niedziela, 13 września 2009

Blog oświatowego nieposłuszeństwa

Są takie oświatowe blogi, które powstają w wyniku oddolnego oporu na arogancję władzy oświatowej, jak np. www.ratujmaluchy.pl. Ich autorzy w swoich dobrze uargumentowanych i prowokacyjnych postach budują sieć nowych sił społecznych, z którymi politycy powinni się liczyć, gdyż jako klienci oświaty wskazują na praktyczne i społeczne konsekwencje niekorzystnych dla dzieci czy młodzieży działań resortu edukacji.

Twórcy tego blogu pielęgnują cnotę dzielności nie skrywając się za sieciowym nickiem jako anonimowi opozycjoniści. Cyberprzestrzeń może przecież sprzyjać uczestniczeniu obywateli w kształtowaniu społeczeństwa obywatelskiego, upominającego się o swoje prawa, ale i o kształtowanie kultury, nie naruszając prawa do swobodnej, niczym nieskrępowanej dyskusji, o ile nie deprecjonuje ona godności ludzkiej. Nagle przeciętni (w sensie statystycznym) obywatele mogą stać się strategicznymi zwycięzcami w sporze z ignorującą ich interesy władzą oświatową. Dlatego dziwi mnie lekceważenie tej społeczności oświatowego oporu.

Każdy, nawet słuszny projekt zmian czy reform oświatowych może być w cyberprzestrzeni odwrócony, zakwestionowany, byle tylko można było udowodnić władzy swoją wyższość nad nią. To rodzice przypomnieli władzom resortu edukacji, że to oni są pierwszymi i jedynymi wychowawcami dzieci, którym oświata publiczna ma pomagać w prowadzonej przez nich formacji osobowej dzieci, a nie prowadzić ją wbrew nim. Sprawnie prowadzony sieciocentryczny blog rodziców umożliwia im w bardzo krótkim czasie zebranie danych, ekspertyz z kilkuset źródeł i upublicznić je szybciej, niż mogliby to uczynić pracownicy resortu, którzy są w nim zatrudnieni w godzinach od… do… . Spór zatem wygrywają rodzice, gdyż potrafią skrócić czas przepływu i ujawniania określonych informacji, a ponadto upominają się o swoje, a MEN - o polityczne racje.

MEN przegrał bitwę z rodzicami o upowszechnienie edukacji dzieci od 6 roku życia, gdyż nie był w stanie reagować natychmiast i skuteczniej na słuszne postulaty i protesty tych, dzięki którym może on de facto istnieć. To nie rodzice muszą się zmienić, zweryfikować swoje postawy, poszerzyć własną wiedzę, ale to władze resortu edukacji zostały zmuszone do odłożenia zmiany oświatowej na kilka lat i powinny zastanowić się nad sposobem ponownego przekonania rodziców do swoich racji.

Rodzice mogą demistyfikować w Internecie fałszywe poglądy czy niezrealizowane przez minister edukacji obietnice. Ich blog jest doskonałym orężem w walce z manipulacją polityczną jaką stosuje władza, byleby tylko przeciągnąć na swoją stronę niezorientowaną rzeszę rodziców. Kompromitacja władzy staje się faktem publicznym, kiedy konfrontuje się złożone przez nią wcześniej deklaracje z realiami szkolnymi. Najlepszym tego przykładem jest chociażby ostatnia inicjatywa rodziców pt.„Akcja Darmowe Podręczniki. Wyślij rachunek Pani Minister”:

Wysyłasz dziecko do pierwszej klasy? Liczysz ile wydasz na książki?A pamiętasz jeszcze co obiecała pani minister?

"Sześciolatki, które pójdą pierwszy raz do szkoły, dostaną podręczniki za darmo".
Katarzyna Hall, Gazeta Wyborcza, 11 kwietnia 2008

Dziennikarz: Pierwszaki dostaną podręczniki za darmo?
Katarzyna Hall:
"Tak jest. I to pierwszaki w szkole podstawowej i pierwszaki w gimnazjach".
Polskie Radio PR 3, 15 kwietnia 2008

Jako świadomi obywatele bardzo poważnie traktujemy słowa przedstawicieli
najwyższych władz państwowych. Pomóżmy w realizacji tej pięknej obietnicy.



Po raz kolejny rodzice udowadniają władzom oświatowym, że w państwie demokratycznym dzieci nie są własnością państwa, a więc jego władze muszą się liczyć z tymi, którzy są ich prawowitymi opiekunami i wychowawcami. Jedną z kluczowych zasad wychowania jest bowiem – jak pisał Józef Tischner w „Etyce Solidarności” – zasada wierności. Tutaj nie wolno zdradzać – nie wolno pod żadnym pozorem. Więzów powiernictwa nadziei zrywać nie wolno.

Jeśli władze MEN chcą walczyć z rodzicami czy wprowadzać reformy wbrew nim i ich interesom, a nie chcą się z nimi konsultować, to muszą zacząć swoją "wojnę" od rozpoznania "wroga" w cyberprzestrzeni, bo tam właśnie ujawnione są wszelkie oczekiwania, aspiracje, lęki i troski rodziców. Powinny też sięgnąć po narzędzie naukowej diagnozy postaw społeczeństwa wobec spraw, które są kluczowe dla efektywności podejmowanych reform. Wszelkie manipulacje, administracyjne tricki, jakich jeszcze się imają niektóre samorządy, na nic się zdadzą, choć mogą mieć doraźny i wymierny efekt w niektórych częściach kraju.

2 komentarze:

  1. Zwycięstwo rodziców? Nie sądzę.

    Spójrzmy na "krajobraz po reformie", tzn. na:
    - 7-latki, które uczą się z podręczników dla 6-latków
    - 6-latki, którym oficjalnie NIE WOLNO uczyć się pisania i czytania
    - podręczniki, które po zmianie spisu treści są "zupełnie nowe" i trzeba za nie zapłacić jeszcze raz (bo zeszłoroczne są niezgodne z podstawą programową)
    - samorządy, które wykorzystują reformę do cięcia kosztów w postaci przenoszenia zerówek do szkół
    - MEN, który brak przygotowania szkół zwala beztrosko na samorządy

    Jasno widać, że jedynym zwycięzcą w tej sytuacji jest ośli upór minister Hall. Rodzice nie mają tutaj nic do gadania, co powiedziano im jasno i bez ogródek.

    A mądry góral Józef Tischner miał jeszcze jedno powiedzenie - o trzech rodzajach prawdy. Konsultacje MEN-u - to ten trzeci rodzaj.

    OdpowiedzUsuń
  2. To smutne, ale w Polsce wciąż pokutuje socjalistyczna strategia zmiany: "Damy wam reformę". Zakłada ona, że autorem zmiany może być tylko władza, a społeczeństwo jest jej biernym odbiorcą. Tzw. konsultacje społeczne są fikcją. Z góry przyjmuje się też, że opór wobec zmiany nie niesie dla władzy żadnych merytorycznych informacji na temat jej jakości czy też w ogóle potrzeby, ale jest pewnego rodzaju nieuniknionym wytworem ubocznym, z którym nie należy się liczyć. Na zasadzie "Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą". Nikt jedank z powodu wiór nie przestaje rąbać... Jeszcze smutniejsze jest jednak to, że taką strategię zmiany przyjęła p. Hall - pedagog z wieloletnim doświadczeniem w szkolnictwie niepublicznym, a więc tym, którego istnienie zawsze warunkowały inicjatywy oddolne. Naprawdę spodziewałam się po niej czegoś innego.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar kogoś obrazić, to zrezygnuj z komentowania.