego projekt strategii szkolnictwa wyższego do roku 2020 – w udzielonym wywiadzie Aleksandrze Pezda w Gazecie Wyborczej z dnia 21 października 2009 roku w prowadzonym przez ten dziennik cyklu pod nazwą „Wyższa Szkoła Wstydu” dokonując krytycznej oceny stanu obecnego systemu kształcenia na poziomie studiów wyższych stwierdza, że „nie może być już tak jak dotąd, że wszyscy potrzebują magistrów. W ten sposób napędzamy taki mechanizm – przeciętny absolwent szkoły średniej idzie na byle jakie, łatwo dostępne studia, np. pedagogikę. Kończy je, żeby tylko zdobyć dyplom magistra”. A zatrudnia się np. w banku. I tam uczy się od początku. Wystarczyłby mu licencjat”(koniec cytatu).
Z wieloma tezami sformułowanymi w wywiadzie przez Autora można się zgodzić w całości lub częściowo. Z niektórymi nie można się zgodzić wcale, jak na przykład z przytoczoną powyżej. Rodzi ona jednak przynajmniej dwa pytania:
1.na jakiej podstawie Autor twierdzi, że na pedagogice studiują przeciętni absolwenci szkoły średniej?
2.na jakiej podstawie Autor twierdzi, że pedagogika to kierunek byle jaki, na który łatwo się dostać?
Nie mam zamiaru z Autorem dyskutować, bowiem z tonu Jego wypowiedzi jasno wynika, że uzurpuje sobie prawo orzekania o wszystkim, co wiąże się z kształceniem na poziomie studiów wyższych bez głębszej znajomości złożonej materii, do której należą różne kierunki studiów a w ich ramach tworzone przez uczelnie (państwowe i niepaństwowe) specjalności i specjalizacje. Aktualny stan polskiego szkolnictwa wyższego jest następstwem przyjętych przez Polskę w sposób mechaniczny zapisów wynikających z Karty Bolońskiej. Dzisiaj – o czym Autor pewnie doskonale wie – niektóre kraje UE, zwłaszcza te „stare” zdają sobie sprawę z tego, że zawarte w niej sugestie nie wytrzymują próby, bowiem nie przystają do dynamicznie zmieniających się warunków rzeczywistości społecznej i oczekiwań najmłodszej generacji Europejczyków.
Oczekuję jednak od Prezydium, a być może nawet od gremium wchodzącego w skład Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN zajęcia stanowiska w kwestii dotyczącej przykładu jakim posłużył się Krzysztof Rybiński. Wypowiedź Autora krzywdzi i zarazem obraża studiujących, jak i uprawiających pedagogikę, która jest dyscypliną zaliczaną do nauk społecznych ( i humanistycznych) i zajmuje wśród nich należne miejsce.

Kraków, 22.10.2009 r. Andrzej Michał de Tchorzewski

1 komentarz:

  1. 1. Niedobrze, kiedy człowiek nauki posługuje się stereotypami. Z drugiej strony sam się w to wikłam, bo można mi zarzucić, iż stereotypowo myślę o stereotypach związanych ze studiowaniem pedagogiki.

    2. Pedagogika jest nauką związaną z uprawianiem zawodu najwyższej odpowiedzialności. Chodzi wszak o wychowanie człowieka i o wpływ jaki wychowawca ma na wychowanka. Niestety z tonu tak patetycznego można łatwo zejść do innego porównania, kierowca po szkole podstawowej lub zawodowej wozi ludzi autobusami, jednorazowo może spowodować śmierć np 100 osób. To chyba bardziej odpowiedzialny zawód?

    3. Rzecz jasna, że wykształcenie pedagoga jest tańsze niż wykształcenie lekarza czy chemika. Dlatego wiele prywatnych uczelni poszło właśnie w tym kierunku. Przykład, uczelnia w Chojnicach, miasto około 40 tysięczne, pierwszym kierunkiem na tutejszej uczelni jest właśnie pedagogika. Poza tym łatwo spełnić minima kadrowe, pedagogów u nas dostatek, o czym sam sie przekonałem poszukując pracy.

    Powyższe fakty są związane z trzema głównymi dyskursami deprecjonowania pedagogiki. Wszystkie są technicznie rzecz biorąc albo erystyką albo po prostu głupim gadaniem. Wypowiedź profesora jest przykładem myślenia przednaukowego, ponieważ nie sądze aby za jego słowami stały jakiekolwiek badania.

    Odpowiedz na zarzuty profesora wystosowana przez PAN musiałaby zawrzeć dane statystyczne, wyniki badań czy inne stricte naukowe dane. W ten jednak sposób nie można wejść w dialog ze sądem przednaukowym.

    Moim skromnym zdaniem PAN odpowiadając na zarzuty prof. Krzysztofa Rybińskiego, pomieszałby poziomy. Nauczyłem się od jednego z Gdańskich profesorów niechęci do ludzi nauki w mediach. Człowiek nauki szuka prawdy, media szukają newsów. Wszelkie parcie na szkło czy gazetowe szpalty dla ludzi nauki jest dążeniem deprecjonującym wartość ich intelektów.

    Małe Post Scritum... jest tyle sposobów na atak pedagogiki... wystarczyłoby przecież przeanalizować metodologię, albo wewnętrze pofragmentowanie dziedziny :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.