poniedziałek, 21 września 2009

Wirtualne "ocenianie" belfrów

Ktoś musi penetrować zagraniczne strony internetowe i analizować ich przydatność do ewentualnego zaadoptowania w polskiej sferze wirtualnej, skoro pojawił się nowy portal, który adresowany jest do uczniów wszystkich typów szkół w Polsce - www.spokobelfer.pl

Już od kilku lat istnieje w Niemczech taki portal, który nazywa się: www.spickmich.de, ale gdyby zastosować ten tytuł w naszych warunkach, to mało kto byłby nim zainteresowany. W przekładzie na język polski oznaczałby bowiem: „naszpikuj mnie”, „użądl mnie” , a to nie kojarzyłoby się ze szkołą. Tymczasem tak ten niemiecki, jak i polski mają na celu oddanie władzy „sądowniczej” w ręce uczniów, by mogli wreszcie odreagować i oceniać swoich nauczycieli. W Niemczech uczniowie najczęściej wykorzystują ten portal do tego, by jak komar – nadlecieć i ukąsić wybranego nauczyciela.

Polska wersja zawiera w regulaminie dla użytkowników tej strony następujące uzasadnienie:
Podstawowym celem Funkcjonalności "Spokobelfer" jest umożliwienie uczniom swobodnego wyrażania opinii na temat nauczycieli, którzy ich uczą lub uczyli, pod kątem zdolności i umiejętności nauczycieli istotnych z punktu widzenia wykonywanej przez nich pracy. (…)Użytkownicy tworzą bezstronny ranking najlepszych ich zdaniem nauczycieli w szkołach, miastach i kraju

Na głównej stronie portalu znajduje się rysunek uczniów trzymających w uniesionej w górę ręce tabliczkę z oceną: 5, 3, 1, 4+, a zawarty w chmurce tekst brzmi: Teraz ty masz władzę”, „Oceniaj i komentuj”.

I rzeczywiście, uczniowie – oczywiście autorzy ewaluacji – wpisują pełne imiona i nazwiska swoich nauczycieli, nazwę szkoły i przedmiot, którego uczą. Ciekawe, że administrator tego portalu zezwala na publikowanie danych osobowych nauczycieli wraz z miejscem ich pracy, natomiast uczniom (jeśli to są uczniowie?) zezwala na anonimowe wpisywanie komentarzy i ocen. Cóż za kultura komunikacji!
Nic dziwnego, że pojawiły się już wpisy w stylu (nie podaję nazwisk nauczycieli):

Z. A. Technikum Uzupełniające Nr 3, Dąbrowa Górnicza
jedna z najgorszych nauczycielek w mojej karierze edukacyjnej :/

D.J. , X Liceum Ogólnokształcące, Kraków
jedna z najbardziej niesprawiedliwych nauczycielek jakie spotkałam, niebotyczne ego, zawyżone mniemanie o sobie, zero kultury, przeradzające się czasami w pospolite chamstwo


Pozytywną stroną tego portalu jest to, że nauczyciele (o ile wiedzą, że on istnieje) mogą nie zgodzić się na to, by byli publicznie-wirtualnie oceniani. Jak stwierdza administrator: Jeśli nie chce Pan/Pani być oceniany/a, wystarczy wypełnić formularz i przesłać go do nas pocztą, faxem lub mailem; wyłączymy możliwość oceniania Pana/Pani i usuniemy dotychczasowe oceny. Przy Pańskim nazwisku pojawi się krótka informacja, że nie chce być Pan/Pani oceniany/a

W istocie, nie o zmianę szkoły, nauczyciela czy samego siebie tu chodzi, tylko o kolejną okazję do naciągania uczniów na dobra rynkowe. I tak kształtujemy pod płaszczykiem wolności oceniania nauczycieli kolejnych zakupoholików.

20 komentarzy:

