wtorek, 15 września 2009

Luzactwo kwalifikacyjne, czyli uczyć każdy może

Na stronie MEN jest następująca informacja:

"Wydane zostało nowe rozporządzenie w sprawie kwalifikacji wymaganych od nauczycieli, w którym uelastyczniono przepis dotyczący kwalifikacji do nauczania na wczesnym etapie edukacyjnym (przedszkole i klasy I-III szkoły podstawowej). Na podstawie nowego rozporządzenia kwalifikacje do zajmowania stanowiska nauczyciela w przedszkolach i klasach I-III szkół podstawowych będzie posiadać osoba, która ukończyła studia wyższe na kierunku pedagogika w specjalności przygotowującej do pracy z dziećmi w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym. Prawo do nauczania na wczesnym etapie edukacyjnym będzie miała również osoba, która legitymuje się dyplomem ukończenia zakładu kształcenia nauczycieli w specjalności przygotowującej do pracy z dziećmi w wieku przedszkolnym lub wczesnoszkolnym".
http://www.reformaprogramowa.men.gov.pl/dla-zarzadzajacych-szkola/ramowe-plany-nauczania/ramowe-plany-nauczania-komentarze/organizacja-pracy-szkoly/

Znakomicie!

Takie rozstrzygnięcie powoduje, że w przedszkolach nauczycielami mogą być osoby, które uzyskały wykształcenie w zakresie pedagogiki wczesnoszkolnej, zorientowanej - jak wszyscy doskonale wiemy - na przygotowanie nauczycieli do kształcenia zintegrowanego w klasach I-III, i odwrotnie, w szkołach podstawowych, w klasach I-III mogą nauczać absolwenci studiów po wychowaniu przedszkolnym.

Gdyby ktokolwiek w MEN literalnie porównał programy kształcenia na studiach w uczelniach publicznych i niepublicznych, gdzie edukuje się nauczycieli wychowania przedszkolnego i nauczycieli kształcenia zintegrowanego (pedagogiki wczesnoszkolnej), a w tym przypadku nawet nie upominam się o jakąkolwiek refleksję intelektualną, to bardzo łatwo odkryje, że oto upełnomocnia się decyzją minister K. Hall możliwość wykonywania zawodu nauczycielskiego przez osoby do tego nieprzygotowane, nieposiadające stosownych kwalifikacji!

To tak, jakby operację tkanek miękkich miał wykonywać lekarz pediatra, a nie chirurg. Niby, nic takiego. I ten pierwszy jest lekarzem medycyny, i ten drugi także.

A jednak, ich przygotowanie do wykonywania tego zawodu czymś istotnym się różni. Czym? Zdaniem urzędników z MEN – niczym! Brawo. Znakomicie! Zanim moja córka pójdzie do przedszkola, zapytam dyrektorkę, jakie kwalifikacje ma jej nauczycielka, bo albo wychowanie przedszkolne będzie uszkolnione, albo nauczanie szkolne uprzedszkolnione.

Jedyna nadzieja tkwi w inteligencji i samokształceniu nauczycieli – oczywiście, kosztem naszych dzieci. Już o tym zresztą wspominałem, kiedy prace nad rozporządzeniem były w fazie projektu.

Słusznie jednak wskazuje na swoistą wolnoamerykankę w tym zakresie Dariusz Chętkowski, kiedy na swoim blogu pisze z przerażeniem o tym, że etyki będzie mógł także nauczać każdy, byleby tylko wykazał, że miał w czasie studiów zajęcia (uwaga – zgodnie ze standardami 30 godz.!) z filozofii lub etyki. Zaglądam na stronę MEN i czytam w sprawie wymaganych kwalifikacji od nauczycieli prowadzących zajęcia z etyki następujące wyjaśnienie:

Nowe rozporządzenie w sprawie kwalifikacji wymaganych od nauczycieli pozwala dyrektorowi wskazać w szkole nauczyciela – humanistę, który w ramach studiów odbył kurs filozofii lub etyki, uprawniający do realizacji tego przedmiotu. Można w ten sposób zatrudnić nauczyciela uczącego w szkole podstawowej i gimnazjum, natomiast w szkole ponadgimnazjalnej treści podstawy programowej są już wskazaniem do zatrudnienia nauczyciela – etyka. W klasach I-III szkoły podstawowej zajęcia z etyki może prowadzić nauczyciel-wychowawca.
http://www.reformaprogramowa.men.gov.pl/dla-zarzadzajacych-szkola/ramowe-plany-nauczania/ramowe-plany-nauczania-komentarze/organizacja-pracy-szkoly/

Filozofia "luzactwa" kwalifikacyjnego jest czytelna, bo "(...) każdy nauczyciel uczący w szkole podstawowej, czy gimnazjum, będzie posiadał kwalifikacje do pracy w świetlicy w danym typie szkoły."