  1. Ten www.spokobelfer.pl jest niszą. Najważniejsze dla nauczycieli akademickich jest ten portal
    http://www.ocen.pl/
    Nie wiem jak ze sprawiedliwością i obiektywnością, ale oceniamy i urodę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Opisany przez Pana Profesora serwer oraz "oceń.Pl" łączą podstawowe - zarazem haniebne - właściwości:
    1. Zaprzeczenie zasadzie przyzwoitości w społeczeństwach cywilizowanych, gdyż sprawowane przez anonimowych sędziów sądy (tzw. sądy kapturowe) są typowe dla zamordystycznych systemów sprawowania władzy. Jeśli takiego draństwa się nie ściga karnie (wprzód trzeba ustanowić odpowiednie przepisy prawa karnego), to należałoby skasować nauczanie wiedzy o społeczeństwie, by przekaz był jasny: "władza zgadza się na sądy kapturowe i inne prymitywne praktyki".
    2. Łamanie cywilizowanych zasad konkursów. Jeśli człowiek chce startować w konkursie, to się do niego zgłasza. W omawianych przypadkach mamy do czynienia z przymusowym - jak dawna branka do wojska - wrabianiem dorosłych ludzi w konkurs. Uważam, że każdy nauczyciel powinien dostać wzór zgłoszenia podejrzenia o popełnieniu przestępstwa, by łatwiej mu było kierować odpowiednie zgłoszenia. Organa ścigania potrafią - także anonimowych "oceniaczy" - zlokalizować i zidentyfikować. Potem - zapewne bez większych problemów - uda się nałożyć nie tylko sankcje dyscyplinarne w szkole, ale (być może) również ustanowić kuratora dla rodzin patologicznych (może to być patologia ukryta), w których dzieci naruszają prawnie chronione dobra innych ludzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jopolan--> Profesor opisywał co innego, ja podałem portal ocen.pl.
    Ale...
    Są wykładowcy i nauczyciele źli, niemili, niesprawiedliwi- wśród większości ciężko pracujących i mający chęć. Albo opis będzie formą odreagowania, albo poniszczą auto, zrobić co innego głupiego.
    I jeszcze.
    Zerknąłem sobie na kilka nazwisk "nauczycieli" na ocen.pl, tych, których pamiętam jeszcze ze studiów jacy byli- oceny oddają prawdę. Oni się z nich nie cieszą- to pewne, a i arkusze oceny wypadają nieciekawie (doroczne). I co spyta ktoś? Nic, dalej pracują, dalej te same zdezawuowane bzdety przekazują, spóźniają się na zajęcia, nie ma ich na konsultacjach w "dorobku" kilka artykulików- a to i tak dobrze, inni nie mają nic.

    OdpowiedzUsuń
  4. Japoplan--> Teraz doczytałem. Ty jesteś sfrustrowanym belfrem??? Przeczytałeś coś napisał/ła? Ubermenschów nam nie trzeba, ja mówię i Ja mam rację-- tak to ma wyglądać. Sądy i zastraszanie?
    Oj, co to się z ludźmi porobiło? "Wzory" wniosków o ściganie- nawet politycy tak szybcy nie są. Fuj, brzydko!

    OdpowiedzUsuń
  5. W cywilizowanym państwie, w cywilizowanym społeczeństwie zasady są (powinny być) jasne: oceniany wie, przez kogo jest oceniany i w oparciu o jakie kryteria.
    Jeśli pozwala się na to, by jakaś grupa (kategoria) oceniających była anonimowa, to przyzwala się na to, by - w zakresie oceniania - funkcjonowała grupa (kategoria) swoistych nadludzi. W szkolnictwie może to prowadzić do mobbingu (http://www.sjp.pl/mobbing) wobec nauczycieli. Trudno jest nawet powiedzieć, czy sprawcami takiego mobbingu jest uczeń, jakiś rodzic, kolega z pracy, kandydat na stanowisko nauczycielskie, czy przełożony.

    Zadziwia mnie demonstrowanie naiwnego stanowiska, jakoby każda anonimowa ocena miała być oparta na faktach, dobrze zrozumianych i rzetelnie przedstawionych. Traktowanie ucznia (dziecka) jako odpowiednika z założenia "dobrego dzikiego" także jest przejawem naiwności. Wystarczy przeczytać "Władcę much" W. Goldinga (http://www.biblionetka.pl/book.aspx?id=615), by przekonać się, co potrafią zrobić dzieciaki, wśród zapanuje chaos wartości (anomia).

    W imię czego mają cierpieć własne dzieci nauczycieli z tego powodu, że matka (ojciec) przechodzi depresję z powodu oszkalowania, np. w jakimś serwisie internetowym? Czy chwilowa poprawa samopoczucia jakiegoś nieodpowiedzialnego gówniarza ma być ważniejsza od dobrego imienia, a nawet cierpienia ofiary napaści i rodziny tej ofiary?

    Frustracja może się brać, na przykład stąd, że człowiek nie broni siebie i swych bliskich. Dlatego warto mu pokazać, że prawo obowiązuje i jest stosowane, także w jego obronie, również przed młodocianymi przestępcami, którzy dokonują przestępstw z wykorzystaniem technik komputerowych.

    Przed sądem, lub innym organem stosującym prawo, trzeba udowodnić swe racje. W sieci ma często miejsce prawdziwe zastraszanie.

    Gdyby wszyscy dyrektorzy szkół byli odważni i sprawiedliwi, to zgłaszaliby każdą podejrzaną sytuację do właściwych organów. Sprawca powinien ponieść odpowiedzialność - czy to nauczyciel, czy to uczeń. Wyjaśnianie spraw w ramach właściwych procedur, zgodnie z prawem, to sposób na zastraszanie.

    Proszę zaprzestać bronienia zwykłych przestępców - "Anonimie"? W ten sposób nie da się wyleczyć z pozostałości jakichś urazów, które mogły się zdarzyć wcześniej.

    Czy ofiara ma prawo krzywdzić innych, by "odreagować" doznane przez siebie cierpienia?

    OdpowiedzUsuń
  6. Japolan--> Akurat wiem co piszę, gdyż wiele lat spędziłem w szkole. Mogę powiedzieć, że zęby na tym zjadłem. Smuci mnie, że jest takie zacietrzewienie i taka nienawiść w Twoich słowach. Ale powiem szczerze, bo spotykam się z tym codziennie- połowa nauczycieli nie nadaje się do tej pracy, nic im się nie chce, wiecznie na "nie", urażone primadonny przyspawane do miejsca pracy i z żądaniami: o szacunek (sic!), uważanie, nagrody (zwłaszcza na DN) itd. A co w zamian? Niesprawiedliwość w ocenianiu, mszczenie się na uczniach i ich rodzicach, coraz więcej problemów z ich pracą. Wiecznie "za chwilę" dostarczę plan pracy, jeszcze nie zdążyłam, co ta dyrekcja się czepia, jak ten "nasz" zawód jest kiepsko opłacany, umieram z głodu!!!
    STOP
    A teraz uczeń. Komu ma się pożalić?? Pedagogowi, wychowawcy!? Jeden zaraz drugiemu powie. Rodzicom- jeśli go słuchają? Co oni mogą, a jak się zdecydują, to pokój nauczycielski aż furczy, jaka wredna rodzina itd.
    Wszystkie portale typu ocen.pl to wentyl bezpieczeństwa, tam uchodzi nadmiar pary. I tak to traktujmy.
    A może kolega/koleżanka się pochwali swoimi wpisami;-))) Ja nie mam sobie nic do zarzucenia, u mnie oscyluje to w górnych granicach. A jakby było w niskich (w co wątpię, bo lat trochę pracuję i znam swoją wartość) to co?
    Kolejny frustrat z Ciebie rośnie, ciśnienie rośnie i marzą się czasy lat 60, gdzie lało się uczniów i wyrywało włosy.
    Jeżeli tak masz Japolan- pora zmienić zawód i profesję. Można sprzedawać mięso lub pietruszkę, lub spróbować w prywatnej szkole. Daję Ci 3 miesiące i wylatujesz z hukiem.
    Obrzydzenie mnie bierze, jak czytam takie argumenty!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdaję sobie sprawę, że atmosfera często jest daleka od sielanki. Uczelniana także. Bardziej znam sytuację na państwowej uczelni, ale i prywatne poznałem. W każdym z tych "działów" widziałem różne sytuacje, różne ludzkie zachowania. Mam porównanie między miastami i ośrodkami. Także w zakresie prywatnych szkół wyższych dostrzegam różnice.
    Niemalże symbolicznymi przykładami było to, co dostrzegłem w Radomiu i Zamościu. Wiem, że są to wybrane przykłady, ale i one mogą być przydatne. W Radomiu miałem przyjemność prowadzić serię zajęć z grupą około 15 osób (samych studentek). Od drugich zajęć (pierwsze były na "zorientowanie się") były tak uważne i chętne do pracy, że z prawdziwą chęcią jeździłem wiele kilometrów do Radomia. W Zamościu: na prowadzonych przeze mnie zajęciach było "jako - tako", ale widziałem też zachowanie prawdziwych olewusów, którzy bezczelnie włazili na salę egzaminacyjną podczas któregoś z terminów poprawkowych.
    W Rzeszowie miałem wielką przyjemność pracować z jedną z najwspanialszych grup, z którymi miałem styczność. Najpierw szok: "ten gość z plecakiem ma prowadzić zajęcia?", a potem (od drugich zajęć) sami przedstawiali pomysły praktycznego wykorzystania wiedzy, pisali projekty (także grupowe), które podczas zajęć "szlifowaliśmy".
    W "4 stolicy Polski" bywały różne grupy: od wartych zapomnienia do takich, które (nawet przez lata) wspominam jako dobre zespoły kapitalnych ludzi. W jednym roczniku (całkiem niedawno) były dwie grupy. W jednej spotkałem się z - mówmy otwarcie - szantażowaniem formularzami oceny ("dostaliśmy je") i pracą z grupą tak sprawną i chętną, że drugie tyle zajęć chętnie bym z nimi za darmo poprowadził.

    Szkoły średnie (niżej nie schodźmy) także są w zakresie mej orientacji. Od jakiegoś czasu mam pośrednią (przez sieć i związanych z tą instytucją ludzi) styczność z pewnym liceum niepublicznym (choć z uprawnieniami szkoły publicznej). W zakresie patrzenia na samą, szkołę, wszystko wygląda OK. Zwłaszcza wtedy, jeśli potraktuje się ją jako jakiś "byt autopojetyczny" (ujmowany jako względnie zamknięty system). Jednak nawet tak zadbana placówka mogłaby pewne sprawy poprawić.
    Uczniowie są zgrani. A jacy mają być, jeśli muszą być ze sobą i nie występują (zwłaszcza wyraźniejsze) patologie? Za to absolwenci (zaglądnąłem na profil klasowy na "NK") po kilku miesiącach od rozpoczęcia studiów trąbią o chęci spotykania się, ale na spotkania przychodzi coraz mniej osób. Jeśli do tego doda się zauważalne trudności niektórych absolwentów w radzeniu sobie na "umasowionych" kierunkach studiów, to można postawić postulaty ulepszenia pracy nawet w tak dobrej szkole, jak przeze mnie wspominana.