Ma zatem rację Dariusz Chętkowski, kiedy stwierdza:

"Przejrzałem swój indeks i odkryłem, że posiadam uprawnienia nie tylko do nauczania etyki i filozofii, ale także języka angielskiego, języka niemieckiego, łaciny, wiedzy o kulturze, wychowania fizycznego, przysposobienia obronnego (mam stosowne wpisy). Ale to nie wszystko. Z indeksu wynika, że mógłbym uczyć też kilku mniej popularnych przedmiotów, np. języka staro-cerkiewno-słowiańskiego, psychologii, pedagogiki, logiki, socjologii. Boję się, czy zaliczenia z literatury włoskiej i francuskiej (zdawałem egzaminy) nie uprawniają mnie - według rozporządzenia MEN - do nauczania języka włoskiego i francuskiego".
(źródlo: http://chetkowski.blog.polityka.pl/?p=818#comments)

Proponuję kontynuację reformy kwalifikacji zawodowych w tym kierunku! A jaki ma to związek ze standardami kształcenia w szkołach wyższych?

6 komentarzy:

  1. Nie zgadzam się z tendencją do rozdzielania edukacji wczesnoszkolnej (dawniej nazywanej nauczaniem początkowym) z edukacją przedszkolną. Już dostatecznie dużo szkód zadziać się może w związku z nową podstawą programową - wbrew deklarowanej tam idei łaczności obu poziomów zaczyna się likwidacja z trudem wypracowywanego kształcenia zinterowanego. Nauczyciele wracają do dzielenia swoich działań na edukacje i przedmioty, liczą minuty na język, przyrodę, matematykę, plastykę... Dyrektorzy tworzą specjalne tabele do monitoringu realizacji podstawy... I to zarówno w klasach I-III i przedszkolach.
    A idea nowej podstawy nakazuje nauczycielom wzajemne zapoznanie się z wymaganiami na poziomie przedszkola i klas I-III, co stwarza wrażenie, że powinny to być edukacje powiązane - właśnie nazwą kształcenie zintegrowane lub "pedagogika wieku dziecięcego".
    Idea okazuje się wewnętrznie sprzeczna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Otóż to! Też Nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby w naszym kraju obowiązywało przygotowanie do zawodu nauczyciela obejmujące łącznie wychowanie przedszkolne i zintegrowane. Przed laty prof. Ryszard Więckowski powołał nawet do życia w UŁ Katedrę Pedagogiki Wieku Dziecięcego, gdzie kształci się w sposób integralny. Niestety, najczęściej to dyrektorzy szkół podstawowych kwestionowali wartość dyplomów i przygotowania twierdząc, że w szkołach już nie ma małych dzieci.
    Słusznie zatem Profesor pisze, że uznawanie za pełnowartościowe jedynie wyksztalcenia w ramach danego typu profesji, a więc oddzielnie dla wychowania przedszkolnego i oddzielnie dla ksztalcenia zintegrowanego nie powinno być traktowane jako tożsame, bo nie jest.

    OdpowiedzUsuń
  3. Najlepiej jak etyki uczy... katecheta, no po prostu rewelacja :/ to już wolę żeby tego przedmiotu uczył polonista czy historyk - mniej szkód wyrządzi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Najlepiej jak etyki uczy absolwent studiów filozoficznych w zakresie etyki, katechezy - katecheta, historii- historyk. A dlaczego Anonimowy nie godzi się na to, by matematyki uczył np. polonista?

    OdpowiedzUsuń
  5. Anonimowy nie godzi się, by matematyki uczył polonista ale również nie godzi się żeby etyki uczył katcheta...
    I pełna zgoda - etyki ma uczyć etyk! Ale jeśli nie ma etyka, to dopuszczam by to robił np. polonista, a nie chcę, nie życzę sobie aby to robił katecheta. Bo uważam, że to nie będzie etyka tylko katecheza.

    OdpowiedzUsuń
  6. A może lepiej żeby matematyki uczył inteligentny polonista albo przyrodnik, bo wtedy nie będzie "przygłupów" typu "Czym różni się odcinek od prostej? - odpowiedź - niczym!!!"
    Zgroza. Ręce opadły już dawno.
    Co do katechetów, to jest jeszcze gorzej, ale niestety to wynika tylko z ludzkiej natury, jaki kto jest takiego dzieci go mają!

    OdpowiedzUsuń