    Nauczyciele dobrzy i źli oraz tacy sobie byli i są. Sam tego doświadczyłem.
    Czy od razu, na bieżąco uczeń jest w stanie prawidłowo ocenić nauczyciela? Wątpię. Z samej podstawówki pamiętam przychodzące na zastępstwa panie, które nas niczego nie nauczyły. Pamiętam też matematyka, który radykalnymi metodami w ciągu paru miesięcy wyrównał zapóźnienia i przygotował nas do egzaminów do liceum. Podobnie, pewna wybitna polonistka miała analogiczne osiągnięcia w zakresie swej dziedziny. Także była wymagająca. Za to inną nauczycielkę za złą uznałem dopiero po latach - palnęła coś takiego podczas rozmowy, że ...
    Kto zatem jest dobrym nauczycielem? Jakie kwalifikacje mają uczniowie w zakresie oceniania swych nauczycieli? Żeby być metodykiem, żeby być formalnym kontrolerem nauczycieli, trzeba się wiele nauczyć. Czy warto, jeśli wystarczy być uczniem (albo ucznia udawać), żeby (i to publicznie) szkalować innych ludzi?

    Zastanawiam się, ile jeszcze razy będzie mi dane powtarzać, że stawianie diagnoz na odległość to zwykła szarlataneria. W porównaniu z taką szarlatanerią sprzedawania pożywienia to zajęcie szlachetne i godne szacunku.
    Rozumiem, że popularne jest stawianie diagnoz. Niedawno przedstawiono mi opinię, że "nawet sobie nie wyobrażam" czegoś. Akurat chodziło o sprawę, w zakresie której moja orientacja się zwiększa, co potwierdzają osoby kompetentne (czasami również surowe w ocenie).

    OdpowiedzUsuń
  8. Podczas tegorocznych wakacji spotkałem się z - dotyczącą kogoś zaangażowanego w nauczenie - sytuacją, której racjonalna interpretacja (możliwość pomyłki biorę pod uwagę) skłania mnie do wniosku, że "urażone primadonny" to przysłowiowy pikuś.

    Jakże łatwo jest szermować opiniami i sądami wartościującymi, jeśli się ktoś wypowiada jako "Anonim". Mało który "Anonim" jest tak wart docenienia jak Gall Anonim.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo się cieszę, że podjęty został problem anonimowości ocen. Sam jestem zdegustowany birukratycznym nakazem prowadzenia ewaluacji jakości kształcenia, która jest wymagana w ramach tzw. kontroli jakości kształcenia (ta dotarła już nawet do przedszkoli, gdzie pisze się o tym, jak mierzyć jakość wychowania w przedszkolu). Ewaluacja w systemie nakzaowym i dokumentowanym liczbą wypełnionych ankiet jest dewaluacją! Sięga się tu po najgorsze z możliwych narzędzi diagnostycznych, które nie komunikują prawdy o jakiejś rzeczywistości, tylko deklaracje "prawdy", albo staje się okazją do prowadzenia emocjonalnego szantażu, o kórym pisze Japolan. Tam, gdzie któraś ze stron "straszy" nauczyciela, że jak się czemuś nie podda, to ona mu się odwdzięczy, nie ma edukacji. Jest tylko fałzzywy, pozorowany kontakt ze względu na dwustronny przymus (obowiązek) - tzn. nauczyciel nie ma wyjścia, musi nauczać, a student/uczeń nie ma wyjścia, musi mieć dyplom. Tu nie ma żadnej komunikacji. CZemu służy zatem ewaluacja zajęć nauczyciela? Biurokracji? Kontrolerom? Czy nie powinna ona być naturalnym elementem wzajemnych relacji, poszukiwaniem przez obie strony informacji zwrotnej o tym, co jeszcze warto byłoby zmienić, udoskonalić? Dlaczego czynniki nadzoru pedagogicznego czy akredytacji przywiązują tak wielką wagę do ewaluacji? Bo chcą mieć jakikolwiek dowód na to, że nauczyciel istotnie bierze pod uwagę opinię publiczną, uwzględnia w swoim warszatacie dydaktycznym sugestie tych, którzy mogą mu pomóc w zrozumieniu siebie, także włąsnych problemów z lepszym przekazem, tłumaczeniem, wspieraniem itd.
    Dla mnie anonimowa ankieta, którą wypełniają studenci o konkretnym nauczycielu, a więc nie jakimś anonimowym, jest nic nie warta, bo nie wiem, czy ten, który ją wypełnił chodził na zajęcia, miał jakąś motywację, wymagał nie tylko ode mnie, ale i od siebie, rozumie to, czego miałyby dotyczyć jego opinie, potrafi je różnicować itd., itd.Produkujemy w oświacie i w szkolnictwie wyższym kwestionariusze, których treść od anonimnowych studentów czy uczniów jest tyle warta, ile papier, na którym została zarejestrowana. W ostatnich latach tylko dwóch nauczycieli akademickich przyszło do mnie, by poważnie porozmawiać o wynikach ewaluacji ich zajęć przez studentów. Byli nimi naprawdę przejęci, choć nie jestem pewien, czy dlatego, że chcą poprawić coś w swojej metodyce kształcenia, czy może obawiali się, by nie zostali zwolnieni z pracy.
    W przypadku opisanego przeze mnie portalu: www.spokobelfer.pl pojawia się porblem, czemu i komu ma on służyć? W jakiej mierze mogą być porównywani za pomocą anonimowo formułowanych ocen (są tu średnie!) ci, którzy są nieporównywalni. O co mają zatem rywalizować? By mieć wyższą średnią - 5.0 czy 4.99? Co ma z tego wynikać dla ich pracy nad sobą? Skąd wiemy, że formułowane o nich opinie nie są wyrazem jakiejś frustracji czy przeniesionej agresji? Nie bronię toksycznych nauczycieli, ale tego typu anonimowe ich szykanowanie może bardzo szybko obrócić się przeciwko także tym, którzy są znakomici, ale wymagający, a wszystkich zadowolić się nie da.
    Ja nie akceptuję anonimowych opinii, ocen, bo nie są one dla mnie wiarygodne. To oznacza bowiem, że ktoś chce coś przede mną ukryć, z jakiegoś zapewne powodu, ale tym samym manipuluje mną lub procesem, w którym też uczestniczę, stając się jego ofiarą.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie chce mi wkleić posta do "wirtualnego oceniania", więc czynię to tu. Proszę o wklejenia jako odpowiedź anonimowego.
    Pozdrawiam

    Najpierw do Japolana. Jestem anonimowy i niech tak pozostanie. Nie to, abym się wstydził, ale nie mam ochoty i czasu odpisywać potem na zaczepne emaile, jakieś opisy i przykłady z życia, wgryzać się w to itd. Już miałem kilka przypadków, że jakaś moja opinia, gdzie podawałem prywatny mail skutkowała zaśmiecaniem skrzynki, żądaniami spotkania się, analizowania itd. Mam swojego bloga, dwa fora dość wąskie i specjalistyczne w których raz na jakiś czas się udzielam i tyle wystarczy. Cenię sobie wielce prywatność, im jestem starszy- tym bardziej i nie łaknę kontaktu z nieznajomymi.

    OdpowiedzUsuń
  11. cd.
    Co do Profesora.
    Ma Pan wiele racji- anonimowa ankieta w jakimś zakresie jest niesprawiedliwa dla ocenianego. Miałem i ja przykłady stwierdzeń, że nie siedzi na konsultacjach, choć nie opuściłem ani jednej. Prawda....Ale...
    Proszę mi powiedzieć, generalnie liczy się suma, ona nic nie znaczy, bo student może się poczuć urażony, mieć poczucie niesprawiedliwości- choć w naszym odczuciu wszystko było OK. Niemniej, jeśli u jednej osoby napisane jest w 97% iż nie ma jej na konsultacjach- wówczas może to zastanowić i generalnie jakiś procent prawdy (znaczny) w tym jest. Patrząc na to z drugiej strony- taka ankieta nic nie zmienia, ani dla pracownika, ani dla pracodawcy.
    I pytanie- kto głównie protestuje w takich przypadkach? Ano ci, którzy mają coś za uszami. Dobrzy niestety nie. A jak jest z nagrodami, odznaczeniami, awansami w pracy?? Zazwyczaj "większość" jest pokrzywdzona, bo ich nie doceniono, tylko "tą lub tego"- prawda?
    I na koniec dość poważny argument.
    Długo zastanawiałem się, jak to napisać..Ale do rzeczy, szkoły gimnazjalne skarżą się, że młodzież jest nieprzygotowana, szkoły średnie również, większość kierunków ścisłych i nie tylko robi tzw. rok zerowy, aby wyrównać studentów, przypomnieć minimum. Moi studenci (studia humanistyczne) robią błędy ortograficzne, stylistyczne, nie znają podstaw posługiwania się językiem, korzystania z biblioteki, wysławiania się itd, itd, itd. Kto ich tego nauczył? Sądzę, że źli nauczyciele plus inne czynniki.
    Owszem, zwalnianie z pracy, bo rodzice źle ocenili nauczyciela jest przesadą, ale jeśli w anonimowych ankietach Pan lub Pani X wypada bardzo źle, padają zarzuty o konkretne sprawy- należy o tym milczę, odpuścić, wyrzucić w kąt?
    Panie Profesorze- z ręką na sercu- ilu Pan miał DOBRYCH nauczycieli na przestrzeni szkoły podstawowej i średniej, których Pan pamięta, wspomina. Była to większość w stosunku do złych? Ja jednego, góra dwóch z podstawowej szkoły, dwoje ze średniej i koniec. O innych można by horrory klasy B pisać, a inni byli nijacy. A ilu zaszczepiło to "coś", pokazało, zainteresowało, byliśmy szczęśliwi na ich zajęciach? Nie mam na myśli rygoru, bo to też miło się wspomina. A ilu było jak zaprogramowany automat, przewracający stuletni zeszyt z lekcjami, wrzeszczący, bijący i powtarzający się, uciekający we wspomnienia ze swojego życia?
    I teraz ich ocena jaka by była, gdyby była?
    jeśli ktoś napisze o Pani Kowalskiej ze Wschowej że jędza, inny że cięta, jeszcze inny że dobrze tłumaczy- jeżeli tych opinii jest wiele i rożnych- to nic to nie znaczy.
    Miał Pan kiedyś operację? Jeżeli tak, to jak odebrał tego lekarza? Jeżeli dobrze- to powinny być o nim dobre opinie- a jak nie są? A jak jest na odwrót?
    Nie ma sposobu na dobrą oceną- znaczy się jest- ale to temat na inny wątek (zbyt obszerne, a mam swoje propozycje).
    Na uczelniach wielu pracowników nic nie publikuje, nie rozwija się, mają złe oceny- dalej pracują.
    Jeżeli w trakcie takiej ankiety zapłaczę i powiem, że zależy mi na pracy- oceniajcie mnie dobrze- podskoczę w rankingu? Jeżeli pracują dobrze i jestem obiektywny dla wszystkich, połowa roku ma poprawkę- ocenią mnie dobrze czy źle? Powiem z doświadczenia, że ileś procent będzie nieobiektywnych, ileś będzie.
    I na koniec, bądźmy ponad to. Kiedyś pisałem o tych kwestiach, nawet ciekawie, bo oddźwięk był, ale życie toczy się dalej. Źli pracują i mają się dobrze, chyba że ich zatrząśnie po jakimś rankingu i każą się usnąć, wówczas wraca im dobre samopoczucie, mogą dalej robić to samo, bez dowodów. Życie!
    MC

    OdpowiedzUsuń
  12. Dość trudno jest polemizować w sytuacji, gdy następują tak dalekie generalizacje wypowiedzi. Sam je też poepełniam, żeby szybciej i krócej przekazać pewien pogląd na sprawę. Oczywiście, zgadzam się z MC, że konieczne jest pozyskiwanie informacji o tym, co sądzą uczniowie i ich rodzice na temat nauczycieli, jak ich postrzegają, co ich w nich drażni, a nie sprzyja lepszemu uczeniu się itd. Pisałem o tym wielokrotnie, że ankiety anonimowe tego nie zmienią. atalny, toksyczny nauczyciel, jaeśli pracuje w szkole, to znaczy, że jest przez kogoś osłaniany np. przez swoje koleżanki czy kolegów z rady pedagogicznej. P{rzecież my - nauczyciele wiemy, kto jakim jest nauczycielem. Tego nie da się ukryć. Być może też osłaniany jest przez dyrektorkę(-a) szkoły. Dlatego nie ankiety, ale rada szkoły!!! są tu potrzebne, by ten organ jako jedyny, ktory ma realne uprawnienia nie tylko do diagnozowania, monitorowania także złych nauczycieli (bo i uczniów czy rodziców) może być właściwą płaszczyzną do spotkań, rozmów, analiz bezpośrednich, formułowania ostrzeżeń, as jeśli to nie pomaga, to wnioskowania nawet o zwolnienie z pracy.
    My jednak wciąż uciekamy w szkołach w półśrodki, w pozorowanie, że ktoś ma na coś wpływ. Otóż ankiety nie mają żadnego wpływu, jeśli ich wyniki nie są instrumentem w rękach realnego "egzekutora". Anonimowe gromadzenie opinii sprawia, że łatwo jest je "zamieść pod dywan", ukryć, a nawet sfałszować. Kto to przeliczy, czy Pani X miała 2,2 czy 4,8? Nikt! A zatem tu jest pole do nadużyć i osłaniania pseudonauczycieli.
    Wirtualna ocena rzeczywiście na to nie pozwala, tyle tylko że nadal nie znamy prawdy o tym, co się w klasie dzieje. A o tym trzeba rozmawiać twarzą w twarz - uczniowie - rodzice i nauczyciel. Inaczej nie rozwiążemy problemów, które są nabrzmiałe,

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak, wiele jest tutaj do dyskusji, naprawy, zmiany, spokojnego przeanalizowania- ale z wieloma osobami. To poważny temat.
    Moja drobna uwaga dotyczyła tylko tego (w odpowiedzi Japolanowi, który każdego kto coś pisze źle o o nauczycielach chce wsadzać do więzienia i wyciągać konsekwencje), że nie zawsze anonimowe odpowiedzi są złe i krzywdzą. Niekiedy jest to krzyk rozpaczy, albo zniechęcenia.
    Przepraszam za mimowolne błędy, ale jak piszę szybko i emocjonalnie, mając maleńki kwadracik przed sobą, mogę się pomylić.

    OdpowiedzUsuń
  14. "Anonim (gr. anonymos = bezimienny) – termin oznaczający nieznanego autora dzieła, jak również samo niepodpisane dzieło. W ujęciu bibliologicznym za anonim uważa się całkowity brak podpisu, który uniemożliwia rozpoznanie autora nawet poprzez porównanie do autorstwa innych dzieł. Nie jest nim więc osoba, która ukrywa się pod pseudonimem.
    Pojęciem anonimu określa się również prywatnie adresowany list nieznanego autora, napisany najczęściej w złych intencjach, lub też list przeznaczony do wiadomości publicznej, którego autor również chce pozostać nieznany. W tym drugim przypadku przyczyną anonimowości autora może być głoszenie przez niego poglądów niepopularnych lub nawet niebezpiecznych dla niego, ale również może to być chęć wywołania publicznej dyskusji (lub udziału w niej) przez autora na tyle znanego, że zawarte w liście myśli mogłyby być nadinterpretowane przez czytelników poprzez pryzmat jego publicznie znanej postawy w danym temacie." (WIKIPEDIA)

    Anonim nie odnosi się więc wyłącznie do tej osoby, której intencją jest manipulowanie, wciąganie w intrygi, wykorzystywanie.
    Używanie kwantyfikatorów wielkich w rozważania ludzkich spraw jest ryzykowne i niebezpieczne.

    Temida też ma zasłonięte oczy. Może po to, by osądzać problem, a nie dokonywać oceny problemu w kontekście związanego z nim człowieka?

    OdpowiedzUsuń
  15. Anonimowy - to trochę nie tak. Czymś innym są papierowe ankiety rozdane np. moim uczniom, a czymś innym anonimowy wpis jakiegoś frustrata w sieci na mój temat. Po pierwsze skąd pewność, że to mój uczeń - równie dobrze może to być ktoś kto mi źle życzy. Po drugie: takie narzędzie można wykorzystać nie tylko do wskazanych przez autorów portalu celów, ale także do publicznego oczerniania kogoś, do zaszczuwania, szargania opinii, itd. pomysłów są tysiące... I o ile w pierwszym przypadku, tych papierwoych ankiet, w ostateczności mogę się z Tobą odrobinę zgodzić. Zakładając, że skoro kwestionariusze były rozdane moim uczniom, to wyjdzie jakaś tam średnia, mówiąca coś o mojej pracy. Tak internet to zupełnie osobna kwestia.
    Tylko z drugiej strony - pomyśl przez chwilę - co mi wyjdzie z tych papierowych ankiet? Czego się z nich dowiem? Jak to wpłynie na moją efektywność i jakość kształcenia? Ja myślę, że nic, ewentualnie niewiele.
    Wiesz - mówi się, że jest małe kłamstwo, wielkie kłamstwo i statystyka... I tu podam przykład - wielu pewnie dobrze znany - skoro mąż bije sąsiadkę 7 razy w tygodniu, a mnie nie bije wcale to razem jesteśmy bite średnio 3 i pół razy... Prawda? To jest właśnie statystyka... Niby gdzieś te dzwony biją tylko nie do końca wiadomo, w którym kościele. A żeby się dowiedzieć prawdy na temat jakości kształcenia trzeba by uwzględnić w tych ankietach miejsce na jakieś uwagi własne. A respondent i tak leniwy jest, i zapewne jak mu czegoś wpisać tam nie każemy, to nie wpisze nic... A jak każemy, to wpisze coś "na odczep się", co i tak większej wartości mieć nie będzie.
    Jest jeszcze inna kwestia. Załóżmy, że w ewaluacji uzyskuję średnią 4,5 - co mówi ta magiczna liczba? No raczej nic, prawda? Na tej podstawie nie dowiem się co powinnam zmienić czy poprawić w swoim zachowaniu, czy sposobie prowadzenia zajęć, żeby być wycenioną na 5...
    A co do internetu - wyobraź sobie, że masz kogoś, kto Ci źle życzy. Pomyśl, że wpadł on przypadkiem na stronę z Twoim imieniem nazwiskiem, adresem pracy, albo jeszcze lepiej zamieszkania, która pozwala komentować Twoją osobę... Jak myślisz, co zrobi z tymi informacjami? A jeśli wykorzysta pozyskane w ten sposób Twoje dane osobowe? Jeśli stworzy Ci idiotyczny profil na Naszej Klasie i przekona większość Twoich znajomych, że Ci odbiło? Doświadczenia różnych osób pokazują, że ludzie dziwne rzeczy robią z nudów i własnej głupoty. Czasem nie sposób przewidzieć ich "kreatywności". A w mojej opinii takie ocenianie nie dość, że wcale nie musi być miarodajne, to jeszcze może wyrządzić prawdziwą szkodę. Nie lepiej usiąść ze swoimi uczniami i po prostu porozmawiać? Przecież ten, co uważa że wszyskie rozumy zjadł z ankiety i tak nie skorzysta. A ten, który chciałby wyciągnąć z niej jakieś wnioski dla siebie może wyciągnąć niewłaściwe. Moim zdaniem dialog to podstawa jakiejkolwiek relacji, także tej nauczyciel - uczeń.
    Pozdrawiam serdecznie:
    Edyta Sabicka

    OdpowiedzUsuń
  16. Przytoczył Pan Profesor Radę Szkoły- dość ważny organ w szkole, że może wiele zdziałać, być złotym środkiem na wszelkie sprawy szkolne. Pewnie w wielu szkołach tak się dzieje, choć jedni jak i drudzy (RS i nauczyciele) starają się sobie nie wchodzić w drogę, ograniczają się do podpisywania pism, opiniowania nagród na koniec roku, wpływem na zarządzanie szkolnymi pieniędzmi. Oni nie mają zdolności decyzyjnych co do nauczycieli, mogą sugerować.
    Znam wiele szkół, gdzie RS jest kamieniem u nogi.
    Dlaczego tak się dzieje?
    Przewodniczenie RS ma w domyśle być odskocznią dla celów dalszych, politycznych. Wówczas szef takiej rady robi wycieczki do burmistrza, wójta, wchodzi w konflikty i pyskówki, krytykuje. Wójt czy burmistrz aż kipi, jego decyzje krzywdzą wówczas szkołę- najczęściej finansowo.
    Szefowie RS mają "na pieńku" z niektórymi nauczycielami, dyrektorami- więc ich działalność ogranicza się de facto do uderzenia w nich, wyciąganiu różnych spraw, krytykowaniu i rzucaniu kłód pod nogi. W kilku szkołach na szefa RS wybrano prostych ludzi, mających problemy z komunikacją, wstydzących się itd. Ci znowu byli powolni dyrekcji.
    Znam szkoły skonfliktowane z RS, mijających się, robiących wszystko, aby tylko drugiej stronie "dokopać", piszący skargi i anonimy (RS na dyrekcję, dyrekcja na RS).
    Kiedyś jeden z przewodniczących pewnej RS, zaraz po wyborze na to stanowisku powiedział dosłownie: (przepraszam, nie moje słowa) k****, nareszcie będzie można zwolnić tego ***** dyrektora.
    Nie są to sprawy wymyślone, jakieś sporadyczne przypadki- mam ogląd, mam doświadczenie, znam wielu ludzi, po prostu wiem.

    OdpowiedzUsuń
  17. Panie Profesorze z tą Rada Szkoły to ostatnio piszący anonimowy ma racje sa do niczego, w mojej szkole rada jest tylko na papierze - nic jej sie nie chce. A jesli idzie o te wirtualne oceny to jestem przeciwny p.Sabicka ma rację - jednej koleżance jakiś gówniarz założył profil włąsnie na NK i do dziś nie poradziła sobie z ta sytuacją, bo policja ją po prostu olała. Nigdy nie wiadomo jak ta młodziez wykorzysta takie możliwości.

    OdpowiedzUsuń
  18. To są skutki braku sformalizowanych form [co nie znaczy pozoracyjnych;-)]wyrażania opinii o nauczycielach i dyrektorach(ich pracy oraz jej efektach) przez uczniów i rodziców.Co więcej-gdyby nawet wszyscy rodzice i uczniowie byli entuzjastycznie(bądź przeciwnie!)nastawieni do danego nauczyciela czy dyrektora to to dla ich oceny i kariery oraz zarobków nie ma żadnego znaczenia.Więcej często wysoko oceniani w ten sposób mają w Polsce problemy, do pozbycia się wlącznie!!!No i mamy to co mamy!Ale żadne moralizowanie tego nie zmieni!

    OdpowiedzUsuń
  19. Problem jest w tym, że zarówno portal ocen.pl, jak i spokobelfer.pl nie są do końca poważne - więcej, są niepoważne. Jak można oceniać urodę nauczyciela, czy budować opinie o nauczycielu na podstawie postów typu "fajny", "spoko" lub "beznadziejny" nie dając możliwości, czy nawet szansy wypowiedzieć się samemu ocenianemu. Idzie jednak ku lepszemu i polski internet się socjalizuje.
    Ostatnio trafiłem na inny portal www.wybieram-nauczyciela.pl Tam oprócz oceny nauczyciela i dodania o nim opinii to nauczyciel ma możliwość stworzenia własnego profilu i odpowiedzi na komentarze pod własnym adresem. Dodatkowo może zamieszczać informacje i materiały dla uczniów. Sądzę, że takie rozwiązanie jest dużo bardziej uczciwe.

    OdpowiedzUsuń
  20. To jest w zaѕadzіе ekskluzywnу јak гóωnież wskazany kawаłеk wiedzy.
    Јestem rada , że trafiłam na Twój blоg. Dzіękuję zа
    udοstępnieniе.

    Also vіsіt my web-site :: wycieczki szkolne

    OdpowiedzUsuń